|
|
USTAWA O HANDLU
Chocholi taniec
Pamiętać radzę, że chory handel to chora gospodarka. Rynek trzeba regulować, ale nie poprzez bariery i sztuczne przywileje dla części graczy. Dzisiejsze prawo w Polsce jest wystarczające dla kontrolowania procesów gospodarczych w handlu. Można je oczywiście doskonalić. Czy Sejm może stanowić przepisy, o których wie, że są nielegalne w świetle obowiązującego prawa?
 |
Dr Maria Andrzej Faliński |
|
Dr MARIA ANDRZEJ FALIŃSKI
Projekt "Ustawy o tworzeniu i działaniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych" dzieli przedstawicieli władzy ustawodawczej i czyni to ponad podziałami partyjnymi i koalicjami – mniej lub bardziej doraźnymi. Jedni posłowie popierają ów projekt bez zastrzeżeń, inni widzą potrzebę zmian w projekcie, wreszcie są i tacy, którzy postulują konieczność rezygnacji z tego projektu. Suwerenni posłowie i senatorowie postanowią, co uznają za stosowne, ale powinni mieć świadomość praktycznych następstw realizacji tak ważnego prawa.
Po ostatnim (1 marca br.) wspólnym posiedzeniu trzech komisji twierdzę, że wiedza na temat specyfiki funkcjonowania obiektów wielkopowierzchniowych jest posłom dostępna, ale świadomości i woli skorzystania z niej nie ma po stronie rządzącej koalicji (a przynajmniej jej części). Zarówno autorzy projektu ustawy, jak i komisje sejmowe, przeszli do porządku dziennego nad obiektywną informacją o statusie prawnym projektu, jak i jego następstwach, gdy stanie się już prawem. Absolutnie (i raczej mało elegancko) odrzucono argumenty opozycji, ekspertów (także brukselskich) i organizacji przedsiębiorców. Projekt przekazano do drugiego czytania. Niemal jak formalność potraktowano odwołanie się o opinię do UKIE, która – zważywszy na dotychczasowy tryb dyskusji z argumentami prawników i ekonomistów - może nie zostać uwzględniona. A będzie ona krytyczna, bo jest to instytucja znająca prawo europejskie. Naturalną koleją rzeczy do akcji wkroczy Komisja Europejska, a po wymaganym czasie, jeśli i Komisja nie przekona koalicji, Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Skutki wówczas będą bolesne. A odbyć może się to tak…
Jak wiadomo z licznych opinii i ekspertyz, Komisja Europejska podważy taki akt i użyje artykułu 226 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. W efekcie Komisja Europejska najpierw zażąda zmiany prawa, a jeśli Polska tego nie uczyni, to skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który stwierdziwszy naruszenie zasad wspólnotowych, nałoży wys okie kary i upoważni poszkodowane firmy (sieci polskie i zagraniczne) do wystąpienia do sądu o utracone korzyści, powstałe na skutek nielegalnych przepisów.
Pomijając wstyd i awanturę polityczną, intensywność doznanego bólu mierzyć będą miliardy euro. Można być pewnym, że poszkodowane firmy dołożą wszelkich starań, by ekonomiczna i prawna strona procesu nie pozostawiała wątpliwości z profesjonalnego punktu widzenia. Liczyć się też będą media i szeroko rozumiana opinia w kręgach gospodarczych i politycznych świata. To może oznaczać straty dziś trudno policzalne. Czy posłowie - zwolennicy projektu ustawy - sądzą, że Polskę na to stać? Czy mają świadomość, że ich decyzję oceni opinia publiczna, a nie tylko historia, by Boga w to nie mieszać?
Wymyślony limit zastosowania, nieprawnych skądinąd, ograniczeń i biurokratycznych “ścieżek zdrowia” dla inwestorów tworzących sklepy powyżej 400 m kw. powierzchni oznacza ekspansję koncernów o miliardowych potencjałach właśnie w te i mniejsze obiekty. W praktyce zlikwid uje ona niezależny handel tradycyjny oraz postawi słabsze sieci polskie na przegranej pozycji. (około 30% potencjału tzw. handlu w nowoczesnych kanałach dystrybucji, to firmy w stu procentach polskie). I stanie się, to czego doświadczyła Francja wprowadzając swoje ograniczenia. Chodzi o podobne przepisy, z tym, że granicę restrykcji (tzw. prawo Raffarina) ustalono na 150 m kw. Udział tradycyjnego handlu w ciągu dekady spadł z ok. 20% do 3%. Podobnych skutków doświadczyły Niemcy (mówi się tam nawet o tzw. “aldifikacji” rynku) oraz kraje skandynawskie, gdzie 90% handlu odbywa się w ramach wielkich systemów detalicznych. Zasada jest prosta: potentaci kapitałowi stają wobec “ścieżek zdrowia”, utrudnień i absurdów w stylu czasowych pozwoleń, odpowiedzialności za działania najemców, skutkujące powtarzaniem wniosków o zezwolenie, itp. – to kierują swoje miliardy w sklepy małe ale za to bardzo liczne i perfekcyjnie zarządzane poza zasięgiem rażenia “zbawczych” przepisów.
Do tej pory, wszyscy rozwijali się w miarę równo – handlowcy tradycyjni i sieciowi, sklepy duże, średnie i małe. Dla wszystkich – póki co - jest miejsce, choć konkurencja jest duża i jedni w wyścigu przegrywają, inni odnoszą sukces – bez względu na wielkość sklepów. Może tak być nadal, ale nie musi. Jeśli Państwo Posłowie się uprą i ustanowią złe prawo, polski handel dozna skutków złamania równowagi rozwoju sektora handlu. Ponadto, państwo polskie przegra w sądach i stanie wobec zapłaty kar i odszkodowań. Zastanawiające, że nawet w gospodarce niektórzy mają skłonność do tworzenia martyrologii…
Autorzy projektu ustawy wprowadzają w błąd kupców i liczną część społeczeństwa. Nie mówią tego, co oczywiste dla ekonomisty i prawnika. Zderzenie słabych firm tradycyjnych z potęgą sieci małych obiektów może mieć tylko jeden wynik – zagładę tych pierwszych. O co więc chodzi? Może o ideologię? A może o pieniądze? A może o jedno i drugie? Ideologiczne racje rozumiem i nawet doceniam. Jeśli ktoś głosi pogląd, że własność powinna dotyczyć każdego obywatela, że pol ską gospodarkę powinni tworzyć Polacy, itp., to ma do tego pełne prawo. Mało tego, jeśli wierzy w to co głosi, to ma moralny obowiązek uwiarygodniać swe poglądy wobec wyborców czynami. Ale, jeśli pozostaje głuchy na rzetelne argumenty i pozwala na robienie pod szyldem swych poglądów dobrych, choć nieetycznych interesów, to sprawa zaczyna wyglądać nieco inaczej.
Wyobraźmy sobie sytuację: Jest oto przedsiębiorca działający, jako udziałowiec silnej sieci handlowej. Ma jednocześnie możliwość proponować i bronić pomysłu legislacyjnego zawartego w Druku Sejmowym nr 200, sam i poprzez innych posłów. Nie trzeba szczególnej dociekliwości, by stwierdzić, że jest to działanie na rzecz doraźnej strategii biznesowej firmy lub grupy firm, działanie łamiące zasadę uniwe rsalności prawa (prawo ma realizować dobro ogólne, a nie prywatne interesy). Pomysł na konkurentów jest prosty: ograniczyć – przy pomocy prawa – silnych konkurentów wielkopowierzchniowych (krajowych i zagranicznych) i skierować ich inwestycje w stronę mniejszych obiektów, co osłabi segment handlu kupieckiego. W międzyczasie, można próbować przejąć obiekty osłabionych firm kupieckich (bankrutujących wskutek nieuniknionych inwestycji gigantów w małe sklepy), albo włączyć je do swojego systemu handlowego, np. franczyzowego. W perspektywie można już rozwijać się w warunkach zmniejszonego ryzyka konkurencji lub - gdy ono się pojawi - sprzedać zgromadzony majątek i zagarnięty rynek silnemu inwestorowi (za dobre pieniądze i w ramach przywileju prawnego). Jeśli są to obiekty poniżej 400m kw., (a zgaduję, że są), to amatorów na konsolidującym się rynku nie zabraknie. Paradoksalnie amatorami będą m.in. te firmy, którym przy fanfarach pomocy firmom kupieckim prawo z Druku 200 miało zaszkodzić.
Wygłaszane na tym tle opinie (obficie uzasadniane ideologią), że przepisy mają charakter tymczasowy, że powstają na krótko, by “uregulować” stosunki w sektorze handlu, brzmią obłudnie lub świadczą o naiwności ideologicznych obrońców. Jedyną rzeczą jaką się w ten sposób “ureguluje” jest uregulowanie należności za sprzedawane silnym inwestorom sieci lub (co stanie się wcześniej) za przejmowane obiekty bankrutujących firm kupieckich. Tymczasowość jest też próbą bejścia i nadużyciem warunków okresu implementacyjnego dla Dyrektywy Usługowej, o czym zresztą autorzy projektu z Druku Sejmowego nr 200 byli informowani – i słownie, i na piśmie.
Sejm RP nie powinien być miejscem do robienia takich interesów – mamy tu bowiem do czynienia z bardzo prywatną inicjatywą i chyba warto to ludziom poza parlamentem uświadomić, choćby jako hipotezę do sprawdzenia. Zadać warto też pytanie: w czyim (a można nawet to spersonalizować!) interesie tańczony jest chocholi taniec polskiego handlu?
Pamiętać radzę, że chory handel, to chora gospodarka. Bo co – na przykład – zrobią producenci, czyli dostawcy, głównie żywności, skoro w sposób nieunikniony skonfrontują się z efektem drogiej “krótkiej półki”. Sprawa jest prosta i tragiczna w swym wyrazie. Redukcja asortymentów, w przypadku masowej ekspansji mniejszych sklepów, oznacza dla producentów brak rynku dla szeregu asortymentów, restrukturyzacje i większe koszty logistyczne. W efekcie, małe firmy produkcyjne odpadną z konkurencji o półkę. Liczni mali, nawet średni, producenci mają szanse wtedy, gdy dystrybucja oferuje im miejsce w obiektach o dużym asortymencie. Zwróćmy uwagę, że super i hipermarket to asortyment od 15 do 75 tys. jednostek towarowych. Zaś małe obiekty sieciowe (dyskont, sklep osiedlowy), to odpowiednio: od tysiąca do pięciu tysięcy takich jednostek.
Jeśli produkcja w Polsce rośnie o 15% rocznie, a sprzedaż detaliczna ok. 10% rocznie, to nie wolno ograniczać dystrybucji, bo produkcja zacznie spadać. Proste, choć trudne – dla niektórych. W tych warunkach wielcy producenci będą oferować dystrybutorom niskie ceny, płacić wysokie koszty marketingu, itp. Dla mniejszych po prostu nie będzie miejsca. Powstaną w zamian dwa rynki: rynek towarów bardzo drogich i masowy rynek tanich, niezróżnicowanych produktów wielkiego przemysłu. W pierwszej kolejności stra ci na tym wieś.
Wreszcie konkluzja. Rynek trzeba regulować, ale nie poprzez bariery i sztuczne przywileje dla części graczy. Dzisiejsze prawo w Polsce jest wystarczające dla kontrolowania procesów gospodarczych w handlu. Można je oczywiście doskonalić. Poprawianie relacji na rynku powinno jednak odbywać się poprzez spójne z działaniami Komisji Europejskiej doskonalenie prawa konkurencji oraz sprzyjające rozwojowi regionów przepisy o planowaniu przestrzennym.
W mocy są pytania (kieruję je w szczególności do Panów: Marszałka Sejmu i Premiera Rządu RP): czy gospodarkę rynkową i członkostwo w Unii Europejskiej Polska traktuje poważnie? Czy Sejm RP może stanowić przepisy, o których wie, że są nielegalne w świetle obowiązującego prawa? Czy Sejm RP to miejsce do robienia interesów z pogwałceniem zasad uniwersalności prawa i równości podlegających mu ludzi? Czy wreszcie traktaty podpisane przez Rzeczpospolitą i jej konstytucja mogą być brane w nawias “na jakiś czas”? Jeśli pytania te nie są istotne, i można powiedzieć, “tak – jest to dopuszczalne”, to tańczmy nasze “raz do koła”, w nieświadomości, że coś w Polsce stało się w roku 1989, a za oknem jest XXI wiek i upiory widzi tylko ten, kto tego chce.
|
|
|
|
|
 |
|
Żele łagodzą różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
OD REDAKTORA
Glejt żelazny
Gwoli sprawiedliwości dodajmy, iż intencje lobbystów należy traktować raczej jako prawdę subiektywną. Jest to przecież rzecznictwo konkretnych interesów. całość...
|
RELACJE PUBLICZNE
Rewia nijakości
Bezbarwność i nijakość, kompletny brak pomysłu na siebie może być równie dobrym narzędziem pozyskiwania wyborców, jak opracowany w najdrobniejszych szczegółach przez specjalistów od PR-u wizerunek medialny. całość...
|
DECYZJE I ETYKA
Konieczny wybór
Co należy zrobić, by przekształcić aktualną „szlachecką” rzeczpospolitą gospodarczą w rzeczpospolitą obywatelską? Kto jest rzeczywistym obywatelem rzeczypospolitej gospodarczej? całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Bajery
Bajerowanie nie sprowadza się do samochwalstwa czy bezsłownego popisu - eksponowania wdzięków, orderów, dyplomów, prężenia muskułów. Wręcz przeciwnie. całość...
|
ŻYDZI W POLSCE
Koszerny PR
Jedną z najważniejszych szans i jednym z najważniejszych zagrożeń jest restytucja mienia przedwojennych gmin żydowskich. Problemem są konflikty wewnątrz organizacji żydowskich. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|