Apeluję o podjęcie przez polskie MSZ wszelkich starań, ukierunkowanych na uzyskanie od strony białoruskiej oficjalnych wyjaśnień w sprawie nałożenia na mnie restrykcji wizowych. Nie domagam się bezwzględnie anulowania zakazu wjazdu, gdyż szanuję prawo suwerennego państwa, jakim jest Republika Białoruś, do nieskrępowanego określania listy niepożądanych osób. Jestem w stanie zaakceptować fakt, iż za taką niepożądaną osobę zostałem uznany również ja – lecz chciałbym znać oficjalne powody tej decyzji. Mam również prawo oczekiwać, iż zostanie mi udzielona możliwość obrony wobec stawianych mi oskarżeń, które według moich przypuszczeń, są jedynie wymysłem nadgorliwych funkcjonariuszy KGB i niezaprzeczalnie godzą w moje dobre imię - pisze polski dziennikarz Jakub Łoginow.
 |
Jakuba Łoginowa "Białoruskie notatki" |
|
Pomimo wyraźnych przejawów demokratyzacji i licznych gestów czynionych w stronę Europy Zachodniej, Białoruś nadal utrzymuje rozbudowany system restrykcji wizowych wobec kilkudziesięciu tysięcy obcokrajowców, którzy odważyli się powiedzieć publicznie złe słowo o tamtejszej władzy. Na „czarną listę” osób, objętych zakazem wjazdu na Białoruś, można było trafić z naprawdę błahych powodów, które często wynikały z aktualnego „widzi mi się” funkcjonariusza KGB. W wielu przypadkach wystarczyło, że funkcjonariusz znalazł w bagażu obcokrajowca chociaż jedną „wywrotową” publikację, na przykład poświęconą Białoruskiemu odrodzeniu narodowemu lat 1988-1995, by bez możliwości przedstawienia swojego stanowiska zostać wpisanym na listę osób niepożądanych.
I chociaż od 2007 roku białoruski aparat państwowy nie jest już tak gorliwy w szukaniu wyimaginowanych „wrogów narodu”, to jednak te kilkadziesiąt tysięcy osób, wpisanych potajemnie na „czarne listy”, nadal na nich figuruje, bez możliwości zrehabilitowania się. Procedura odwoławcza od nałożonego na daną osobę zakazu wjazdu nie istnieje, gdyż oficjalnie sprawy nie ma. Republika Białoruś odmawia potwierdzenia na piśmie, że została na nas nałożona restrykcja wizowa, a odmowy w wydaniu wizy nie są w żaden sposób argumentowane. Dochodzi nawet do takich absurdów, kiedy sam przedstawiciel białoruskiej administracji chce zaprosić daną osobę do Mińska, gdyż w polskiej firmie zajmuje się ona współpracą z Europą Wschodnią – i nie może tego zrobić z powodu utajnionych restrykcji.
Niestety, mimo konstytucyjnego obowiązku opieki nad obywatelami RP, polska ambasada w Mińsku nie wykazuje woli pomocy w rozwiązaniu tego typu sytuacji, a problemy wizowe polskich obywateli nie są przedmiotem rozmów polskiego MSZ z jego białoruskim odpowiednikiem. Potwierdzają to moje osobiste zmagania z zakazem wjazdu na Białoruś, który został na mnie nałożony w 2006 roku, w związku z prowadzoną przeze mnie działalnością dziennikarską. Próby rozwiązania tego problemu poprzez białoruską ambasadę oraz polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie przyniosły żadnego rezultatu, pomimo wyczerpania wszelkich dostępnych środków postępowania administracyjnego.
W związku z powyższym, zwracam się z apelem do polskiej administracji rządowej, do Rzecznika Praw Obywatelskich, organizacji pozarządowych i mediów, o pomoc w nagłośnieniu i rozwiązaniu przedstawionego problemu. Mój przypadek, który poniżej szczegółowo przedstawię, nie jest wyjątkiem, gdyż podobne restrykcje dotknęły kilka tysięcy polskich obywateli, którzy są w tej sprawie osamotnieni i nie mogą liczyć na pomoc polskiej dyplomacji.
Opis przypadku
Jestem Polakiem, obywatelem RP, pracującym od 2005 roku m. in. dla ukraińskich mediów. Od 2006 roku pracuję jako polski korespondent kijowskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia”, natomiast w latach 2005-2007 byłem korespondentem zagranicznym i komentatorem „Lwiwskiej Hazety”. To właśnie z działalnością dziennikarską prowadzoną na łamach tego lwowskiego dziennika wiążą się restrykcje nałożone na mnie przez władze Białorusi.
Na stronach „Lwiwskiej Hazety”, w okresie od lipca 2005 do czerwca 2006 r., ukazywał się mój autorski cykl artykułów publicystycznych „Białoruskie notatki”, w których opisywałem sytuację społeczno-polityczną i gospodarczą Białorusi (z polskim tłumaczeniem tych tekstów można się zapoznać tutaj: http://www.baltic-ukraine.com/pl/index.php/post/568/).
W artykułach tych znalazły się również sformułowania krytyczne wobec rządów Aleksandra Łukaszenki (informacje o represjach politycznych, rusyfikacji, łamaniu praw człowieka), chociaż dołożyłem wszelkich starań, aby teksty były jak najbardziej obiektywne i dalekie od traktowania sytuacji politycznej Białorusi w kategoriach czarno-białych. Dlatego też dużo uwagi poświęciłem nagłośnieniu pozytywnych aspektów rządów białoruskiego prezydenta, w tym jego osiągnięć ekonomicznych, co było rzadkością na tle jednostronnie negatywnych informacji publikowanych przez prasę w Polsce.
Nadmienię, iż cykl „Białoruskie notatki” ukazywał się w specyficznym momencie. Na łamach „Lwiwskiej Hazety” relacjonowałem m. in. burzliwą kampanię przed wyborami prezydenckimi 2006 roku, głośny konflikt wokół Związku Polaków na Białorusi, a następnie – rewolucję na Placu Październikowym (marzec 2006) i program polskiej pomocy dla białoruskich studentów, relegowanych z białoruskich uczelni (program stypendialny im. K. Kalinowskiego). Moje artykuły spotkały się z dosyć dużym odzewem, a z wielu źródeł posiadam informację, iż były również czytane przez białoruskie służby (KGB), co było o tyle łatwe, że pisałem pod własnym nazwiskiem i dość regularnie (raz w tygodniu), a teksty były i są nadal dostępne w internetowym wydaniu gazety.
W kwietniu 2006 roku złożyłem w gdańskim konsulacie Republiki Białoruś wniosek o wizę wjazdową na Białoruś, jednak spotkał się on z odmową bez podania przyczyn. Co znamienne, nie otrzymałem żadnej decyzji uzasadniającej odmowę – jedynym śladem tej sprawy jest mało znaczący wpis w paszporcie, który nie da się jednoznacznie zinterpretować jako zakaz wjazdu. Na pytanie o to, czy jest to jednorazowa odmowa, czy też zostałem objęty zakazem wjazdu, konsul odpowiedział wymijająco, sugerując trwalszy zakaz i zarazem odmawiając oficjalnego komentarza. Pan konsul poinformował mnie jedynie, iż nie jest to jego decyzja, a także stwierdził, że zgodnie z ogólnoświatową praktyką nie mogę liczyć na żadną oficjalną decyzję w tej sprawie na piśmie (jedynie ustna odmowa wydania wizy bez podania przyczyn). Konsul poradził mi również, abym zwrócił się pisemnie o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy do polskiej ambasady w Mińsku. Wyraził przy tym opinię, iż interwencja polskich dyplomatów z pewnością przyniesie skutek – jeśli nie zniesienie zakazu, to przynajmniej uzyskanie od białoruskiego MSZ oficjalnego pisma, iż taki zakaz został na mnie nałożony, z podaniem przyczyn, terminu obowiązywania i procedury odwoławczej.
Moje następne kontakty z białoruskimi przedstawicielstwami dyplomatycznymi (m. in. Ambasada RB w Kijowie, Konsulat Generalny w Białymstoku) pozwoliły mi na stuprocentowe upewnienie się, iż:
- moje problemy wizowe nie są jednorazowe,
- zakaz wjazdu jest bezterminowy i najwyższej rangi,
- zakazu nie jest w stanie anulować nawet wysoki rangą urzędnik, w tym Konsul Generalny,
- w przeciwieństwie do osób objętych „zwykłym” zakazem wjazdu, akta mojej sprawy są utajnione i urzędnicy konsulatów (włącznie z konsulem generalnym), milicjanci ani zwykli funkcjonariusze KGB nie mają do nich dostępu,
- w praktyce nie przewidziano procedur anulowania mojego zakazu. Zakaz pozostanie w mocy nawet w przypadku radykalnej zmiany systemu politycznego na Białorusi, a jego anulowanie wymagałoby decyzji najwyższego kierownictwa – być może osobistej decyzji kierownictwa KGB lub Prezydenta Republiki Białoruś.
Przyczyny aż tak wysokiej rangi mojej sprawy są mi niewiadome i według mojej opinii stanowią przejaw irracjonalnego działania i wymyślania nieistniejących zagrożeń, w czym te służby mają zresztą sporą wprawę. Owszem, białoruskie służby specjalne z pewnością posiadają informację o prowadzonej przeze mnie krytyce prasowej, znajomości z uczestnikami opozycyjnych demonstracji z marca 2006 oraz wnikliwych analitycznych artykułach na temat białoruskiego systemu władzy, jednak podejrzewam, iż KGB wysnuło na tej podstawie zbyt daleko idące wnioski. Gdyby iść tym tropem rozumowania, białoruskie służby powinny wsadzić do więzienia cały naród i zakazać wjazdu wszystkim obcokrajowcom, bo każdemu zdarzyło się choć raz skrytykować prezydenta lub też utrzymywać przelotne kontakty z osobami o opozycyjnych poglądach.
Na uwagę zasługuje fakt, iż zakaz wjazdu został nałożony w burzliwym okresie polsko-białoruskiej „wojny dyplomatycznej”. Być może jakiś funkcjonariusz KGB, chcąc wykazać się przed kierownictwem, nieco podkoloryzował moją sprawę, przypisując mi rolę i rangę, której w rzeczywistości nie spełniałem. Utajnienie całej sprawy i odmowa wydania jakiejkolwiek decyzji nie sprzyja wyjaśnieniu wątpliwości. Oficjalnie sprawa w ogóle nie istnieje – konsulaty prostu nie wydają mi wizy, informując mnie ustnie o tym, iż z nieznanych im powodów nie wolno im tego zrobić.
Chciałbym przy tym zaznaczyć, iż od 2007 roku nie daję stronie białoruskiej jakichkolwiek podstaw do utrzymywania tych restrykcji. Ten okres mojego życia, kiedy angażowałem się w publicystykę prasową w tematyce białoruskiej i opisywałem przykłady represji politycznych itp., uważam za zamknięty. Uważam, iż mniej więcej od 2008 roku w stosunkach polsko-białoruskich panują inne realia, sprzyjające dwustronnej współpracy gospodarczej i politycznej, w której osobiście chciałbym uczestniczyć. Co więcej, z racji wykształcenia, doświadczenia i dobrej znajomości języka białoruskiego, moją przyszłą karierę zawodową chciałbym oprzeć właśnie o współpracę ze Europą Wschodnią, a konkretnie z Ukrainą i Białorusią, stąd też utrzymywanie restrykcji wizowych ma dla mnie całkiem dotkliwy wymiar finansowy.
Dodam również, iż podczas mojej pracy w Zarządzie Portu Morskiego Elbląg byłem inicjatorem daleko idącej współpracy portu i województwa z Białorusią, co zostało przez białoruskich dyplomatów zauważone i docenione. W sierpniu 2008 r. jeden z białoruskich dyplomatów zaprosił mnie na Białoruś i umówił na spotkanie w Mińsku z przedstawicielem Ministerstwa Transportu, jednak mimo najszczerszych chęci, nawet jemu nie udało się anulować zakazu i wydać mi wizy. Stale jestem zapraszany do współpracy i koordynowania polsko-białoruskich projektów transportowych i ekologicznych, przy czym te zaproszenia nadchodzą ze strony urzędników lojalnych wobec prezydenta Łukaszenki. Ta sytuacja najdobitniej pokazuje rangę mojego zakazu i konieczność oficjalnej interwencji w mojej sprawie polskiego MSZ na szczeblu odpowiadającym skali problemu.
Bezczynność polskiego MSZ
W 2006 roku zwróciłem się pisemnie z wnioskiem o pomoc w wyjaśnieniu mojej sprawy do Ambasady RP w Mińsku. Niestety, od ambasady otrzymałem jedynie zdawkowe pismo informujące o przekazaniu sprawy białoruskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych wraz z obietnicą poinformowania o rezultatach tego kroku. Po dwóch latach bezczynności i oczekiwania na jakąkolwiek reakcję, po nieudanych próbach kontaktu z urzędnikiem prowadzącym moją sprawę (jak się okazało, takiej osoby nie było), złożyłem na adres MSZ w Warszawie oficjalną skargę na bezczynność podległej mu placówki dyplomatycznej. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu i oburzeniu okazało się, że wbrew obowiązującemu prawu, skargę rozpatrzyła nie wyższa instancja (odpowiedni departament MSZ), ale... ta sama instytucja, na którą się skarżyłem (Ambasada), która oczywiście napisała, iż nie widzi w swoim postępowania żadnego problemu.
W świetle mojej wiedzy mam podstawy sądzić, iż MSZ nie wykazał w mojej sprawie woli pomocy oraz nie podjął środków, które były w jego dyspozycji, o czym świadczą następujące fakty:
- nie zaproszono mnie do siedziby MSZ w Warszawie w celu udzielenia dodatkowych wyjaśnień i bieżącego konsultowania przebiegu sprawy, bez czego trudno sobie wyobrazić skuteczne rozwiązanie problemu;
- MSZ nie zażądał wyjaśnień w sprawie mojego zakazu wjazdu od Ambasady Republiki Białoruś w Warszawie, chociaż ministerstwo podejmowało takie kroki w obronie innych obywateli RP, którzy znajdowali się w podobnej sytuacji – nawet tych, których zakaz wjazdu miał mniejszą rangę;
- Ambasada RP w Mińsku, ani inne komórki MSZ, nie zrobiły nic, by udzielić mi pomocy prawnej: nie uzyskałem żadnej informacji o tym, w jaki sposób dochodzić swoich praw, jakie są międzynarodowe uwarunkowania prawne i praktyka w kwestii zakazu wjazdu, jakie są prawne i praktyczne możliwości anulowania tego zakazu oraz jakie działania mogą mi pomóc w zniesieniu zakazu, a jakie zaszkodzić. Ambasada jest zobowiązana do pomocy swoim obywatelom znajdującym się w podobnej sytuacji i co najważniejsze, jej pracownicy posiadają odpowiednią wiedzę i doświadczenie, które wystarczyłoby po prostu przelać na papier. Przygotowanie przez Ambasadę RP w Mińsku lub inny departament MSZ krótkiego pisma, zawierającego najważniejsze informacje na temat prawnych aspektów mojej sytuacji nie jest niczym szczególnie trudnym i pracochłonnym i powinno być standardem w relacjach między polską ambasadą a obywatelem RP.
- MSZ nie podjęło starań o doprowadzenie do trójstronnego spotkania z udziałem: moim, przedstawiciela Ambasady Republiki Białoruś i przedstawiciela MSZ, w celu wyjaśnienia sprawy, co powinno być standardem w takich sytuacjach,
Ponadto, nic mi również nie wiadomo na temat tego, by MSZ domagało się stosowania zasady wzajemności w relacjach między Unią Europejską a Białorusią w kwestiach wizowych. W toku ocieplenia stosunków na linii Bruksela – Mińsk wielokrotnie była mowa o zawieszeniu restrykcji wizowych wobec białoruskich polityków i urzędników – w tej sytuacji strona polska powinna poinformować europejskich partnerów o istnieniu listy polskich obywateli objętych zakazem wjazdu na Białoruś i uzależnić swoją zgodę na złagodzenie sankcji wobec Białorusi od adekwatnego kroku strony białoruskiej. W ten sposób można było wymóc na stronie białoruskiej jeśli nie zniesienie zakazów wjazdu nałożonych na polskich obywateli, to przynajmniej przedstawienie oficjalnych powodów, dla których taki zakaz został wydany.
Mam podstawy podejrzewać, iż niechęć polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych do pomocy w rozwiązaniu mojej sprawy wiąże się bezpośrednio z prowadzoną przeze mnie krytyką prasową funkcjonowania tegoż ministerstwa i polskich placówek dyplomatycznych. Podkreślę – krytykę konstruktywną, która wynika z obywatelskiej troski o jakość funkcjonowania instytucji państwowych, do której mam niezaprzeczalne prawo jako obywatel wolnego kraju, a jako dziennikarz w szczególności. Faktyczne uzależnienie pomocy, jaką są zobowiązane udzielić swoim obywatelom placówki dyplomatyczne, od tego, czy ci obywatele są pokorni wobec władzy, przywołuje na myśl minione już czasy PRL-u i stanowi jawną dyskryminację polskiego obywatela ze względu na jego przekonania.
Apeluję o podjęcie przez polskie MSZ wszelkich starań, ukierunkowanych na uzyskanie od strony białoruskiej oficjalnych wyjaśnień w sprawie nałożenia na mnie restrykcji wizowych. Nie domagam się bezwzględnie anulowania zakazu wjazdu, gdyż szanuję prawo suwerennego państwa, jakim jest Republika Białoruś, do nieskrępowanego określania listy niepożądanych osób. Jestem w stanie zaakceptować fakt, iż za taką niepożądaną osobę zostałem uznany również ja – lecz chciałbym znać oficjalne powody tej decyzji. Mam również prawo oczekiwać, iż zostanie mi udzielona możliwość obrony wobec stawianych mi oskarżeń, które według moich przypuszczeń, są jedynie wymysłem nadgorliwych funkcjonariuszy KGB i niezaprzeczalnie godzą w moje dobre imię.
Jakub Łoginow
Korespondent kijowskiego tygodnika „Dzerkało Tyżnia” w Polsce, redaktor i właściciel portalu „Port Europa” (www.porteuropa.eu, www.baltic-ukraine.com). Pod podanymi adresami można znaleźć dokładniejsze informacje na temat tej sprawy.
Źródło: http://www.baltic-ukraine.com/pl/index.php/post/578/