Ścisłym elementem misji The Warsaw VOICE jest adresat i tematyka. Jeśli chodzi o Polskę chcemy informować o wszystkim. I tak też czynimy. Adresat pozostał ten sam – cudzoziemiec nie znający języka polskiego w Polsce i za granicą. Ale obecnie są znacznie większe możliwości informowania, po drugie znacznie więcej w Polsce się dzieje i w gospodarce, i w polityce, i w kulturze, i w nauce. Polska pozostaje w silniejszych związkach ze światem niż była - mówi Andrzej Jonas.
 |
Redaktor Andrzej Jonas |
|
Z ANDRZEJEM JONASEM
wydawcą i redaktorem The Warsaw VOICE
rozmawia Jerzy Wojciewski
Już 16 lat wydaje Pan i redaguje pierwszy anglojęzyczny tygodnik w Polsce. Jaka była idea powołania The Warsaw VOICE i dlaczego w tym języku?
Idea była ściśle związana z językiem angielskim. Druga połowa lat osiemdziesiątych było to już poczucie wychodzenia z izolacji i oczekiwanie, że sytuacja będzie się rozwijała w kierunku intensywniejszych kontaktów Polski ze światem. Wówczas pracowałem w Agencji Intepress, w której współredagowałem biuletyny prasowe i miesięcznik reporterski o nazwie "Reporter". Mieliśmy świadomość, że wszystko zmierza ku otwarciu Polski na świat. Interpress kontaktował się z wieloma zagranicznymi dziennikarzami dlatego choćby, że był ich główną bazą informacyjną. Było też widoczne, że cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski, nie tylko dziennikarze, nie mają żadnego źródła informacji jeśli nie znają języka polskiego. To był czas, kiedy czasopisma i gazety zagraniczne w kioskach z prasą były niedostępne. Nie można było oglądać żadnych CNN-ów, ani BBC, ani Fox-news. Mieliśmy także poczucie, że za granicą o Polsce mało się wie. Z tych wrażeń, a także z tęsknoty dojrzałego redaktora, żeby wydawać porządny tygodnik, który daje satysfakcję zawodową, zrodziła się idea wydawania pisma anglojęzycznego ukazującego się co tydzień dla cudzoziemców.
Czy łatwo było tę piękną ideę przekuć na czyn?
Oczywiście, że nie. Musiałem najpierw długo wiercić "dziurę w brzuchu" kierownictwu Agencji nim przekonałem je do mojego zamysłu. Interpress był własnością RSW PRASA-KSIĄŻKA-RUCH. W związku z tym obowiązywały wewnętrzne procedury oraz – nie ukrywajmy – procedury polityczne.
Skąd tytuł The Warsaw VOICE?
To nie jest warszawskie pismo, lecz ogólnopolskie. Ja się tu odwołałem do praktyki anglosaskiej, która lokalizuje pismo tytułem związanym z miastem, w którym ono wychodzi, ale dotyczy całego kraju. Np. jest The New York Times, ale nikt nie powie, że ten dziennik zajmuje się tylko sprawami Nowego Jorku. Drugi człon VOICE funkcjonuje z dwóch względów: dla Polaków przez wiele lat była ważna radiostacja VOICE of America, a po drugie b. podobało mi się inne pismo nowojorskie Village VOICE. Wprawdzie Village dosłownie znaczy wioska, ale pismo Village VOICE jest pismem artystów i intelektualistów.
Upłynęło sporo lat, sytuacja polityczno-gospodarcza Polski i świata diametralnie się zmieniła. Co jest dziś misją Pańskiego czasopisma?
Dobre, interesujące pisma – a chcę żeby moje takie było – mają jedną formułę – prawdziwie, rzetelnie, niezależnie i terminowo informować. Takie założenie miałem w 1988 roku i nic do dziś się ono nie zmienia.
Ścisłym elementem misji The Warsaw VOICE jest adresat i tematyka. Jeśli chodzi o Polskę chcemy informować o wszystkim. I tak też czynimy. Adresat pozostał ten sam – cudzoziemiec nie znający języka polskiego w Polsce i za granicą. Ale obecnie są znacznie większe możliwości informowania, po drugie znacznie więcej w Polsce się dzieje i w gospodarce, i w polityce, i w kulturze, i w nauce. Polska pozostaje w silniejszych związkach ze światem niż była.
Kto czyta Wasze pismo?
Nasi czytelnicy – to są ludzie dobrze wykształceni, zajmujące wysokie stanowiska w hierarchii społecznej, nierzadko decydenckie. Ich wiedza o Polsce trochę wzrosła, ale paradoksalnie nie tak jak byśmy chcieli. Polska jako uczestnik wielkich międzynarodowych organizacji, jak np. Unia Europejska, a także jako uczestnik europejskiego i światowego obrotu gospodarczego w znacznie większym stopniu niż kiedyś potrzebuje żeby o niej wiedziano znacznie więcej. Taka jest nasza misja. Staramy się ją od 16 lat realizować.
Mam nadzieję, że krąg naszych czytelników jest większy, gdyż nie jest to wyłącznie pismo drukowane, znane w 60 krajach, ale jest także naszą witryną internetową posiadającą 70 tys. stałych gości miesięcznie. I to zaglądanie do naszej witryny jest dokonywane ze 110 krajów – co uważam za nadzwyczajne. To wskazuje również na powszechność zainteresowania Polską byleby ta informacja była przez kogoś dostarczana. Właśnie The Warsaw VOICE to czyni.
Jak Pan określi zawartość tematyczną?
Zawartość tematyczna to Polska sama i Polska w relacjach z innymi krajami. Jeśli idzie o nasz kraj to zajmujemy się wszystkim co ważne, wszystkim co ciekawe i wszystkim co służy zrozumieniu spraw polskich, pewnej specyfiki, odrębności. Jako klasyczny tygodnik informacyjny zajmujemy się sprawami informacyjnymi, ale nie stronimy od zjawisk społecznych i kulturalnych, nie stronimy od nauki. Przede wszystkim koncentrujemy się na polityce i gospodarce, ze wskazaniem na gospodarkę. Ale obszerną część pisma poświęcamy sposobom spędzania wolnego czasu. Mamy odmienną niż 15 lat temu świadomość, że w Polsce jest sporo cudzoziemców nie znających języka polskiego, ale od nas chcieliby wiedzieć co zrobić z wolnym czasem. I dowiadują się. Ta część pisma nazywa się Base. Nie stronimy tam od opisu zjawisk kulturalnych i obyczajowych, które bardzo naszych czytelników interesują.
Dziękuję za rozmowę.