Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

UCHODŹCY W POLSCE

Wszystko jest sztuką
Teatr istnieje od początku świata. Wszystko jest sztuką. Nawet życie. Dla mnie teatr jest muzeum abstrakcji, w którym jednocześnie dzieje się mnóstwo zdarzeń. Teatr to miejsce, w którym wszystko może nas spotkać. Teatr to wspaniałe miejsce do opisywania historii i przyszłości. Teatr to miejsce metafizyczne, strefa wolności - mówi Simon Mol.
{ADDONS}

Z SIMONEM MOLEM

kameruńskim dziennikarzem,
pisarzem, reżyserem, aktorem

rozmawia Damian A. Zaczek

Mieszka Pan w Warszawie, redaguje gazetę, pisze sztuki teatralne, występuje w nich. Skąd tyle zainteresowań?
Zainteresowanie literaturą i sztuką wyniosłem z domu rodzinnego. Mój ojciec jest gawędziarzem, opowiada historie. Przychodzą do niego dzieci i starsi, aby posłuchać bajek, przygód, ale również innych opowieści o świecie. Mój ojciec komponuje muzykę, śpiewa. To po nim odziedziczyłem artystyczne talenty.

Skąd Pan pochodzi?
Z historycznego miasta Buea, które było stolicą Kamerunu, gdy mój kraj był kolonią niemiecką. W Buea mieszkał Stanisław Rogoziński, polski badacz, antropolog. Wśród Kameruńczyków spędził 25 lat. Pewnie bardzo lubił jeść timba-na`mbusa, potrawę plemienia Bakweri. Świetnie mówił w języku bakweri – to mój język ojczysty, obok angielskiego. Historycy z plemienia Bakweri podkreślają, że nie można mówić o historii Buea nie uwzględniając punktu widzenia Rogozińskiego.

Co Pan robił w Buea?
Od dzieciństwa grałem w piłkę nożną, m.in. w zawodowych drużynach pierwszoligowych Top Tarzan Mutengene, Tico United. Ta druga awansowała z II do I ligi, ale później znowu spadła. Natomiast z zawodu jestem dziennikarzem.

W jakich gazetach Pan pracował?
W tygodniku politycznym The Sketch, później w Cameroon Life Magazine – to również było pismo zajmujące się polityką. Ukazywało się w regionie anglojęzycznym Kamerunu. Wyjaśnię, iż Kamerun podzielony jest na 10 województw: w ośmiu mówi się po francusku, w dwóch po angielsku. To wynik kolejnych dwóch kolonizacji: francuskiej i angielskiej.

Dlaczego musiał Pan wyjechać z Kamerunu?
W Kamerunie od 24 lat dyktatorsko rządzi prezydent Paul Biya. Pisałem artykuły o korupcji w rządzie, o ministrach, którzy defraudowali pieniądze. Za to zostałem aresztowany i kilka tygodni przesiedziałem w więzieniu. Po wyjściu dostałem zakaz pracy jako dziennikarz. Jednak dalej pisywałem do różnych gazet. W pewnym momencie stało się to niebezpieczne i musiałem uciekać. Najpierw do Gwinei Równikowej, stamtąd do Gabonu. Władze Gabonu mają bardzo dobre stosunki z rządem Kamerunu, więc tam też nie było bezpiecznie. Uciekłem do Nigerii, stamtąd pojechałem do Ghany. W Ghanie spędziłem półtora roku pracując w bardzo radykalnej gazecie Weekly Inside. Bardzo krytykowaliśmy prezydenta Ghany Jerry Rawlingsa. Naczelny Weekly Inside był aresztowany 30 razy. Tak radykalna gazeta nie miała reklam, gdyż wszyscy bali się je dawać w gazecie tak krytycznej wobec rządu. Nie było więc pieniędzy, żeby pracownikom płacić regularnie. Żeby żyć musiałem zacząć pracować dla gazety rządowej The Democrat, ale jednocześnie drukowałem teksty w opozycyjnej Weekly Inside. Po pewnym czasie to nie spodobało się redaktorowi naczelnemu The Democrat. Kazał mi wybierać. Zostałem w gazecie opozycyjnej. Takie miałem poglądy i zasady moralne. Rząd Kamerunu protestował w rządzie Ghany przeciwko moim artykułom. Zamknięto mnie na sześć tygodni do więzienia. Kameruńska tajna policja zaczęła się mną interesować. Zrobiło się niebezpiecznie i znowu musiałem uciekać.

Jak to się stało, że znalazł się Pan w Polsce?
Jestem także pisarzem i poetą. Należę do PEN Clubu. W Ghanie dowiedziałem się, że w 1999 r. w Polsce odbywa się Międzynarodowy Kongres PEN Clubu. Postarałem się o zaproszenie i przyjechałem. Od razu poprosiłem o azyl polityczny.

Jak długo Pan czekał?
Półtora roku. Przez ten czas mieszkałem w ośrodku dla uchodźców w Dębaku.

W Warszawie założył Pan teatr.
Tak. Migrator Theatre jest zarejestrowany jako międzynarodowa fundacja teatralna dla emigrantów. W zespole mamy 20 aktorów z 12 krajów, również Polaków. Często gościnnie występują u nas aktorzy zawodowi z warszawskich teatrów Narodowego, Rozmaitości. Gramy po polsku i angielsku. Mamy aktorów-amatorów i zawodowych. Występuje u nas Mikołaj Klimek z Teatru Narodowego, Kasia Regulska, Christian Emany z Konga, który gra w Teatrze Rozmaitości, Szymon Malinowski, Adam Rogoziński i inni.

Czy macie stałą scenę?
Nie mamy własnej sali teatralnej, ale szukamy takiego miejsca. Niektóre współpracujące z nami instytucje, np. Państwowe Muzeum Etnograficzne, Austriackie Forum Kultury udostępniają nam sale. Ale gramy wszędzie, gdzie nas zaproszą: w domach kultury, np. na Bielanach, w liceach mamy próby, np. w liceum przy ul. Raszyńskiej.

Dlaczego w Warszawie wymyślił Pan teatr?
Teatr istnieje od początku świata. Wszystko jest sztuką. Nawet życie. Dla mnie teatr jest muzeum abstrakcji, w którym jednocześnie dzieje się mnóstwo zdarzeń. Teatr to miejsce, w którym wszystko może nas spotkać. Teatr to wspaniałe miejsce do opisywania historii i przyszłości. Teatr to miejsce metafizyczne, strefa wolności.

Ile sztuk wystawił Migrator Theatre?
Cztery przez trzy lata istnienia. Dodam, że dopiero na początku tego roku teatr został zarejestrowany jako fundacja. Moją sztukę “Wędrówki ku nowej ojczyźnie” wystawiliśmy rok temu po angielsku na międzynarodowej konferencji praw człowieka w hotelu Victoria. Natomiast spektakl muzyczny “Zastygła chwila” pokazaliśmy w Muzeum Etnograficznym, Domu Kultury na Bielanach, Wyższej Szkole Psychologii Społecznej i również w hotelu Victoria. Pracujemy nad nową sztuką pt. “Człowiek XXI wieku”, której premierę zaplanowaliśmy na październik. W ramach European Voluntary Service przyjeżdża do nas na 9 miesięcy zawodowa aktorka z Gruzji, z którą też zrealizujemy różne projekty.

A dlaczego zaczął Pan wydawać polsko-angielski dwumiesięcznik Głos Uchodźcy (Voice of Exile)?
Początkowo współpracowałem z The Warsaw Voice. Doszedłem do wniosku, że uchodźcom w Polsce brakuje własnej gazety. Chciałem pisać o naszych sprawach, informować o Polsce, zbliżać Polakom kultury i społeczności uchodźców. Chciałem zbudować gazetę, która skupiałaby się na sprawach emigracji, problemach integracji, prawach człowieka. Chcemy pokazywać różne punkty widzenia, więc Polacy też piszą do naszej gazety. Są to głównie studenci. Mamy też współpracowników z zagranicy. Chciałbym przeprowadzić międzynarodowe badanie dotyczące problemów uchodźców w różnych krajach europejskich. Zebrane w ten sposób informację opublikuję po polsku. Będzie to kompendium wiedzy dla polskich pracowników zajmujących się uchodźcami. Będą oni mogli porównać metody pracy w innych krajach i w Polsce, poznać doświadczenia innych. Na ten temat nie ma informacji po polsku. Więc mam taki cel.

Jaki jest nakład Głosu Uchodźcy?
Na początku mieliśmy tysiąc egzemplarzy, teraz pięć tysięcy. Ale to mało. Pismo rozdajemy za darmo. Chcielibyśmy, żeby było w sprzedaży w empikach, ale nie mamy pieniędzy, żeby zapewnić ciągłość jego wydawania.

Nie pomagają wam polskie instytucje rządowe?
Nie. Raz mieliśmy dotację finansową z FIO – Forum Inicjatyw Obywatelskich i raz z Biura Polityki Społecznej m.st. Warszawy. Bez przerwy szukamy pieniędzy.

Jest Pan sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Uchodźców w Polsce. Czy uchodźcy w Warszawie stanowią zintegrowaną grupę, która chciałby coś wspólnie robić?
Społeczność uchodźców potrzebuje dobrego lidera, dobrych inicjatyw, które mają sens. Wtedy ta społeczność będzie gotowa pracować. Stowarzyszenie jest otwarte dla uchodźców ze wszystkich krajów.

Jak działa Stowarzyszenie?
Też ma poważne kłopoty finansowe. Ale pomagamy uchodźcom w miarę możliwości. Współpracujemy z kancelariami adwokackimi, pomagamy wypełnić wnioski o azyl, informujemy, jak żyć w Polsce, otworzyliśmy drzwi do wielu instytucji, które pomagają uchodźcom. Miasto nam dało lokal na biuro, ale nie mamy pieniędzy na opłacenie czynszu.

Na co narzekają uchodźcy w Polsce?
Przede wszystkim na brak mieszkań. Jako uchodźcy polityczni mamy takie same prawa jak Polacy. Mamy więc prawo do mieszkań komunalnych. Wcześniej miasto przydzieliło tylko pięć mieszkań, a w tym roku jeszcze ani jednego. Uchodźcy mają też prawo do pracy, ale o zatrudnienie też jest trudno. Gdyby Głos Uchodźcy miał środki na wydawanie, to dałby pracę kilku osobom.

Czego Panu w Polsce najbardziej brakuje?
Jestem w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Widzi Pan, jak mieszkam. Nie ma nawet łazienki. Mam 33 lata, chciałbym założyć rodzinę, ale jak to zrobić w takiej sytuacji? Poza tym niczego mi nie brakuje. Życie nigdzie nie jest wspaniałe, nawet w moim kraju, więc muszę nauczyć dostosowywać się do sytuacji.

Nie chce Pan wyjechać dalej w świat?
Nie, dużo jeżdżę po świecie na zaproszenia, ale lubię wracać do Polski. Tu jest mój dom. W Unii Europejskiej nie ma granic. Nie ma sensu wyjeżdżać z Warszawy.

Czego uchodźcy oczekują od Polaków?
Nie bardzo dużo. Przede wszystkim zaufania do drugiej osoby o odmiennej kulturze, obyczajach, kolorze skóry. W Polsce jest rasizm, ale ogólnie Polacy są przyjaźni, otwarci. Zachowań rasistowskich doświadczyłem na własnej skórze – dwa razy byłem pobity.

Kim są rasiści?
Są to ignoranci, ludzie z problemami mentalnymi, umiejętnie manipulowani przez przywódców, którzy są rasistami. To nie są ludzie na ulicy. Uważam, że rasizm jest organizowany przez polityków.

Kogo ma Pan na myśli?
Nie wiem, nie znam historii faszyzmu, który jest wszędzie – nie tylko w Polsce, ale w całej Europie i w Afryce, np. rzezie plemienne Tutsi i Hutu. Myślę, że polityka jest jak religia – ludzie ślepo wierzą politykom. Dzięki Bogu, większość ludzi nie jest rasistami. Ale ta mniejszość ma duże możliwości manipulowania młodzieżą. To jest największy problem.

Boi się Pan chodzić po ulicach?
Nie, w Warszawie nie jest tak strasznie.

Jakie ma Pan życzenia?
Chciałbym spokojnie pracować, pisać artykuły, sztuki, książki. Pod wpływem “Dziadów” Mickiewicza napisałem książkę o Święcie Zmarłych w Polsce i w Afryce. Odkryłem wiele wspólnych obyczajów w religiach polskiej i afrykańskiej. Chciałbym się skupić na pokazywaniu wspólnych polskich i afrykańskich wartości w kulturze, obyczajach. Chciałbym pokazać, że mimo różnego koloru skóry jesteśmy tacy sami, żyjemy w jednym świecie, a dzieli nas tylko dystans geograficzny.

Dziękuję za rozmowę.

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
RP czy PR?
Poddawajmy wyborcze ogłoszenia publikowane przed Dniem Decydenta uważnej ocenie po to, by wyłuskać co w tych ogłoszeniach, wypowiedziach, plakatach, ulotkach zasługuje na wiarę, a co jest jedynie chwytem reklamowym. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Hołd jako przynęta
Obietnica lub pochlebstwo w pierwszej chwili odbierane są jak dar, ale potem okazuje się, że to dopiero zaliczka, a nawet cała należność za to, co teraz nam wypada uczynić. A co nam wypada? - pisze Mirosław Karwat. całość...
RELACJE PUBLICZNE
Metamorfoza
Lepper najwyraźniej nie chce być gorszy od najważniejszych w państwie osób. Pamięta też doskonale gospodarskie zatroskanie towarzysza Edwarda Gierka. Udaje się więc z gospodarskimi wizytami. całość...
PR W WIŚLE
Naukowo i towarzysko
Nie zapomnieliśmy w Wiśle także o etycznych aspektach public relations i społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, poświęcając tym zagadnieniom kilka godzin pracy w sekcji. całość...
FARMACJA
Siła mitów
Mężczyźni są silniejsi, gdy chodzi o dźwiganie ciężarów czy inne zajęcia wymagające dużego wysiłku. Wynika to z praw fizyki. Ale poza tym mężczyzna to w gruncie rzeczy istota bardzo delikatna. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1114752 Czytelnikiem.