Zainteresowanie terroryzmem, jako problemem ówczesnych członków Wspólnot Europejskich, zaczęło się krystalizować w 1975 roku. Wtedy to rozpoczęła spotkania tzw. Grupa z Trevi.
{ADDONS}
Wrześniowa tragedia, jaka miała miejsce w USA, pobudziła wyobraźnię społeczeństw Unii Europejskiej. Zaczęto zastanawiać się, czy rzeczywiście Unia jest bezpieczna? Problem, który powoli schodził na margines zainteresowania “piętnastki” stał się obecnie kluczową kwestią. Zwłaszcza w obliczu możliwości zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w konflikt militarny z państwami świata islamu.
Zainteresowanie terroryzmem, jako problemem ówczesnych członków Wspólnot Europejskich, zaczęło się krystalizować w 1975 roku. Wtedy to rozpoczęła swoje spotkania tzw. Grupa z Trevi, składająca się z ministrów spraw wewnętrznych państw członkowskich. Ich podstawowym obszarem zainteresowania stała się przestępczość zorganizowana oraz terroryzm międzynarodowy. Odnosiło się to do aktów terroryzmu związanego z wewnętrznymi konfliktami europejskimi. Największe problemy w tamtym okresie sprawiały organizacje skrajnie lewicowe, takie jak Frakcja Czerwonej Armii w RFN, czy Czerwone Brygady we Włoszech, co wobec konfliktu zimnej wojny spowodowało potrzebę koordynacji działań antyterrorystycznych. Grupa z Trevi służyła jednak tylko wymianie doświadczeń i informacji, oraz ułatwiała wzajemną komunikację pomiędzy krajami. Zgodnie z założeniami spotyka się ona do dziś co pół roku w Londynie, na szczeblu ministrów spraw wewnętrznych krajów członkowskich Unii Europejskiej.
Kolejny krok w kierunku zwalczania terroryzmu został podjęty przez Radę Europy. Wobec nasilenia akcji terrorystycznych skierowanych przeciwko ludności cywilnej, przyjęto Konwencję Europejską o Zwalczaniu Terroryzmu. Był to milowy krok w kierunku karania tego rodzaju zbrodni, ale raczej ze względu na zauważenie potrzeby szerszej współpracy w tym zakresie. Dokument zajmuje się głównie kwestią ekstradycji i karania terrorystów, oraz ustaleniem definicji aktów terroryzmu. Problemem okazała się kwestia przestępstw politycznych. Kraj demokratyczny powinien przecież zapewnić azyl osobom prześladowanym za poglądy polityczne, a co za tym idzie, odmówić ekstradycji wiedząc o prześladowaniach, jakich człowiek może być ofiarą w kraju ojczystym. Dlatego też postanowiono wyłączyć z grona przestępstw politycznych czyny skierowane przeciwko lotnictwu cywilnemu, zabójstwa ludzi pozostających pod ochroną międzynarodową, w tym przedstawicieli dyplomatycznych, porwania zakładników czy użycie bomb, broni maszynowej, rakiet oraz innych środków umożliwiających masowe zniszczenia, jeśli ich użycie zagraża komukolwiek. Również współdziałanie, pomoc lub usiłowanie popełnienia wymienionych czynów uważa się za akt terroryzmu. Chodziło głównie o karanie osób, które w jakikolwiek sposób spowodowały sytuację niebezpieczną dla dużej grupy ludzi, a także o ułatwienie wzajemnego współdziałania i pomocy prawnej, w zakresie potrzebnym do ukarania terrorystów. Konwencja została podpisana przez polskie władze w 1995 roku.
Szersze współdziałanie w dziedzinie przeciwdziałania terroryzmowi wprowadził dopiero układ z Schengen. Mimo, że sprawa została tam potraktowana dość marginalnie, to jednak poprzez ustalenia dotyczące współpracy policyjnej, monitorowanie przepływu osób, ułatwienia procedur ekstradycji, oraz możliwości pościgu i obserwacji na terenie obcego państwa, pomogły lepiej kontrolować grupy terrorystyczne. Powstał dzięki temu zbiór informacji o krajowych organizacjach do spraw zwalczania terroryzmu, co pozwoliło na sprawną wymianę podstawowych danych o możliwościach zabezpieczeń i organach zwalczających terroryzm. Jednak państwa członkowskie nie uważały tego problemu za istotny, podkreślając raczej jego lokalny charakter. W ten sposób problem zagrożenia terroryzmem schodził zawsze na dalszy plan, ustępując miejsca przestępczości zorganizowanej, handlowi narkotykami i innym, bardziej powszechnym przestępstwom. Z drugiej strony specjalne rozwiązania w omawianej materii nie były nigdy potrzebne – stale wzrastający stopień współdziałania policji i koordynacji przeprowadzanych akcji oraz rozwinięta polityka informacyjna, pomagały również rozwiązywać problemy związane z terroryzmem.
W późniejszym okresie rozwijano współpracę organów ścigania, poprzez poszerzanie dorobku Schengen i włączanie go do traktatów europejskich. To było zupełnie wystarczające. Unia Europejska stała się co prawda ostatnio aktywnym aktorem na arenie bezpieczeństwa międzynarodowego, ale raczej w jego regionalnym wymiarze. Nie powodowało to zagrożeń związanych z terroryzmem politycznym, przekraczających dotychczasowe zdarzenia.
Takie niebezpieczeństwa pojawią się jednak wraz z zaangażowaniem w konflikt zbrojny pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a krajami islamskimi, którego prawdopodobieństwo wzrosło ostatnio w zastraszającym tempie. Jaką szansę ma Unia na przeciwdziałanie aktom terrorystycznym, podejmowanym na szeroką skalę? Obecnie niewielką. Szczególnie wob
ec braku centralnej organizacji policyjnej o odpowiednich kompetencjach, wspólnej polityki bezpieczeństwa wewnętrznego oraz innych, podobnych instrumentów. Oznaczają one jednak zacieśnienie współpracy prowadzącej w prostej linii do całkowitej utraty suwerenności państw narodowych. Jest to bardzo wysoka cena. A przykład Stanów Zjednoczonych pokazuje, że większa centralizacja niekoniecznie oznacza zwiększenie skuteczności działań. Niestety aktom terroryzmu w państwie demokratycznym jest bardzo trudno przeciwdziałać. Dlatego właśnie Unia Europejska jest równie mocno narażona na ataki terrorystyczne, co Stany Zjednoczone. Lecz niestety nie posiada tak dobrze zorganizowanych sił, które mogłyby przeciwdziałać masowym aktom przemocy.
S
zczepan Jabłoński