Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

TRUDNOŚĆ WYBORU c.d.

Obłędna naprawa błędów
Nawet stare, przeterminowane i napiętnowane błędy tęsknie wypatrują kolejnych reorganizacji, racjonalizacji, wielkiej reformy, gdyż to je odświeża, odmładza; bez kompleksów przystępują do nowego przetargu na takich samych prawach jak błędy debiutanckie. Błędy czekają i stroją się na odnowę jak stara kokietka na nowy bal. Błędy - oczywiście, te najwspanialsze, niepojete, niedoścignione - to najbardziej imponujący pomnik potęgi umysłu, ludzkiej wiedzy i twórczości - pisze Mirosław Karwat.
Mirosław Karwat

MIROSŁAW KARWAT

Błądzimy w zamiarach, planach, postanowieniach i decyzjach. Błądzimy w działaniach wykonujących decyzje. A w końcu błądzimy w krytyce błędów; a już naprawa błędów to nic innego jak ich pieczołowita konserwacja połączona z niezawodną dostawą nowych, świeżych.

Radości naprawy i odnowy

Wprawdzie odkrycie błędu, a jeszcze bardziej pasma błędów, jest bolesnym wstrząsem – ale już wskazanie sprawców, winnych, odpowiedzialnych przynosi nam ulgę (jeszcze większą kara lub zemsta), zaś ogłoszenie naprawy czy odnowy to wręcz wielkie święto nadziei i zapału. Czujemy się tak, jak gdybyśmy już uwolnili się od zmory; niestety jednak, błędy – jak sfora pcheł strzepnięta czy wystraszona aerozolem – wytrwale powracają. One wręcz najlepiej czują się wtedy, gdy przedsięwzięcie zaczyna się od początku, gdyż tym większe mają pole do popisu. Nawet stare, przeterminowane i napiętnowane błędy tęsknie wypatrują kolejnych reorganizacji, racjonalizacji, wielkiej reformy, gdyż to je odświeża, odmładza; bez kompleksów przystępują do nowego przetargu na takich samych prawach jak błędy debiutanckie. Błędy czekają i stroją się na odnowę jak stara kokietka na nowy bal.

Ciągłość w działalności

Postęp, jak wiadomo, polega na dialektycznym powiązaniu ciągłości i zmienności. Postęp to kumulacja pozytywnych i konstruktywnych przewartościowań. Odcedzamy to, co przeżyte, zbędne lub szkodliwe, w to miejsce tworzymy nowe, lepsze, a przy tym hołubimy i doskonalimy to dziedzictwo, które nadal dobrze służy i trzyma się nieźle. Stare, które się nie zestarzało i nowe, świeże harmonijnie łączymy ze sobą, w miarę możliwości dbając o to, aby zmiana dokonywała się płynnie, a nie przez wstrząsy, w ostatniej chwili i w atmosferze niepewności.

Taki jest optymistyczny stereotyp postępu jako kumulacji wszystkiego, co najlepsze, jako budującej ciągłości uzgodnionej z przemianą. Ciągłe zmiany mają dokonywać się w sposób ciągły, a nie skokowy, cykliczno-konwulsyjny. Nawet niezadowolenie, jeśli już są ku niemu powody, ma narastać, jako twórczy niedosyt, a nie wybuchać, jako zawód, niespełnienie, frustracja. W rezultacie ma to być apetyt sytego smakosza, a nie wściekłość głodomora.

Ale to pobożne życzenia. W realistycznym obrazie działalności ludzkiej trzeba skorygować tę sielankę.

Najpierw trzeźwo spójrzmy na istotę ciągłości w działalności takiego czy innego zespołu, organu, instytucji:
Ciągłość w działaniu nie polega, jakby ktoś pomyślał, na tym, że jeden kończy to, co drugi zaczął, ale właśnie odwrotnie: powtarza od początku to, co inny spartaczył.

Choć tamten działając w ten sposób źle skończył, jego następcy wskakującemu w te same koleiny wydaje się, że to całkiem dobry początek. A w każdym razie sądzi, że odtwarzając przebytą już drogę krok po kroku osiągnie sukces podobny jak ekipa remontowa czy śledcza – dojdzie do feralnego miejsca, zlokalizuje usterkę, awarię, błąd. To w jakiejś mierze się udaje: następca-tropiciel na pewno wdepnie w ten błąd, i jeszcze dalej się na nim pośliźnie.

Ciągłość działania polega na tym, że każdy następny w każdym następnym działaniu zabiera się do tego samego, niezmiennego problemu, czyli na tym, że ciągle działamy, i to coraz lepiej, a problem ciągle ten sam.
Jakie jest źródło tego cyklu powtórek?

Złudzeniem własnej wyjątkowości

Jednym z czynników sprzyjających zamknięciu w kołowrocie niemożności jest złudzenie typowe dla tych, którzy chcą coś zrobić inaczej i lepiej – złudzenie kwarantanny czy też cudownej immunizacji.

Oto istota tej iluzji:
Każdy krytykujący swoich poprzedników lub współczesnych konkurentów, a także składający samokrytykę, szczerze wierzy, że wystarczy się odciąć od błędów krytykowanych (własnych lub cudzych), aby już ich nie powtórzyć, albo zgoła w ogóle być wolnym od jakichkolwiek błędów.

To myślenie typowo rytualistyczne, garść pobożnych życzeń. Wszak od samego powtarzania słowa ‘cukier’ herbata nie staje się słodsza. I podobnie – od zaklęć ‘precz z błędami’ nie znika ani okazja, ani pokusa popełniania błędów.

Optymizm ludzi, którzy uważają, że ich pomysły są alternatywą dla czyjejś nieudolności, może być posunięty jeszcze dalej, aż do przekonania, że pewne rodzaje błędów ich w ogóle nie dotyczą, sami są z nich wyłączeni. Na jakiej podstawie tak sądzą? Na podstawie szczepionki, którą przyjęli (tzn. wyboru ideologii, która tym razem ma być słuszna)? Na podstawie swojej legitymacji partyjnej? Ten fenomen psychologiczny nazwijmy Złudzeniem Amuletu. W skrajnych przypadkach tak dobra samoocena dyktuje Poczucie Nieomylności, które działa jak melatonina (śpi się słodko, tylko pobudka jest koszmarna).

Megalomania “mądrzejszych następców” może mieć tylko opłakane skutki: :
Im więcej błędów poprzednika, tym więcej racji zdaje się mieć jego następca, zmiennik. Tak mu się zdaje na początku, dopóki sam nie pokaże, co potrafi, a zwłaszcza, czego nie umie.

Zbiorowe sprzątanie po ciemku

Złudzenie tego, który podjął się zadania naprawy błędów i szkód, może podzielać publiczność, zawiedziona i rozczarowana poprzednikiem, tęsknie wypatrująca alternatywy i okazująca zaufanie na kredyt. Sądzi ona, iż skoro dotychczas było tak źle, że jakoby gorzej już być nie może (może, może – ale o tym przekonuje się dopiero wtedy, gdy obudzi się z ręką w nocniku), to cokolwiek uczyni następca (choćby nawet też działał na oślep, metodą prób i błędów), będzie już mniejszą stratą czasu i energii niż to partactwo, które jej obrzydło. I tym samym wierzy, że niewiele ryzykuje powierzając poważne sprawy w poważnym stanie “komukolwiek innemu”, w błogim przeświadczeniu, że bardziej niż dotychczas już nie można zaszkodzić. Właśnie tak zachowują się wkurzeni wyborcy, głosując na przekór swym wcześniejszym zawodnym wybrańcom, przenosząc za karę swój głos nawet na ich przeciwników. Zakładają, że korekty dokonywane zygzakiem bilansują się przynajmniej na zero, a w rezultacie kumulacji odwołań, unieważnień i uchyleń dorobek społeczny w sumie rośnie. Przypomina to szarże kobiet lub mężczyzn po przejściach, którzy – odkuwając się za swych żałosnych partnerów – szukają pociechy lub dowartościowania w przygodach byle gdzie i z byle kim.

Ale jeszcze bardziej po omacku porusza się ten, kto jest postrzegany jako nadzieja, alternatywa. I nadal tkwi w błędnym kole:
Wyprowadzanie z błędu = wprowadzanie w błąd
, np. ze starego w nowy.

Ten, kto wyprowadza innych z błędu, sam przy tym wprowadza w błąd siebie, a następnie śmiało woła, jak to przewodnik “Proszę za mną, pokażę drogę!” .

Przenikliwość z klapkami na oczach

Im więcej racji ma następca (oczywiście, więcej niż poprzednik), a zwłaszcza im silniejsze jest jego przekonanie o własnej przewadze, wyższości, doskonałości itp., tym większe prawdopodobieństwo, że tym więcej zrobi błędów.

Analizując czyjeś głupstwa, niedorzeczności, chybione wysiłki, zmarnowane szanse itd. czujemy się mądrzejsi, lepsi. My byśmy tak nie zrobili, a w każdym razie już tak nie zrobimy choćby dlatego, że podpatrzyliśmy u innych, czego nie należy czynić. I już tu, w tym błogim poczuciu lepszej własnej sytuacji, tkwi pułapka: utrata czujności. Jesteśmy krytyczni wobec poprzedników lub rywali współczesnych... a nie wobec siebie; sobie przyznaliśmy z góry zwycięstwo w porównaniu.

W jeszcze większym stopniu dotyczy to samopoczucia i postrzegania “janczarów”: czyste konto debiutanta ma być – jak dziewictwo – atrybutem wyższości, a nie słabością (jeśli brak partactwa wynika z braku jakiegokolwiek dorobku, nie gwarantuje to, że pierwszym urobkiem i dorobkiem nie będą właśnie błędy).

Im większe jest poczucie słuszności i powinności zarazem, tym szerszy rozmach działania (np. szerszy front działania typu “inaczej”, “od nowa” itp.), zaś im szerszy rozmach działania, tym większe ryzyko kolejnych pomyłek, chybionych pomysłów i zmarnowanych wysiłków.

W dodatku rytulistyczna wiara w moc oczyszczenia przez egzorcyzmy przywołuje na powrót dawne błędy, których z samego założenia miało nie być. Wybawca i Odnowiciel wierzy, że błędy potępione odchodzą jak na komendę apage, satanas.

W rezultacie ambitną działalnością nastawioną na racjonalizację rządzi dziwny paradoks:
Im mądrzejszy jest kolejny podmiot decyzji i działania (potencjalnie mądrzejszy o błędy i doświadczenia poprzedników, a także o własne nauki w drodze do zmiany, w staraniach o zastąpienie szkodników i nieudaczników), tym trudniej mu być i pozostać mądrzejszym, to znaczy tym łatwiej o e
lementarne głupstwa.

Nie sztuka być mądrzejszym (przez chwilę i przed rozpoczęciem pracy), ale dopiero - pozostać nim w dziele zakończonym. Nie sztuka roznieść na strzępy w recenzji cudze dzieło. Sztuką jest samemu nie popełnić grafomanii.

Postęp w pracy, czyli rozwój poprzez błędy

Nikt nie ma wątpliwości, że postęp jest nieodłącznie związany z błędami. W prostodusznej interpretacji: z przezwyciężaniem błędów. W realistycznej: z rozszerzoną reprodukcją błędów. Krótko mówiąc:

Postęp w pracy to postęp w błędach. Co to znaczy w praktyce?

1. Skoro pracy nieodłącznie towarzyszą błędy, to im dalej zagłębiamy się w pracy, tym głębiej zanurzamy się w błędy.

Współzależność ta ma charakter nie tylko i nawet nie tyle ilościowy, ile jakościowy. Dotyczy ona przede wszystkim związku między jakością pracy a jakością błędów. Otóż

2. Im doskonalsza praca (działalność), tym doskonalsze (tym bardziej skomplikowane, tym trudniejsze) błędy.

Z tego powodu musimy zrewidować samo pojęcie postępu.

3. Postęp — to doskonalenie błędów.

Robimy stały postęp w błędach. Zastępujemy błędy najprostsze, zgoła prymitywne, elementarne, błędami oszałamiającymi, przytłaczającymi swoją perfekcją, ogromem, złożonością. Im więcej potrafimy, tym wspanialsze są nasze błędy. Błędy — oczywiście, te najwspanialsze, niewyobrażalne, niepojęte, niedoścignione — to najbardziej imponujący pomnik potęgi ludzkiego umysłu, ludzkiej wiedzy i twórczości.

4. Tym samym postęp w pracy (i w ogóle postęp) to osobliwe – zrównoważone i ciągłe – przezwyciężanie błędów, polegające na rekompensowaniu i równoważeniu błędów poprzednich błędami jeszcze lepszymi, coraz to wyższej jakości.

Z tego obrazu wyłania się szczególna wizja dziejów:

  1. Każdy postęp tworzy nowe, własne błędy,
  2. Czym z kolei wymusza dalszy postęp. Co więcej:

3. Błędy – zwłaszcza te nie do wytrzymania – są siłą napędową postępu.

Prawidłowość ta jest powodem do uzasadnionego umiarkowanego optymizmu: jeśli już nawet partaczymy robotę, wciąż robimy błędy, to i tak nasze błędy zmuszają nas do naprawy. Dlatego właśnie jest to teza optymistyczna, a nie pesymistyczna ani fatalistyczna. Wprawdzie to jest droga przez mękę, ale wolimy ją przedłużać niż skrócić i przerwać wraz ze swoim istnieniem.

Mirosław Karwat

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Etyka na szczycie
„Posługiwanie się pojęciem ‘etyka’ określającym zasady moralne zakłada, że wszyscy jesteśmy związani wspólnym rozumieniem co przez to pojęcie pojmujemy" - uważa Jayantha Dhanapale. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Prawo o prawie
Zgłosiłam pomysł, aby uchwalić ustawę o tworzeniu prawa, która ujęłaby w stabilne ramy procedurę tworzenia prawa. Wcześniej takie pomysły były negowane przez różne środowiska - mówi Teresa Liszcz. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Daję pomysł
Jako wieloletni prokurator muszę stanowczo stwierdzić, że żenujące jest zastępowanie organów ścigania przez dziennikarzy, właśnie takich organów, jak policja, służby specjalne czy prokuratura - mówi Zbigniew Wassermann. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Banalność komplementu
Komplement może być wypowiedziany niemal bez udziału mózgu nadawcy; stanowi raczej transmisję wzorów społecznych niż wyraz osobistej inwencji i inicjatywy - pisze Mirosław Karwat. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Maria Curie i Albert Einstein
Dlaczego Maria Curie-Skłodowska nie przyjechała do Sztokholmu po odbiór Nagrody Nobla? - zagadkę po latach opisuje Zygmunt Broniarek. całość...
NIEUCZESANE REFLEKSJE
W Nowym Roku
Jesteśmy dopiero na progu wejścia do Unii, a już pokazaliśmy, czym dla nas, Polaków, jest solidarność, równoprawność i prawdziwe partnerstwo - pisze Andrzej Will. całość...
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Grizli i łososie
Lobbysta to człowiek, który poprzez swoje umiejscowienie w systemie legislacyjnym lub decyzyjnym władzy, jest źródłem informacji na temat merytorycznej strony opracowywanego prawa - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
DYPLOMACJA
Wspólne interesy
Polska niechaj uprzejmie przypomina o pozycji, znaczeniu, intencjach Ukrainy. To przecież polski papież podkreślał jedność cywilizacyjną kontynentu - mówi ambasador Ihor Charczenko. całość...
DYPLOMACJA
Składnik tradycji
Kraj mój położony jest na skrzyżowaniu dróg cywilizacyjnych, handlowych, energetycznych, tu też zbiegają się tzw. korytarze energetyczne dla transportu gazu i ropy - mówi ambasador Candan Azer. całość...
PR A MEDIA
Będzie lepiej
W warszawskim hotelu Sheraton odbyła się II. Ogólnopolska Konferencja PUBLICON – Biznes, Media, PR. Zaprezentowano wyniki badania pt. „PR w oczach polskich menedżerów – diagnoza stanu obecnego i prognozy na przyszłość”. całość...
APEL EMERYTÓW
Fundacja "Kombatant"
W imieniu warszawskiego środowiska członków Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, Zarząd Fundacji zwraca się o dobrowolne wpłaty pieniężne na rzecz podopiecznych Fundacji Pomocy i Promocji KOMBATANT. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1115812 Czytelnikiem.