Ładne i pełne gracji mają być stewardessy, kelnerki, hostessy, modelki. Najlepiej do tego stopnia, aby klient-mężczyzna się rozmarzył i pobudził. Zwłaszcza status modelek jest pouczający - pisze Mirosław Karwat.
 |
Mirosław Karwat |
|
MIROSŁAW KARWAT
Jak działa ten, kto kusi samym sobą?
Eksponuje własną obecność i własne walory. To on sam ma stać się atrakcją, dobrem pożądanym.
Czym może nas ktoś pociągać? Zwykle w grę wchodzą trzy rodzaje atutów.
Po pierwsze, walory fizyczne – aparycja, uroda, a także imponująca sprawność fizyczna, zręczność, zwinność; także siła, jeśli budzi nie poczucie zagrożenia, lecz bezpieczeństwa, opieki. Piękna twarz, subtelne rysy – sugerujące (czasem na wyrost lub zwodniczo) jakiś rodzaj wrażliwości, uduchowienia. Zgrabna sylwetka – wywołująca piorunującą mieszankę podziwu, fascynacji, pożądania i zazdrości. Trudny do wyjaśnienia, lecz niewątpliwy i nieodparty sex appeal. To istotny rodzaj przewagi nad potencjalnym partnerem czegokolwiek – nawet czysto grzecznościowej lub urzędowej rozmowy, gdyż powodujący jeśli nie poczucie atrakcyjności, a w rezultacie przychylność, otwartość, podatność, to w każdym razie respekt. Taką bronią posługują się: zabójczo przystojny podrywacz, siłacz o powierzchowności poczciwca, „laska”, kobieta-wamp. Podziw, fascynację lub pożądanie wzbudzone ku sobie mogą wykorzystać do swoich własnych celów lub do wykonania swych zadań i obowiązków.
Po drugie, urok osobisty – związany z przyjemnym dla innych sposobem bycia i obcowania z ludźmi. Ujmują nas i nastawiają przychylnie wytworne maniery, elegancja, subtelny i wyrafinowany gust konesera win, muzyki, literatury - albo przeciwnie: bezpośredniość, prostota, naturalność. Usposabia życzliwie umiejętność wzbudzania zainteresowania (ale bez szoku, niesmaku), talent gawędziarza, poza wdzięcznego słuchacza-powiernika, nienatrętne i nie prowokujące kompleksów popisy błyskotliwej inteligencji, dowcipu. Rozbraja i podbija oszołamiająca fantazja, rozmach, wielki gest, dar improwizacji w sytuacjach, gdy innym brak pomysłu i czują się bezradni. Może to być naturalny sposób bycia danego człowieka, ale też może to być świadomie obrana taktyka, oparta na wykorzystaniu tych miłych dla otoczenia predyspozycji. Czaruś, przyjemniaczek – to szczególne wcielenie spryciarza, cwaniaczka, wyspecjalizowanego w uzyskiwaniu od ludzi ustępstw, darów, korzyści lub decyzji naiwnych tylko dlatego, że umie wzbudzić sympatię, zaufanie, stworzyć miłą atmosferę, a w rezultacie pozytywne nastawienia i oczekiwania.
Po trzecie, może to być kapitał użyteczności i domniemanego lub rzeczywistego wpływu.
Zacznijmy od powabu zewnętrznego, o charakterze psychofizycznym.
Najprostszy przykład takiej „żywej przynęty” – pociągającej na zasadzie czysto naturalistycznej – znajdziemy w autostopie. Samotny kierowca w wieku rozrodczym – nawet bardzo śpieszący się i daleki od skłonności towarzyskich, nie mówiąc już o odruchach altruistycznych – natychmiast zatrzymuje się, nawet hamuje z piskiem opon lub cofa się o tę drogę hamowania, gdy widzi na poboczu apetyczną laskę. W nagrodę za ten zdrowy odruch wrażliwości seksualnej zapozna się też z wyłażącymi z rowu lub z krzaków kolegami tej laluni.
Inny przykład – znany aż nadto dobrze z reklamy – to żerowanie na atawistycznych instynktach i popędach (seksualnych, kulinarnych). Tu kusiciel liczy na sublimację popędów – tzn. na przeniesienie pożądania z nieosiągalnej zresztą modelki na samochód lub jacht. Zresztą, wzbudzone tym nastawienie odbiorcy nie jest wyłącznie irracjonalne, gdyż wzmocnione podskórną nadzieją, że ten, kto posiada taki wóz, taki jacht, będzie tak przyciągał do siebie krasawice jak miód przyciąga muchy.
Taka żywa przynęta (w rzeczy samej, sama w sobie ponętna) spełnia podobną rolę jak dyspozycyjna Małgorzatka w służbie Mefistofelesa.
Oczywiście, taka żywa przynęta może służyć nie tylko niecnym celom (naciąganiu naiwnych, zwabieniu w celu napadu rabunkowego). Kusicielskie atuty (uroda, naturalny wdzięk, wsparty odpowiednio atrakcyjnym strojem służbowym i zawodową etykietą usłużności) to elementarny warunek funkcjonowania w pewnych zawodach i na pewnych stanowiskach, zwłaszcza związanych z obsługą klientów.
Ładne i pełne gracji mają być stewardessy, kelnerki, hostessy, modelki. Najlepiej do tego stopnia, aby klient-mężczyzna się rozmarzył i pobudził. Z kolei personel męski w serwisie salonowym powinien wzbudzać w klientkach co najmniej nastroje z Harlekina, jeśli nie gotowość erotyczną.
Zwłaszcza status modelek jest pouczający. Aby odzież, bielizna czy kosmetyki prezentowały się atrakcyjnie, modelka użycza swej własnej urody. Można by wręcz mieć dylemat, czy te ciuchy lub kosmetyczne powłoki są gustowne, eleganckie albo po prostu efektowne i wygodne same w sobie, bez względu na to, kto je nosi, czy też wrażenie ich atrakcyjności jest całkowicie zapożyczone, przeniesione na kredyt z czyjejś wzorcowej sylwetki lub fizjonomii. Uboczny paradoks polega na tym, że klientki tylko przeciętnie urodziwe lub piękne inaczej nabierają ochoty na stroje modne podziwiając je na swoich niedosiężnych konkurentkach. A także na tym, że kuszone są nie tyle panie przez panie, ile panowie, przenoszący strój z obiektu spontanicznego podziwu i mimowolnego, a niespełnionego pożądania na żywy manekin zastępczy w osobie swej żony lub kochanki. Z wielkim gestem płacą rachunek za oglądanie najpierw oryginału, a potem już trochę mniej doskonałej kopii czy repliki.
Przystojni i wytrawni powinni wydawać się panowie, których zawodowym, służbowym zadaniem jest zainteresować ofertą, namówić. Towar lepiej się sprzedaje, jeśli sprzedawca też ma warunki, by dobrze się „sprzedać” we wrażeniach nabywców. Do strzelistych kolumn i gładkich alabastrów luksusowego hotelu lepiej pasuje pan gładki i wysoki w roli portiera czy parkingowego niż zmarszczony i przygarbiony albo kulawy weteran pracy.
Urzędniczka nie musi (choć może) być piękna i wzbudzać fantazji seksualnych; ale to dlatego, że petent i tak musi wystąpić o pozwolenie, zjawić się na wezwanie, opłacić w terminie podatek. I nie wybiera między urzędem jednym, drugim, trzecim. Natomiast recepcjonistka powinna być ładna i miła - po to, aby gość nie szukał lepszej obsługi czy choćby tylko przyjemniejszych wrażeń u konkurencji.
Osobliwy jest ten mechanizm atrakcyjności. Oferta staje się atrakcyjna dzięki poczuciu atrakcyjności nosiciela oferty. Albo wręcz dzięki atrakcyjności człowieka w roli ozdobnego dodatku. Takim dodatkiem są np. odpowiednio młode, zgrabne i roznegliżowane panienki otaczające najnowszy samochód na targach. Wiadomo, że na sprzedaż jest samochód, a nie te maskotki. Ale to one gwarantują przykucie uwagi, choć przy okazji tę uwagę rozpraszają. A może czasem właśnie o to chodzi? O odwrócenie uwagi od czegoś przez jej skierowanie ku czemuś i zaabsorbowanie.
Zawodowy kusiciel – czy to będzie ktoś w jakiejś służbie (szpieg, akwizytor, sprzedawca), czy też najemny żywy ozdobnik i wabik – ma w sobie coś ze sprzedawcy złudzeń. Widać to wyraźnie w reklamie i w handlu. Mamy takie odczucie, jak gdybyśmy kupowali samego modela (z jego czarem), podczas gdy kupujemy tylko mydełko Fa, podpaski, makaron, pomadkę, suszarkę, lakier do własnych (a nie do jego) włosów.
Mirosław Karwat