Nigdy nie uważałem się za emigranta. Tak zresztą czuje wielu innych. Zawsze byłem Polakiem mieszkającym za granicą. Przez całe lata przed wyborami otrzymywałem do domu listę wyborczą, żebym głosował na brytyjskich polityków. Zawsze tę listę odsyłałem z informacją, że pod moim adresem nie mieszkają obywatele Wielkiej Brytanii. Podczas ostatnich wyborów otrzymałem kolejną listę z adnotacją, że teraz Polacy mogą brać udział w wyborach samorządowych. W ten sposób brytyjskim politykom przybył ważny liczenie elektorat - mówi Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent II RP na Uchodźstwie w Londynie.
 |
Prezydent Ryszard Kaczorowski |
|
RYSZARD KACZOROWSKI
w latach 1969-1990
ostatni prezydent II RP
na Uchodźstwie w Londynie
Damian A. Zaczek: Panie prezydencie, jak z perspektywy londyńskiej widać sprawy polskie?
RYSZARD KACZOROWSKI: Sprawy polskie z Londynu wyglądają dużo lepiej niż oceniają je Polacy w Ojczyźnie. Nie czytamy sensacyjnych informacji podawanych na pierwszych stronach w polskich gazetach. Mamy swoje kontakty i wiemy, że sensacyjne wiadomości napływające z polskich mediów nie dają obrazu całej, prawdziwej Polski. My szukamy wiadomości, które mówią o budowaniu w Polsce demokracji, gospodarki, rozwoju społecznego, kultury. Za najważniejszą zmianę systemową uważam ustawę o samorządzie terytorialnym. To właśnie w samorządach tworzy się polska rzeczywistość. Wiem, jak to wygląda, gdyż odwiedzam wiele miast. 22 z nich nadało mi tytuł honorowego obywatela. Te małe środowiska bardzo dbają o swoje małe ojczyzny, to tam pracuje się nad podnoszeniem poziomu i wartości życia. Poza Warszawą sprawy wyglądają lepiej.
A co Pana w Polsce razi?
Czasami razi mnie język słyszany na ulicach, w mediach. Może Polacy przyzwyczaili się do wulgaryzmów, ale mnie to przeszkadza. Taki sam język słyszy się z ust Polaków na ulicach Londynu. Razi mnie też, gdy włączam radio to najczęściej słyszę piosenki śpiewane po angielsku. Przecież jest tak wielu utalentowanych autorów polskich i wybitnych muzyków!
Istotnie, od pewnego czasu polskich utworów jest coraz więcej. A w polityce - sprawy idą w dobrym kierunku?
Nie uczestniczę w polityce. Jestem tylko obserwatorem, interesuję się polityką, bo od niej zależy przyszłość Polski. Polityka brytyjska, gdzie mieszkam, obyczaje polityczne, wreszcie sami politycy mają wypracowane przez dziesiątki lat standardy. W Polsce widać, iż demokracja jest jeszcze bardzo młoda, wszystko dopiero się kształtuje, dociera, tworzą się demokratyczne standardy. Ten proces wymaga czasu. Nie traćmy nadziei, że rozwój idzie w dobrym kierunku.
Co Pana cieszy i martwi w polskiej polityce?
Za każdym moim pobytem inny problem znajduje się w centrum politycznej i społecznej uwagi. Ostatnio wszystko przysłoniła śmierć Jana Pawła II. Okazało się, że potrafimy wszystkie sprawy odłożyć na bok, że można bez nich żyć. To było wielkie i pouczające doświadczenie, nowa wiedza o polskim narodzie.
Spodziewał się Pan, że Polacy tak zareagują?
Nie, nikt się takiej reakcji nie spodziewał. Dowiedzieliśmy się na przykład, że nasza młodzież jest znacznie lepsza niż sądziliśmy na podstawie innych jej zachowań. Imponująca była spontaniczność młodzieży, okazywanie uczuć religijnych i to nie tylko w Polsce, bo do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Również w Londynie byliśmy zaskoczeni. Polska młodzież spontanicznie, przy pomocy telefonów komórkowych, zorganizowała kilkutysięczny pochód ulicami miasta.
Pozostańmy w Londynie. Cezurą dla polskiej emigracji politycznej było przekazanie przez Pana w 1990 r. insygniów władzy prezydentowi Lechowi Wałęsie na warszawskim Zamku Królewskim. Jaka jest dzisiaj emigracja polityczna? Czy jeszcze istnieje?
O emigracji politycznej już dzisiaj mówić nie można. Starzy emigranci polityczni przestali się już interesować tą wielką polityką, ponieważ dla nich najważniejszą sprawą było odzyskanie przez Polskę wolności i niepodległości. Doczekaliśmy tego czasu. Nasza misja się skończyła i mogliśmy zakończyć działalność. Oczywiście, ludzie mają różne poglądy i zawsze je wyrażają, ale par excellence działalności politycznej już nie prowadzimy.
Nigdy nie uważałem się za emigranta. Tak zresztą czuje wielu innych. Zawsze byłem Polakiem mieszkającym za granicą. Przez całe lata przed wyborami otrzymywałem do domu listę wyborczą, żebym głosował na brytyjskich polityków. Zawsze tę listę odsyłałem z informacją, że pod moim adresem nie mieszkają obywatele Wielkiej Brytanii. Podczas ostatnich wyborów otrzymałem kolejną listę z adnotacją, że teraz Polacy mogą brać udział w wyborach samorządowych. W ten sposób brytyjskim politykom przybył ważny liczenie elektorat.
Którą partię popierają Polacy - Partię Konserwatywną czy Partię Pracy?
W ostatnich latach Tony Blair zmienił negatywne nastawienie części Polaków do Labour Party. W przeszłości nasze sympatie układały się różnie. We wczesnych latach 50. skomunizowane związki zawodowe dyskryminowały, zwalczały Polaków-żołnierzy z Polskich Sił Zbrojnych. Z czasem okazało się, że jesteśmy bardzo dobrymi pracownikami i nastawienie do nas stawało się bardziej pozytywne. Dziś już nie ma takich problemów.
Dziś jesteście Panowie zadowolonymi emerytami?
Można tak powiedzieć. Moje pokolenie odchodzi, ale wyrosło już nowe pokolenie, Polacy urodzeni w Wielkiej Brytanii. W ostatnich latach przyjechało też dużo rodaków z Polski. Ci ostatni nie po to, aby wzmocnić siły emigracji politycznej, niepodległościowej, ale w celach zarobkowych. Moje pokolenie zbudowało cały szereg polskich instytucji - np. Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny (POSK), Instytut Sikorskiego, kościoły polskie - w których mogą szukać oparcia w polskości. Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii jest jedyną oficjalną reprezentacją Polaków mieszkających w tym kraju. Rząd brytyjski we wszystkich sprawach dotyczących Polaków w Wielkiej Brytanii kontaktuje się właśnie ze Zjednoczeniem. Tak więc, gdy ci nowi przybysze zapewnią sobie byt, wtedy zaczną angażować się w życie społeczne i kulturalne. Wszystkie te instytucje były zbudowane w czynie społecznym przez społeczność polską. Na nich spocznie też odpowiedzialność za utrzymanie tych instytucji przy życiu. Dodam jeszcze, iż Polska Fundacja kulturalna wydaje najstarszą polską gazetę codzienną "Dziennik Polski", który kosztuje 60 pensów, a w weekendy "Tydzień Polski", którego nowa wersja ilustrowana i poszerzona nie przyjęła się i - niestety - "Tydzień" przestał się ukazywać.
Kto dzisiaj czyta "Dziennik Polski"?
Ten, kto chce czytać po polsku. To jest gazeta informująca o tym co dzieje się w Polsce, w Wielkiej Brytanii i wśród Polaków mieszkających w tym kraju. "Dziennik" jest jak najbardziej potrzebny, gdyż zamieszcza również ogłoszenia o pracy, informacje o polskich i brytyjskich instytucjach z którymi Polacy się stykają. Informuje także o polskich imprezach kulturalnych. Trzeba dodać, że w Londynie ukazuje się też cały szereg gazet bezpłatnych, ale nie wiadomo, jak długo wytrzymają konkurencję.
Czy młodzi Polacy chodzą do kościołów?
Trudno odpowiedzieć, bo nie ma takiej statystyki, ale kościoły polskie w niedziele i święta są pełne. To jest zjawisko bardzo cieszące.
Skoro w Londynie istnieje tyle polskich instytucji, to czy można mówić o polskim lobbingu w Wielkiej Brytanii? Czy Polacy potrafią dbać o swoje interesy?
Oczywiście, w bardzo wielu sprawach zajmujemy stanowisko wobec brytyjskich władz. Na przykład przed przyjęciem Polski do Unii Europejskiej Zjednoczenie Polskie zorganizowało kampanię "Poland come home" urządzając wiele spotkań z lokalnymi władzami i społecznościami, z posłami do Izby Gmin i do Parlamentu Europejskiego. To była bardzo szeroka i poważna akcja i rezultaty były widoczne. Zjednoczenie Polskie upominało się też o wyjaśnienie sprawy Katynia. Pytaliśmy, dlaczego rząd brytyjski przez tyle lat milczał? Byliśmy przekonani, że władze brytyjskie wiedziały o mordzie katyński niemal od ujawnienia tej zbrodni. Dopiero w wydanej niedawno Białej Księdze, wydanej przez rząd brytyjski, Anglicy przyznali, że wiedzieli od początku, kto tego mordu się dopuścił, ale ukrywali tę prawdę ze względu na potrzebę utrzymania dobrych stosunków ze Związkiem Sowieckim. W Białej Księdze przytoczona jest nawet korespondencja pomiędzy brytyjskimi instytucjami, z której wynika, że długo zastanawiano się, czy ujawnić historyczne fakty. Dopiero pod ciągłym naciskiem Polaków Brytyjczycy ulegli.
O Pan sądzi o śmierci gen. Sikorskiego? Czy to był zamach czy wypadek?
Przyjmuję wersję oficjalną, że był to wypadek. Tak twierdzą moi przyjaciele lotnicy. Są też tacy, którzy w to wątpią. Nie wiemy, jak było naprawdę.
Po wojnie społeczność polska miała sporo nieruchomości, szczególnie w Londynie. Ile jest ich teraz?
W całej Wielkiej Brytanii jest prawie 30 domów kombatanta, ponadto domy parafialne, kaplice, kościoły. Była też siedziba prezydenta w Londynie, tzw. Zamek, który mógł zostać przejęty przez polskie władze w Warszawie, ale w 1990 r. nie wykazały one takiego zainteresowania. W tej sytuacji Zamek został sprzedany, a z pieniędzy została utworzona fundacja - Polonia Aid Foundation Trust, która wspiera życie kulturalne Polaków w Wielkiej Brytanii. PAFT dofinansowuje także polskich naukowców, którzy przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii badać dzieje naszej emigracji niepodległościowej i korzystają ze zbiorów instytutów Piłsudskiego i Sikorskiego oraz Biblioteki Polskiej i wielu instytucji brytyjskich.
Nadal naszym "salonem wystawowym" jest Instytut Polski i Muzeum gen. Władysława Sikorskiego w centrum Londynu, naprzeciw Hyde Parku. Mamy tam największe, najpiękniejsze zbiory dokumentów oraz eksponatów związanych z historią Polski.
Czego brytyjscy Polacy oczekują od Polski?
Polska odzyskała niepodległość i Polacy niczego nie oczekują od rządu polskiego, bo ma on swoje ważniejsze zadania, niż troska o Polaków za granicą. Istnieje jednak współpraca, która układa się dobrze.
A co brytyjscy Polacy mogliby zrobić dla Polski?
Jako polskie lobby w Wielkiej Brytanii wpływamy na losy Europy, a więc również Polski. Od wielu lat wspieramy różnego rodzaju działania charytatywne, szczególnie domy dziecka, w Polsce. Istnieje Medical Aid for Poland, która przekazała już wiele milionów funtów na pomoc Polsce.
Czy Polacy w Wielkiej Brytanii wspierają Polaków mieszkających w b. ZSRR? Czy o nich zapomnieli?
Nasi rodacy na Wschodzie nigdy nie byli przez nas zapomnieni. W Wielkiej Brytanii nadal istnieje fundusz wspierający Polaków w krajach b. Związku Sowieckiego. Zarządza nim Towarzystwo Pomocy Polakom na Wschodzie w Londynie.
Co radziłby Pan nowemu prezydentowi Polski, którego wybierzemy pod koniec tego roku?
Prezydentowi Rzeczypospolitej, którego w wolnych wyborach obywatele powołają na ten odpowiedzialny urząd, życzę, by reprezentował majestat Rzeczypospolitej zgodnie z najlepszymi tradycjami Państwa Polskiego.
Podczas Pana częstych wizyt w Polsce odwiedza Pan różne miasta, dostaje honorowe obywatelstwa. O co pytają Pana Polacy? Czy proszą o rady?
Mam wiele spotkań z młodzieżą. Interesują ich sprawy związane z rozwojem gospodarki i kultury, z tradycją polską czyli tym, co w wychowaniu w Polsce przez lata zaniedbywano. Obserwuję duży pęd do szukania przodków, korzeni nie tylko rodzinnych, ale także instytucji, które niegdyś działały tworząc społeczeństwo obywatelskie. Młodzież chce poznawać przeszłość. Jest z niej dumna i chce, by kraj, w którym żyją, był w świecie szanowany.
Jako emigrant polityczny dożył Pan upadku komunizmu, mógł Pan przyjechać do Kraju. Odczuwa Pan zadowolenie, ulgę, satysfakcję?
Najpierw długo czekałem na upadek dyktatorów - Hitlera, później Stalina. Po śmierci tego drugiego system komunistyczny trwał nadal - nie wiadomo, jakim cudem. Dopiero trzeba było Ojca Świętego, który przypomniał, że człowiek może dużo zrobić sam. Tylko trzeba mieć odwagę i chcieć.
Dziękuję za rozmowę.