Polscy wyborcy są nieprzewidywalni. Mało, nie potrafią wyciągać wniosków z przeszłości. Co gorsze, nie potrafią myśleć perspektywicznie - pisze Damian A. Zaczek.
 |
Damian A. Zaczek |
|
DAMIAN A. ZACZEK
Jest 25 maja, niedziela. D
o zakończenia referendum pozostało czternaście dni. Właśnie ogłoszono frekwencję w prareferendum w Głuchołazach. 20 procent. Dramatycznie niska frekwencja. Czy ten fakt będzie miał znaczenie dla wyborców 7-8 czerwca? Na to pytanie nie odpowie nikt – ani socjolog, ani polityk.
Dziś zastraszająco mało ludzi bierze odpowiedzialność za słowa i czyny. Łatwo w sondażu powiedzieć “tak”, a w rzeczywistości zagłosować na “nie” lub w ogóle nie wziąć udziału w deklarowanym wcześniej przedsięwzięciu. Bo jakie będą takiej zmiany decyzji konsekwencje? Żadne.
Polscy wyborcy są nieprzewidywalni. Mało, nie potrafią wyciągać wniosków z przeszłości. Co gorsze, nie potrafią myśleć perspektywicznie. A wspólna Europa wymaga takiego trudnego intelektualnego zaangażowania.
Uważam za niemożliwe, aby w tak istotnej dziejowej chwili ponad 50 procent dorosłych Polaków nie oddało głosu na TAK. Piszę więc dzisiaj, że jesteśmy Europejczykami. Nawet ci, którzy głosowali na
“nie” lub nie ruszyli się z domów.
Nie czas jeszcze na uczone komentarze i analizy referendalnego zachowania Polaków. Jedno już jest oczywiste: członkostwo Polski w Unii Europejskiej zmobilizowało intelektualnie wszystkich Polaków: od profesorów i chłopów poprzez
dewotki ojca Rydzyka po bezrobotnych i alkoholików zawodowych. Efekt mamy taki, że na hasło Unia Europejska nikt nie pozostaje obojętny. Nawet dzieci w przedszkolach, które pytają siebie nawzajem: czy twoich rodzice będą głosowali “za” czy “przeciw”.
I jeszcze jednak konkluzja. W przedreferendalnym ferworze
mogliśmy zobaczyć w akcji całe tabuny polityków różnej maści. Warto zapamiętać, co który mówił i dać wyraz swojej opinii podczas następnych wyborów.
A jeśli Polacy w referendum powiedzą NIE?
Damian A. Zaczek