|
|
KOSMICZNE TAJEMNICE
Umarła gwiazda
Zawsze zachwyca mnie piękno nocnego nieba i rozmaite zjawiska, które gołym okiem można na nim zobaczyć. Do dziś zdumiewa mnie, pomimo iż ciągle z tym obcuję, że patrząc na niebo i zastanawiając się, można odpowiedzieć na szereg fundamentalnych pytań astrofizycznych. Takie odpowiedzi można uzyskać nie stosując żadnych instrumentów, nie mając żadnej specjalistycznego książkowego przygotowania, wystarczy wiedza podstawowa wyniesiona ze szkoły - mówi profesor Aleksander Wolszczan.
{ADDONS}
Z profesorem ALEKSANDREM WOLSZCZANEM
radioastronomem, astrofizykiem
rozmawia Damian A. Zaczek
Panie profesorze, co przeciętny ziemianin nieuzbrojonym okiem widzi na niebie? Wystarczy wyjść z domu w pogodną noc i spojrzeć w górę – to co zobaczy roztacza się przed oczami każdego ziemianina. Jeśli ziemianin jest wrażliwy na piękno wszechświata to widzi gwiazdy, które zmuszają do zatrzymania się, refleksji, zastanowienia nad tym, co dzieje się nad nami.
A co widzą oczy dociekliwego naukowca?
Ciekawe, czy pana to zaskoczy czy nie, ale ja jestem takim samym ziemianinem, jak wszyscy i widzę dokładnie to samo. Przede wszystkim zawsze zachwyca mnie piękno nocnego nieba i rozmaite zjawiska, które gołym okiem można na nim zobaczyć. Do dziś zdumiewa mnie, pomimo iż ciągle z tym obcuję, że patrząc na niebo i zastanawiając się, można odpowiedzieć na szereg fundamentalnych pytań astrofizycznych. Takie odpowiedzi można uzyskać nie stosując żadnych instrumentów, nie mając żadnej specjalistycznego książkowego przygotowania, wystarczy wiedza podstawowa wyniesiona ze szkoły.
Czy odpowiedź na jedno z tych fundamentalnych pytań byłaby zbyt trudna do zrozumienia dla mnie, a - być może - także dla naszych Czytelni ków? Na pewno nie. Jednym z takich pytań jest: dlaczego w nocy jest ciemno? Wyobrażam sobie, że prawie każdy odpowiedziałby instynktownie: to proste - słońce zachodzi i robi się ciemno. A to nie tak. Chodzi o to, że gdyby nasz wszechświat był nieskończony w tym sensie, że nigdy nie miałby początku, to całe niebo świeciłoby tak, jak świeci nasze słońce. Taka jest odpowiedź. Nad tym oczywiście warto się zastanowić.
Może innym razem, jeśli Pan pozwoli. A co z kosmosu widać na Ziemi? Czy ktoś na nas patrzy?
To jest oczywiście ogromnie interesujące pytanie i nie ma na nie w tej chwili odpowiedzi, ale coraz więcej znaków na niebie i na ziemi (to tak półastronomicznie mi się powiedziało) wskazuje na to, że życie - przynajmniej w jakichś prymitywnych formach - może być we wszechświecie całkiem powszechne. Ale na poziomie bardzo prostym, prostych bakterii, bardzo prostych organizmów. Natomiast jeśli chodzi o bardziej złożone, zaawansowane organizmy - już nie mówię o tych, które są obdarzone inteligencją - to jest zupełnie inna sprawa. Takie życie może być dużo, dużo rzadsze.
To co, wobec tego, kryje kosmos skoro tak go podglądamy?
Kosmos kryje sam siebie. Chociaż, z drugiej strony, wcale niczego nie ukrywa przed istotami, które mają dość ciekawości, dość technologii ażeby go badać. Wtedy kosmos swoje tajemnice ujawnia krok po kroku. Oczywiście, takie ujawnianie wcale nie jest łatwe. Można sobie wyobrazić, że nagle nasz wzrok zostaje zastąpiony wzrokiem czułym na promieniowanie radiowe - niebo wtedy wyglądałoby zupełnie inaczej, ale równie pięknie. Tak więc my, ludzie, musimy poszerzać nasze pole widzenia przy pomocy nauki i technologii. Każda rewolucja technologiczna przybliża nas do odkrywania nowych tajemnic kosmosu, wszechświata.
Czy cywilizacje pozaziemskie to tylko science fiction?
Nie wiadomo, może to tylko fantastyka. Jeśli takie cywilizacje są, to - wyobrażam sobie - muszą być niesłychanie rzadkie, a zatem nie ma żadnego powodu sądzić, że będą w jakikolwiek sposób podobne do naszej. Nawet, jeśli zgodzimy się, a większość astrobiologów co do tego się zgadza, że z rozmaitych powodów astrofizycznych życie powinno bazować na węglu, na tych samych podstawach chemicznych, tak jak nasze, wyobrazimy sobie, że początki życia na Ziemi wyglądałyby inaczej. Nie wiadomo, jakie istoty objęłyby panowanie nad światem. Prawdopodobnie zupełnie różne od nas.
Czy wyobraża Pan sobie spotkanie cywilizacji: naszej i pozaziemskiej?
Nie mam pojęcia. To jest zbyt trudne pytanie. Chociaż, doprawdy, byłoby to bardzo, bardzo interesujące.
Czy uda się Panu prosto wyjaśnić na czym polegało Pańskie odkrycie pulsara?
Gwiazdy, podobnie jak żywe istoty, rodzą się, ewoluują, żyją i umierają. Pulsar to jest umarła gwiazda. Z tym, że gdy ją ciągle obserwujemy, to okazuje się, że nie jest ona tak całkiem umarła; jednakże jest to końcowy produkt ewolucji bardzo masywnej gwiazdy, która pod koniec życia z rozmaitych powodów - które, jak sądzimy, rozumiemy - ulega implozji I zaraz potem eksploduje. W efekcie, po tej operacji, która nazywa się eksplozją supernowej, powstaje obiekt o średnicy 20 km, bardzo szybko wirujący i mający wagę półtora raza większą niż słońce. Można sobie wyobrazić, że jest to obiekt ekstremalny. Tym niemniej jest to zupełnie normalny obiekt astrofizyczny, pozostałość po gwieździe. Wokół tego obiektu, ku naszemu zdumieniu, krążą planety. Nie tylko wokół normalnych gwiazd, ale także wokół owego pulsara. Skąd my to wiemy? Otóż wiemy to nie z bezpośredniej obserwacji, bo planety są zbyt małe, zbyt słabo świecą i są zbyt daleko, żeby je można było bezpośrednio zobaczyć (choć za jakiś czas zapewne i to będzie możliwe), ale wnioskuje się z tego, że skoro grawitacja gwiazdy znajdującej się w centrum układu planetarnego powoduje, że planety kręcą się wokół niej, to owe planety - pomimo tego, że są bardzo malutkie i mało masywne - również oddziaływują grawitacyjnie na swoją gwiazdę, również ją przyciągają. Wobec tego ona powoli i w bardzo małym zakresie w przestrzeni troszeczkę się zatacza. I my obserwujemy właśnie to zataczanie się gwiazdy w wyniku obecności orbitujących wokół niej planet i stąd - pośrednią drogą - dedukujemy obecność planet. To jest proces już tak dobrze zweryfikowany, że prawie wszystkie kandydatki na planety, których odkryto dotychczas ponad 150, to są faktycznie planety.
Jak doszedł Pan do tego odkrycia? Sprawił je przypadek czy ciężka i żmudna praca?
To był przypadek. Szukałem czegoś zupełnie innego. To był przypadek powiedziałbym - wielokrotny - w tym sensie, że najpierw przypadkowo zepsuł się wielki teleskop w Puerto Rico, w Arecibo Observatory, i nie było kolejki uczonych do korzystania z tego urządzenia. Jednak zepsucie teleskopu nie było całkowite, więc dano mi na nim mnóstwo czasu obserwacyjnego do dowolnego wykorzystania. Sytuacja była niezwykła: miałem do własnej dyspozycji na trzy tygodnie największy na świecie radioteleskop! Tak więc poszukiwałem pulsarów i zupełnie przypadkowo jeden z nich okazał się obiektem, który ma planety. Oczywiście, żeby wpaść na to, że ma on planety zajęło mi to prawie rok żmudnych obserwacji i dociekań: czemu on się zachowuje tak dziwnie? W końcu udało się.
Długo Pan mieszkał w Puerto Rico?
Osiem lat i to był chyba najpiękniejszy, najbardziej ciekawy, najbardziej owocny - pod wieloma względami - czas w moim życiu. Było to coś w rodzaju raju w tym sensie, że jest to wyspa trochę odizolowana od reszty świata. Tam ma się poczucie izolacji od wszystkich straszliwych problemów świata, ma się możliwość obcowania z wielką nauką, ze wspaniałymi, niezwykle przyjaznymi ludźmi. No i z tropikalnym klimatem, który oferuje mnóstwo możliwości spędzania czasu w sposób naprawdę ciekawy. Trudno sobie wyobrazić lepszą kombinację i żałuję, że to trwało tylko osiem lat. Ciągle tam wracam.
Jest Pan na liście 25 największych odkrywców wszech czasów ułożonej przez prestiżowy miesięcznik "Astronomy". Jak Pan się czuje?
Nie zasługuję na to - taka była moja pierwsza reakcja i dalej tak uważam. Ale tak może powiedzieć każdy, kto na takiej liście się znajdzie. Mało kto jest na tyle nieskromny, żeby powiedzieć: tak, ja na tej liście musiałem się znaleźć. Ja wcale nie musiałem. A że się znalazłem, to ogromnie się cieszę. No i bycie w towarzystwie znakomitości, których nazwisk nie odważyłbym się tutaj wymienić, to jest ogromna przyjemność.
Zapewne dostanie Pan N agrodę Nobla? Naprawdę o tym nie myślę.
Wykłada Pan na Uniwersytecie Stanowym Pensylwanii. Czy tutaj ma Pan najlepsze warunki do pracy?
Splot najrozmaitszych przypadków sprawił, że znalazłem się akurat na Penn State. Tym niemniej jest to uniwersytet, na którym astronomia ma się doskonale. Poza tym jego umiejscowienie ma również dla mnie znaczenie.
Dwa razy do roku przyjeżdża Pan z wykładami na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, uczelnię, którą Pan ukończył. Z jakiego powodu? Sentymentalnego?
Oczywiście, w jakimś sensie tak. Staram się w sensowny sposób pomagać w poprawianiu, doskonaleniu nauki regionalnej - nie tylko w Polsce. Moim celem jest rozwijanie edukacji, popularyzacja nauki. W Szczecinie, na przykład, wymyśliliśmy Zachodniopomorskie Noble, które raz do roku wręczamy za wybitne osiągnięcia naukowe. Przez pięć lat zrobiła się z tego doskonała, prestiżowa lokalna impreza z udziałem władz wojewódzkich. Współpraca, wykorzystywanie wyników badań naukowych dla potrzeb i dobra lokalnej społeczności zaczyna przynosić ciekawe wyniki.
Nad czym Pan teraz pracuje?
Po uszy tkwię w programie satelitarnym NASA, którego celem będzie znalezienie planet podobnych do Ziemi. NASA buduje teleskop satelitarny, który będzie tak czuły, że przy jego pomocy będzie można spróbować wykryć właśnie takie planety w pobliżu gwiazd. To jest coś, czego jeszcze nie wiemy. Dotychczas odkrywamy wielkie, masywne planety takiej, jak Jowisz czy Saturn, a owych malutkich planet jak nasza Ziemia jeszcze nie możemy odkryć, bo nie mamy odpowiednich instrumentów. I właśnie ten satelita budowany przez NASA będzie w stanie stać się takim "odkrywcą".
Pana młodszy kolega i były doktorant, również absolwent UMK w Toruniu - dr Maciej Konacki pracujący w California Institute of Technology - odkrył nową planetę, która jest wielkości Jowisza i krąży wokół gwiazdy przypominającej nasze Słońce. Może Pan wyjaśnić, na czym polega jego odkrycie?
Dr Konacki odkrył planetę w potrójnym układzie gwiazd. Jest zdumiewające i nie będzie łatwe do wyjaśnienia w jaki sposób udało jej się dostać na ciasną orbitę wokół swojej gwiazdy i pokonać grawitację dwóch pozostałych gwiazd. Odkrycie to doskonale pokazuje, że planety wokół innych gwiazd mogą występować jeszcze częściej niż sądziliśmy dotąd. I oczywiście kolejne odkrycie dokonane przez polskiego astronoma, to wspaniała wiadomość.
Panie profesorze, czy nauka ma granice?
Nie ma.
Ograniczeniem jest tylko rozum ludzki?
Absolutnie tak. Na razie, i chyba tak będzie zawsze - choć słowa zawsze nie powinno się już używać, ale istnieje ogromna pokusa, żeby tak właśnie powiedzieć. Ci, którzy sądzą, że nauka już wyczerpała swoje możliwości i nie ma już nic do powiedzenia, zupełnie się mylą.
Dziękuję za rozmowę.
ALEKSANDER WOLSZCZAN, lat 59, polski radioastronom i astrofizyk, badacz pulsarów. Ukończył studia astronomiczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu (1969). Gdzie też uzyskał tytuł doktora nauk ścisłych z fizyki (1975) za pracę o widmach pulsarów. Związany od wielu lat z amerykańskimi ośrodkami astronomicznymi. Od 1992 r. pracuje jako profesor astronomii i astrofizyki na Uniwersytecie Stanu Pensylwania. Profesor Wolszczan jest członkiem wielu towarzystw naukowych, m.in. American Astronomical Society, American Association for the Advancement od Science, Intdernational Union of Radio Science, International Astronomical Union. Polski profesor swego epokowego odkrycia pulsara dokonał w 1990 r. pracując na największym na świecie radioteleskopie (średnica 305 metrów) w Arecibo na Puerto Rico.
|
|
|
|
|
 |
|

Bardzo jęczliwy utwór Boba Dylana
Romance in Durango Oto jest, dla przypomnienia
W zakładce Linki pod numerem 10.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
REDAKTOR APELUJE:
Czas na lobbing!
Lobbyści - tych kilku odważnych już działających i ci, którzy zdecydują się na wykonywanie tego ważnego i trudnego, ale ciekawego zawodu, stoją na początku drogi. całość...
|
FARMACJA
Skrzypłocze versus mężczyźni
Tylko skrzypłocze, żyjące sobie cichutko na uboczu, mogą się poszczycić genealogią sięgająca głęboko w przeszłość, jeszcze przed epokę dinozaurów. W całych dziejach Ziemi trudno się przejmować zagładą rodzaju ludzkiego. całość...
|
DECYZJE I ETYKA
Między impulsem a namysłem
Teoretycy projektowania powiadają, że podobnie jak w nauce dąży się do prawdy, tak w rozwiązaniach praktycznych zwanych "produktami", dąży się do trafności. Trafność polega na spełnianiu przez "produkty" kilku kryteriów. całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Obiecanki
Obietnice nieszczere mogą polegać albo na zupełnym oszustwie, albo na zamierzonej przesadzie, albo na mitomańskich popisach, w których skupiamy uwagę na tym, by jak najkorzystniej wypaść w oczach innych. całość...
|
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Lustracja głupoty
Spróbujmy zlustrować polityków, którym przedsiębiorcy mogą zaufać i postawić krzyżyk przy ich nazwisku. Dla uzasadnienia tytułu pragnę wyjaśnić, że głupotą jest zabawa w politykę bez odpowiednich kwalifikacji. całość...
|
KONKURS
Wybierz markowe
W postrzeganiu marek i produktów markowych widać skutki zaistniałej w Polsce w ostatnich latach edukacji konsumenckiej. Słowo ,,marka” nie jest już terminem, którym posługują się wyłącznie specjaliści od marketingu, lecz całość...
|
...TAK NAS PISZĄ
Spojrzenie Rosjanina
Znany pisarz i dysydent rosyjski Władimir Bukowski komentuje polską rzeczywistość w 25-rocznię powstania "Solidarności". Rezultaty solidarnościowego buntu nazywa "opłakanymi". całość...
|
|
 |
 |
|
|
|