Dla polskich decydentów i organizacji coraz ważniejsze jest zrozumienie, że standardy projektu „Europa” dziś postrzegane jako wyjątki jutro staną się regułami - pisze Wojciech Gasparski.
 |
Profesor Wojciech Gasparski |
|
WOJCIECH GASPARSKI
Wszystko jest próbą, jest projektem - nie jedynym, lecz jednym z wielu - konkurującym z dominującym aktualnie wzorcem działania oraz innymi propozycjami - projektami - zmiany tego wzorca. Jest to decyzja. A ponieważ wszelka decyzja jest tyleż aprobatą ile odrzuceniem - omnis decisio est negatio pisał Władysław Tatarkiewicz - to wybór TEGO projektu znaczy nie tylko opowiedzenie się za wzorcem jakiego ów projekt dostarcza, ale jednocześnie odrzucenie innych wzorców niezgodnych z wybranym.
Każdy projekt ma, prócz wielu innych, wymiar etyczny. Zobaczmy tedy w czym się wyraża etyczny wymiar projektu „Europa” wybranego przed rokiem w referendum, do którego - by przypomnieć - zachęcałem skutecznie na tej kolumnie. Otóż wymiar etyczny projektu „Europa” określony jest wielorako. Przede wszystkim wyznacza go nie liberum veto, tak popularne w Rzeczypospolitej szlacheckiej, lecz dialog i kompromis. Także konsens, czyli zgoda, którą się uciera by uzyskać gładką strukturę tego, co ucierane. Jakże odległe to od zemsty, uszczypliwości, chamstwa i mordobicia.
„W każdej kulturze utajona struktura przekonań jest niczym niewidzialna ręka, która rządzi aktywnością gospodarczą.” - piszą autorzy Siedmiu kultur kapitalizmu. Preferencje czy też wartości kulturowe to trwała podstawa tożsamości narodowej oraz źródło ekonomicznej potęgi - i słabości. [...] Przyczyną utraty pamięci jest dominacja wypranej z wartości dyscypliny zwanej ekonomią i ponad czterdziestoletni podział spowodowany zimną wojną, który sprawił, że uznaliśmy kapitalizm za monolit, za sposób dokonywania wyboru, a nie zestaw możliwości.” [Ch. Hampden-Turner & A. Trompenaars, 1998, s. 14]. Dlatego też aktualne jest nadal (sp)ostrzeżenie Owidiusza, że „wprawdzie widzę i pochwalam to, co lepsze, ale wybieram to, co gorsze” (Video meliora proboque, deteriora sequor) wyrażające postawę ludzi interesownych.
Ludzie interesowni jeśli dążą do raju, to do podatkowego raju, np. w Luksemburgu. Przykładu dostarcza opisana w prasie sprawa biznesowego wykorzystywania artystów malujących ustami i nogami. Uznanie dla ich talentu, wysiłku wkładanego w przezwyciężanie kalectwa oraz okazywane im przez ludzi współczucie nadużyto wyłudzając wsparcie finansowe [„Malowane współczucie”, GW n. 73/4587, s. 4].
Ludzi interesownych różni od autentycznych ludzi interesu to, że ci drudzy - jak piszą cytowani autorzy - mają świadomość tego, iż: „Dobrobyt i tworzenie wartości jest w istocie aktem moralnym. [...] Przedsiębiorcy, niezależnie od wyznawanej wiary, muszą tworzyć wartościowe towary i usługi dla potencjalnych klientów, zanim stwierdzą, czy odbiorcy podzielają ich system wartości. W rezultacie dostawca mówi: ‘Bardzo cenię ten towar. Jego wytwarzanie to dzieło mojego życia. Czy podzielasz mój entuzjazm?’ Żeby utrzymać się na rynku i dobrze prosperować, musi otrzymać odpowiedź pozytywną. Towar i usługa powstają przede wszystkim na obraz i podobieństwo swojego stwórcy i Stwórcy swojego stwórcy. Jeśli klienci wyrażają entuzjazm, a ich szeregi rosną, wiara spełnia oczekiwania ekonomiczne i etyczne.” [op. cit., s. 13].
Na podobieństwo jakiego stwórcy powstają polskie towary i usługi - gospodarcze, legislacyjne, polityczne i inne - malowanego współczucia?, malowanej administracji państwowej i samorządowej?, malowanego lobbingu?, malowanych kodeksów - „etycznych” tylko z nazwy? Oto pierwsze z licznych pytań jakie nasuwają się w związku z akcesją do projektu „Europa”.
Czy i w jakim stopniu cechy oraz wywodzone z nich standardy europejskich kultur kapitalizmu manifestują się w działaniach skierowanych aktualnie na tworzenie, utrwalanie i rozwijanie moralnych kompetencji w organizacjach europejskich? Odpowiedzi dostarcza Heidi von Welzien Hoivik, prezes Europejskiej Sieci Etyki Biznesu pisząc: „Przekonaliśmy się, że możemy rzeczywiście odnieść korzyść nie z wprowadzania jedynego tylko celu, ale z uczenia się jak tolerować czy nawet przyjmować z aplauzem naszą wyjątkową różnorodność występującą w Europie. [„Moral Leadership in Action: Building and Sustaining Moral Competence in European Organizations”, 2002, s. 1].
Z Niemiec, Belgii i Holandii płyną zalecenia silniejszego rozróżniania etyki systemu ekonomicznego (Wirtschaftsetik) od etyki firmy (Unternehmensetik) oraz przywództwa (Unternehmensleifäden). W Wielkiej Brytanii wskazuje się na spełnianie przez firmy roli ‘dobrego obywatela’ (corporate citizenship), co wymaga uwzględniania kontekstu politycznego i społecznego (zasady Nolana). Bardziej demokratyczne sprawowanie władztwa korporacyjnego (corporate governance) wiąże się z autentycznym okazywaniem szacunku dla różnych grup interesariuszy. Badania przeprowadzone w Hiszpanii i Norwegii wskazują, że cechy charakteru zasługującego na przymiotnik ‘moralny’ pozytywnie korelują z efektywnością relacji przełożony-podwładny w wymiarach otwartości, podejmowania decyzji oraz gotowości do podejmowania ryzyka. Wprowadzanie kodeksów etycznych jest coraz powszechniej stosowaną praktyką we Włoszech, Francji, czy Norwegii.
Dla polskich decydentów i organizacji coraz ważniejsze jest zrozumienie, że standardy projektu „Europa” dziś postrzegane jako wyjątki jutro staną się regułami. Uczynienie z nich codziennej praktyki postępowania to warunek uniknięcia marginalizacji politycznej i gospodarczej, a w konsekwencji negatywnych skutków społecznych.
Wojciech Gasparski