2004 rok przebiega pod znakiem ofensywy lobbingowej Pakistanu. Dyplomacja Islamabadu, kierowana przez Khurshida Mahmuda Kasuri, stara się jak może, by zbudować stabilny, pokojowy wizerunek państwa. Wysiłki opłacają się.
{ADDONS}
Luty jest kulminacją pakistańskich zabiegów lobbingowych. To miesiąc, kiedy ruszył z martwego punktu pełnokrwisty dialog Islamabadu z Indiami. Oba nuklearne mocarstwa nareszcie uzmysłowiły sobie, że dzieli je zbyt wiele spraw, by można było dłużej zwlekać z negocjacjami. Kością niezgody jest problem przekrojonego na dwie nierówne części Kaszmiru. Co z tym robić? Czy można połączyć te części, i nadać Kaszmirowi status szerokiej autonomii tak, by nie burzyć delikatnej sytuacji w regionie? To istna łamigłówka. Tak jak wytrawni matematycy i szachiści, dyplomaci będą musieli pokazać klasę najwyższą.
Praca prezydenta Perveza Musharrafa na rzecz zmiany image`u Pakistanu wzmogła się zaraz po przystąpieniu państwa do koalicji antyterrorystycznej, po 9 września 2001 roku. Ortodoksyjna opozycja islamska rządzi lub współrządzi w dwóch prowincjach zachodnich. W ręce wojska i policji co i rusz wpadają kolejni bojownicy al Kaidy, lądujący w więzieniach i opowiadający o siatce terrorystycznej Osamy bin Ladena, oplatającej świat. Dzięki tym sukcesom, mimo swej specyfiki, silnej lokalnej solidarności plemiennej, pogranicze pakistańsko - afgańskie staje się coraz bardziej przejrzyste. A to tam mają być bazy terrorystów al Kaidy i ich szefa.
Islamabad doprowadzić chce do stworzenia wokół siebie przyjaznego środowiska. Pragnie wywołać nieodwracalne wrażenie, że jest państwem postępowym i umiarkowanym. Władzom zależy na tym, by udowodnić niedowiarkom, że islam może mieć demokratyczne oblicze, że powtórka eksperymentu tureckiego na południu Azji, z dala od Europy, jest realna. Pervez Musharraf ze swą ekipą dokonuje skomplikowanych ewolucji dyplomatycznych - w kraju i za granicą - by dopiąć swego. Trzeba na to kunsztu i cierpliwości oraz ofiarności i sprawności aparatu państwowego. Ale warto się przyłożyć, bo w końcu wychodzi na jaw, że żmudne, a nawet czasem nużące działania wydają upragnione owoce. W tym tkwi siła uporczywego lobbingu.
Henryk Suchar