Bez względu na wykształcenie, pochodzenie czy zamożność króluje 3P, czyli prywata, pazerność i partyjniactwo, natomiast los państwa i społeczeństwa są naszym reprezentantom obce - pisze Wojciech S. Pratkowski.
 |
Wojciech S. Pratkowski |
|
WOJCIECH S. PRATKOWSKI
Marszałek Piłsudski, gdyby dziś wstał z grobu po obserwacji „działania” naszego parlamentu i zachowań posłów, stwierdziłby ze zgrozą, że pomimo upływu 80 lat, wzrostu poziomu wyedukowania społeczeństwa, lotów kosmicznych, bomb atomowych, internetu, możliwości dostępu każdego do wiedzy, byle chciał się tylko uczyć, nic w mentalności i sposobie działania większości naszych parlamentarzystów się nie zmieniło. Bez względu na wykształcenie, pochodzenie czy zamożność króluje 3P, czyli prywata, pazerność i partyjniactwo, natomiast los państwa i społeczeństwa są naszym reprezentantom obce. Gdyby to, co się dzieje w parlamencie, odbywało na koszt własny posłów i nie miało wpływu na nasze aktualne życie i przyszłość, można by to potraktować jako czasem nawet wesoły kabaret.
Niestety cały ten „cyrk” finansowany jest z naszych podatków i trzeba mieć nadzieję i cierpliwość na wymianę pokoleniową tego „towarzystwa”, ponieważ fakty mówią o kompletnym braku jakichkolwiek znamion cech samoreformowalności „naszych” przedstawicieli. Wręcz widać tendencje zniżkową w zakresie intelektu, natomiast bardzo dynamicznie rozwija się sztuka pustego krasomówstwa i politycznego cwaniactwa. Najlepszym tego przykładem były wypowiedzi posłów PSL o wadze dopłat bezpośrednich dla rolników (też z naszej kieszeni) i okazało się, że nasi „światli” chłopi pod przywództwem PSL nie wiedzą o co chodzi, a nawet boją się wystąpić o dopłaty , bo może to „jakichś chitry tryk łunijny”. Po takich doświadczeniach nie dziwmy się, choć to przykre, że w cywilizowanych krajach Europy polska wieś, to nieogolony chłop z jednym zębem, powożący wozem zaprzężonym w chudą szkapę, nie mający jakichkolwiek chęci na rozwój z Unią czy bez.
Drugą dziedziną, w której politycy pięknymi słowami troszczą się od dawna o „nasze dobro” jest ochrona zdrowia. Nikt nie stara się nawet (brak wiedzy, czy interesu?) przeanalizować aktualną sytuację, w której ponad 30% tj. powyżej 10 miliardów zł z budżetu jest marnowane z powodu złej struktury służby zdrowia, złego zarządzania placówkami, korupcji w sferze zakupów leków i wyposażenia, traktowania przez lekarzy państwowych posad jako odskoczni do praktyki prywatnej lub do bezpośredniego osiągania nielegalnych korzyści. Jedyna diagnoza jaką słyszymy to brak pieniędzy, a jedyna recepta to podniesienie składki. Taki audyt sytuacji może zrobić każda pielęgniarka i świadczy to o tym, że ok. 3 miliardów wydawane na administrację służby zdrowia jest wyrzucane co roku w przeważającej części w błoto. A prawda jest taka, że każdy kto chce mieć zdrowe zęby leczy się prywatnie, każdy kto chce w odpowiednim czasie odbyć wizytę u specjalisty robi to prywatnie, a każdy kto chce, żeby mu nie wycieli wątroby zamiast wyrostka robi to również prywatnie lub uzyskuje „przychylność” wszystkich w państwowym szpitalu, którzy mają szansę go dotknąć. Tym samym społeczeństwo od dawna płaci dużo wyższą składkę i teraz oczekujemy na olśnienie autorów nowej ustawy o służbie zdrowia i na próby jej uporządkowania.
Można by tak pisać jeszcze o biurokracji, korupcji, o energetyce, o górnictwie, o policji i innych plagach egipskich, o filozofii oszczędności budżetowych na tych, którzy nie mogą się bronić, to znaczy emerytach , rencistach i dzieciach, ale lepiej apelować o rozpoczęcie pracy od podstaw i daniu szansy prof. Belce rozpoczęcia w ciągu paru miesięcy prawdziwych reform w Polsce. Wierzę, że prof. Belka jako bardziej fachowiec, a nie polityk widzi swoją szansę i ją wykorzysta na rozpoczęcie prawdziwych reform wydatków budżetowych i prorozwojowych zmian w warunkach prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, a tym samym zwalczania bezrobocia.
Wierzę, że SDPl i PO zaufają prof. Belce i poprą jego reformatorskie działania. Tego oczekuje społeczeństwo i tego oczekują przedsiębiorcy. My chcemy spokojnie pracować i mieć szansę rozwoju, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał. Negacja potrzeby reform i dania szansy prof. Belce bardzo rozczaruje w następnych wyborach naszych polityków, bo do wyborów pójdą w większości socjotechnicznie wyprani osobnicy, a ci kierują się najczęściej negatywnymi emocjami, co dobrze nikomu nie wróży i stąd moja wiara, że inteligentni panowie Borowski, Rokita i Tusk w ostatniej chwili przejrzą na oczy, czego sobie i Polsce życzę.
Wojciech S. Pratkowski