Niedawno było tak: najpierw słowo drukowane, później wrzucone do sieci. Niedługo będzie na odwrót: powstaną drukowane wersje portali internetowych. Taka może pojawić się rynkowa potrzeba.
 |
Przykładowe okładki drukowanych wersji DECYDENTA & DECISION MAKERA |
|
Jeszcze nie tak dawno, a nawet do dzisiaj, zasada postępowania wydawców gazet była taka: uruchamiam gazetę drukowaną, a następnie (lub równolegle) stronę internetową, która często przekształca się w portal (ładniej brzmi, a i jego pojemność treściowa jest głębsza).
Nieprzewidywalny rozwój Internetu, łączności i komunikacji oraz mnogość źródeł informacji spowodowały tak drastyczny spadek czytelnictwa słowa drukowanego, że wydawcy będą musieli w swoich głowach odwrócić sposób biznesowego myślenia.
Gazety codzienne tracą sens biznesowy, ale nie czytelniczy. Jednak bez dochodu trudno mówić o sukcesie i perspektywach. Wydawców-filantropów dokładających do przedsięwzięcia, aby sprawić przyjemność garstce papierowych czytelników, nie znajdziemy nawet ze świecą. Przenosiny do Internetu wymusza więc rynek.
Z jaką sytuacją będziemy mieli do czynienia w bardzo, ale to bardzo bliskiej przyszłości? Codziennie w Internecie powstaje kilkadziesiąt stron internetowych odwiedzanych prze kilku, kilkunastu lub kilkuset zapaleńców. Gdy taka strona okrzepnie i okaże się potrzebna, to w ślad za nią może (powinno?) pójść uzupełnienie w postaci gazety drukowanej, która będzie rozsyłana bezpłatnie lub w prenumeracie do czytelników sieciowych. Wtedy taka gazeta papierowa będzie interesująca dla reklamodawców zainteresowanych konkretną grupą odbiorców – potencjalnych klientów. W ten sposób mediom drukowanym nie zagrozi całkowita zagłada ani ze strony Internetu, ani audiobuków, ani kindle`ów, ani innych czytników.
Damian A. Zaczek