Pochwała jest dobrym pretekstem do naprawienia własnych błędów lub niezręczności i spowodowanych tym szkód - pisze Mirosław Karwat.
 |
Mirosław Karwat |
|
MIROSŁAW KARWAT
Wszelka pochwała z natury jest niewspółmierna do rzeczywistych właściwości jej przedmiotu. Niewspółmierna na korzyść, czyli przesadnie budująca. Bowiem w pochwale ważniejsze są pobudki uznania i intencje niż obiektywne powody do wyróżnienia i faktyczne proporcje cech danej osoby lub cech jej działania albo dzieła. Dlatego równie dobrze można opiewać to, co świetne i znakomite, to, co dobre, to, co przeciętne - jako solidne, ale i to, co bylejakie, i nawet to, co wątpliwe.
Pobudką do pozytywnego wyróżnienia może być radość z czyjejś obecności i starań samych w sobie, życzliwość dla partnera czy podwładnego, rewanż za czyjąś życzliwość, ale również chęć podkreślenia własnego statusu - np. jako opiekuna, protektora, arbitra. Bowiem chwaląc czynię siebie sędzią.
Intencją pochwały, realizowaną nawet za cenę przejaskrawienia obrazu, jest zwłaszcza zamiar zachęty, chęć stworzenia dobrej atmosfery.
Uwypuklenie, a nawet wyolbrzymienie uznania dla kogoś lub czegoś, co uczynił, może również wynikać z potrzeby załagodzenia wcześniejszego konfliktu. Chętnie posługujemy się pochwałą dla zaznaczenia "normalizacji stosunków", dla podkreślenia, że puszczamy w niepamięć dawne pretensje, urazy czy nieporozumienia. Pochwała jest również dobrym pretekstem do naprawienia własnych błędów lub niezręczności i spowodowanych tym szkód. Łatwiej jest przecież, zamiast wycofać się z własnego stanowiska, zamiast złożyć samokrytykę, tym razem wyrazić uznanie komuś, komu przed chwilą coś wytknęliśmy, słusznie lub niesprawiedliwie. W takich przypadkach jesteśmy gotowi wyróżniać nawet na wyrost, trochę na tej zasadzie, jak gdybyśmy wypłacali odszkodowanie lub karne odsetki. Nieczyste sumienie albo chęć ubicia jakiegoś interesu wywołuje w nas wielką hojność i szczodrość w obdarowywaniu dobrym słowem.
Z tych powodów pochwała więcej mówi o chwalącym niż o chwalonym lub przedmiocie pochwał; więcej mówi o okularach niż o oglądanym krajobrazie.
Kiedy np. mówimy o jakimś dziele, że jest wybitne, nie jest to fotograficzna rejestracja widocznej gołym okiem oczywistości, lecz wyraz oglądu selektywnego, zastosowanie pewnych kryteriów, które są rozstrzygnięciem subiektywnym, choćby nawet i te kryteria, i ocena lub kwalifikacja były możliwe do sprawdzenia przez innych. Mówimy np. 'mądre przemówienie'. Obiektywnie pewne i bezsporne jest co najwyżej to, że ktoś przemawiał – reszta jest kwestią wrażeń, gustu, własnych kryteriów. Kiedy uznajemy, że jakiś projekt jest oryginalny, nie jest to stwierdzenie porównywalne z obserwacją, że spośród trzech drzew środkowe jest najwyższe, lecz ekspresja... lub symulacja przekonania, lepiej lub gorzej uzasadnionego.
Pochwała jest zawsze stwierdzeniem opartym na dwustopniowym rozumowaniu.
Po pierwsze, zakładamy i sugerujemy odbiorcom, że ktoś lub coś posiada jakieś właściwości. Przy tym nacisk położony jest na pozytywną ocenę tych przypisanych im właściwości, do tego stopnia, że w samej nazwie już zawarta jest aprobata. Słowa 'ładny', 'gustowny', 'dzielny', 'pracowity', 'ciekawy', 'intrygujący' itp. nie brzmią przecież tak samo, jak 'kolorowy', 'biały', 'przeźroczysty', 'szeroki', 'wąski', 'obszerny', 'cichy' itp. Te drugie określenia same w sobie niczego nie przesądzają i nie narzucają, brzmią czysto opisowo, neutralnie, a nabierają jakiejś dodatkowej wymowy ocennej dopiero w pewnym kontekście. Powiedzmy, 'wysoka dziewczyna' - to raczej kojarzy się pozytywnie; a już na pewno pozytywnie kojarzy się 'wysoka suma', o ile mamy ją otrzymać, a nie zapłacić. Natomiast te pierwsze określenia to epitety pozytywne, zespolenie opisu z oceną dodatnią. 'Pracowity' - to zarówno informacja, jak i pochwała; 'odważny' - to również informacja, i z pewnością nie przygana.
Ten kwalifikacyjny charakter określeń używanych w pochwałach sprawia, że sugestia jest bardzo silna: posiadanie tych właściwości zdaje się być poza dyskusją. Nagradzając kogoś za cenny albo decydujący wkład w jakieś przedsięwzięcie dajemy do zrozumienia lub wręcz przesądzamy, że taki wkład wniósł, że oczywiście miał coś wspólnego z tym wysiłkiem i dokonaniem; zaś kwalifikacja tego wkładu (cenny, decydujący, kluczowy, twórczy) nie otwiera dyskusji nad tym wkładem, lecz ją ucina lub zamyka.
Po drugie, te cechy czyjejś osobowości lub czyjegoś sposobu działania uznajemy za zalety, przymioty, a rezultaty wysiłków uznajemy za osiągnięcia i zasługi.
Wprawdzie skuteczność czy wytrwałość to właściwości same w sobie, ale też chwalenie jest rezultatem oceny subiektywnej, a nie czysto obiektywnej. Chwalimy wszak to, co nam odpowiada, to, co chcemy nagrodzić i wzmocnić. Odpowiada nam skuteczne działanie, byle nie było napaścią na nas czy innym powodem naszej straty; odpowiada nam wytrwałość w czymś, co nam dobrze służy, a w każdym razie w czymś, co możemy względnie bezinteresownie podziwiać – ale już wytrwałość w czymś innym uznamy za błąd, wadę, i nawet nazwiemy ją inaczej, np. uporem.
Nieładnie to zabrzmi, ale pochwała z istoty swej jest wypowiedzią... tendencyjną. To sympatyczna forma propagandy.
Mirosław Karwat