Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

Z PERSPEKTYWY

Polak to kmiot
Specjalizujemy się we wzajemnym podgryzaniu i donosach. Polak to kmiot, który bez przerwy ma sobie coś za złe i chce być pierwszy w kolejce do przecenionego telewizora. Jesteśmy zawieszeni między cywilizacjami, ale do żadnej nie znaleźliśmy twarzy. Wschodu się wstydzimy, ale jesteśmy bardzo wschodni. Jak się napijemy wódki, to zaraz płaczemy i śpiewamy Kalinkę lub frontowe piosenki. Naturę mamy absolutnie stamtąd, ale potrzebę bycia mamy zachodnią. I tak miotamy się w obu kierunkach. O naszych przywarach, cechach oraz o swoim sposobie na życie w zgodzie z przemijającym czasem mówi Marek Kondrat - niegdyś aktor, dziś znawca win.
Marek Kondrat na okładce DECYDENTA & DECISION MAKERA. Foto: Andrzej Świetlik

 

Z MARKIEM KONDRATEM,

 

niegdyś aktorem, dziś znawcą wina,

 

rozmawia Damian A. Zaczek

 

Czy wie Pan co się dzieje w polskiej polityce?

Mniej więcej. Muszę powiedzieć, że - niestety - interesuje mnie ona, bo dotyczy mnie bezpośrednio i wszystkich Polaków z osobna. Mam wrażenie, że politykę traktujemy jak serial w telewizji, gubimy z pola widzenia treści, natomiast interesujemy się nieistotnymi szczegółami, w stylu kto kogo ugryzł. Taka jest nasza codzienna pożywka ukazująca Polskę kłótliwą, zaściankową, o której myślałem, że już znikła z pola widzenia. Myślałem, że dzisiejsza Polska zacznie zbliżać się do Europy, oddychać jej wartościami demokratycznymi. Niestety, odżyła Polska, której nigdy nie lubiłem, której się bałem, taka Polska ciemna, przykościelna, zabobonna, strachliwa, zła, nietolerancyjna, Polska dla Polaków, Polska nie rozumiejąca innych ludzi, niechętna im. Tej Polski nie lubię.

Jak, wobec powyższego, czuje się Pan jako obywatel?

         Mam tutaj swoje miejsce, swoje sprawy, sentymenty, miłości. Nie zamierzam ich zostawić dla spraw doraźnych i przejściowych. Na szczęście, Polska to również kraj ludzi światłych, otwartych, podróżujących, którzy - mam nadzieję - odnowią oblicze naszej ojczyzny. Nie sądzę, iż dotrwam tych czasów promiennych, kiedy będziemy się zachowywać tak, jak ta część Europy, do której zmierzamy. Ale o poprzedniej epoce też myślałem, że nie dożyję jej upadku. Polacy są niesłychanie szybcy, sprawnie adaptują się do nowej rzeczywistości, ale nie można im przeszkadzać.

         Z czym najbardziej nie może się Pan pogodzić w Polsce?

         Z prowincjonalizmem, z zamknięciem na innych ludzi, Europę, świat. Osobiście mam potrzebę i przyjemność z obserwacji natury, przyrody. Dzisiaj bardziej się tym zajmuję niż człowiekiem sensu stricto. Porzuciłem penetrację duszy i natury ludzkiej razem z zawodem aktora. Gdyby człowiek w skupieniu i zrozumieniu obserwował naturę, to na świecie byłoby znacznie mniej agresji. Wspólnota europejska została stworzona 50 lat temu, żeby współpracować, uczyć się wzajemnie od siebie, korzystać z jedności, pomagać sobie. Dzisiaj rządzący Polską nie rozumieją podstaw Europy, oni rzadko - jeśli w ogóle - opuszczali miejsce urodzenia, nie poznali innych kultur, cywilizacji, nie chcą ich poznać i - tym samym - nie umieją się w nich znaleźć. Ja dzisiaj z racji swojego nowego zawodu mam strasznie dużo kontaktów z ludźmi innych kultur, którzy są tacy sami jak my. Oni się tylko gdzie indziej urodzili. Warto sobie uświadomić, że świat składa się nie tylko z Polaków, że my nie jesteśmy centrum świata, jeżeli w ogóle jakikolwiek inny naród jest.

         Pan może sobie pozwolić na komfort spokojnej obserwacji świata.

         Tak, to sprawa wyboru. Start do dzisiejszego stylu życia miałem w 1982 r., w stanie wojennym, kiedy opuściłem teatr instytucjonalny, kiedy zerwałem kontakty z jakąkolwiek przynależnością do pracodawcy, kiedy zacząłem kredytować państwo własnymi podatkami nie oczekując niczego w zamian. Poszedłem na swoje wykonując wolny zawód i chciałem go traktować w sposób wolny. Nie opływałem wtedy w żadne dostatki. Taką drogę wytyczyłem sobie sam. Podkreślam to, gdyż bardzo często ludzie zazdroszczą mi dzisiaj, że na coś mnie stać. Ale to nie jest spadek, ja to sobie wypracowałem. I dzisiaj zajmuję się tym, co mnie ciekawi. Tej ciekawości poświęcam tyle czasu, ile chcę.

         Ceni Pan czas?

         Czas jest dla mnie wartością fundamentalną. Lubię go tracić, ale na to, co sam sobie wymyślę, a nie na sprawy narzucone. Dotyczy to także moich związków ojczyźnianych, patriotycznych, wyznaniowych i tego wszystkiego, co jest intymnością. Nie lubię wznoszenia sztandarów w takich wymiarach, które są nieadekwatne do potrzeb rzeczywistości. Nie wiem dlaczego dzisiaj mamy podkreślać swoją odrębność w Europie, wywyższać się, szantażować, wymachiwać jakimś naszym sztandarem, których to gestów i zachowań Europejczycy nie rozumieją lub ich irytują. Jako Polacy nie powinniśmy się czuć w Europie jako poszkodowani przez historię. Nieustanne oglądanie się wstecz nie jest dla mnie motorem napędzającym mój organizm do życia. Ja niczego nie pamiętam z przeszłości poza kilkoma fajnymi zdarzeniami. Wyrzucam złą pamięć z mózgu, w związku z czym ja na niej niczego nie buduję.

         My, Polacy, bez przerwy coś demontujemy, rozdrabniamy, osłabiamy. Czy naszą narodową cechą jest destrukcja?

         Powiedziałbym, że Polacy mają pewien niedowład realizmu. Mamy za to nadmiar wyobraźni. Dopiero od niedawna rozumiemy, że liczy się przede wszystkim człowiek, a nie masa ludzka, jak uczyli komuniści. Odzwierciedleniem naszych cech są rozbiory, do których nasi przodkowie przyczynili się własną głupotą, ambiwalencją, warcholstwem, brakiem poczucia odpowiedzialności obywatelskiej. Wszystko, co następowało potem, miało początek w wiekach wcześniejszych. Proszę też pamiętać, że w XV i XVI mieliśmy też złote czasy, ale je zaprzepaściliśmy. Profesor Tazbir pisze "W pogoni za Europą", że w tamtych świetnych czasach Polacy nie mieli żadnej świadomości przynależności do rodziny europejskiej. Nawet nie mieli świadomości świetności, potęgi swojego kraju. Niewielu ludzi podróżowało, byliśmy dość hermetycznym zaściankiem. To poczucie opóźnienia odczuwamy po dziś dzień. W związku z tym zapieprzamy przez dzieje niesłychanie szybko, bez przerwy coś zmieniając, usprawniając. Przez ostatnie prawie 18 lat zbudowaliśmy niemal nowe państwo, a obecna władza mówi nam, że ta budowla nie tak miała wyglądać i należy ją zburzyć. My dzisiaj emitujemy z Polski kompletny anachronizm wywołujący zdumienie u Europejczyków. Słyniemy z wielkiej niechęci do uprawiania polityki zagranicznej, nie chcemy uczestniczyć w życiu Europy.

         Wynika to również z utraty historycznej ciągłości, braku kultywowania tradycji.

         Głównym imperatywem naszego życia jest pośpiech. Prawda, mamy też kłopoty z tożsamością. Wszyscy ludzie do których jeżdżę po wina to chłopi, czasami zdarzy się jakiś arystokrata zajmujący się winiarstwem od pokoleń. Fenomenalne jest to, że ci winiarze są w tym samym miejscu od stuleci. Oni nie mają żadnego kłopotu z umieszczeniem siebie w cywilizacji. A Polacy mają - fundamentalny. Przecież polska państwowość nie zaczęła się w 966 r. wraz z przyjęciem chrztu przez Mieszka, tylko setki lat wcześniej. To Kościół zawłaszczył naszą umysłowość tą nieprawdziwą datą. Włosi chodzą po kamieniach pamiętających czasy grubo przed Chrystusem. Świadomość tego faktu pozwala Włochowi żyć bez pośpiechu. My mamy trawnik z rolki, bo nie mamy czasu na sianie trawy. Idziemy szybciej, ale dokąd się tak spieszymy? Nie wiadomo. Bez przerwy szukamy rąk, za które trzeba się złapać i wystąpić wspólnie z jakimś orężem przeciwko czemuś lub komuś.

         Nie lubimy się jako społeczeństwo?

         Nie. Widziałem Polaków pod każdą szerokością geograficzną. Nie stworzyli oni żadnej silnej grupy wywierającej wpływ na lokalną społeczność. Polacy jako grupa nie istnieją. A proszę popatrzeć na Żydów, Włochów, Ukraińców, Chińczyków - wszyscy trzymają się razem, tworzą mafie, lobby. My natomiast specjalizujemy się we wzajemnym podgryzaniu i donosach. Polak to kmiot, który bez przerwy ma sobie coś za złe i chce być pierwszy w kolejce do przecenionego telewizora. Takie zachowania również wynikają ze słowiańskiej przeszłości, kiedy polskie państwo nie istniało. Nie obserwuje się w świecie polskich karier. Są tylko wyjątki. Roman Polański po "Nożu w wodzie" wiedział, że jeśli chce osiągnąć sukces, to musi wyjechać z Polski.

         Ostatnio byłem na Hungaroringu i obserwowałem tam kuriozalne zjawisko. Wie pan, jakie pieśni śpiewali polscy kibice? "Robert Kubica naszym przyjacielem jest" i "Polska, Polska biało-czerwoni". Te okrzyki w ogóle nie pasowały do klimatu Formuły 1, bo tam nie ma takich narodowych przynależności. Owszem, kibice mają flagi narodowe, ale pod nimi zawsze jest godło stajni, której kibicują. Bo to są kibice motoryzacji, szaleńcy, którzy mają we krwi cholerną potrzebę katowania się piekielnym hałasem, ale nikt tam nie podkreśla narodowości. Nasi kibice mają potrzebę zaistnienia, Polak chce się stworzyć, pokazać światu.

         Nie dziwi mnie to. Brak nam idoli, przywódców, dumy z kraju.

         Jesteśmy zawieszeni między cywilizacjami, ale do żadnej nie znaleźliśmy twarzy. Wschodu się wstydzimy, ale jesteśmy bardzo wschodni. Jak się napijemy wódki, to zaraz płaczemy i śpiewamy Kalinkę lub frontowe piosenki. Naturę mamy absolutnie stamtąd, ale potrzebę bycia mamy zachodnią. I tak miotamy się w obu kierunkach.

         Jednak uczestnictwo w Unii Europejskiej uczy nas bycia po stronie zachodniej, choć może trochę wolno.

         Proszę zwrócić uwagę, jak nasze władze odnoszą się do Niemiec. To żenujące mówienie dziś o wrogu. To nieumiejętność bycia wśród ludzi. Prezydent i premier nigdy specjalnie nie lubili ludzi, woleli siedzieć w domu, uprawiać kanapową politykę, a mama kazała im zmieniać buty na kapcie.

         Jak teraz wygląda Pana świat, gdy rzucił Pan aktorstwo?

         Z aktorstwem dałem sobie spokój. Nie spodziewam się, że będą pojawiały się scenariusze uwzględniające mój wiek. Zająłem się winem, głównie z instynktownej potrzeby obcowania z czymś, co trwa przez wieki, ma ciągłość i nigdy nie zginie. Ja nie lubię błyskawicznych zmian, lubię jeździć w miejsca, które już zobaczyłem. Mam nudną naturę. I chcę sobie sam dozować temperaturę życia. W związku z tym poszukuję takich miejsc i takich ludzi, którzy też są skazani na tak samo spokojne życie. Wino trwa przez tysiące lat. Ta świadomość daje mi poczucie spokoju. Zawsze lubiłem wino, choć dzisiaj mogę go pić znacznie mniej. Mam swoją kolekcję win, sam po nie jeżdżę po Europie, oglądam winnice, rozmawiam z ludźmi. Później w moim sklepie w Warszawie opowiadam klientom o tym, co zobaczyłem i czego się dowiedziałem. Mówię o spokojnym świecie, o ludziach, którzy żyją w zgodzie z naturą.

         Gdyby Polacy nauczyli się pić wino zamiast wódki i piwa, to mieliby inny charakter - bardziej spokojny, refleksyjny?

         Zdecydowanie tak. W takiej zmianie gustów upatruję dużą szansę. Mamy 700 winiarzy, którzy jeszcze nie mogą sprzedawać swoich win głównie z powodu braku ustawy skarbowej, która traktowałaby ich inaczej niż producentów mocnych alkoholi. Ale oni już robią swoje wina. To jest taki imperatyw przynależności do cywilizacji, bo oni interesu na tych winach nie robią. Widać więc, że ten kraj się zmienia. Muszę panu powiedzieć, że moje obecne wybory absolutnie licują z charakterem, potrzebą oddalenia, wyciszenia. Ja chcę teraz sobie spokojnie popatrzeć na posła Filipka i posłuchać, co mądrego wymyśli (gromki śmiech).

         Dziękuję za rozmowę.

         Rozmowa ukazała się w jedynym w Polsce magazynie lobbingowym DECYDENT & DECISION MAKER, nr 72 (wrzesień) 2007 r.

 

 

Żele łagodzą
różne bóle
 
decydentów.

Oprócz egzystencjalnych.

Komentarze, felietony, eventy

RELACJE PUBLICZNE
HOME-SPUN PR
PR w kapciach
Najzdolniejsi czeladnicy, obdarzeni prawdziwym talentem, z czasem opuszczali mistrza i zaczynali działalność na własny rachunek. Fakt, że wyszli z pracowni cenionego malarza, pomagał im, ale musieli na swoje nazwisko zapracować. całość...
DECYZJE I ETYKA
PR2
„Są wielcy, którzy takimi się rodzą, inni wielkość zdobywają, a pozostali zatrudniają specjalistów z zakresu public relations” - profesor Gasparski cytuje pewnego speca od PR. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Ingracjacja
Nie wszystkie przejawy kokieterii, próby flirtu, przymiarki do podboju wywołują miły dreszczyk emocji, ciekawości i ochoty. Nie wszystkie „podchody” wywołują chęć sprawdzenia, podjęcia gry i wyzwania czy rozkosznej uległości. całość...
NA TROPIE LOGIKI
Polskie standardy
W XXI wieku, kiedy zalewani jesteśmy olbrzymią ilością informacji, kiedy w każdej chwili podejmujemy mające wymierne skutki decyzje, warto sobie ułatwiać życie i zautomatyzować pewne czynności, by się na nich nie koncentrować. całość...
STYL ŻYCIA
Polak pije mądrze
Akcyza stanowi 50,6 proc. ceny butelki wódki, a VAT 18 proc. Razem daje to 68,6 proc. ceny, czyli 14,40 zł, przy cenie półlitrowej butelki wódki 21 zł. "Czysta" wódka kosztuje 6,60 zł. całość...
OD REDAKTORA
FROM THE EDITOR
Lobbingowa porażka / A lobbying setback
Jedną z większych porażek lobbingowych ostatnich miesięcy było przeforsowanie w Sejmie ustawy o tworzeniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. całość...
BIBLIOTEKA D & DM
Bądź sobą
W czasach, gdy pewna jest tylko zmiana, nieustannej zmianie ulegają również potrzeby organizacji jak i każdego jej członka z osobna. Potrzeby te musi rozpoznać i zaspokoić przywódca. W miarę jak wzrasta tempo zmian, ludzie coraz całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1060379 Czytelnikiem.