Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

PR W WOJSKU (cz. 4)

Polski poligon doświadczalny
Forpocztę wojskowego PR stanowią dwa kolorowe magazyny „Polska Zbrojna” i „Żołnierz Polski”. To tu decydenci Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojska Polskiego dostają od redakcji, głównie w „Polsce Zbrojnej”, rzadką okazję osobistego zadbania o wizerunek resortu. Prawie cotygodniowe dwu- lub trzykolumnowe wywiady z przedstawicielami wojska stanowią o wielkiej przewadze MON nad innymi ministerstwami, gdzie brak spokrewnionej prasy. Od pewnego czasu nie są to "organy" prasowe Ministerstwa Obrony Narodowej - pisze Grzegorz Czwartosz.
Grzegorz Czwartosz

GRZEGORZ CZWARTOSZ

senior account executive,
ACES Warsaw Public Relations

Takie public relations, jaka odwaga ministrów obrony w głoszeniu prawd niepopularnych. Wrażenie takie można odnieść patrząc na to, co robi, albo raczej czego nie robi MON na forum publicznym. Dzieje się tak pomimo wcześniejszych starań resortu obrony o radykalną przebudowę wizerunku wojska. W odcinku zamykającym pobieżny przegląd zjawisk towarzyszących wojskowemu PR spróbujmy spojrzeć na tę dziedzinę przez pryzmat polskiej definicji anglicyzmu “PR” autorstwa prof. Tomasza Goban-Klasa, który określa go mianem “Promocji Reputacji”

Na początku lat dziewięćdziesiątych we współpracy Ministerstwa Obrony Narodowej z mediami dokonała się rewolucja. Resortowe Biuro Prasy i Informacji pod rządami naukowca-cywila o profilowym do tego typu pracy wykształceniu ruszyło niczym renomowana agencja public relations, jeszcze zanim zachodnie agencje tego typu zawitały do Polski. Wyobraźnia, inicjatywność, rozumienie potrzeb mediów i szeroko pojęta kultura - to kilka cech BPI z tamtych lat.

Profesor Andrzej Notkowski nigdy już nie znalazł godnych siebie następców-szefów BPI. W opinii Sejmowej Komisji Obrony wizerunek Wojska Polskiego w mediach jest dziś nijaki, a kwintesencja dziennikarskich opinii o BPI brzmi: To miejsce, gdzie co prawda nie przeszkadza się pisać o wojsku, ale pomaga się tylko w zakresie niezbędnym.

Jednym z pierwszych trafnych posunięć MON z gatunku PR było dopuszczenie cywilnych dziennikarzy do obserwowania dorocznych “Konferencji bezpieczeństwa lotów lotnictwa sił zbrojnych RP”. Odtąd komentatorami wypadkowości lotniczej są publicyści cywilni i jest to miażdżąca przewaga krajowego wojskowego PR nad niejednym państwem NATO. Dzięki temu od wielu lat nie istnieje w Polsce zjawisko “legend” o nigdy nieopisanych przez media katastrofach lotniczych, tak charakterystyczne dla poprzedniego ustroju.

Innym znakomitym posunięciem o charakterze wojskowego PR było uspokojenie społeczeństwa przed wysłaniem polskiego kontyngentu wojskowego do Kosowa. Zaledwie kilku polityków wspomniało o potrzebie narodowej debaty na ten temat, a w kilkanaście dni później telewizja publiczna przez całą niedzielę - w wielu mini-reportażach - pokazała solidne wyszkolenie i sprzęt żołnierzy delegowanych do sił KFOR, z naciskiem na ukazanie kuloodporności ekwipunku żołnierza. Odtąd nikt już o żadnej narodowej debacie nie mówił. Ten sukces ma jednak wielu ojców i Ministerstwo Obrony Narodowej jest tylko jednym z nich.

Uciekająca szansa

Forpocztę wojskowego PR stanowią dwa kolorowe magazyny “Polska Zbrojna” i “Żołnierz Polski”. To tu decydenci Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojska Polskiego dostają od redakcji, głównie w “Polsce Zbrojnej”, rzadką okazję osobistego zadbania o wizerunek resortu. Prawie cotygodniowe dwu- lub trzykolumnowe wywiady z przedstawicielami wojska stanowią o wielkiej przewadze MON nad innymi ministerstwami, gdzie brak spokrewnionej prasy.

Wycofanie przez ministra Janusza Onyszkiewicza statusu “organów” MON z powyższych czasopism to bez wątpienia ruch podnoszący wiarygodność tych tytułów, nadal postrzeganych jako prasa wojskowa. Wymykająca się jednak prostej definicji obecna zależność pomiędzy MON, a wspomnianymi czasopismami, rodzi czasami zróżnicowane efekty w kreowaniu wizerunku wojska.

Godną polecenia formułą wydawniczą wydaje się być przykład amerykański, gdzie w prasie wojskowej bywa zawarta klauzula: “Magazyn X reprezentuje interesy...” - tu pada nazwa resortu lub rodzaju wojsk. Owe interesy traktowane są wówczas z całym lobbingowym zaangażowaniem.

Zważywszy jak dalece Wojsko Polskie nie zaliczyło swojego pierwszego wielkiego egzaminu z PR przy okazji histerii tzw. bałkańskiego syndromu, jakaś forma więzów na linii MON - byłe “organy” jest chyba wskazana. Wystarczyłoby bowiem poprosić “Polskę Zbrojną” o przedruk np. artykułu pod wymownym tytułem “Głupota wzbogacona zubożonym uranem”, jaki dostatecznie wcześnie wyszedł ze środowiska naukowego, by nadać ton dalszym faktom medialnym.

Quo vadis, kapituło?

Jak mawiają politycy “wszystko jest polityką”, a skoro tak, to tym bardziej wszystko jest public relations. Jest nim bez wątpienia system nagradzania dziennikarzy przez narodowe resorty obrony. O ile o klasie MON może świadczyć niegdysiejsze nagrodzenie dziennikarza “Gazety Wyborczej” za bardzo krytyczne, ale rzetelne, opisywanie spraw obronności, o tyle tegoroczne rozdanie medali “Za zasługi dla obronności kraju” po części zdaje się być nieporozumieniem.

Mamy chyba świeżo w pamięci “bałkański syndrom”, czyli wykreowaną przez część europejskich mediów historię rzekomych przypadków zachorowań żołnierzy KFOR na białaczkę popromienną, którą miało spowodować coś z systemu uzbrojenia amerykańskich samolotów szturmowych A-10A. Owo “coś” według mediów raz było pociskiem uranowym, innym znowu razem uranowym pyłem.

Największy wkład w rozwój zjawiska wniosła jednak reporterka TVP na Bałkanach, która w głównych “Wiadomościach” o godz. 19:30 poinformowała, że o wywołanie “bałkańskiego syndromu” podejrzewa się amerykańskie “bomby uranowe”. Spróbujmy sobie wyobrazić, co musiały poczuć rodziny żołnierzy polskiego kontyngentu KFOR. Bomby uranowe, czyli w powszechnym mniemaniu broń promieniotwórcza.

Dla MON, z punktu widzenia PR, już o godz. 20 powinien się rozpocząć program tzw. zarządzania sytuacją kryzysową. W nocy powinien powstać uspokajający list ministra do rodzin żołnierzy KFOR, zaś sekcja PR powinna opracować książkę wycinków z artykułami prasy krajowej i zagranicznej obnażającej skrajną ignorancję, lub wręcz złą wolę, twórców “bałkańskiego syndromu”.

W tym czasie eksperci techniczni powinni pisać krótką historię 30-milimetrowej amunicji typu PGU-14/B (o nią tu chodzi), wykonanej jako stop tytanu i zubożonego uranu 238, którego radioaktywność jest 10-krotnie niższa od radioaktywności czerwonego marmuru stosowanego w budownictwie. Amunicja jest w użyciu od 1976 r. i nikt nigdy od niej nie zachorował.

Tyle kanon PR. Następnego dnia rodziny żołnierzy pocztą kurierską powinny dostać wspomniane materiały, a BPI powinno zorganizować mniej lub bardziej oficjalne spotkanie z dziennikarzami i obalić rewelacje “Wiadomości”.

6 marca br. bałkańska reporterka TVP dostała od MON medal “Za zasługi dla obronności kraju”. Nie dostała go redakcja Programu III Polskiego Radia, która w Polsce uczyniła najwięcej dla obalenia mitu “bałkańskiego syndromu” i wykonała za MON całą kilkutygodniową pracę w walce z tym zjawiskiem.

Jak nas widzą - tak nas obgadują

Strona estetyczna wojska jak najściślej należy do jego public relations. Nie jest przeto dziełem przypadku, że wykład pierwszy we wspomnianej Defence Information School to fotografowanie żołnierzy i pozowanie do fotografii. W tym miejscu zawsze warto pamiętać o definicji “PR”, jako “Promocji Reputacji”.

Jeszcze przed wstąpieniem Polski do NATO krajowi dziennikarze byli nie raz odbiorcami uwag oficerów sojuszu na temat eufemistycznie ujętej niskiej “kultury dbania o siebie” i prezencji korpusu oficerskiego Wojska Polskiego, głównie zaś chodzi o jego nadwagę. Problem jest przykry, lecz znany. Był opisywany m.in. przez “Gazetę Wyborczą” i omawiany przez media elektroniczne. Tym większej kultury wymaga więc od fotoreporterów ukazywanie ludzi wojska i tym większej świadomości tego, że jest się fotografowanym na użytek mediów oczekiwać należy od oficerów.

Stanem idealnym byłoby, aby oficer miał zawsze w szufladzie swoje zdjęcie portretowe wykonane w profesjonalnym studiu. Jeszcze lepszy byłby tzw. amerykański plan, który amerykański jest tylko z nazwy i nie ma nic wspólnego z irytującą amerykanizacją życia - od dziesięcioleci jest to jedynie standard fotografii korporacyjnej i wojskowej. Niestety, w Wojsku Polskim tego obyczajowego wymogu nie docenia się, zaś fotografia prasowa często wystawia polskim oficerom nie najlepsze świadectwo dbałości o wygląd.

Manierę panującą w polskim fotografowaniu wojska można określić jako “big brotheryzm”. Nawet te armie, którym kinematografia przez dziesięciolecia wykreowała pod względem estetyki niedobry wizerunek, pokazują ludzi wojska w korzystniejszym świetle, niż czasami ma to miejsce w Polsce.

Odwagi!

Wojskowe PR służy także do ochrony resortów obrony przed dostawami niechcianego sprzętu. W większości starych państw NATO nie ma takiej siły, która zmusiłaby tamtejsze wojsko do przyjęcia na wyposażenie lichego sprzętu z politycznego rozdania. Tym skuteczniejsze PR powinno wokół takich spraw uprawiać MON.

Tymczasem mamy tu do czynienia z PR “samorobiącym się”. Pomimo niecałkowitego zerwania więzów MON z wieloma kontrolowanymi przez nie kiedyś czasopismami to media cywilne obroniły MON przed niechcianymi samolotami I-22 Iryda. Nie w prasie uważanej za wojskową przeczyta się, że wojska lotnicze nie cenią i nie chcą dodatkowych samolotów szkolnych PZL-130 Orlik. I nie czasopismom związanym z wojskiem, lecz Polskiemu Radiu, nie zabrakło odwagi w zacytowaniu wysokiego rangą oficera Wojskowego Instytutu Techniki Uzbrojenia mówiącego o niskiej jakości nowego polskiego karabinka Beryl.

W kwestii propagowania prawd niepopularnych można stosować zabieg amerykański - głoszą je wysocy rangą oficerowie emerytowani, o których trudno byłoby powiedzieć, że reprezentują rząd. Odnosi się wrażenie, że Ministerstwo Obrony Narodowej zbyt rzadko sięga po tę sprawdzoną metodę.

Pokaż mi swój przetarg - powiem ci, kim jesteś

Jeśli za “PR po polsku” przyjąć wspomnianą “Promocję Reputacji”, to przetargi na zagraniczny sprzęt dla Wojska Polskiego są tej reputacji przykładem niedobrym, a nowy problem wisi w powietrzu. Nie było bowiem na świecie takiego przetargu na myśliwiec wielozadaniowy, jaki usiłuje się przeprowadzić w Polsce w 76 dni. Samo rozpatrywanie poprzetargowych protestów trwa w takich okolicznościach 3-4 miesiące, nie wspominając już o fakcie, że w Polsce procedury takiej nie ma.

Bardzo doświadczony w przetargach lotniczych Izrael swój myśliwiec wielozadaniowy wybrał w latach 90. w toku dwuletniej procedury konkursowej. Włosi, by wziąć w leasing myśliwiec przechwytujący, potrzebowali do oceny ofert 1,5 roku. Finlandia i Szwajcaria wybierały swoje myśliwce odpowiednio 3 i 6 lat. Brytyjskie wojska lądowe swój najnowszy śmigłowiec szturmowy wybierały 2,5 roku. Taki sam śmigłowiec Holandia wybierała przez 11 miesięcy. Podobne przykłady można mnożyć.

Nasz przetarg pozbawiony jest porównawczych testów poligonowych samolotów według wspólnych kryteriów. Nikt na świecie nie wygłosił także - jak urzędnicy MON - uwagi, że “samolot ma być sprawdzony na wojnie”. Skąd w takim razie wzięły się u europejskich członków NATO samoloty bojowe Hunter, Canberra, Lightning, G.91, F-104, F-4F, F-8E, EF-18A, Draken, Harrier, Sea Harrier, Jaguar, Tornado, Etendard, AMX, Rafale, Typhoon i inne nie sprawdzone w chwili zakupu na żadnej wojnie?

Próby bezprzetargowego pozyskania myśliwców F-16 (podejmowane od ok. dziewięciu lat) nie promują wizerunku Ministerstwa Obrony Narodowej, jako partnera znającego maniery biznesowe państw NATO. Próby te wzbudziły obawy o własną reputację nawet u najbardziej zainteresowanych. Ostatnio minister obrony wrócił z Waszyngtonu z sugestią ogłoszenia uczciwego przetargu, nie zaś pozyskania F-16 z wolnej ręki.

O wiarygodność 76-dniowego przetargu będzie nader trudno. Ani ludzie lotnictwa, ani biznesu nie uwierzą, że w takim czasie można ocenić samoloty, oferty offsetowe i warunki finansowe kontraktu oraz że coś można z oferentami wynegocjować. Nawet przedłużając przetarg o kilka tygodni można tylko wpisać się w i tak panujące przekonanie, że samolot jest dawno wybrany, a potrzebuje jedynie pozorów legalizacji decyzji o jego wyborze. Są rzeczy, których dla dobrej reputacji się nie robi i kwestie, których się nie wygłasza.

* * *

Cykl niniejszych artykułów nie miał być podręcznikiem wojskowego PR, bo z kilku przyczyn być nim nie mógł. Miał natomiast zwrócić uwagę na kilka kwestii, które albo odróżniają cywilne PR od wojskowego, albo stanowią o niedoskonałości polityki informacyjnej sił zbrojnych i starań o budowanie ich prestiżu.

Grzegorz Czwartosz

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Bliżej świata
Czy my jesteśmy bliżej świata? Co czynić należy byśmy rzeczywiście byli integralną częścią świata, Europy? - pyta prof. Wojciech Gasparski. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Szpagat
Jak się zachowa krętacz postawiony w obliczu kolizji norm, wymagań, oczekiwań i własnych powinności; zmuszony zająć jakieś stanowisko? Musi odpowiedzieć na wiele kłopotliwych pytań. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
O czym Clintonowi nie mówiłem...
Zygmunt Broniarek opowiada o rozmowie w Warszawie z prezydentem Billem Clintonem i o pewnym spotkaniu w Ameryce z polskim inżynierem Edwardem Mazurem, dyrektorem agencji lobbingowej zajmującej się UFO. całość...
PUNKT WIDZENIA - SEJM
Uzdrawianie jawnością
Redaktor Jan Forowicz pyta posła SLD Stanisława Janasa o sprawy związane z polską obronnością, modernizacją Wojska Polskiego, ale też o degradację branży zbrojeniowej. całość...
PUNKT WIDZENIA - SENAT
Samoloty nie pomogą
Redaktor Jan Forowicz pyta senatora Adama Glapińskiego z ZChN czy zakup samolotu wielozadaniowego wzmocni przemysł obronny i jaki byłby pomysł na zapewnienie trwałego bezpieczeństwa państwa? całość...
KASY OSZCZĘDNOŚCIOWO-BUDOWLANE
Umiejętność liczenia
Jeśli kasy oszczędnościowo-budowlane otrzymałyby licencje bankowe w 2002 r., mogłyby przypuszczalnie rozpocząć działalność od 2003 r. Pierwsze wypłaty premii nastąpiłyby więc dopiero w 2004 r. całość...
VRATISLAVIA CANTANS
Festiwal absolutnie wyjątkowy
Nie może to być muzyka o tematyce miłosnej czy erotycznej. Natomiast oratoryjna – oczywiście tak. W kościołach katolickich prezentujemy muzykę o tematyce biblijnej, w synagogach muzykę typowo żydowską. całość...
PLATFORMA OBYWATELSKA
Polska ludzi wykształconych
Nawyki, w tym skłonność do uczenia się, kształtują się szczególnie intensywnie w wieku od 3 do 6 lat. Dzieci z rodzin o niskich aspiracjach edukacyjnych rozpoczynając szkołę w wieku 7 lat są opóźnione w stosunku do pozostałych. całość...
POLSKIE RADIO
Szukanie UKF
Malejąca liczba słuchaczy Jedynki ze względu na nadawanie na falach długich oznacza w konsekwencji dotkliwe, liczone w setkach tysięcy, a nawet milionach słuchaczy ograniczenie audytorium całego Polskiego Radia. całość...
GLOBALIZACJA
Państwo narodowe a demokracja
Najogólniej rzecz ujmując, panuje dość powszechna zgoda co do tego, że globalizacja jako spectrum praktyk społecznych i ekonomicznych wprowadza do naszego świata zupełnie nową jakość - pisze Marek Kwiek. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1114752 Czytelnikiem.