Afgańska kolonia nad Wisłą liczy 10 lekarzy, trzech biznesmenów (ci płacą największe podatki do budżetu, i zatrudniają najwięcej Polaków), trzech inżynierów, i około 50 studentów - pisze Nematullah Ghwasi.
{ADDONS}
NEMATULLAH GHAWSI
lider wspólnoty afgańskiej w Polsce
Na wstępie pragnę podziękować miesięcznikowi "Decydent" za udostępnienie swych gościnnych łamów na moje krótkie uwagi i przemyślenia dotyczące sytuacji wspólnoty afgańskiej w Polsce. To pierwsza taka propozycja i inicjatywa, a da Bóg, to może i nie ostatnia?
Społeczność Afgańczyków w Polsce to ułamek, drobina, na tle 38.5- milionowej ludności waszego kraju. Nasza grupa jest mała, lecz dobrze zorganizowana i już wnosi - skromny bo skromny - ale jednak wkład do pomyślności Polski. Ja też mam swój udział w tym dziele.
Afgańska kolonia nad Wisłą liczy 10 lekarzy, 3 biznesmenów (ci płacą największe podatki do budżetu, i zatrudniają najwięcej Polaków), 3 inżynierów, i około 50 studentów. Doceniamy wysiłek rządu polskiego, bo to on finansujące naukę Afgańczykom. To dobra inwestycja w lepsze jutro Afganistanu i w tworzenie sprzyjającego Polsce lobby w naszej umęczonej krainie. Nie mogę również pominąć grupy 6 dyplomatów, ofiarnie pracujących w ambasadzie Islamskiej Republiki Afganistanu w Warszawie.
Ludzie ci zaadaptowali się do polskich warunków. Żyją dobrze, za dużo nie narzekają, a jeśli już - to tak jak wszyscy Polacy. O coś mają pretensje, coś ich denerwuje, coś im się nie podoba. Są wśród tacy, co mają własne domy, i co kupili mieszkania własnościowe. Ale są też uchodźcy, będący na garnuszku państwa polskiego, marzący o cieple rodzinnym, o budowie domowego gniazda. Oni najbardziej przeżywają rozłąkę z ojczyzną. Również i ja staram się im pomóc w miarę możliwości. W mojej, warszawskiej restauracji "Kabul" znajdą zawsze gościnę, dobrą, oryginalną strawę afgańską, posłuchają muzyki, usłyszą dobre słowo, wczują się w klimat kraju pochodzenia. Mamy efektowną aranżację wnętrz, przypominającą widoki i atmosferę Afganistanu.
Niektórzy Afgańczycy żalą się na przejawy nietolerancji w Polsce, na nierównoprawne traktowanie, na niezrozumienie. Na wszystko trzeba czasu. Uważam, że tylko żmudny proces edukacyjny, wzajemne przenikanie się kultur i obyczajów, w dalszej perspektywie ukształtuje lepszy stosunek niektórych Polaków do moich rodaków. Bo to niewiedza i zakodowane przesądy najczęściej rodzą nietolerancję. Na pewno też nie było nam miło, gdy naszym biznesmenom i medykom uniemożliwiono przywiezienie do Polski chorych dzieci z Afganistanu. Nie było zgody na wydanie wiz dla tych dzieci. To dziwi. Wierzę jednak, że przyszłość oszczędzi nam innych przykrych niespodzianek.