Jeśli ktoś, kto występuje jako przedstawiciel firmy, powiada, iż „decyzja jest biznesowa” daje do zrozumienia, że on przecież niczego innego nie może zrobić. To po prostu wynika z potrzeb biznesu, dodaje - pisze Wojciech Gasparski.
 |
Profesor Wojciech Gasparski |
|
WOJCIECH GASPARSKI
„...w gospodarce zachowaniem opłacalnym - z punktu
widzenia wszystkich podmiotów - jest zachowanie
etyczne. Natomiast z punktu widzenia
indywidualnych firm - wprost przeciwnie -
często najbardziej opłacalne jast zachowanie nieetyczne.”
[Krzysztof Obłój & Janusz Palikot,
Myśli o nowoczesnym biznesie, Gdańsk 2003]
Czy fakt, że coś dotyczy biznesu lub, że może być opatrzone mniej lub bardziej trafnie przymiotnikiem „biznesowy” upoważnia do tego by przebijać nim, niczym kartą atutową, wszystko inne? Czy biznes jest „sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”?
Zapewne o to m. in. toczony był spór między pro- i alter- globalistami jacy spotkali się ostatnio w Warszawie. Zarówno spór ten, jak i kontrowersje związane z regulacją prawną dotyczącą finansowania służby zdrowia przypomniały mi kwestię podniesioną swego czasu przez Davida B. McCurdy’ego w recenzji pracy Business Ethics in Healthcare autorstwa Leonarda J. Webera [Business Ethics Quarterly, Vol. 12:3, s. 527-538]. Chodzi mianowicie o to czy koszta i etyka mogą być traktowane rozdzielnie, czy jedno wyklucza drugie.
Recenzent przytacza stwierdzenie Webera wskazującego na konieczność dysponowania dodatkowymi umiejętnościami do tego, by włączać „dolary do dyskusji o etyce oraz etykę do dyskusji o dolarach”. Dolary reprezentują tu jakikolwiek pieniądz, do którego odwołują się decydenci posługujący się argumentem „biznesowości” na rzecz podejmowanej w tej lub innej sprawie decyzji.
McCurdy analizując język decyzji nazywanych biznesowymi wylicza sześć rodzajów znaczeń w jakich powiedzenie „to jest decyzja biznesowa” funkcjonuje. Gdy ktoś oświadcza: „to jest decyzja biznesowa”, a przy tym czyni to kategorycznie, to najprawdopodobniej chce z góry zamknąć wszelką dyskusję. Joker przebija wszystkie karty. Jeśli natomiast ktoś, kto występuje jako przedstawiciel firmy, powiada, iż „decyzja jest biznesowa” daje do zrozumienia, że on przecież niczego innego nie może zrobić. To po prostu wynika z potrzeb biznesu, dodaje.
Gdy się chce ograniczyć wynagrodzenia, zmniejszyć środki na działalność charytatywną, odmówić świadczeń itp. powiada się, że gospodarka, rynek, potrzeba konkurowania, konieczność stosowania się do wymagań „nam narzuconych”, słowem bezosobowe siły są winne temu, że robić musimy to czy tamto. W takich wypadkach powiedzenie, że „decyzja jest biznesowa” służy unikaniu odpowiedzialności przez przerzucenie ich na siły zewnętrzne, tzw. „obiektywne”. Jeśli zaś brak jest podstaw do przerzucenia odpowiedzialności na coś czy kogoś, to stwierdzenie, że „decyzja jest biznesowa” znaczy tyle, iż jest ona w tym konkretnym wypadku poza dyskusją. Skoro bowiem decyzja jest „biznesowa” to nie ma o czym mówić - biznes, to biznes!
Biznes w ogóle, a nie ten konkretny biznes, służy do - sit venia verbo - ubezosobowienia decyzji. „Jest to decyzja biznesowa” znaczy tym razem, że nie podjął jej ktoś konkretny, nie ma kogo winić - decyzja wynika z samej natury biznesu, bezosobowego przecież. Jeśli natomiast nie możesz uniknąć podjęcia decyzji i inni o tym wiedzą, to zwalasz winę na biznes, który wymusza na tobie takie właśnie postępowanie. To nie ty postępujesz nieuczciwe, to biznes ma taką naturę. Etyka i biznes nie chodzą w parze, stwierdzasz, zatem nie wińcie mnie, dodajesz, tylko biznes, który jaki jest wszyscy wiedzą... (tu porozumiewawczo puszczasz perskie oko).
Cytowany autor powiada, że lista rodzajów znaczeń kryjących się za powiedzeniem „to jest decyzja biznesowa” jest zapewne dłuższa. My byśmy dodali, że jest tak w szczególności w sytuacji, gdy np. szpital odmawia pomocy choremu, albo nie wysyła doń karetki pogotowia. Tak też postępuje urząd skarbowy skarżąc dyrektora szpitala, który z parodniowym opóźnieniem przekazał podatki by móc zakupić lekarstwa. W tym wypadku decyzję „biznesową” podjął fiskus działający w imieniu tego samego bezosobowego państwowego „biznesu”, który parę lat wcześniej przyjął ustawę o dodatkowym wynagrodzeniu dla pielęgniarek przerzucając obowiązek jej realizacji na szpitale itd., itp. Na skalę globalną przerzucanie ciężarów jednej, głównie bogatszej części świata na inne, biedniejsze - przeto słabsze - części też bywa tłumaczone bezapelacyjnością stwierdzenia: „to są decyzje biznesowe”.
Takie postępowanie niektórych - pożal się Boże - ludzi biznesu utwierdza, wedle zasady pars pro toto, światowych antyglobalistów oraz rodzimych populistów w przekonaniu, że biznes to odmiana potwora (bestii) ze słynnego szkockiego jeziora Loch Ness czyli: „b(i)-z-nes”.
Oliwy do ognia dodają wypowiedzi w rodzaju, że „cel (biznesowy) uświęca środki”, jak publicznie zareagował przedstawiciel warszawskiego Blue City na krytykę szturmu kupujących na centrum handlowe wywołanego agresywnym marketingiem podczas otwarcia galerii. Co więcej, nie odcięła się od tej wypowiedzi żadna biznesowa organizacja działająca w Polsce. Przydało to owej wypowiedzi rangę jeśli nie oficjalnego stanowiska środowiska biznesu to przynajmniej przyzwolenia na takie poglądy i zachowania.
Wojciech Gasparski