Mistrzem promocji Izraela jest ambasador tego państwa w Polsce, Szewach Weiss. Zwłaszcza w sferze lekkich form - uważa Zygmunt Broniarek.
 |
Zygmunt Broniarek |
|
ZYGMUNT BRONIAREK
30 kwietnia 2003 roku. Belweder. Tymczasowa rezydencja prezydenta Izraela, Mosze Kacawa, składającego wizytę państwową w Polsce na zaproszenie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jesteśmy na śniadaniu prasowym. W czasach dzisiejszych wizyty państwowe stały się także okazjami do lobbingu – oczywiście na najwyższym szczeblu. Wychodzi to zresztą na jaw w dowcipnej odpowiedzi prezydenta Kacawa na pytanie-uwagę Wojciecha Łuczaka, naczelnego redaktora “Raportu”, pisma poświęconego obronności i technice wojskowej. Red. Łuczak mówi, że często jeździ do Izraela i uważa, iż opinia publiczna w Polsce ma niewłaściwe wyobrażenie o tym kraju. Traktuje go jako państwo frontowe, podczas gdy Izrael jest krajem nowoczesnym, o ogromnych osiągnięciach naukowych, i to nie tylko w dziedzinie zbrojeń.
Kacaw dziękuje mu za te słowa, ale dodaje pół żartem pół serio: “Szukamy jakichś dobrych koneksji w polskich mediach – może zna pan kogoś odpowiedniego?”.
Mistrzem promocji Izraela jest ambasador tego państwa w Polsce, Szewach Weiss. Zwłaszcza w sferze lekkich form. Oto scena na uroczystej kolacji wydanej na cześć Kacawa przez Kwaśniewskiego. Ma przemawiać Kacaw, więc przed każdym gościem leży tekst jego przemówienia po polsku i po hebrajsku. Weiss patrzy na tekst hebrajski i dziwi się, że nic nie rozumie. Myśli żartobliwie: “A może to język aramejski?”. Ale nie, to tekst hebrajski, natomiast wydrukowany nie od strony prawej do lewej, jak powinno być, ale od lewej do prawej.
Ambasador bierze do ręki mikrofon i pyta: “Czy mogę powiedzieć coś niekonwencjonalnego?” Na to Kacaw: “Szewach! Ty zawsze mówisz coś niekonwencjonalnego”. A Kwaśniewski: “Byłoby źle, gdybyś czegoś niekonwencjonalnego NIE powiedział”. Szewach: “Wiecie wszyscy, że teksty hebrajskie drukuje się i czyta od strony prawej do lewej. Ale my chcieliśmy podkreślić, że jesteśmy w Polsce, a więc dla uwypuklenia przyjaźni polsko-izraelskiej wydrukowaliśmy tekst przemówienia od lewej do prawej”. Śmiech. I plus dla Izraela.
Równie skuteczny w promowaniu swego państwa jest ambasador Tunezji, profesor kardiologii, Ali Bousnina. Prezentuje on z najlepszej strony gości tunezyjskich, oficjalnych lub mniej oficjalnych, przybywających do Polski. Tak też było z grupą ponad 20 właścicieli – i WŁAŚCICIELEK, bo to ważne – hoteli ze znanej polskim turystom miejscowości wypoczynkowej Sousse, którzy przebywali w Polsce 23 i 24 kwietnia. W rozmowach z polskimi dziennikarzami najbardziej aktywne były panie, które zaprezentowały się jako kobiety zasadniczo odmienne od kobiet w innych krajach muzułmańskich. Jako przykład można podać panią Zohrę Driss Becheur, prezesa-dyrektora generalnego sieci hoteli ze sztandarowym, pięciogwiazdkowym, “Imperial Mahraba” na czele. Mówi ona: “Jesteśmy drugim krajem, który, zaraz po wywalczeniu niepodległości spod panowania Francuzów w 1956 roku, zniósł wielożeństwo. Pierwszym była Turcja w wyniku rewolucji “modernizacyjnej” w 1922/23 roku. Nie udało się to ogromnej większości państw muzułmańskich. Tej decyzji towarzyszyło wiele innych: równouprawnienie kobiet, rzeczywista równa płaca za równą pracę i możliwość domagania się przez kobietę rozwodu PRZED SĘDZIĄ. Tego nigdzie indziej w krajach muzułmańskich nie ma. Więcej! W wyniku decyzji obecnego prezydenta Tunezji, Ben Ali, rozwiedziona kobieta może uzyskać od Kasy Państwowej fundusz na utrzymanie, jeżeli znajdzie się w ciężkich warunkach”.
Dalej. “Liczba kobiet studiujących na wyższych uczelniach przewyższa liczbę mężczyzn w stosunku 54 do 46 procent. I wreszcie – aborcja. Jest legalna do trzeciego miesięca trwania ciąży. Okres ten został przyjęty przez władzę świecką i RELIGIJNĄ. Ta ostatnia uznała, że dusza wypełnia ciało embrionu właśnie w tym okresie. Aborcje są wykonywane w szpitalach państwowych przez kompetentnych lekarzy. I jeszcze jedno: w Tunezji, zwłaszcza w miastach, nie ma mowy o “czadorze””.
Kobiety tunezyjskie mówią o tym wszystkim w najbardziej naturalny sposób. Może nawet obraziłyby się, gdybym nazwał je wprost lobby
stkami. Ale skutkiem tego, co i JAK mówią, jest sympatia dla ich kraju. A o to przecież chodzi.
Zygmunt Broniarek