Żeby cokolwiek wygrać należy mieć sojuszników, trzeba umieć budować doraźne koalicje. Będziemy musieli pójść na kompromis. Nie utrzymamy nierozsądnego hasła „Nicea albo śmierć” - mówi poseł Eugeniusz Kłopotek.
 |
Eugeniusz Kłopotek |
|
EUGENIUSZ KŁOPOTEK
poseł PSL
obserwator przy Parlamencie Europejskim
Damian A. Zaczek: Panie pośle, obserwuje Pan pracę Parlamentu Europejskiego w Strasburgu i w Brukseli. Jakie wnioski sformułuje Pan dla naszych eurodeputowanych in spe?
EUGENIUSZ KŁOPOTEK: Chyba byłbym bardziej szczęśliwy, gdybym mniej wiedział. Już ponad rok regularnie jeżdżę do Strasburga i Brukseli przyglądać się z bliska funkcjonowaniu mechanizmów unijnych. Ze smutkiem obserwuję, że Unia Europejska zatraca swoją ideowość, coraz bardziej kieruje się interesownością, a coraz mniej solidarnością pomiędzy krajami. Coraz mniej zostaje z idei, na której w latach 50. zbudowano zręby wspólnoty europejskiej. Stąd mój niepokój przed 1 maja br.
Czego nauczyli się nasi obserwatorzy przy PE?
Zebraliśmy ogromny bagaż doświadczeń, ale jest on wykorzystywany przez naszych obserwatorów z różnym skutkiem. Największe możliwości zaistnienia, zabrania głosu mają parlamentarzyści zgrupowani w określonej frakcji parlamentarnej, jak np. my z PSL. Dodam, że wspólnie z Platformą Obywatelską – jesteśmy w największej frakcji – Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci). Możemy wyrazić swoje poglądy w dotyczących nas kwestiach, ale nie mamy prawa głosowania. Natomiast nasi parlamentarzyści niezrzeszeni w żadnej europarlamentarnej frakcji są nieco zagubieni, osamotnieni. Z ich pobytu w Strasburgu korzyść jest niewielka.
Jakie sprawy stawialiście na forum PE?
Podjęliśmy kilka spraw interwencyjnych. Skrytykowaliśmy niefortunną wypowiedź Pata Coxa na zjeździe Niemców sudeckich. Interweniowaliśmy, kiedy próbowano niedopuścić nas do głosu na posiedzeniach komisji rolnictwa. Przypomnę, że niedoceniony przez polski rząd artykuł 23 Traktatu Akcesyjnego kładzie się cieniem na nasze negocjacje w Kopenhadze. Artykuł, dotyczący wspólnej polityki rolnej, mówi, że pomiędzy podpisaniem Traktatu Akcesyjnego a wejściem Polski do Unii Europejskiej, jeżeli Unia cokolwiek zmieni – nawet na naszą niekorzyść – w stosunku do tego, co zostało w Kopenhadze ustalone, to my nie możemy tego negocjować, a co najwyżej bezskutecznie protestować. Musimy przyjąć to, co nam zostanie narzucone. Dzisiaj widzimy jak Unia bez skrupułów wykorzystuje ten zapis na naszą niekorzyść.
Dużo mówiliście, a co udało się wywalczyć?
Muszę przyznać, że były to tylko próby interwencji. Przekonaliśmy się, że obserwatorzy nie mają możliwości przeforsowania czegokolwiek. Przewodniczącym komisji rolnictwa jest Francuz, a sprawozdawcą był Niemiec. To właśnie te dwa kraje rządzą w unijnym rolnictwie. Sprawozdawca zgłosił wniosek formalny, żeby nie prowadzić dyskusji na temat propozycji zmian we wspólnej polityce rolnej – zmian niekorzystnych dla Polski. Napisaliśmy list interwencyjny do Pata Coxa, ale poza przeprosinami prawdopodobnie niczym innym to się nie skończy.
Żeby cokolwiek wygrać należy mieć sojuszników, trzeba umieć budować doraźne koalicje. A tu nawet Hiszpania wycofała się z popierania naszego stanowiska w sprawie unijnej konstytucji. Obawiam się, że nasz upór w tej sprawie może zakończyć się porażką.
Porażką czyli kompromisem?
Będziemy musieli pójść na kompromis. Nie utrzymamy nierozsądnego hasła „Nicea albo śmierć”.
Będzie Pan kandydował do Parlamentu Europejskiego?
Tak, gdyż chciałbym wykorzystać dotychczasowe doświadczenia zdobyte jako obserwator przy Parlamencie Europejskim. Decyzja o wystawieniu mojej kandydatury należy do PSL. Moim okręgiem wyborczym jest woj. kujawsko-pomorskie. Zdaję sobie sprawę, że przy tak niskich w tej chwili notowaniach PSL szansę na mój wybór są niewielkie. Jednak jako lider partii w kujawsko-pomorskiem powinienem pociągnąć listę komitetu wyborczego PSL?
Ma Pan receptę na wybór właściwych reprezentantów do PE?
Po pierwsze, spodziewam się bardzo niskiej frekwencji wyborczej – szczególnie na wsi, a to oznacza, że polskie rolnictwo może nie mieć swoje reprezentacji w Parlamencie Europejskim. A przypomnę, że ponad 40 procent unijnego budżetu pochłania wspólna polityka rolna. Jeżeli rolnicy chcą mieć w tej puli znaczący udział, to muszą pójść głosować na przedstawicieli polskiej wsi. Jeżeli już nie na przedstawicieli PSL, to na innych, którzy również do tej pory wsi nie zdradzili. PSL nie zdradziło wsi i nie zdradzi.
Dziękuję za rozmowę.