Wzorce i ideały są integralne i kompletne tylko w schematach abstrakcyjnych; a dotyczy to również modeli atrakcyjności. Realne nośniki atrakcyjności są atrakcyjne tylko pod pewnym względem - pisze profesor Mirosław Karwat.
 |
Mirosław Karwat: Atrakcyjna dla mężczyzny jest ta kobieta, która wzbudza w nim fascynację |
|
PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Wielką wygodą byłoby dla nas wszystkich, gdyby możliwe było skupienie w jednym obiekcie – i to dostępnym, przeznaczonym właśnie dla nas – wszystkich możliwych zalet; gdyby w ogóle istniały takie przedmioty lub takie osoby, które stanowiłyby „sumę wszelkich atrakcji”. Byłoby to coś na kształt „kamienia filozoficznego” – marzenia dawnych uczonych. Niestety jednak, podobnie jak nie ma jednej krynicy mądrości, patentu na wszechwiedzę, nie istnieje też nic takiego, co ucieleśniałoby i wyczerpywało wszelkie potrzeby, pragnienia czy marzenia ani też nikt taki, kto byłby ideałem-smakołykiem pod każdym względem. Wzorce i ideały są integralne i kompletne tylko w schematach abstrakcyjnych; a dotyczy to również modeli atrakcyjności. Realne nośniki atrakcyjności są atrakcyjne tylko pod pewnym względem. Podobnie – ludzie uznawani za atrakcyjnych. Mogą nawet kumulować w sobie wiele zalet, ale nigdy nie posiadają wszystkich możliwych i pożądanych zarazem. Atrakcyjność jest, niestety, cechą selektywną, poza tym, że może być względna.
Doskonale widać to w sferze potrzeb konsumpcyjnych. Idealny samochód może być zarazem piękny (z punktu widzenia standardów wzornictwa, dominujących gustów czy mód), niezawodny, łatwy i przyjemny w obsłudze, ekonomiczny i superekologiczny, maksymalnie bezpieczny (bo wyposażony w cuda techniki wyręczające i zabezpieczające kierowcę) – ale wtedy niemożliwe jest, by był zarazem tani w sprzedaży, w cenie ubezpieczeń i w kosztach serwisu. I by nie kusił złodziei-profesjonalistów. Co prawda, konsumenci – i odpowiadający na ich obłędne zachcianki, snobizmy i kompleksy producenci – raz po raz usiłują pozorami, oszustwem przeskoczyć takie przepaści. Przykładem są ekskluzywne, używane na pokaz, dla prestiżu „pseudoterenówki”, które nie mogą być prawdziwymi wozami terenowymi, bo wtedy musiałyby być pod pewnym względem toporne. To ciągoty nieco schizofreniczne, gdyż chodzi o to, aby jeździć czołgiem, ale eleganckim i zwiewnym jak limuzyna.
Ludzie spragnieni rzeczy lub osób atrakcyjnych skazani są więc raz po raz na sytuację „albo – albo”. Poznają wtedy skalę atrakcyjności alternatywnej. Lecz nie należy jej mylić z atrakcyjnością zastępczą czy kompensacyjną. Atrakcyjność zastępcza to redukcja aspiracji do substytutu: zadowalamy się tym, co jest prawie tak atrakcyjne jak faktyczny przedmiot pożądania, co w jakimś stopniu go naśladuje. Z kolei atrakcyjność kompensacyjna to pocieszanie się – wobec niespełnienia jakiegoś marzenia, niezaspokojenia jakiegoś popytu – czymś zupełnie innym, choć odpowiadającym na tę samą potrzebę. Na tej zasadzie atrakcyjny może być wibrator – zamiast ognistego i nieskończenie sprawnego kochanka.
Natomiast atrakcyjność alternatywna związana jest z sytuacją wyboru wartości w punkcie wyjścia potencjalnie równorzędnych, lecz rozdzielnych pod względem warunków realizacji. Dokonywany jest wybór czegoś defektywnego, nieidealnego, ale za to nieobarczonego pewnymi słabościami, ograniczeniami, kosztami czegoś lub kogoś w pełni atrakcyjnego.
Oto najprostszy przykład: ożenek dla posagu lub w imię awansu społecznego zamiast małżeństwa z miłości z osobą „niskiego stanu” lub niezamożną, niegwarantującą komfortu materialnego i nieułatwiającą kariery.
Z punktu widzenia spontanicznych skłonności i ciągot atrakcyjna dla mężczyzny jest ta kobieta, która wzbudza w nim fascynację, podziw, autentyczne pożądanie, nie mówiąc o wyższych, subtelnych uczuciach. Namiętności, jakie wzbudza, a tym bardziej wywołane jej czarem marzenia, nastroje liryczne sprawiają, że ten mężczyzna sam czuje się lepszy (może nawet lepszy niż naprawdę jest i zdolny jest być). Może odkryć w sobie – potencjalnie – subtelnego dżentelmena, marzyciela, bezinteresownego wielbiciela i opiekuna. O ile nie wystraszy się tego jako swej słabości czy przegranej (bo to już oznacza poddanie się czyjejś władzy albo władzy uczuć). Jeśli jednak jej adoratorem i kochankiem jest mężczyzna spragniony przede wszystkim komfortu, a przy tym egocentryczny, to romantyczne zadurzenie niechybnie ustąpi kalkulacji.
Egocentryk, zwłaszcza spragniony luksusu – z powodu dotychczasowego biedowania lub kompleksów niskiego stanu – zdominowany jest obsesją blichtru. Chce żyć wygodnie i czuć się człowiekiem, który wygrał los na loterii. Zatem jeśli jego dotychczasowa wybranka poza tym, że posiada cechy osobowości, które sprawiają, iż trudno się w niej nie zakochać, nie posiada jednak żadnych innych, użytkowych walorów, to przegra w porównaniu nawet z pierwszą lepszą, przypadkowo przezeń spotkaną, która okaże się ucieleśnieniem i gwarancją luksusu. Ta luksusowa kobietka może być np. głupiutka, infantylna, rozkapryszona lub zrzędliwa albo zwyczajnie nudna – ale staje się ponętna swoim stanem posiadania, standardem życia, który może z nią dzielić mąż, nawet wywodzący się z gołodupców.
Równowaga w ich przyszłym związku okazuje się burzliwa: ona daje mu do zrozumienia, że wzięła go w jednej koszuli i że on wszystko zawdzięcza jej hojności, on zaś przełyka te wypominki, i tak sprawując nad nią władzę jako przystosowany do życia opiekun osóbki zakompleksionej, niepraktycznej, przyzwyczajonej do obsługi i uzależnionej od cudzych decyzji, albo rewanżując się swą przewagą jako ten, kto jedyny ją zechciał i swym ożenkiem zrobił jej łaskę. Ona poniża go akcentując mezalians, on wyrównuje rachunki świadectwami swego męskiego powodzenia, niebezpieczeństwem porzucenia i uzmysławianiem jej bezradności.
Taka jest istota atrakcyjności alternatywnej. Do pewnego momentu dwa różne kryteria atrakcyjności i dwa realne obiekty obdarzone określonym typem atrakcyjności mogą zdawać się równorzędne, choć jednak alternatywne. Żaden z nich bowiem nie posiada wszystkich pożądanych walorów. Jeśli pretendent do szczęścia chciałby mieć i to, i to, ale obiektywnie musi wybierać pomiędzy jednym a drugim, odmiennym spełnieniem swych pragnień i aspiracji, to dokonany przezeń wybór ujawnia rzeczywistą hierarchię wartości. Pokazuje, co jest, a w istocie co już od dawna (choć nie od razu mógł sobie to uświadamiać) było dlań ważniejsze.
Pozostając przy naszym przykładzie (ożenek dla posagu i lepszego statusu idący w parze z ucieczką od innego, uczuciowego związku), widzimy, że wtedy okazuje się, iż cenniejszy niż nieosiągalne w danym związku uczucie, pokrewieństwo dusz, zgodność lub komplementarność zainteresowań, poglądów i charakterów jest komfort materialny i ew. awans społeczny (nawet osiągany za cenę protekcjonalnego traktowania i wiecznych zgrzytów). Alternatywą dla miłości obarczonej ryzykiem życia skromnego, może nawet wyrzeczeń, staje się dobrobyt, duma z własnej zaradności, tudzież fałszywa samoocena. „Dobrze ożeniony” mówi sobie: muszę być niesłychanie atrakcyjny sam w sobie – w odróżnieniu od tej posażnej, dla której ja jestem ratunkiem i podporą – skoro jestem ekwiwalentem tego majątku, herbowej genealogii, koneksji. Nic dziwnego: człowiek, który się sprzedał (rezygnując ze swych zasad, poglądów lub szczerych uczuć) musi sobie powiedzieć, że sprzedał się drogo, i że właśnie to świadczy o jego wartości.
Mirosław Karwat