Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

PR W PRAKTYCE

Afgańska ruletka
Stany Zjednoczone, tak jak wszystkie inne kraje, mają wiele na sumieniu w kwestii traktowania społeczności państw, z którymi w danym okresie walczą. Czas wojny nie sprzyja kultywowaniu wszystkich zasad demokratycznego państwa, lecz to, co odróżnia USA od innych krajów, to fakt wynoszenia nauki z wielu niedobrych doświadczeń historycznych i przynajmniej moralne zadośćuczynienie wobec osób krzywdzonych niegdyś przez aparat państwowy - pisze Grzegorz Czwartosz.
{ADDONS}

GRZEGORZ CZWARTOSZ

senior account executive
ACES Warsaw Public Relations

Tak jak skala zamachu na budynki-symbole amerykańskiej państwowości, tak też wiele następujących po zamachu zjawisk ma miejsce w historii po raz pierwszy. Również o wielu faktach w takich dziedzinach jak public relations, public affairs, media i propaganda można już powiedzieć, iż wydarzyły się po raz pierwszy. Jedno tylko wydaje się powtórką z operacji kosowskiej – Stany Zjednoczone mogą się spodziewać kłopotów ze strony Amnesty International i organizacji humanitarnych.

Po tegorocznym wrześniu redefinicji ulega wiele pojęć - fanatyzmu, terroryzmu, religii, a także klarowne dotąd pojęcie wojny. Specjaliści public affairs i public relations też chyba muszą chłodnym okiem spojrzeć na swoje zawody i odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy nie dobrnęliśmy do pewnej granicy? Nawet w najbardziej skonfliktowanych społecznościach i najtrudniejszych warunkach politycznych można dotąd było zdziałać wiele dobrego stosując cały warsztat PA i PR. A teraz?

Amerykanom i społeczeństwom umownego Zachodu do 11 września 2001 r. wydawało się zapewne, że ludziom zachodnich kultur i demokracji nie może się przydarzyć już nic gorszego, niż fanatyzm japoński z okresu II wojny światowej. Stał się on doświadczeniem Amerykanów, Holendrów, walczących pod sztandarem brytyjskiej wspólnoty narodów Australijczyków, Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Nowozelandczyków i Południowych Afrykanów, a w mniejszym stopniu także wielu innych narodowości. Wraz z samurajskim kodeksem i wiarą w boskie pochodzenie kolejnych cesarzy fanatyzm ów wrósł w literaturę i media jako światowy synonim prania mózgu i nieliczenia się z życiem swoim i cudzym.

Jednocześnie jednak wrosło w zbiorową świadomość przeświadczenie, że nawet w taką mentalność narodową można wnieść na bagnetach nowy ustrój państwa i nowe demokratyczne prawodawstwo. A potem już tylko gigantycznymi, rozłożonymi na dziesięciolecia programami public affairs można ulepić nowy twór społeczny miłujący demokrację. Wiara w taki cud miała swoje podstawy - powojenna Japonia spełnia wszelkie jego definicje.

Public affairs

dobre (kiedyś) na wszystko

Podczas obecnej interwencji zbrojnej w Afganistanie Stany Zjednoczone po raz pierwszy na tak wielką skalę zastosowały zasadę, którą można by określić słowami “walcz edukując”. Zaangażowano w tym celu nie tylko solidny warsztat działań public affairs prowadzonych zazwyczaj przez anonimowych urzędników. Osobiste apele prezydenta George’a W. Busha o powstrzymanie się od samosądów na Amerykanach wyznania muzułmańskiego, jego zapewnienia, iż Stany Zjednoczone nie wyruszyły na wojnę z islamem, a wreszcie wizyta w amerykańskim meczecie, stanowią część tego nowego zjawiska z gatunku public affairs.

Stany Zjednoczone, tak jak wszystkie inne kraje, mają wiele na sumieniu w kwestii traktowania społeczności państw, z którymi w danym okresie walczą. Czas wojny nie sprzyja kultywowaniu wszystkich zasad demokratycznego państwa, lecz to, co odróżnia USA od innych krajów, to fakt wynoszenia nauki z wielu niedobrych doświadczeń historycznych i przynajmniej moralne zadośćuczynienie wobec osób krzywdzonych niegdyś przez aparat państwowy. Jak w innych krajach jest to jednak proces długi i bolesny. Tak np. rozliczanie się z niechlubnej karty stosunków państwo - Amerykanie niemieckiego pochodzenia podczas II wojny światowej zakończyło się dopiero w latach 80.

Przy okazji obecnej akcji przeciwko organizacji al Kaida administracja amerykańska pragnie uniknąć wszystkich niegodziwości, jakich w XX wieku zaznali od Amerykanów Niemcy, Japończycy, Włosi, Koreańczycy i Wietnamczycy, w tym miliony naturalizowanych Amerykanów pochodzących z tych krajów. Nie chodzi tu bynajmniej o zbrodnie wojenne na żołnierzach strony przeciwnej, lecz o traktowanie członków własnego społeczeństwa i cywilów krajów podbitych.

Gdyby wszystko w tej dziedzinie było w porządku, nie trzeba by wówczas organizować spektakularnych akcji public relations, jak wspaniałomyślne dopuszczenie w 1942 r. do służby w US Army Freda Patheigera, świeżo naturalizowanego Amerykanina pochodzenia niemieckiego, a wcześniej... członka Hitlerjugend. Na jego sprawie podreperował swój wizerunek nawet dyrektor FBI J. Edgar Hoover. I nie trzeba by również w medialnej oprawie wycofywać z frontu w 1944 r. innego naturalizowanego Amerykanina pochodzenia niemieckiego Fritza Nilanda, czyli filmowego “Szeregowca Ryana” (patrz: DECYDENT nr 5/2001).

Rządowe programy public affairs mogą odgrywać ważną rolę łagodzącą w konfliktach międzynarodowych lub w napiętej sytuacji grożącej wybuchem takich konfliktów. Choć Stany Zjednoczone mają bogatą tradycję w łagodzeniu za pośrednictwem rządowych programów kulturalnych i edukacyjnych napięć pomiędzy skonfliktowanymi ze sobą społecznościami, to jednak za najskuteczniejszy rządowy program public affairs przez dziesięciolecia uznawano po prostu pełne uczestnictwo w systemie demokratycznym.

Tak było do końca XX wieku. System gorzej lub lepiej sprawdzał się, wiele programów public affairs wdrożono, np. dla łagodzenia społecznych skutków wojny wietnamskiej w obu niegdyś wrogich społeczeństwach. Zawsze jednak w tle pozostawała edukacja poprzez czerpanie z zasad demokracji. Zarazem jednak zawsze dość prostej definicji podlegał problem, jaki istniał na linii USA - inne państwo, lub raczej: demokracja kontra dyktatura. Po wrześniowym ataku na USA takie nieodległe w końcu przykłady historyczne brzmią już jak opowieści pięknoduchów.

Ani byłej NRF, ani Francji i Włochom - ciężko dotkniętym terroryzmem po II wojnie światowej - nie udało się wdrożyć skutecznych programów public affairs choćby łagodzących zjawisko terroryzmu międzynarodowego. Wybrano rozwiązania siłowe, mimo że wróg był stosunkowo dobrze znany. Trudno definiowalna, mgławicowa, ponadnarodowa i fanatyczna al Kaida tym bardziej daje nikłe szanse na zaproszenie jej do jakiegokolwiek rządowego programu public affairs wdrożonego przez państwo Zachodu.

W zaistniałej sytuacji Stany Zjednoczone robią więc co tylko można, aby utrzymać jak najszersze kontakty medialne, edukacyjne i kulturalne z Afganistanem i Afgańczykami nie mieszkającymi w swoim kraju. W Pakistanie Amerykanie wydają dla tej społeczności miesięcznik o profilu społeczno-politycznym, poruszający także problematykę gospodarczą.

Mimo toczącej się akcji zbrojnej, USA prowadzą w Pakistanie wykłady m.in. z zakresu praw człowieka, ochrony zdrowia i środowiska, literatury, kulturoznawstwa, wolności mediów, dziennikarstwa i polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Szkolenia są przeznaczone dla wszystkich chętnych dziennikarzy oraz dyplomatów afgańskich i pakistańskich. Oprócz tego utrzymywany jest program amerykańsko-afgańskiej wymiany kulturalnej.

Pierwsza przegrana bitwa

W przeciwieństwie do innych konfliktów regionalnych, w które zaangażowane były Stany Zjednoczone w ostatniej dekadzie, w operacji afgańskiej USA przegrały batalię o telewizję i propagandę talibów, jaka za pośrednictwem łączy satelitarnych oddziaływuje na szerszą opinię światową. Batalia o ten niezmiernie ważny czynnik współczesnego konfliktu nawet się nie odbyła, bo odbyć się po prostu nie mogła. Owa bariera niemożności to pierwsze takie doświadczenie Amerykanów w najnowszych wojnach zwanych przez media telewizyjnymi.

Rzecz dotyczy katarskiej telewizji al Dżazira, potocznie zwanej “arabskim BBC”, lub “arabskim CNN”, co wystawia dobre świadectwo profesjonalizmowi stacji. Zarówno Pentagon, jak i Departament Stanu, nie raz dawały w ostatnich tygodniach wyraz dezaprobaty dla relacji z Afganistanu tej najpopularniejszej w regionie arabskiej stacji telewizyjnej. I to wszystko co można było zrobić.

Jeszcze tylko sekretarz stanu Colin Powell zdobył się na delikatną sugestię wobec emira Kataru (finansowego i duchowego protektora stacji) o przemyślenie przed emisją niektórych rodzajów informacji uzyskanych od talibów, a niemożliwych do zweryfikowania przez inne media. Emir prośbę tę upublicznił, co postawiło Amerykanów w dwuznacznym świetle. Wyjątkowy w historii mediów i wojskowości (bo dziedziny te zaczynają się już przenikać) zbieg okoliczności politycznych, technicznych i organizacyjnych sprawił, że al Dżazira zachowała nie tylko swoją niezależność, ale także nietykalność. To zaś od wojny z Irakiem w 1991 r. jest już czymś wyjątkowym.

Przypomnijmy, że telewizja reżimu Saddama Husajna zamilkła już piątego dnia wojny nad Zatoką Perską. Przez cztery pierwsze dni była tylko zakłócana przez specjalne amerykańskie stacje naziemne i powietrzne emitujące zakłócenia elektromagnetyczne na częstotliwościach telewizyjnych. Piątego dnia wojny cała naziemna infrastruktura irackiej telewizji została obrócona w perzynę przez samoloty, by przez dotychczasowe zakłócenia elektromagnetyczne nie przebił się już nawet najkrótszy program propagandowy. Powód? Emisja programu z udziałem zestrzelonych lotników Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kuwejtu, którzy pod wpływem tortur i narkotyków potępili swoje rządy za atak na Irak.

O uniknięcie podobnego szoku dla rodzin żołnierzy i zachodniej opinii publicznej zadbano już inaczej w 1999 r. podczas natowskiej interwencji w Jugosławii. NATO nie miało złudzeń - Miloszević wykorzysta jeńców wojennych w telewizji w taki sam sposób, jak Husajn. Przedsmak tego dało uprowadzenie kilka lat wcześniej przez siły serbskie wojskowych obserwatorów ONZ, przykucie ich do obiektów wojskowych i pokazanie w telewizji jako “żywych tarcz” przed spodziewanymi bombardowaniami sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji.

Tak więc w 1999 r. pod naciskiem NATO i Unii Europejskiej międzyrządowa organizacja europejska, będąca właścicielem i operatorem satelity, w którym Serbia dzierżawiła transponder, wyłączyła czasowo łącza satelitarne serbskiej telewizji państwowej. Reszty dopełniły samoloty NATO równając z ziemią serbską infrastrukturę telekomunikacyjną.

Prośbą, groźbą czy bombami?

I tak oto władze amerykańskie stanęły w obliczu bogatej, wpływowej, niezależnej i nietykalnej telewizji al Dżazira, mającej jako jedyna zagraniczna telewizja wyłączność na korespondencje z Afganistanu. Talibowie pozwalają jednak raczej na pokazywanie pojedynczych dzieci rannych od amerykańskich bomb, niż setek bojowników islamskich zabitych w nalotach dywanowych.

Tu, między innymi, tkwi źródło zarzutów wobec al Dżaziry, iż służy jako tuba propagandowa talibów. Nakładają się na to zarzuty CIA i FBI o emitowanie wystąpień Osamy ben Ladena, w których - jak się przypuszcza - mogą być zakodowane rozkazy do kolejnych ataków terrorystycznych na Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię.

Jak pokazuje doświadczenie Colina Powella działalność stacji nie podlega negocjacjom. Na skutek bezprecedensowego splotu okoliczności nie jest także możliwy najmniejszy nawet akt agresji wobec al Dżaziry. Telewizja ta jest nadawana drogą satelitarną z trzech różnych satelitów i z trzech różnych pozycji orbitalnych należących do państw europejskich. Transmisji dokonują trzy różne platformy cyfrowe, a wszystko to (pozycje orbitalne, satelity i platformy) należy do politycznych i wojskowych sojuszników USA.

Po żarliwych zapewnieniach prezydenta Busha, iż Ameryka nie wyruszyła na wojnę z islamem, zbombardowanie siedziby katarskiej stacji w Doha nie może być nawet przedmiotem gry komputerowej. Pat zaiste niebywały w historii najnowszej. Moralną satysfakcję mogą z tego wynieść chyba tylko niegdysiejsi twórcy przerwanego programu “gwiezdnych wojen” w tej jego części, która dotyczyła pocisku rakietowego ASAT do niszczenia satelitów. W obecnej akcji przeciwko al Kaidzie przydatny by on nie był, ale kiedyś...?

W tej bardzo delikatnej sytuacji doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezza Rice zaapelowała do amerykańskich mediów, by nie retransmitowały z al Dżaziry wystąpień członków al Kaidy. Ma to wielkie znaczenie dla zakłócenia łączności międzynarodówki terrorystycznej, a może mieć jeszcze większe znaczenie dla wewnętrznej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych, gdy w niewoli znajdą się pierwsi amerykańscy jeńcy wojenni. Przy talibskim wymiarze sprawiedliwości i obyczajowości lepiej nie wyobrażać sobie tamtejszego programu telewizyjnego z udziałem jeńca wojennego.

(cdn)

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Co można, a co wypada
Rządzącym - i to niezależnie od zajmowanego stanowiska - przystoi postawa służebna (ministrare to po łacinie tyle co ‘służyć’), dlatego funkcjonariuszy ją tworzących nazywa się służbą cywilną - pisze Wojciech Gasparski. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Pytania sugestywne
Sugestywne może być każde pytanie, jeśli towarzyszą mu takie słowa i gesty, z których można się domyślić pożądanej przez pytającego odpowiedzi. Zresztą, nie trzeba aż mrugać okiem, dawać znaków ręką - pisze Mirosław Karwat. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Lobbing Tajwanu nad Wisłą
Stałym celem lobbingu tajwańskiego jest przyjęcie Tajwanu do ONZ. Jednak sprzeciw ChRL wobec takiej możliwości jest niewzruszony. Lobbing Tajwanu dotarł i do Polski - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
SPOSÓB NA PRZYSZŁOŚĆ
Autokreacja
Program "Autokreacja" nie stawia sobie za cel udzielanie bezpośredniej pomocy uczestnikom, ale wyposażenie ich w takie umiejętności, dzięki którym sami będą mogli sobie pomóc, skutecznie działając na rynku pracy. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Liberalizm ujednorodniony
Wykorzystaliśmy już wszystkie ekstensywne rezerwy wzrostu gospodarczego. Nie wystarczy dalej mnożyć firmy małe i średnie - mówi Janusz Lewandowski. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Gospodarkę kształtują praktycy
Zajmowałem się restrukturyzacją górnictwa. Dla jednych zadanie to oznaczało uzdrowienie tej gałęzi wytwórczości, dla innych powolną likwidację kopalń - mówi Jerzy Markowski. całość...
PROGRAMY EDUKACYJNE
Europejski Socrates cz. II
Prawie połowa Europejczyków nie jest w stanie prowadzić rozmowy w języku innym niż ojczysty. Duża część pozostałych 50 proc. posiada taką umiejętność, jednak języki, którymi się posługuje, należą do tzw. „wielkiej trójki”. całość...
KAUKAZ
Trojka czeczeńska
Czeczeńcy mają dość terrorystów. Czeczenia to jednak tylko fragment większej całości, to jeden z głównych elementów terroryzmu międzynarodowego. całość...
NAGRODA PREZYDENTA RP
Najlepsi z najlepszych
Problem polskiej gospodarki polega na tym, iż nie jest ona kojarzona w świecie z niczym nowoczesnym, innowacyjnym, nie wniosła do światowego obrotu żadnego znanego szerokiemu ogółowi produktu. całość...
DYPLOMACJA
Atut jedności
Malajowie są zjednoczeni. To nasz ogromny atut. Dlatego nie boję się o zburzenie ładu społecznego - mówi Datuk Seri Sayed Hamid Albar. całość...
LOBBING W UE
Polak również?
Od listopada br. Stowarzyszenie Szkołą Liderów, założone i kierowane przez Profesora Zbigniewa Pełczyńskiego, wieloletniego wykładowcę Uniwersytetu w Oksfordzie, prowadzi Szkołę Lobbingu Europejskiego. całość...
RYNEK NIERUCHOMOŚCI
Prywatyzacja administracji komunalnych
Praktyka wskazuje, że działaniu zarządcy komunalnego rzadko towarzyszy zadowalająca jakość świadczonych usług. Potwierdzają to opinie rozżalonych mieszkańców. całość...
ALTERNATYWY
Unijna puszcza
Ktoś niezbyt zorientowany w niuansach polskiej sceny polityczno-społecznej mógłby pomyśleć, że idea unijna ma u nas samych zwolenników - pisze Marek J. Zalewski. całość...
OKIEM SOCJOLOGA
Walory sytuacji kryzysowych
A może zasada domniemanej niewinności w odniesieniu do osób kandydujących na stanowiska publiczne powinna być w pewien sposób ograniczana? - pyta Kacper Zalewski. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1114752 Czytelnikiem.