Dostarczanie informacji decydentom jest obowiązkiem każdego przedsiębiorcy. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to niech się od nas pilnie uczy. Doradzamy, jak wywierać wpływ.
 |
Damian A. Zaczek |
|
Damian A. Zaczek
redaktor naczelny
Do znudzenia, mającego ostatecznie doprowadzić do powszechnego zrozumienia, należy powtarzać, iż lobbing to dostarczanie istotnych informacji, które wywierają wpływ na podejmowane decyzje.
A wywieraniem wpływu na otoczenie zajmujemy się wszyscy – bez wyjątków, choć w różnej skali i zakresie.
Skuteczność naszego oddziaływania zależy od zajmowanej pozycji i profesji czyli miejsca w społecznym podziale pracy. Niemowlę wywiera wpływ na rodziców płaczem. Przedsiębiorca wywiera wpływ na ustawodawcę doświadczeniem w prowadzeniu biznesu. Jako praktyk najlepiej widzi, co utrudnia lub uniemożliwia rozwój jego firmy. Taka fachowa wiedza jest niezbędna dla legislatorów. Jej dostarczanie we właściwym miejscu i czasie jest obowiązkiem każdego człowieka czynu, nie tylko właściciela czy dyrektora, ale również każdego obywatela, który dostrzega błędy w prawodawstwie marnującym mu codzienne godne życie. Każdy z nas na miarę własnych możliwości uprawia rzecznictwo interesów.
Dla takich działań Anglicy wymyślili ładnie brzmiące i adekwatne słowo: lobbying. Spolszczyliśmy je nieco wyrzucając igrek. I przyjęło się.
Lobbing był, jest i będzie jednym z najbardziej wartościowych elementów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania demokracji parlamentarnych. Bo skąd niby 460 posłów i 100 senatorów oraz kilkudziesięciu (w procesach legislacyjnych uczestniczą tylko nieliczni) urzędników w 17 ministerstwach mają wiedzieć wszystko o wszystkim co się dzieje w Polsce 38 milionów obywateli? A w unijnej Europie 750 milionów? Wszyscy ci decydenci muszą korzystać z wąskiej, ezoterycznej wiedzy praktyków. Do jej przekazywania wynajmuje się lobbystów, którzy są ekspertami w określonych dziedzinach.
Wiedza i informacje, często bardzo specjalistyczne, a bywa, że czasami nieobiektywne, muszą zostać uzupełnione przez szersze analizy uwzględniające aspekty finansowe, gospodarcze i społeczne. Nie wszyscy lobbyści zdobywają się na taki obiektywizm. W tej materii większa odpowiedzialność spoczywa na decydentach ustawodawczych, którzy powinni ogarniać szerokie spektrum spraw państwowych.
Niedoinformowani decydenci nieświadomie (lub świadomie) tworzą ułomne prawo, którego skutki odczuwa całe społeczeństwo. Lobbysta jest więc posłańcem dobrej wiadomości. Nie należy się go bać, lecz słuchać i wyciągać wnioski.
Dziewiąty już rok powtarzam, że lobbing nie jest działalnością charytatywną. Lobbysta to trudny i stresujący zawód, który wymaga solidnego wynagradzania – jak każdy inny. Nie ma „państwowego” cennika usług lobbingowych, tak jak nie mają go np. prawnicy. Lobbysta zawiera indywidualną umowę ze zleceniodawcą.
Tak więc, lobbing uprawiają wszyscy, którym na czymś zależy. I albo troszczą się przede wszystkim o własny interes, albo pamiętają też o społecznym. Jawnymi lobbystami podczas pełnienia funkcji państwowych byli Tony Blair i Gerhard Schroeder. Lobbowali na rzecz firm działających w swoich krajach. Wynagrodzeni zostali po skończeniu państwowej posługi.