Świat w którym obecnie żyjemy jest przepełniony informacjami. Jednym z największych problemów nie jest brak informacji, lecz zamęt informacji i próby przebicia się przez szum za pomocą manipulacji wszystkich dowolnych chwytów. Publiczna komunikacja jest dziś postrzegana negatywnie poprzez wykorzystanie manipulacji, fałszywego pobudzenia emocji przez użycie słów z reklam i kampanii promocyjnych - pisze Gerard Abramczyk.
{ADDONS}
GERARD ABRAMCZYK
Głos Polaków wyraża się przez sondaże przeprowadzane co parę miesięcy. Z odpowiedzi na pytanie: „W jakim kierunku według Pani(a) idą zmiany w Polsce”, dowiemy się nie tylko, że sprawy idą w złym kierunku, ale także to, że Polacy są w o wiele gorszym nastroju (75 proc. odpowiedzi negatywnych). Dowiadujemy się co miesiąc, że Polacy są przekonani o powszechności korupcji (63 proc.), że żadna partia polityczna nie reprezentuje interesów społeczeństwa (69 proc.), że zaufanie do rządu, premiera i większości polityków nie istnieje – są niewiarygodni (78 proc.), nieuczciwi (77 proc.) i dbają przede wszystkim o własne interesy (87 proc.). Niewiele lepsze są opinie wokół ludzi w biznesie, urzędników, administratorów w służbie zdrowia czy szkolnictwie. Jesteśmy w samym środku kryzysu – kryzysu zaufania.
Komunikacja polityczna jest rozmową między politykami a społeczeństwem za pośrednictwem mediów. A jak wygląda ta rozmowa po stronie polityków? Na przykład:
Poseł R. w trakcie programu „Kropka nad i” powiedział, że „...to kłamstwa prezydenta i premiera”, a w następnym dniu w audycji „Gość Radia Zet” premier odpowiedział „...jeśli pan poseł R. mówi, że my kłamiemy, to ja mówię, że on kłamie”. Minister finansów w „Sygnałach dnia”, mówił, „to wierutne kłamstwo ... kłamstwo to lekkie słowo na określenie takiego postępowania”, a z trybuny sejmowej poseł S.Ł. ogłosił, że „minister spraw zagranicznych dopuścił się kłamstwa politycznego”.
Nie dziwnego, że wyborcy nie mają już zaufania do polityków.
A jak wygląda ta rozmowa po stronie dziennikarzy? Na przykład:
Jan Skórzyński w Rzeczpospolitej napisał: „Naszą misją jest patrzenie władzy na ręce (...) w demokratycznym kraju prasa jest po to, żeby szukać dziury w całym”. „Dziennikarstwo – to zawód twórczy” - powiedział dyrektor TVP 1 Sławomir Zieliński. Redaktor naczelny Gazety Bocheńskiej nie ukrywał: „Nasz burmistrz rządził źle, więc poprzez cykl publikacji udało nam się go wymienić.” W jednym swoim newsie Tomasz Lis mówił: „Politycy korzystają z wolności słowa, a my z wolności oceny tego co mówią”.
Naukowiec Bernard Cohen z Princeton University w swoim przełomowym badaniu (1963 r.) udowodnił, że „Media być może nie zawsze są skuteczne mówiąc ludziom jak mają myśleć, ale są oszałamiająco skuteczne w mówieniu swoim czytelnikom i słuchaczom o czym mają myśleć.”
Świat w którym obecnie żyjemy jest przepełniony informacjami. Jednym z największych problemów nie jest brak informacji, lecz zamęt informacji i próby przebicia się przez szum za pomocą manipulacji wszystkich dowolnych chwytów. Publiczna komunikacja jest dziś postrzegana negatywnie poprzez wykorzystanie manipulacji, fałszywego pobudzenia emocji przez użycie słów z reklam i kampanii promocyjnych.
Niektórzy ludzie twierdzą, że dziennikarze gonią za sensacją. Niektórzy ludzie sądzą, że artykuły prasowe są nieprawdziwe. Inni mówią, że są one nieścisłe, a jeszcze inni twierdzą, że wprowadzają w błąd. Co prawda istnieje zbyt duży nacisk na konflikt i strategię politycznych bitew. W dzisiejszych czasach cokolwiek jest złego dostaje prawie wyłączną uwagę. Krótko mówiąc, negatywy są news.
Nie dziwnego, że czytelnicy nie wiedzą już komu zaufać.
Zadaniem prasy jest nie tylko kreowanie „okna na świat”, lecz także interpretacja tego, co jest do zobaczenia – uporządkowanie spojrzenia. Świat wydarzeń i spraw, o których prasa codziennie usiłuje pisać reportaże, jest miejscem niesłychanie skomplikowanym. Prawdę rzadko można łatwo zdefiniować. Nie wiemy jeszcze do jakiego kształtu media się dostosują, bo jesteśmy dopiero w okresie transformacji – nie tylko w gospodarce i polityce, ale również w dziennikarstwie. Samokrytyczna ocena dziennikarzy miała swoją „grubą kreskę”, a to zaczęło się od Stanisława Tymińskiego.
Człowiek znikąd. Zaskoczył wszystkich. Nieprzewidywalny. Ku zaskoczeniu wszystkich pokonał Tadeusza Mazowieckiego. Polska inteligencja i elity polityczne były w stanie szoku. Nagle stało się faktem, że człowiek, o którym nikt nic nie wiedział, może stanąć na czele polskiego rządu. Czwarta władza poruszyła ich bierne i pasywne zachowanie. Stanisław Tymiński dobrze posłużył nam w tym, że demonstrował wielką moc mediów. Wolny rynek dotyczy nie tylko gospodarki, lecz również wolnego sposobu przekazywania faktów, informacji, wrażeń i specyficznych celowych przesłań. Wtedy nikt nie miał odwagi stanąć przeciwko niemu. Pozwolił im bez przeszkód wykorzystać media dla swoich celów.
Dziennikarze mają dziś przewagę. Dobrze byłoby, żeby istniała równowaga. Mówi się o nowej polityce informacyjnej. Sytuacja dotycząca mediów, prasy, redakcji i dziennikarzy do niedawna była bardzo zamknięta i hermetyczna. Mentalność w środowisku mediów dopiero zaczyna się otwierać, ale dzisiaj dziennikarze stają się bardziej aktorami politycznymi.
Pierwszą zasadą dziennikarstwa jest to, że musi być story – wiadomości. Dziennikarze pracują zbierając i rozsiewając codzienne news. Niektórzy reporterzy przypisują sobie, że ich praca jest tylko „podniesieniem lustra” pokazującym co się dzieje. W rzeczywistości, jest bardziej selektywnie relacjonowanym newsem. Codzienny news jest konstrukcją – jest wersją rzeczywistości ukształtowaną przez dziennikarskie normy i konwencje. Przez „ramkowanie wydarzeń” dziennikarze grają rolę „bramkarzy”. Oni ustalają co będzie relacjonowane i w jakim formacie. Wielu spośród ludzi w mediach sądzi, że nie tylko relacjonują wypowiedzi polityków, lecz także krytycznie przyglądają się ich działaniom i motywacji. Krytyczny news, czyli dziennikarstwo śledcze działa jako news ideologii w sensie, że zakłada iż politycy działają we własnym interesie. Lew Rywin otworzył nowy etap mediów i tak samo jak po Tymińskim, po Rywinie Polska już nie będzie taka sama.
Gazety i telewizja zawierają news, czyli fakty oraz komentarz, czyli analizy i opinie. Te pierwsze dają nam niezbędne informacje dla interpretacji świata wokół nas. Te drugie oferują nam punkt widzenia gazety na sprawy. Wszyscy akceptują ten stan. Natomiast prasa jest często krytykowana za stronniczość, uprzedzenia. Dochodzi do tego, że news i komentarze mieszają się – prasa staje się głosem jednej strony. Owszem, celem dziennikarza jest utworzenie „okna na świat”, ale by to zrobić, potrzebne są fakty i obiektywna interpretacja. Jest to trudne zadanie do spełnienia, bo fakty nie mówią same za siebie – trzeba dać im mówić przez selekcję, aranżację i podkreślenia. Dziennikarze mają swoje sposób, a politycy swoje.
Media kontra politycy
Media mają inne plany niż politycy. Dziennikarze są zainteresowani kreowaniem dramatu. Chcą konfliktu, manewrowania poza sceną i szansy ujawnienia słabości polityków. Dziennikarze mają zadanie relacjonowania tego, co politycy mówią, ale więcej niż często widzą to jako obowiązek wyjaśnienia, dlatego politycy mówią to co mówią i jaki niski cel politycy chcą przez to osiągnąć. Media same obdarzyły siebie rolą strażnika interesu publicznego. Politycy są w jakimś stopniu podejrzani – działają dla siebie lub jakiegoś prywatnego interesu.
Szczególnie telewizja ma potrzebę dramatyzowania wiadomości, skupienia kamery na pojedynczym wydarzeniu i na jednym człowieku włączonym w walkę. Dziennikarze TV szukają kilku trupów i trochę krwi. Telewizja lubi malować news barwnymi kolorami, ale większość wydarzeń news jest raczej szara. Sejm z 460 awanturnikami, nieustannym gadaniem i nieograniczoną liczbą spotkań jest straszny dla dziennikarzy telewizyjnych. Nie mają w tym otoczeniu punktu ogniskowania.
Dzisiejsze polityczne wiadomości w prasie ustalają ton dla jutrzejszych programów radiowych i programów publicystycznych w TV. Goście Graffiti Polsatu, Kropki nad i, Sygnałów Dnia, czy Śniadania z Radiem Zet muszą odpowiadać na kwestie dotyczące wcześniejszych wydań wiadomości. Goście mają mało okazji wyjaśnienia swoich idei czy inicjatyw programowych. Goście są zajęci udzielaniem odpowiedzi na temat idei i tezy prowadzących program. Gdzie są możliwości dla osób publicznych przekazania wizji, pomysłu na budowanie lepszej przyszłości?
Jakość polityka
Jakość polityka ma być na podstawie jakość relacji. Nie chodzi tylko o przypadkowe kontakty, lecz relacje budowane na autentyczności i trosce. To, czego ludzie teraz chcą to sprawiedliwość i uczciwość. Ludziom potrzebni są politycy do pragmatycznego rozwiązywania problemów, a nie do ideologicznych bitew. Komunikacja polityczna to układ i relacja pomiędzy tymi, którzy zarządzają, a tymi, którymi się zarządza. Niestety, istnieje nieporozumienie, co jest polityką.
Z jednej strony polityka jest po prostu jak siła czy władza dzielona praktycznie dzień po dniu. Z drugiej polityka jest procesem rozwiązującym konflikty. Tam gdzie powstają różnice zdań, tam istnieje polityka. Polityka efektywna jest osiągnięciem dojrzałego kompromisu, a nie polityką w rodzaju wszystko albo nic, czy wygraną za wszelką cenę. Jest równocześnie utrzymaniem wzajemnych relacji i osiągnięciem rezultatów. Polityka nie jest pokonywaniem innych. Tak naprawdę jest drążeniem możliwości dla działania, które rozwiązuje problemy.
Dziś w Polsce wśród podstawowych przyczyn najbardziej widocznych i uderzających problemów jest nieefektywna komunikacja przez polityków, która powoduje, że wyborcy przestają wierzyć słowom polityków. Podczas komunikacji następuje budowa zaufania lub przez niewiedzę zniszczenie go. Zaufanie jest na podstawie wzajemnego szacunku. Zaufanie i szacunek idą w parze. Sprzyjają przez sposób, w jaki się komunikujemy – słowa, które wybieramy i sposób, w jaki je używamy i wypowiadamy, w połączeniu z niewerbalnymi sygnałami, które wysyłamy.
Otwarta i uczciwa komunikacja jest najwyższą wartością w działaniu komunikacji politycznej. Ta komunikacja jest narzędziem polityków, by pomagać wyborcom pojąć sprawy nie rozstrzygnięte w wyborach oraz pomagać politykom, by mieli wpływ na decyzje wyborców. Kilka lat temu był pozytywny etos Solidarności, który łączył siły narodu, ale gdzieś po drodze został zgubiony. Dziś wielu polityków wypowiada się bez żadnych intencji. Mówią to, co im przyjdzie do głowy. Jak wyczytać prawdę, gdy słyszy się tyle głupstw.
Wierzę, że politycy nie są głupi i dziennikarze są z gruntu fair, ale są częścią procesu instytucjonalnego, który jest nie fair. Dziennikarzom nie płacą za bycie fair, dostają wynagrodzenia za artykuły, pisząc niewygodne implikacje. Reporter nie napisze tego, co uważa za stosowne, ale to, co mu redaktor puści do druku. A redaktor puści to, co jego czytelnicy chcieliby przeczytać, by zwiększyć nakład, by być bardziej atrakcyjnym dla reklamodawców.
Nikt już się nie przeciwstawia temu, że jesteśmy w samym środku kryzysu, kryzysu zaufania. Potrzebne jest stworzenie środowiska zaufania zanim zadziała efektywna polityka informacyjna. Przypomnijmy stare powiedzenie: „jeśli rozpoczniesz próby polerowania powierzchni, gdy brak jest na niej czegoś, co powoduje błysk, obojętnie jak długo będziesz go pocierać czy polerować, oni i tak nigdy nie będzie błyszczący”.