Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

SZTUKA MANIPULACJI

Atrakcyjność zastępcza
Nie można zastąpić czegoś cennego, podziwianego lub pożądanego czymkolwiek, byle czym, podobnie jak nie można zastąpić osoby atrakcyjnej jakąkolwiek inną - pisze profesor Mirosław Karwat.
Prof. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT

Wszyscy znamy smak atrakcyjności zastępczej.

Nieraz w życiu musi nam wystarczyć „nagroda pocieszenia”. Nieraz musimy zadowolić się czymś innym zamiast właściwego i pierwotnego przedmiotu podziwu czy pożądania. Do takich sytuacji odnosi się popularne powiedzonko „z braku laku” i drugie jeszcze bardziej popularne: „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”.

Zastępstwo ma tu charakter szczególny. Nie można zastąpić czegoś cennego, podziwianego lub pożądanego czymkolwiek, byle czym, podobnie jak nie można zastąpić osoby atrakcyjnej jakąkolwiek inną. Przedmiot lub podmiot zastępczy powinien należeć do tej samej kategorii, być odpowiedzią na ten sam rodzaj potrzeb.

Kłopot polega na tym, że zwykle substytut należy wprawdzie do tej samej dziedziny, ale niezupełnie do tej samej klasy. Jego walory są echem lub próbką tego, o co naprawdę chodzi. Liga okręgowa nie jest – ani dla piłkarzy, ani dla kibiców – tym samym co ekstraklasa. Kawa zbożowa (jeśli pominąć jej szczerych miłośników, a nie zrezygnowanych konsumentów, zmuszonych oszczędnościami lub zakazami lekarskimi) jest paliatywem kawy. Aroganccy koneserzy „prawdziwej” kawy uznają wręcz nazwę „kawa zbożowa” za sprzeczność samą w sobie i profanację. Porsche z komisu (z dziesięcioletnim przebiegiem i oznakami pomocy blacharza i lakiernika) nie jest tym samym co dziewiczy, najświeższy technicznie i pod względem wzornictwa model z salonu. W PRL zaś bony Pekao, Pewexu i Baltony nie były ekwiwalentem, lecz namiastką dolarów, choć i tak zaliczały posiadaczy do kręgu wybrańców.

Taka substytucja budzi mieszane uczucia; zwłaszcza wtedy, gdy atrakcja jest nie jakimś zewnętrznym obiektem oceny, podziwu, aspiracji, westchnień, lecz składnikiem naszego stanu posiadania. Chcielibyśmy czegoś innego, lepszego, ale wypada nam – wobec innych, lecz i dla samoukojenia – cieszyć się, a nawet chwalić tym, na co realnie nas stać.

Ta radość czy duma jest jednak, hm, połowiczna i wewnętrznie sprzeczna.  Psuje ją świadomość, że to, czym się zachwycamy, szczycimy lub o co zabiegamy, to tylko resztka z uczty bogów, okruch z pańskiego stołu, jakaś okazja - zdobycz z odzysku. Łup z ciucholandii równie cieszy (jak tanio!) jak zawstydza (zresztą, z tego samego powodu). Luksusowy samochód lub telewizor przedostatniej (nie ostatniej, najnowszej) generacji byłby oznaką ekskluzywności, gdyby nie natrętne reklamy i promocje jego następcy.  Jednak „trzeba” okazywać zadowolenie, poczucie sukcesu i wyróżnienia pod hasłem „mam to!”, albo „znam to!”. Najważniejsze, że ja też mam styczność z czymś, co nobilituje. Nie można przecież zamartwiać się tym, że nie mamy kontaktu lub dostępu do czegoś lepszego lub najlepszego, gdy jest pod ręką coś całkiem dobrego. Nie można choćby dlatego, że byłoby to przyznaniem się do porażki, autodegradacją i masochistycznym samoudręczeniem. Wprawdzie i tak cierpimy, ale intymnie. Musimy więc cieszyć się, a nawet pysznić się substytutem lub pozorem tego, co dla nas jest progiem zbyt wysokim. „Nie dla psa kiełbasa” – gdyż albo to jest za drogie, albo to jest deficytowe i limitowane, a ja nie należę do kręgu osób uprawnionych, uprzywilejowanych lub mających możliwość „załatwienia” tego sobie.

Takie sytuacje dotyczą zarówno dóbr materialnych i użytkowych, jak i wartości przeżywanych, uczuć. W gospodarce deficytu i rozpaczliwego szpanu przez jakiś czas musiały wystarczyć spodnie ODRA lub dżinsy z tkaniny Arizona zamiast wymarzonych oryginalnych jeansów. W sferze uczuć i związków uczuciowych niejeden niedoceniony czy porzucony „na pocieszenie” żeni się z koleżanką swej oblubienicy, niejedna ofiara zawodu miłosnego czy przegranej walki o samca ma za małżonka wybranka zastępczego, i to nawet nie z rezerwy, ale z pierwszej okazji. 

Zadowolenie kogoś, kto obcuje z substytutem lub jest posiadaczem ersacu, zostaje stłumione lub zniweczone przez dokuczliwe poczucie, że cieszy się jakimś dobrem, które wprawdzie sam wybrał, ale z rozsądku i z konieczności lub na zasadzie rekompensaty za to, co jest upragnione, lecz dla niego niestety nieosiągalne, niedostępne, a nie na zasadzie zupełnie dowolnego i optymalnego wyboru. W odróżnieniu od kogoś, kto aprobuje coś bez zastrzeżeń lub kto ma dokładnie to, czego chciał, konsument atrakcji zastępczej nie delektuje się swym powodem do ciepłych uczuć, tym bardziej nie przeżywa euforii lub radosnego podniecenia, lecz osobliwą satysfakcję z domieszką rezygnacji. Jemu samemu imponuje coś więcej, usiłuje jednak zaimponować innym i ulżyć samemu sobie czymś skromniejszym. Satysfakcja adoratora, a tym bardziej posiadacza atrakcji zastępczej ociera się więc o schizofrenię: miota się on jak Scarlet z melodramatu Przeminęło z wiatrem – co innego ma, a o czym innym marzy.

Atrakcyjność zastępcza może być jednak zjawiskiem dynamicznym - mianowicie: początkowo znikoma atrakcyjność substytutu może wzrastać w ślad za rozwojem sytuacji. Najbardziej typowy tego przykład to stopniowy wzrost atrakcyjności seksualnej przygodnego partnera w miarę postępów libacji. I odpowiednio: wzrost popędu początkowo sceptycznego poszukiwacza wrażeń, który w ogóle jest „napalony”, jednak studzi go pierwsze wrażenie przy lustracji potencjalnych obiektów inicjatywy, ale za to rozgrzewa woda ognista i przedłużony stan niezaspokojenia. Toteż i w grach miłosnych inicjator(ka) świadom(a) względności swych walorów nie zabiega o łaskę, lecz odwraca relację; powściągliwością i utrudnieniami wzmaga motywację drugiej strony do starań. Nie od razu Ci się spodobałem (spodobałam)? Ale też nie od razu jestem dostępny (dostępna). Im trudniej jest coś (kogoś) zdobyć, tym bardziej wzrasta jego cena. Byle nie przedobrzyć w tej taktyce, nie wpaść w pułapkę wyprzedaży posezonowej.  

Mirosław Karwat

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

BIBLIOTEKA DECYDENTA
Lobbing w Polsce
Ukazała się nowa, kolejna książka o lobbingu, stanowiąca zbiór teoretycznej wiedzy, wspartej praktycznymi przykładami, na temat profesjonalnego uprawiania rzecznictwa interesów w kraju nad Wisłą. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Atrakcyjność zastępcza
Nie można zastąpić czegoś cennego, podziwianego lub pożądanego czymkolwiek, byle czym, podobnie jak nie można zastąpić osoby atrakcyjnej jakąkolwiek inną - pisze profesor Mirosław Karwat. całość...
ZALECENIE KE
Pracujcie dłużej!
Komisja Europejska namawia kraje unijne do podwyższania wieku emerytalnego. Bruksela przekonuje, że jeśli ludzie, którzy żyją coraz dłużej, nie będą dłużej pracować, to wzrosną koszty świadczeń i państwa tego nie wytrzymają. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1114752 Czytelnikiem.