Zacznijmy od smalcu i bocianów. Słusznie zauważył Pan, że to tylko symbole. Ale za nimi kryje się coś więcej - zdradza senator Bogdan Podgórski.
 OK.jpg) |
Senator Bogdan Podgórski |
|
Z BOGDANEM PODGÓRSKIM
senatorem SLD, kandydatem
do Parlamentu Europejskiego
rozmawia Paweł Makowski
Mówi się o różnych problemach z dostosowaniem Polski i Polaków do standardów Unii Europejskiej. Czy sądzi Pan, po kilkuletniej obserwacji Parlamentu Europejskiego, że do standardów pracy w tymże Parlamencie potrafią się dostosować nasi deputowani?
Nie da się nie zauważyć, że w Strasburgu panują inne zwyczaje niż w naszym Sejmie. W oczy rzuca się przede wszystkim to, że deputowani mają olbrzymią kulturą polityczną i osobistą. Tam naprawdę przekonuje się dyskutantów za pomocą argumentów, nie zaś poprzez demagogię i polityczny terror. Obawiam się, że niektórzy nasi przyszli posłowie, mogą mieć z tym nielichy problem. Dlatego na każdym spotkaniu podkreślam, iż tam pracuje się zupełnie inaczej i mam nadzieję, że nasi parlamentarzyści potrafią dostosować się do panujących w PE obyczajów.
Jest Pan członkiem podkomisji ds. dziedzictwa kulturowego PE. Czy uważa Pan, że Europa potrzebuje w swojej Konstytucji odwołania do chrześcijańskich korzeni kulturowych. A może innego określenia tożsamości?
Piękno całej idei Zjednoczonej Europy polega na tym, że dobrowolnie gromadzą się w niej ludzie o różnym światopoglądzie i o różnym wyznaniu. Dlatego uważam, że powinniśmy to uszanować i nie umieszczać w Konstytucji odwołania do jednej tylko religii. Przecież sporą część mieszkańców Francji czy Niemiec stanowią Muzułmanie; kolejnym krajem chętnym do wstąpienia do Unii Europejskiej będzie muzułmańska w 99 procentach Turcja. W jakiej sytuacji postawimy ich odwołując się jedynie do korzeni chrześcijańskich? Myślę, że taka deklaracja byłaby wobec co najmniej niezręczna.
Czy Pana zdaniem syta i rozleniwiona „stara” Europa jest w stanie zaakceptować nowe w UE narody z życzliwą ciekawością dla nowych członków rodziny czy tylko jako klocki w grze ekonomicznej?
Ależ my ciągle doświadczamy tej życzliwej ciekawości! Proszę przejść się po Rynku Głównym w Krakowie – jeśli zechce Pan poprosić jakiegoś przechodnia o to by zrobił Panu zdjęcie, są duże szanse, że powinien Pan się odezwać po angielsku lub niemiecku. Proszę zajrzeć wszędzie tam, gdzie Polska promowana jest na stoiskach wśród innych krajów „dziesiątki” – zawsze jest tłoczno. To zainteresowanie naszym krajem wybuchło jeszcze w 1989 roku i trwa do dzisiaj. A nasze wejście w skład Wspólnoty jest potwierdzeniem tego, że jesteśmy postrzegani jako kraje stabilne, przewidywalne, w których przestrzega się prawa, które pomimo iż są dalszą, to jednak są rodziną.
Jest Pan specjalistą od turystyki. Jak Pana zdaniem powinna wyglądać promocja naszego kraju w UE: bociany i chleb ze smalcem czy inne symbole? Czy powinniśmy mieć jakąś szczególną ofertę dla Niemców, którzy szczególnie chętnie odbywają sentymentalne podróże do Polski, chociaż u nas te sentymenty nie są akceptowane?
Zacznijmy od smalcu i bocianów. Słusznie zauważył Pan, że to tylko symbole. Ale za nimi kryje się coś więcej. Z jednej strony to znak, że Polska jest krajem czystej i nieskażonej przyrody, o pięknych walorach przyrodniczych. Z drugiej – mówimy przy okazji o tym, iż mamy bogatą i różnorodną kulturę, olbrzymi bagaż doświadczeń i sporo osiągnięć, które wywarły wpływ na losy Europy i świata. Łącząc umiejętnie te dwa elementy, możemy liczyć na sukces. Zwłaszcza, że niejednokrotnie rozmawiając z urzędnikami europejskimi, słyszałem od nich, iż mają dość kolejnych wakacji w Hiszpanii czy we Włoszech. Jeśli chodzi zaś o Niemców - no cóż, ta sprawa budzi jeszcze wiele emocji. Obawiam się, że niektórzy, nie posiadając gwarancji ze strony państwa, będą się tych przyjazdów obawiać. Chociaż nie jest chyba aż tak źle. Zachodnia ściana Polski żyje z kontaktów z Niemcami, kupcy i przedsiębiorcy znajdują w RFN nowe rynki zbytu, współpraca handlowa skutecznie wypiera wzajemny brak zaufania. Ale proszę spojrzeć na ten problem również z innej strony: czy lwowianie albo wilnianie mają obawiać się naszych wizyt w ich miastach? Czy my jeździmy tam po to, żeby odbierać im kamienice? Nie, jeździmy tam by przez chwilę znaleźć się w sentymentalnej arkadii dzieciństwa.
Kandyduje Pan w wyborach do PE. Jaka jest Pana wizja wspólnej Europy, w budowie której zamierza Pan uczestniczyć jako deputowany PE?
Chcę żyć w „Europie Ojczyzn”. Widzę ją nie jako federację ale raczej konfederację silnych swoim dziedzictwem i tradycją poszczególnych państw. Jesteśmy ciekawi innych narodów i innych kultur, ale o swojej tożsamości nie zapomnimy. Jestem tego pewien.
Dziękuję za rozmowę.