Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

II WOJNA ŚWIATOWA (cz. 6)

Hipokryzja po amerykańsku
Miał rację zmarły nie tak dawno amerykański profesor historii Stephen E. Ambrose, gdy mówił, iż pisania historii nie wolno oddawać w ręce kombatantów. Jako miłośnik i wybitny specjalista tematu II wojny sam o tym wiedział najlepiej. Kombatanci zawsze, nawet po 60 latach, mają na kartach literatury do załatwienia swoje sprawy. Sprawy wobec ludzi lub zjawisk, które albo lubili, albo ich nienawidzili, sprawy ambicjonalne i emocjonalne. Sprawy różne, ale zawsze takie, które czytelnikom kombatanckich wspomnień wypaczają rzeczywisty obraz wydarzeń - pisze Grzegorz Czwartosz.
Grzegorz Czwartosz

 

GRZEGORZ CZWARTOSZ

  

Jak w każdej konfliktowej sytuacji, także w sporze o wydarzenia w Chambois, nie jest tak, iż tylko Polakom można zarzucić niewłaściwe traktowanie historii. Swoje winy wobec Polaków mają także Amerykanie. W demokratycznych „od zawsze” Stanach Zjednoczonych historii nie fałszuje się - tam się ją przemilcza. Efekt końcowy jest taki sam jak w Polsce - czytelnik literatury historycznej z Polski i Stanów Zjednoczonych odnosi wrażenie, że na dwóch różnych planetach rozegrały się dwie różne bitwy o Chambois, bo o Polakach walczących o to miasteczko na równi z Amerykanami prawie niczego w amerykańskich książkach się nie przeczyta.

 

Jeśli choćby raz ma rację gen. Franciszek Skibiński w swoich opisach polskich działań pod Chambois wówczas w miasteczku tym być może doszło do zderzenia dwóch nadmiernych ambicji i silnych generalskich osobowości – gen. Stanislawa Maczka i amerykańskiego gen. George’a S. Pattona. Jak wspomina Skibiński w jednej z wersji uzasadniającej polską obecność w Chambois - zdobycie tego „historycznego taktycznego punktu terenowego” było ambicją dowódcy polskiej 1. Dywizji Pancernej.

 

NAJWIĘKSZA TAJEMNICA 90. DYWIZJI PIECHOTY

 

Trudno przewidzieć czego jeszcze możemy być świadkami w „sprawie Chambois”, bo rzecz, miast przygasać, wydaje się być rozwojowa. Jeśli kiedykolwiek polscy i amerykańscy kombatanci z Chambois spotkają się na zasadniczej rozmowie twardym żołnierskim językiem, i przestaną ze sobą rozmawiać za pośrednictwem książek, mediów i listów otwartych, wówczas ze strony polskiej z powodzeniem może paść coś w rodzaju: „Panowie, pilnujcie swojego Flossenburgu, a nasze Chambois zostawcie już w spokoju”. Historia rozstrzeliwania jeńców w Chambois to klasyczna sytuacja, z której nie ma dobrego wyjścia, chyba że za jedyną korzyść z tego wszystkiego uznać kubeł lodowatej wody na głowy współczesnych Polaków, aby wreszcie obudzili się i dostrzegli, że nie ma ani takich armii, ani takich wojen, jakie do tej pory znali z polskich książek, publicystyki i kinematografii. Wbrew nerwowym reakcjom polskiego środowiska kombatanckiego 1. DPanc, jakie można obserwować od czasu wydania wspomnianego polskiego przekładu książki prof. Ambrose’a, nie da się dłużej udawać, że nic o Chambois na świecie się nie mówi i nie pisze, że nic w Chambois się nie stało i że trzydniowe opanowywanie miasteczka odbywało się na starą modłę hollywoodzką.

 

Jednocześnie nie może też być tak, że polska 1. DPanc będzie się czuła – od czasu wydania „Obywateli w mundurach” – jak pod pręgierzem, bo niczego wyjątkowego nie zrobiła w kontekście Normandii AD 1944, natomiast „nieskalana” amerykańska 90. DP będzie rozprawiać o polskich przestępstwach sama nie będąc wolna od dużej zbrodni wojennej. Amerykańska 90. Dywizja Piechoty 23 kwietnia 1945 r. wkroczyła do małego bawarskiego miasteczka Flossenburg i dokonała tam pogromu na wszystkich napotkanych na drodze Niemcach, choć głównie na jeńcach z Waffen SS. Dokonała tego będąc w stanie szoku i nawet kadrze oficerskiej przez długie godziny nie udawało się zapanować nad zbiorowym morderczym szałem dywizji. Powód? Powieszenie przez SS we Flossenburgu 15 spadochroniarzy amerykańskich w wigilię Bożego Narodzenia 1944 r. i zbezczeszczenie ich zwłok, następnie zaś widok – pierwszego we frontowym życiu 90. DP – obozu koncentracyjnego, jaki mieścił się w tym miasteczku.

 

Nigdzie o tym nie przeczytamy. Sprawę tę, jak zawsze w ówczesnych alianckich siłach zbrojnych, zatuszowano. Mimo, że jest to tajemnica poliszynela – taka sama, jak mordy na jeńcach w Chambois – do dziś jest ona amerykańskim tabu oraz wspólną „tajemnicą” kombatantów 90. DP i kilku-kilkunastu historyków, którzy w ostatnim półwieczu pracowali z nimi nad dziesiątkami książek poświęconych wyzwalaniu Europy Zachodniej. Tak wygląda wojna nie książkowa, o której w Polsce nie ma się pojęcia w zalewie krajowych patetycznych, albo wyważonych do nieznośnych granic książek lub filmów o II wojnie.

 

Były kapitan 90. dywizji, sędzia Laughlin E. Waters zmarł 3 czerwca 2002 r. podczas moich starań o wywiad z nim. Fakt, iż żaden polski badacz historii nie odważył się na przeprowadzenie wywiadu z jednym z ludzi, którzy zburzyli polskie dogmaty na temat Chambois jest olbrzymią stratą. Bez odpowiedzi pozostaną już dziesiątki pytań, jakie cisnęłyby się do tej postaci. Po Watersie pozostaje choćby pytanie: Jakie jest moralne prawo Amerykanów do publicznego konstatowania przestępstw wojennych żołnierzy gen. Stanisława Maczka? Prawa takiego nie ma. Prawnika-idealisty Laughlina E. Watersa we Flossenburgu już nie było – leczył dwie rany odniesione w Normandii. Gdyby tam był musiałby się po wielokroć zastanowić, jak sam by się zachował w obliczu widoku szczątków jego rodaków wiszących na drzewach, obozu koncentracyjnego i czy nie opuściłyby go wówczas wszystkie zasady wyniesione z prawniczej rodziny i wydziału prawa jego uniwersytetu. A na pewno po stokroć musiałby się zastanowić, czy w słynnej książce „War from the Ground Up” wspominać cokolwiek o polskich przestępstwach wojennych w Chambois.

 

KONFLIKT, ALE CO DALEJ?

 

Polskim mentalno-obyczajowym „problemem Chambois” nie jest to, co się tam stało, ale brak prawdziwej, nie książkowej, wiedzy polskiego społeczeństwa na temat tego, jak wyglądała kampania normandzka z jej kotłem Falaise, a głównie z niepisaną regułą nie brania jeńców – zarówno przez Waffen SS, jak i aliantów. Polska to ostatnie państwo-uczestnik II wojny na Zachodzie, które nie potrafi posprzątać swojego historycznego podwórka po takich sprawach. Nie ma do tego ani woli, ani pomysłów, choć jest na to olbrzymie zapotrzebowanie. Dopóki w Polsce nie będzie świadomości, że alianci zachodni w latach 1944-1946 zgładzili 1,4 mln jeńców niemieckich (wg analiz rządu niemieckiego) lub nawet 1,7 mln (wg najnowszych badań kanadyjskich), dopóty przypadki takie, jak Chambois będą w Polsce szokować lub też będą uznawane za niewiarygodne.

 

Kulturową przepaść między Polską a Zachodem pod tym względem widać najlepiej na przykładzie Kanady. Po wojnie sądzono tam SS-Brigadeführera Kurta Meyera - dowódcę 25. Pułku Grenadierów Pancernych SS. Sądzono go za rozstrzelanie przez jego pułk 138 jeńców alianckich z trzech państw, ale głównie Kanadyjczyków. Skazany został na karę śmierci, a zwolniony z więzienia już w roku 1954. Na mocy jakiego cudu doszło do tak nieoczekiwanego zdarzenia? Meyer został zwolniony pod presją kanadyjskiego lobby społecznego. Bo w Kanadzie, nawet jeśli nie zawsze się o tym pisze, to w tamtejszych domach po prostu żyje wiedza na temat tego, jakiej hekatomby na niemieckich jeńcach dokonał w Normandii kanadyjski II Korpus, w którego strukturze walczyła polska 1. DPanc.

 

Kurta Meyera uratowało kanadyjskie poczucie historycznego wstydu i przyzwoitości Tak zachowują się światłe narody z głębokim i prawdziwym przeświadczeniem, że nie ma takich wojen, z których wychodzi się z czystymi rękami, bez względu na to, czy walczy się po „złej”, czy po „dobrej” stronie. Charles Lutton z amerykańskiego Institute for Historical Review pisze w jednej ze swoich prac, jednocześnie będącej omówieniem książek Maksa Hastingsa i Davida Irvinga na temat inwazji na Francję: „Zakwestionować należy legendę, iż tylko Niemcy ponoszą winę za rozstrzeliwanie jeńców. Wprawdzie kanadyjskich jeńców notorycznie rozstrzeliwała 12. Dywizja Pancerna SS, jak również inne niemieckie jednostki w Normandii, ale trzeba wreszcie powiedzieć, że aliancka propaganda wypaczyła proporcje wzajemnych win. Podczas przeprowadzania wywiadów do niniejszego opracowania z alianckimi kombatantami, prawie każdy stwierdził, iż dysponuje osobistą wiedzą na temat rozstrzeliwania niemieckich jeńców, albo wręcz, że w tym uczestniczył podczas kampanii normandzkiej. Wiele brytyjskich i amerykańskich jednostek rutynowo rozstrzeliwało jeńców z Waffen SS w odwecie za ich fanatyczny opór i to właśnie tłumaczy fakt, iż jeńców z SS prawie nie było w alianckich obozach jenieckich.”

 

Mówi amerykański korespondent wojenny Holbrook Bradley: „Najpowszechniejszym rozwiązaniem problemu jeńców w alianckich jednostkach pancernych było rozwiązanie najprostsze i radykalne. Przecież czołgiści nie mieli możliwości odstawiania jeńców na tyły. Ale coś musieli z nimi zrobić. A więc robili. Wszystkich rozstrzeliwano bez pardonu”. Robili to wszyscy bez wyjątku alianci. Należy o tym zawsze pamiętać, mimo całej legendarności polskiej 1. Dywizji Pancernej i wielkiego sentymentu, jakim zawsze będzie się ta dywizja cieszyć w olbrzymiej części społeczeństwa.

 

Grzegorz Czwartosz

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Daltonizm etyczny
Dostrzegana przez tych, którzy nie są dotknięci etycznym daltonizmem zasada głosi, by ludzi nie traktować jedynie instrumentalnie, ale zawsze podmiotowo - pisze prof. Wojciech Gasparski. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Zestrzelony samolot
Zestrzelenie samolotu koreańskiego pomogło kompleksowi wojskowemu USA i prezydentowi Reaganowi w wewnętrznym lobbingu na rzecz wprowadzenia do arsenału sił zbrojnych nowych rodzajów broni - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Pochwała jako propaganda
Pochwała jest dobrym pretekstem do naprawienia własnych błędów lub niezręczności i spowodowanych tym szkód - pisze Mirosław Karwat. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Mało czasu
Możemy odgrywać kluczową rolę w polityce wschodniej Unii, tym bardziej, że w projekcie Traktatu Konstytucyjnego przewiduje się szczególne traktowanie państw sąsiadujących mówi Edmund Wittbrodt. całość...
DYPLOMACJA
Na wszystko trzeba czasu
Afgańska kolonia nad Wisłą liczy 10 lekarzy, trzech biznesmenów (ci płacą największe podatki do budżetu, i zatrudniają najwięcej Polaków), trzech inżynierów, i około 50 studentów - pisze Nematullah Ghwasi. całość...
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Nicea albo rozwój
Według mojej opinii propozycja podziału głosów zawarta w projekcie konstytucji unijnej jest bardzo daleko posuniętym i odważnym kompromisem - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
PATRONAT UE
Aktywizacja osób niepełnosprawnych
W krajach Unii Europejskiej żyje prawie 40 mln, a w Polsce blisko 5 mln osób niepełnosprawnych. całość...
PAKISTAN - INDIE
Ofensywa lobbingowa
2004 rok przebiega pod znakiem ofensywy lobbingowej Pakistanu. Dyplomacja Islamabadu, kierowana przez Khurshida Mahmuda Kasuri, stara się jak może, by zbudować stabilny, pokojowy wizerunek państwa. Wysiłki opłacają się. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1115812 Czytelnikiem.