|
|
SZTUKA MANIPULACJI
Bajery
Bajerowanie nie sprowadza się do samochwalstwa czy bezsłownego popisu - eksponowania wdzięków, orderów, dyplomów, prężenia muskułów. Wręcz przeciwnie.
 |
Mirosław Karwat |
|
Dr hab. MIROSŁAW KARWAT
Zręczne i sprytne sposoby przypodobania się, wzbudzenia zaufania i przez to... uz ależnienia kogoś potraktowanego przyjemnie nazywane są potocznie “bajerowaniem”. Bajerowanie to takie sztuczki, które pozwalają oczarować, a dzięki temu zwieść i wykorzystać, przez wywołanie miłych wrażeń i wręcz złudzeń. Skłaniamy kogoś do poddania się naszym namowom, podszeptom czy skrytym prowokacjom przez wzbudzenie wdzięczności za to, że byliśmy tacy mili, że było tak miło, że tak przyjemnie czy wręcz rozkosznie zapowiada się ciąg dalszy.
W tym sensie bajerują i uwodziciele (uwodzicielki), i oszuści, i sprzedawcy, i n atrętni oferenci usług. Na przykład bankowcy namawiający na “tani kredyt”, ubezpieczeniowcy, dealerzy samochodowi, operatorzy sieci telekomunikacyjnych, którzy do swoich promocji, niebywałych okazji i tym podobnych chwytów-haczyków potrafią dodać pozory wyróżnienia, a nawet uprzywilejowania usidlonego klienta. Najprostszy przejaw takiego “bajerowania” to “imiennie zaadresowana” przesyłka. Przybywa do nas... jak wystrzelona z automatu. Ale sformułowana jest tak, aby zaproszenie do loterii, zakupu czy jakiejś umowy krępującej klienta na dłuższy czas wydawało się osobistym wyróżnieniem, rezultatem rzekomej selekcji “najlepszego spośród najlepszych” czy rzekomej indywidualizacji warunków transakcji.
Klient łowiony hurtowo ma nabrać się na miłe sercu zł udzenie, że spotyka go coś podobnego do daru miłości: “Czym zasłużyłem na takie uczucie, tyle dobrodziejstw i poświęceń? Tym, że jesteś, kochanie”. A jeśli nie liczymy na tak naiwną postać narcyzmu, to nie zawiedziemy się w rachubie na inny rodzaj łatwowierności: oto jesteś laureatem KOŁA FORTUNY. Maszyna właśnie ciebie wylosowała; to ty okazałeś się dokładnie milionowym klientem naszego marketu (ciekawe, jak to obliczono; chyba każdemu wszczepiono chipa?).
Akurat ten ostatni tytuł do łaski niebios jest bliższy prawdy. Na przykład “podr ywana” pani niezupełnie dlatego jest obiektem zalotów, że jest jedyna (nie przesadzajmy), i nawet nie dlatego, że jest najpiękniejsza, lecz po prostu dlatego, że właśnie się “nawinęła”, znalazła w polu rażenia wygłodniałego lowelasa. A może nawet dlatego, że zdradziła swym zachowaniem samotność albo jakieś kompleksy albo też potrzebę odkucia się za coś, dowartościowania itd. Jednak musi ona uwierzyć, że chodzi właśnie o nią i tylko o nią, a nie o którąkolwiek, która się skusi.
Bajerowanie nie sprowadza się do samochwalstwa czy bezsłownego popisu (prężenia muskułów, eksponowania wdzięków, orderów, dypl omów, demonstracji sprawności, przytłaczania statystykami, itd.). Wręcz przeciwnie. Ważniejsze jest, aby człowiek osaczany przez czarusia i przyjemniaczka poczuł się najważniejszym, najlepszym, jedynym, który zasłużył na taki prezent z nieba, na uśmiech losu, łaskawość bogów, niewyobrażalną okazję; jedynym, który zwrócił na siebie uwagę i wydał się komuś atrakcyjny. Niech uwierzy, że to jego wyjątkowość, doskonałość, znamienitość jest powodem wszelkich zabiegów o jego ponętne poniekąd ciało czy o jego zasobne konto, czy o jego ważne nazwisko. Choć naprawdę rzeczy się mają odwrotnie. Gdyż zabiega się o jego przychylność, łaskawość czy uległość w celach jak najbardziej typowych i pospolitych, sposobami jak najbardziej typowymi. Tyle tylko, że warunkiem skutecznego powielenia monotonnej i automatycznie realizowanej reguły jest to, aby typowy obiekt zniewalającej adoracji poczuł się wyjątkowy.
Samochwalstwo i popis spraw dzą się w tych ”zalotach” (miłosnych albo handlowych) tylko o tyle, o ile dobrze służą wytworzeniu u adresatów przekonania, że adorator jest kimś, kto rozumie i docenia ich potrzeby, oczekiwania i przymioty, i właśnie urzeczony tymi walorami nie może sobie odmówić zaszczytu podziwiania i wspierania kogoś tak znakomitego. Krótko mówiąc, bajerant chwali innych w ten sposób, aby pochwalić siebie, ale obiera taką taktykę, że może nawet się wydać przesadnie skromnym hołdownikiem. Obiecuje coś jakoby z podziwu, wzruszenia i zaszczycenia, a nie dlatego, że w ten sposób “kupuje” przychylność. Ma wydać się atrakcyjny jakoby z tego powodu, że tak nas podziwia, tak o nas się troszczy, tak o nas potrafi zadbać.
Naiwnych nie sieją. Ale podlewają.
|
|
|
|
|
 |
|

Bardzo jęczliwy utwór Boba Dylana
Romance in Durango Oto jest, dla przypomnienia
W zakładce Linki pod numerem 10.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
OD REDAKTORA
Glejt żelazny
Gwoli sprawiedliwości dodajmy, iż intencje lobbystów należy traktować raczej jako prawdę subiektywną. Jest to przecież rzecznictwo konkretnych interesów. całość...
|
RELACJE PUBLICZNE
Rewia nijakości
Bezbarwność i nijakość, kompletny brak pomysłu na siebie może być równie dobrym narzędziem pozyskiwania wyborców, jak opracowany w najdrobniejszych szczegółach przez specjalistów od PR-u wizerunek medialny. całość...
|
DECYZJE I ETYKA
Konieczny wybór
Co należy zrobić, by przekształcić aktualną „szlachecką” rzeczpospolitą gospodarczą w rzeczpospolitą obywatelską? Kto jest rzeczywistym obywatelem rzeczypospolitej gospodarczej? całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Bajery
Bajerowanie nie sprowadza się do samochwalstwa czy bezsłownego popisu - eksponowania wdzięków, orderów, dyplomów, prężenia muskułów. Wręcz przeciwnie. całość...
|
ŻYDZI W POLSCE
Koszerny PR
Jedną z najważniejszych szans i jednym z najważniejszych zagrożeń jest restytucja mienia przedwojennych gmin żydowskich. Problemem są konflikty wewnątrz organizacji żydowskich. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|