Czego to ludzie nie wymyślą, a właściwie: czego nie spolszczą? Jak brzmią polskiego określenia public relations (i nie tylko) pisze Ewa Hope w książce "Public Relations - czy to się sprawdzi?"
 |
Książeczkę wydało Scientific Publishing Group, Gdańsk 2004 |
|
Dr Ewa Hope z Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, kierownik podyplomowego Studium Public Relations na tejże politechnice napisał niewielką objętościowo, ale jakże ciekawą, książeczkę. Jej tytuł: „Public relations. Czy to się sprawdzi?” Dodajmy, iż fajne ilustracje Zbigniewa Jujki świetnie uzupełniają tekst.
Zamiast recenzować publikację dr Hope zacytujmy tylko jeden akapit.
„Kilka lat temu Gazeta Wyborcza i radiowa Trójka ogłosiły konkurs na polskie odpowiedniki nazw zawodów pochodzących głównie z języka angielskiego. Zaproponowano wymyślenie polskiego odpowiednika PR-owca. Uznanie jurorów zdobył wizerunkowiec, ale i inne propozycje zasługują na uwagę. PR-owiec to: publicznik, sławik, rozgłośnik, reprezenter, zachwalec, zachwaler, firmochwał, splendornik, pozytywniak, koloryzator, relatywista, reputator, idealizator, lukiernik, estymoplecznik, renomoplecznik, dobromów, profirmownik. Wyobraźmy sobie eleganckiego młodziana, który na spotkaniu z potencjalnym sponsorem jakiegoś planowanego przedsięwzięcia wręcza mu wizytówkę z nazwą firmy i zajmowanym w niej stanowiskiem – Generalny Lukiernik” – pisze Ewa Hope.
Czy trzeba większej rekomendacji do lektury całej książeczki?