O lobbingu znowu głośno i aferalnie. Pojawiają się jednak głosy rozsądku, iż to nie lobbowanie jest winne, ale ludzie, którzy parają się załatwiactwem. A to ma krótkie nogi - pisze Damian A. Zaczek.
 |
Damian A. Zaczek, redaktor naczelny |
|
Jak na polskie warunki o lobbingu mówiło się i pisało pozytywnie dość długo. Lobbowano u nas (choćby przedstawiciele Eureko), my lobbowalśmy w Europie. Najgłośniej i skutecznie w sprawie kandydatury Jerzego Buzka na stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego, nieco mniej efektownie i efektywnie na rzecz Włodzimierza Cimoszewicza na fotel sekretarza generalnego Rady Europy. I w jednym, i w drugim przypadku polskie władze prowadziły lobbing osiągając efekt pozytywny i wynik negatywny. Do dziś nie słychać, aby międzynarodowe lobbowanie na rzecz obu polskich polityków nosiło znamiona korupcjogenne. Bo taki jest i powinien być lobbing – jawny. Oznacza to ni mniej ni więcej, że wiadomo jest, kto dla kogo, w jakiej sprawie i za jakie wynagrodzenie uprawia rzecznictwo interesów. Jeśli warunki przejrzystości są spełnione, to nie pojawia się grunt do załatwiactwa.
Inaczej rzecz się miała z „hazardowym lobbingiem”. Tutaj dwaj „przedsiębiorcy” załatwiali zapisy ustawowe przez telefon i podczas spotkań w dziwnych miejscach z politykami mogącymi mieć wpływ na stanowienie prawa. Nie udało się i to jest pozytywny wydźwięk tej afery.
Hazardowy lobbing jest sprawą rozwojową i omawianą na bieżąco. Nas w DECYDENCIE interesuje poboczny, ale bardzo istotny, wymiar problemu czyli patologia w lobbingu.
Tak więc, ponownie pojawia się pytanie: czy „Ustawa o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa” funkcjonuje w politycznych realiach demokratycznych? Najświeższy przykład dowodzi, że nie.
Środowisko lobbystów (przyznajmy: nieliczne i mało skuteczne) kilkakrotnie w różnych gremiach sygnalizowało i punktowało fatalne dla prawa zapisy ustawy, jak choćby nierównoprawność lobbujących, czy nieścisłą definicję lobbysty.
Niedoskonała ustawa lobbingowa, lekceważona przez decydentów, po raz kolejny obróciła się przeciwko nim. Spektakularnie po raz pierwszy w wyniku tzw. afery Dochnala, który usiłował korumpować polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Dzisiejsza afera po raz kolejny pokazała, że lobbystą może być każdy, kto ma do władz jakiś prywatny interes. Oczywiście, wartością demokracji parlamentarnej jest przede wszystkim wolność i swoboda wypowiedzi w istotnych dla społeczeństwa, społeczności biznesowych, kulturalnych, sportowych, etc., sprawach. Nie znaczy to jednak, że każdy może po kryjomu wziąć telefon i zadzwonić do Miro czy do Zbyszka i złożyć propozycję nie do odrzucenia, która będzie później nieformalnie nagrodzona.
Demokracja wypracowała uznane drogi wywierania legalnego wpływu. Jedną z nich jest założenie stowarzyszenia branżowego i artykułowanie interesów grupowych członków. Innym rozwiązaniem jest zlecenie wywarcia nacisku na decydentów przez zawodowego lobbystę, który powinien wiedzieć, jak postępować w granicach prawa. Jednak ze względu na dziwne odium otaczające w Polsce lobbing, ta druga droga nie znajduje uznania. Paradoksalnie: politycy boją się spotykać z lobbystami, bo o tych spotkaniach muszą sporządzać notatki, a nie boją się spotkań po kryjomu, bo nikt nie widzi. Jak dzieci, które zamykając oczy myślą, że stały się niewidzialne.
Na szczęście, co jakiś czas, dzięki wolności mediów, obywatele dowiadują się o aferach lobbingowych dzieci we mgle z zamkniętymi oczkami.
Dużą, a może nawet jedyną, winę za stan polskiego lobbingu ponosi środowisko lobbystów. Założone kilka lat temu Stowarzyszenie Profesjonalnych Lobbystów w Polsce zrzesza zaledwie kilka firm i jest organizacją martwą.
Podjęta kilka miesięcy temu próba reaktywowania Stowarzyszenia, właśnie w celu nowelizacji ustawy lobbingowej, nie powiodła się m.in. z powodu znikomego zainteresowania środowiska.
Może pojawić się dylemat: taki lobbysta, jakie jego kształcenie. Przedmiot lobbingu jest wykładany w co najmniej kilkunastu szkołach wyższych w Polsce.
Kilka lat temu dr Małgorzata Molęda-Zdziech otworzyła w Collegium Civitas Studium lobbingu, na które w dwóch trzymiesięcznych semestrach zgłosiło się zaledwie po 10 osób. Jak poinformowano mnie nieoficjalnie, w przyszłym roku w Szkole Głównej Handlowej mają ruszyć roczne studia lobbingowe.
Dodajmy, iż na rynku wydawniczym ukazały się cztery książki stanowiące kompendium wiedzy o lobbingu w Polsce, Europie i świecie (w tym dwa tłumaczenia: z francuskiego i angielskiego).
Od 1999 r. w drukowanej wersji DECYDENTA wielokrotnie autorzy teoretycy i praktycy lobbingu omawiali specyfikę tego zawodu. Okazuje się, iż żmudny proces edukacji ma jeszcze przed sobą długą i aferalną drogę.
Damian A. Zaczek