Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

POLSKA HISTORIA LOBBINGU

Byłem lobbystą
Tak więc w Waszyngtonie były tylko dwie instytucje, które prowadziły polski lobbing: ambasada RP i KPA. Trzecim lobbystą, chociaż zastanawiam się, czy można tak o nim powiedzieć, był Zbigniew Brzeziński. Prof. Brzeziński prowadził lobbing spraw polskich na najwyższym szczeblu – spotykał się z kolejnymi prezydentami, członkami gabinetu, senatorami i od czasu do czasu pisywał artykuły, które miały poważny wpływ na opinię publiczną - mówi Jan Nowak-Jeziorański.
{ADDONS}

Z JANEM NOWAKIEM-JEZIORAŃSKI

dyrektorem Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa w latach 1952-1977,
a później lobbystą spraw polskich w Waszyngtonie

rozmawia Damian A. Zaczek

Panie Dyrektorze, w 1999 r. Polska została przyjęta do NATO. Stało się tak wskutek działań lobbingowych ambasady RP w Waszyngtonie i ambasadora Jerzego Koźmińskiego oraz wskutek zabiegów Kongresu Polonii Amerykańskiej, którego był Pan jednym z dyrektorów. Jak wyglądało to lobbowanie?
Na początku chciałbym powiedzieć, że lobbing był naszym skutecznym oddziaływaniem na amerykańskich polityków kiedy jeszcze byłem dyrektorem Rozgłośni Polskiej RWE. Sami Amerykanie mówili, że byłem nietykalny, bo miałem za sobą poparcie 10 milionów Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych oraz dziewięciu polskich kongresmenów. Wszyscy również wiedzieli, że popiera mnie Kongres Polonii Amerykańskiej.
Muszę powiedzieć, że rząd londyński właściwie był nieobecny w Waszyngtonie, gdyż Stany Zjednoczone uznawały oczywiście tylko rząd w Warszawie. Tak więc nie miał żadnej siły oddziaływania, nie miał możliwości reprezentowania spraw polskich. Dodam, że w stolicy Stanów Zjednoczonych mieszka bardzo niewielu Polaków – najwyżej 400 rodzin. Jest tam mała parafia, ale w ni
edziele kościół zawsze jest pełny ludzi.
Tak więc w Waszyngtonie były tylko dwie instytucje, które prowadziły polski lobbing: ambasada RP i KPA. Trzecim lobbystą, chociaż zastanawiam się, czy można tak o nim powiedzieć, był Zbigniew Brzeziński. Prof. Brzeziński prowadził lobbing spraw polskich na najwyższym szczeblu – spotykał się z kolejnymi prezydentami, członkami gabinetu, senatorami i od czasu do czasu pisywał artykuły, które miały poważny wpływ na opinię publiczną. To był ten lobbing wysokiego szczebl
a. Brzeziński był bardzo skuteczny w zabieganiu o sprawy polskie.
Drugim ogniwem lobbingu była ambasada RP. Ambasador Jerzy Koźmiński odegrał rolę opatrznościową. Okazał się świetnym dyplomatą, człowiekiem niezwykle ideowym i, przede wszystkim, był niesłyc
hanie pracowity.
Trzecim elementem lobbingu był Kongres Polonii Amerykańskiej, który reprezentowałem ja i pani Myra Lenard, która w Waszyngtonie miała biuro i była oficjalną przedstawicielką Kongresu. Korzystałem z pomocy tego biura. Między panią Lenard, ambasadorem Koźmińskim i mną była ścisła, niemal codzienna, współpraca.
Po spędzeniu 25 lat na stanowisku dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE w Monachium miałem dobre kontakty w Waszyngtonie, gdyż wielu późniejszych polityków amerykańskich pracowało w prasie i różnych organizacjach w RFN i kontaktowali się ze mną. Na przykład, Strobe Talbott zaczynał w Bonn jako młodych dziennikarz “Time`a” i za moim pośrednictwem korzystał z dostępnych w naszej rozgłośni informacji. Zapamiętał tę pomoc i później, po latach,
zapraszał mnie w Waszyngtonie do swojego biura na rozmowy.
Oczywiście, największe kontakty miał Brzeziński, potem było długo, długo nic i byłem ja. Przyznaję, że miałem wiele znajomości, bo wszyscy wiedzieli kim jestem.
Między panią Lenard, ambasadorem Koźmińskim i mną był bardzo wyraźny podział ról. Koźmiński, jako dyplomata, nie mógł i nie miał prawa występować wobec Amerykanów w imieniu też Amerykanów, ale polskiego pochodzenia, czyli Polonii. Musiał być bardzo ostrożny, żeby nie narazić się na zarzut
, że jako obywatel obcego państwa usiłuje manipulować obywatelami amerykańskimi. Jego zadaniem był dialog z rządem amerykańskim. Ja natomiast występowałem w imieniu KPA i dziesięciomilionowej Polonii. W rzeczywistości w zasięgu mediów polonijnych jest ok. 400 tys. aktywistów polonijnych, ale to i tak jest bardzo duża grupa nacisku.
Tak więc między nami, waszyngtońskimi lobbystami sprawy polskiej, była ścisła współpraca i stuprocentowa wymiana informacji. Nie było żadnych sprzeczności – odwrotnie: uzupełnialiśmy się.

Dziś wiemy, jak skuteczne było to lobby...
Jak już nieco wspomniałem, o skuteczności polskiego lobby przekonałem się, kiedy pracowałem w Monachium. Podam przykład. Senator Fulbright uznał kiedyś, że RWE należy zamknąć, gdyż rozgłośnia jest reliktem zimnej wojny. Kongres Polonii Amerykańskiej i jego prezes Alojzy Mazewski zdecydowanie się temu przeciwstawił i to wystarczyło, że Fulbright przegrał. Kongresmen czy senator wiedział, że jeśli narazi się 10 milionom wyborców polskiego pochodzenia, a popierali nas jeszcze Ukraińcy i Litwini, chociaż na znacznie mniejszą skalę, to jego kariera polityczna może się skończyć.

Jakich metod, środków używaliście w działaniach lobbingowych?
Staraliśmy się wywierać naciski na amerykańskich polityków różnymi środkami. Najistotniejsze były kontakty osobiste, odwiedziny u kongresmenów, senatorów, urzędników Departamentu Stanu, Obrony, Skarbu. Wszędzie tam zawsze zostawialiśmy na piśmie nasze memorandum. Ponadto pisaliśmy i wysyłaliśmy listy, depesze.

Czy osobowość i charakter prezydenta Clintona pomagały w naszych dążeniach do NATO, czy przeszkadzały?
Clinton by niezdecydowany. To był chyba najinteligentniejszy z prezydentów, jakich znałem. Natomiast bardzo trudno było mu podjąć decyzję – musiał długo rozważać wszystkie za i przeciw. Uważam, że do poparcia rozszerzenia NATO skłoniły go względy natury wyborczej.
Będąc również konsultantem w Radzie Bezpieczeństwa, byłem zapraszany do Old Executive Building i tam również prowadziłem to, co pan nazywa lobbingiem. Dotarłem również do Richarda Holbrooke`a w Departamencie Stanu, który okazał się kluczowym człowiekiem dla naszej sprawy. Holbrooke był niegdyś ambasadorem w Berlinie i przywiózł stamtąd przekonanie, że Polska musi znaleźć się w NATO, że jest to także potrz
ebne Niemcom, żeby przestały być “państwem frontowym”. Jednak jeszcze wtedy we wszystkich najwyższych decyzyjnych organach amerykańskiej władzy najpopularniejsze było słowo “nie”.
W końcu zacząłem tracić nadzieję, że z tego cokolwiek wyjdzie. Aż we wrześniu 1993 r. zaprosił mnie wspomniany już Strobe Talbott. Na wstępie uznał, że potrafię “trzymać gębę na kłódkę”, więc powiedział mi, iż na 10 dni przed wyborami prezydent Clinton w przemówieniu w Detroit, skierowanym w większości do Polaków, poprze postula
t Polski rozszerzenia NATO. Byłem niebywale zaskoczony, gdyż wiedziałem, że Talbott był głównym przeciwnikiem rozszerzenia. Teraz zmienił zdanie, bo jego zwierzchnik – prezydent Clinton - podjął wreszcie decyzję. W ten sposób nastąpił przełom.
Jestem przekonany, że gdyby nie było naszego lobby, to Polska nie byłaby w NATO i nie nastąpiłby proces rozszerzenia.

Jaki wpływ na amerykańską decyzję miała postawa Rosji?
Bardzo obawiano się reakcji Rosji. Uważano, że jeśli Polska zostanie przyjęta do NATO, to Rosja, tak jak ZSRR, stanie się przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Taki był tok rozumowania amerykańskich polityków. Ja z nimi polemizowałem.
Pewnego dnia zostałem wezwany przez wysokiej rangi urzędnika Państwowej Rady Bezpieczeństwa, który przekonywał mnie, abym zaapelował do swoich rodaków, żeby “siedzieli cicho tak długo, dopóki Rosjanie nie wycofają swoich wojsk z Polski”. Obawiał się on, że w odpowiedzi na nasze starania przystąpienia do NATO Rosjanie zażądają żelaznych gwarancji neutralności Polski. Nap
isałem wtedy kilka artykułów podążając tym tokiem rozumowania. Proszę pamiętać, że wtedy jeszcze żaden kraj nie popierał takiego wyemancypowania się Polski. Jednak na szczęście wojska rosyjskie opuściły Polskę i powstała nowa, korzystna sytuacja.

Słyszałem, że nasz lobbing na rzecz przystąpienia do NATO poparły organizacje żydowskie?
Ku mojemu zdumieniu znalazłem wśród Żydów, przede wszystkim w amerykańskiej administracji, wspaniałych sojuszników. Nie wszyscy jednak Amerykanie od początku popierali naszą sprawę. Do przeciwników należał np. gen. John Shalikashvilli i inni wysoko postawieni wojskowi, którzy obawiali się, że po rozszerzeniu NATO ulegnie osłabieniu.
Wśród sprzymierzeńców przede wszystkim chciałbym wymienić Daniela Frieda, późniejszego ambasadora w Polsce, z którym byłem w niemal codziennym kontakcie, a który o sobie mówił “jestem żydkiem z Galicji”. Jego dziadkowie wyemigrowali z Polski.
Kolejnym wielkim sprzymierzeńcem był Richard Holbrooke, który mówił, że jego dziadkowie urodzili się w granicach przedwojennej RP. Bez Holbrooke`a niczego byśmy nie osiągnęli. W Kongresie mieliśmy sojuszników, m.in. pochodzącego z Czerniowiec Stevena Solarza oraz Hermana Liebermanna. Wszystkie rezolucje, ustawy na rzecz Polski były wprowadzane przez nich.
Poparła nas też największa organizacja żydowska – American Jewish Committee. Czołowy działacz AJC David Harris uważał, że przyjęcie Polski, jako największego kraju Europy Środkowowschodniej, do NATO leży w interesie społeczności żydowskiej, bo skonsoliduje demokr
ację w tym regionie świata. Oczywiście, mieliśmy też wśród Żydów zaciekłych wrogów, np. rabina Weissa, czy Abrahama Brumberga, ale zdecydowana większość nas popierała.

Czy pozwoli Pan na dygresję: jak działa lobby żydowskie w Stanach Zjednoczonych?
Osobiście zapoznałem się z metodami działania tego lobby. Zostałem zaproszony do ich wspaniałego biura naprzeciwko Kapitolu. Pracowało tam sześć bardzo pięknych Żydówek - żadna nie miała więcej niż 28 lat. Każda miała komputer i przydzielonych kongresmenów i senatorów. Jest to znakomite biuro studiów i ekspertyz dostarczające za darmo członkom Kongresu interesujących ich informacji. W zamian ci obsługiwani członkowie Kongresu są proszeni przez lobby żydowskie, aby głosowali w Senacie lub Izbie Reprezentantów za przyjęciem korzystnych - lub za odrzuceniem niekorzystnych - dla Żydów regulacji prawnych. Jeśli oczekiwania “zawiedzie” np. senator z Illinois, to lokalny żydowski komitet Akcji Politycznej szuka jego rywala i oferuje mu wszelką pomoc w wygraniu następnych wyborów. Wiadomości o takich metodach szybko się rozchodzą...

Wróćmy jednak do podsumowania meritum. Czym dla europejskiego bezpieczeństwa jest przyjęcie kolejnych państw do NATO w Pradze w ub. r.?
Kiedy okazało się, że w Pradze dojdzie do rozszerzenia NATO, między innymi o kraje bałtyckie, to zdecydowałem, że wrócę do Polski, bo moja misja w USA już się skończyła. W szerszej perspektywie chodzi o to, żeby zablokować elementom imperialistycznym w rosyjskich elitach władzy jakąkolwiek możliwość ekspansji. Rozbudowane NATO spowoduje, że takie zakusy w przyszłości nie będą miały szans powodzenia. Wówczas wszystkie siły Rosjanie skierują na rozwój demokracji i gospodarki we własnym kraju, co będzie z pożytkiem i dla nich, i dla świata.

Dziękuję za rozmowę.

 

NATO – North Atlantic Treaty Organization – utworzona w 1949 r. w Waszyngtonie.

DO NATO należy 19 państw: Belgia, Czechy, Dania, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Islandia, Kanada, Luksemburg, Niemcy, Norwegia, Polska, Portugalia, Stany Zjednoczone, turcja, Węgry, Wielka Brytania, Włochy.

W 2002 r. do NATO zaproszono: Bułgarię, Estonię, Litwę, Łotwę, Słowację, Słowenię i Rumunię.

UKŁAD WARSZAWSKI – 1955 – 1991. Należały do niego: Albania (wystąpiła w 1968 r.), Bułgaria, Czechosłowacja, NRD, Polska, Rumunia, Węgry i ZSRR.

 

ALPA w płynie i żelu
łagodzi
różne bóle
 
decydentów.

Oprócz egzystencjalnych.

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
UEtyka
Europejskie standardy etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu były tematem konferencji zorganizowanej w grudniu 2002 r. przez Centrum Etyki Biznesu (CEBI) Instytutu Filozofii i Socjologii PAN oraz WSPiZ w Warszawie. całość...
ALTERNATYWY
Szopka polska
Sezon, a właściwie festiwal „Szopka polska” uroczyście zainaugurował nasz niedoceniony rząd pod wytrwałym przywództwem Leszka Millera. Początkowo, co prawda, nic nie zapowiadało tej feerii żartu - pisze Marek J. Zalewski. całość...
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Z kolan, panowie
Polska była od zawsze w Europie, jeśli nawet nie jako państwo to jako naród, jako wspólnota językowa, wspólnota kultury, wspólnota wiary - pisze Andrzej Will. całość...
UCHWAŁA SEJMU
Zmiany w regulaminie
Zmiany w Sejmie istotne dla osób parających się działalnością lobbingową. całość...
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Robaczywe jabłko
Program I TVP zaczął prezentację naszych warunków wejścia do Unii w stylu Gomułki z grudnia 1970. Najpierw długa lista podwyżek cen, a potem obniżki cen na bilety lotnicze i telefony - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Lobbing w Chinach a córka Passenta
Jak Daniel Passent wykorzystał córkę Agatę prosząc ją, aby obwiozła po Warszawie chilijskiego ministra finansów, Eduardo Aninata, będącego służbowo w Warszawie - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Ludzie wybrali
Gra się zawsze po to, żeby wygrać. Polityka jednak wymaga rozwagi, a nie porywania się na sprawy, w których nie ma żadnej możliwości uzyskania sukcesu - mówi Marek Balicki. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Władza prawdziwa
Lobbowanie na rzecz pieniędzy dla miasta jest procesem bardzo złożonym i niewdzięcznym - mówi Paweł Piskorski. całość...
OD REDAKTORA
Nie ograniczać
PSL proponuje uchwałę zaostrzającą Regulamin Sejmu. Ludowcy nie mają słuszności mówiąc, iż należy ograniczyć lobbystom dostęp do komisji sejmowych. Nie tędy droga - pisze Damian A. Zaczek. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Sugerowanie zachowań
Na czym polega sugestia wolicjonalna? Jest ona ekwiwalentem otwarcie for-mułowanych porad, wskazówek, podpowiedzi czy dyrektyw - pisze Mirosław Karwat. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1062413 Czytelnikiem.