Będę sił bił o to, żeby starsi i bogatsi członkowie UE mieli nieustannie świadomość, że dobrobyt nowych krajów jest także w ich interesie - mówi poseł Michał Kamiński.
 |
Poseł Michał Kamiński |
|
Z MICHAŁEM KAMIŃSKIM
posłem PiS, kandydatem
do Parlamentu Europejskiego
rozmawia Paweł Makowski
Jako pierwszy polski poseł wystąpił Pan w Parlamencie Europejskim. Jak się Pan czuje, jako ten, który wszedł do historii?
To był dla mnie wielki honor. Miałem poczucie historyczności chwili, wygłaszając pierwsze z ław poselskich Parlamentu Europejskiego polskie przemówienie - wcześniej w PE występowali prezydent Wałęsa i prezydent Kwaśniewski. Cieszę się, że później dziękowano mi, że wśród ludzi, którym zawdzięczamy nasze wejście do Unii, zjednoczenie kontynentu, to, że Polska jest częścią Zachodu, wymieniłem i polskich żołnierzy II wojny światowej, i więźniów okresu stalinowskiego, wymieniłem także polskich konserwatystów i socjalistów - niezależnie jaka była ich inspiracja - którzy walczyli o wolność. To chyba dobrze, że mówiłem to ja, przedstawiciel młodego pokolenia. My musimy oddawać hołd tym, którzy byli przed nami, bo bez ich wysiłku, a często i krwi, nie byłoby dzisiaj tej radości, którą jest wejście do Unii. Bo to jest radość. Polska jest częścią świata zachodniego, Polska jest dzisiaj po tej lepszej stronie świata, po słonecznej stronie ulicy.
Czy sądzi Pan, że wybierając posłów do Parlamentu Europejskiego, Polacy wiedzą kogo i po co wybierają?
Boję się, że frekwencja będzie bardzo słaba, bo w Polsce nie ma świadomości roli, znaczenia i wpływów Parlamentu Europejskiego. Tymczasem 80 proc. prawa, które obowiązuje w Polsce od 1 maja lub będzie obowiązywać w przyszłości, to prawo stanowione w Unii Europejskiej. Jedną z niezwykle spektakularnych rzeczy w PE jest to, że tam nie ma trybuny. Posłowie przemawiają z miejsca. Trybuny w PE nie da się zablokować. W związku z tym trzeba wybierać tam ludzi, którzy nie chcą niczego blokować. Dzisiaj nie ma miejsca na zosie-samosie, na tupanie nogą i blokowanie mównicy.
Pytam o to, czy Pańskim zdaniem Polacy wiedzą, że to są wybory do innego parlamentu, że ci kandydaci, którzy sprawdzili się „na swoim odcinku”, niekoniecznie sprawdzą się w PE?
Jako Prawo i Sprawiedliwość robiliśmy badanie opinii publicznej. We wszystkich grupach focusowych zwolennicy różnych partii wykazali ogromną niechęć dla gwiazdorstwa. Polacy zupełnie odrzucają pomysły wysyłania tam kierowców rajdowych, śpiewaków, żonglerów – to nie jest ta kategoria. Każdy z nas szanuje ludzi, którzy coś osiągnęli – artystów, sportowców – ale nie o to chodzi. PE jest „na inny temat”. Ludzie nie chcą tego typu gwiazdorstwa i zdają sobie sprawę, że nie chodzi o to, żeby wybrać kogoś z gminy, tylko kogoś, kto będzie reprezentował cały kraj i odnajdzie się jako profesjonalny polityk. Sondaże pokazują, że są partie, na które Polacy są skłonni głosować w wyborach do Sejmu, ale w wyborach do PE szanse tych partii są dużo mniejsze. Samoobrona jest takim przykładem. Mam także nadzieję, że ta kampania wyborcza będzie kampanią merytoryczną. Dyskusją, a nie kłótnią. Jeśli już, to sporem kulturalnych ludzi, a nie wzajemnym obijaniem się kłonicami.
Ale przecież te wybory będą przygrywką do wyborów powszechnych. Błota i demagogii się nie uniknie.
Mam nadzieję, i jest to nadzieja naiwna, że w tych wyborach wyborcy ukarzą oszołomstwo. Użyję takich słów: te wybory nie mogą być próbą eksportu obciachu do Brukseli. To muszą być wybory, w których nawet tym ludziom, często ze złości głosujących w wyborach krajowych na populistów, ręka zadrży, bo będą wiedzieli, że cała Polska będzie postrzegana przez 450 mln obywateli UE poprzez tych populistów.
Pan jest nie tylko kandydatem do PE z polityczną wizją Europy. Również człowiekiem młodym (32 lata) – niedawno założył Pan rodzinę. Jak jest Pana osobisty plan na Europę?
Powiem o tych dwóch rzeczach od razu. Ja będę się bił po pierwsze o Europę solidarną. Solidarność to nie tylko, ale również pieniądze. Będę sił bił o to, żeby starsi i bogatsi członkowie UE mieli nieustannie świadomość, że dobrobyt nowych krajów jest także w ich interesie. Będę zabiegał o Europę ojczyzn. Nikt nie jest Europejczykiem in abstracto. Jest Europejczykiem, bo jest Polakiem, Hiszpanem, Estończykiem ... Będę się bił o to, żeby nikt nie myślał, że trzeba przeciwstawiać pojęcie „dobry Polak” pojęciu "dobry Europejczyk".
Co do moich osobistych planów... Chcę wykorzystać PE do pokazania Europie nowego polskiego patriotyzmu. Marzy mi się, żeby ten nowy polski patriotyzm XXI wieku nie był skierowany przeciwko komuś, czy przeciwko czemuś, lecz patriotyzmem optymizmu, wiary we własne siły, patriotyzmem radości i sukcesu.
Dziękuję za rozmowę.