|
|
ZESPÓŁ "MAZOWSZE"
Niestrudzeni ambasadorowie
Pensje są tu bardzo niskie. Ogromna większość zarabia 900 zł, z tego na rękę otrzymują niespełna pięćset złotych. Na stałe zostają ci, co naprawdę kochają folklor. Starszym z rodzinami jest coraz ciężej i opuszczają „Mazowsze” przechodząc do lepiej płatnych zawodów. Stąd wolne miejsca dla młodego narybku. Chcę zaznaczyć, że w tym roku zmieniliśmy politykę kadrową – w miarę wolnych miejsc przyjmujemy młodzież do „Mazowsza” przez cały rok - mówi Włodzimierz Sandecki.
{ADDONS}
Z WŁODZIMIERZEM J. SANDECKIM
dyrektorem naczelnym
Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca “MAZOWSZE” im. Tadeusza Sygietyńskiego
rozmawia Jerzy Wojciewski
Kierownictwo “Mazowsza” objął Pan w lipcu 2002 r. Kontynuuje Pan najlepsze tradycje zespołu z Karolina, ale równocześnie stawia na rozwój?
Rok temu marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik powierzył mi obowiązki szefa Zespołu “Mazowsze”. Wspaniałym dla mnie zaskoczeniem było to, że większość tancerzy i chórzystów w “Mazowszu” to ludzie bardzo młodzi. Poza orkiestrą, która jest nieco starsza. Ponad 30 osób nie ma 25 lat, a pozostałe 30 nie przekroczyło trzydziestki. Praca z młodymi, inteligentnymi, dynamicznymi ludźmi sprawia dużo satysfakcji i przyjemności. Chcę z zadowoleniem podkreślić, że dużo dziewcząt i chłopców studiuje na kierunkach zawodowych w Studium Choreograficznym, ale i na studiach wyższych. Niektórzy podczas pracy w “Mazowszu” ukończyli dziennikarstwo, inni filologie obce. Jedna z koleżanek kończy odpowiedni wydział w Akademii Muzycznej. A więc nie jest to zespół, który ogranicza się do pracy nad repertuarem. Ci młodzi ludzie mają ambicje zdobycia wyższego wykształcenia.
Tańczenie i śpiewanie w “Mazowszu” to pasja czy pieniądze?
Pensje są tu bardzo niskie. Ogromna większość zarabia 900 zł, z tego na rękę otrzymują niespełna pięćset złotych. Na stałe zostają ci, co naprawdę kochają folklor. Starszym z rodzinami jest coraz ciężej i opuszczają “Mazowsze” przechodząc do lepiej płatnych zawodów. Stąd wolne miejsca dla młodego narybku. Chcę zaznaczyć, że w tym roku zmieniliśmy politykę kadrową – w miarę wolnych miejsc przyjmujemy młodzież do “Mazowsza” przez cały rok. A już szczególnie, gdy pojawi się jakiś talent. Ta młodość dzisiejszego “Mazowsza” to realizacja idei Miry Zimińskiej i Tadeusza Sygietyńskiego. Tadeusz Sygietyński pochodził z rodziny inteligenckiej, otrzymał staranne wykształcenie. Sam był muzykiem, entuzjastą folkloru. Już przed II wojną światową wymyślił sobie “Mazowsze”. I kiedy powojenna bieda i zmiany spowodowały, że trzeba było zaopiekować się ginącą skarbnicą folkloru, to wysłał Mirę Zimińską w objazd po wsiach, gdzie z kufrów i skrzyń w chłopskich chatach wybierała to, co jeszcze pozostało ze strojów ludowych. Natomiast sam zbierał muzykę. W 1948 roku uzyskał decyzję ówczesnego ministra kultury i sztuki o przyznaniu “Mazowszu” pałacu i parku w Karolinie. Mira Zimińska i Tadeusz Sygietyński również wspólnie jeździli po Polsce szukając uzdolnionej młodzieży. Część osób przejęli ze wspaniałego ośrodka i zespołu tanecznego w Skolimowie. Niestety, Tadeusz Sygietyński zmarł bardzo młodo w latach pięćdziesiątych. Od tego czasu Mira osobiście dbała, aby folklor prezentowany przez “Mazowsze” był oryginalny. Nie pozwoliła na jakieś drastyczne zmiany. Kontynuowała jego dzieło.
W grudniu mija równo 55 lat od decyzji o utworzeniu “Mazowsza”.
Zgadza się. Cieszy fakt, że kolejne pokolenia pieczołowicie pielęgnowały piękną ideę małżeństwa Sygietyńskich przez te wszystkie lata. Niedawno w Karolinie miał miejsce zlot byłych “Mazowszaków”. Wśród nich była również Irena Santor. Wracając do spraw programowych przyznam szczerze, iż od czasu do czasu zjawia się w Karolinie ktoś, kto chciałby “Mazowsze” zrewolucjonizować i przekształcić je w rewię. Moim zdaniem, prawie 40-milionowy kraj, jakim jest Polska, stać na utrzymanie dwóch flagowych zespołów ludowych: “Mazowsza” i “Śląska”. Nie ma między nimi problemu konkurencji czy wzajemnego zagrożenia. Natomiast dla setek amatorskich zespołów folklorystycznych potrzebne są takie wzorce sceniczne jak “Mazowsze” i “Śląsk”. Mira Zimińska, która była świetną piosenkarką i aktorką, potrafiła nadać tańcom i muzyce ludowej kształt niezbędny dla sceny, która ma swoje prawa, swoją specyfikę. Stąd nasza kontynuacja. Cieszymy się, że przyjeżdżając do berlińskiej Filharmonii imienia von Karajana na sali zastajemy kilka tysięcy widzów, w większości Niemców, a nie tylko Polonii. Ambasador Polski w Berlinie Andrzej Byrt był zachwycony entuzjazmem Niemców dla polskiego tańca i pieśni. Jesienią 2002 r. i wiosną tego roku zrobiliśmy dwie tury po Niemczech. Wszędzie byliśmy przyjmowani wielkimi owacjami. Są plany wyjazdu do USA, będą występy w Holandii, Francji, Belgii. Zgłasza się Hiszpania, Grecja. Słowem nadal jest, i to coraz większe, zapotrzebowanie na folklor.
Skąd wywodzi się w Polsce takie bogactwo kostiumów ludowych?
Głównie szlachta konkurowała między sobą, która wieś zaprojektuje i uszyje ładniejsze stroje. Tak było w Łowickim, w Rzeszowskim i w innych regionach. To jest długa tradycja, która rozwinęła się po II wojnie światowej. Stąd był klimat do utworzenia “Mazowsza” i “Śląska”. Tysiące dworków szlacheckich i setki tysięcy zagród chłopskich było zburzonych, nastąpiła przeprowadzka Polaków ze Wschodu na Zachód. To, że po II wojnie światowej podjęto dzieło skonstruowania modelu tańców ludowych i widowisk folklorystycznych, należy uznać za coś wspaniałego dla kultury polskiej. A przecież nastąpił powrót także do kontuszy szlacheckich, strojów z okresu Księstwa Warszawskiego, gdyż były piękne i podobały się na scenie. To ogromna zasługa tego czasu. Nie wolno tego kojarzyć z polityką, z koniunkturalizmem PRL. To zasługa ludzi, entuzjastów starej tradycji. Było ich wielu. A sztandarowe postacie to Sygietyński, Zimińska, Hadyna, czy w amatorskich zespołach folklorystycznych Stanisław Leszczyński z Lublina.
Część członków “Mazowsza” utworzyła Europejskie Stowarzyszenie Promocji Kultury Regionalnej “Matecznik Mazowsze”?
Młodzież w “Mazowszu” podjęła decyzję, że chce promować kulturę regionalną pod nazwą “Matecznik Mazowsze”. Uważam, że słowo matecznik to odpowiednik małej ojczyzny, jak w Niemczech – Heimat. Chcielibyśmy jako zespół, którego początkiem, źródłem było Mazowsze, wiązać również działalność społeczną naszej młodzieży z tradycjami Mazowsza. Z naszymi Otrębusami, Brwinowem, Pruszkowem oraz całą ziemią mazowiecką. Mamy nadzieję, że mieszkańcy Mazowsza to docenią.
Co można uznać za przeboje w obecnym repertuarze “Mazowsza”?
Ludzie z chęcią śpiewają i słuchają piosenek z lat 60., 70. Oczywiście, muszą to być piosenki ogólnie znane. Stąd nie ma dyskusji, czy “Kukułeczka”, czy “Wyszła bym za dziada” jest milej odbierana przez szeroką publiczność. Zwróćmy uwagę, że niemal wszystkie popularne piosenki o Warszawie są skomponowane przez Tadeusza Sygietyńskiego, np. “Polonez Warszawski – chociaż tyle w świecie miast” czy “Nad Wisłą wstaje warszawski dzień”. Piosenki ludowe są przebojami nie tylko “Mazowsza”. Np. Japończycy przetłumaczyli na język japoński “Kukułeczkę”. Jest ona śpiewana powszechnie w japońskich szkołach, na piknikach, na spotkaniach towarzyskich, a wszyscy - i dzieci, i dorośli - myślą, że to jest ich narodowa piosenka. “Mazowsze” nie ma potrzeby szukać nowych przebojów. Po prostu kultywujemy wieloletnią tradycję pieśni ludowych. Chcemy również nowe regiony wprowadzić do repertuaru. Myślimy o Przeworsku, o regionie Krosna. Tam jest zagłębie piosenek ludowych.
Kto z wielkich osobistości współczesnego świata oglądał występy “Mazowsza” i jak się do nich odniósł?
Jeśli chodzi o Polskę, to właściwie mamy fanów od prezydenta poprzez wszystkich polityków, ludzi kultury, twórców. A chyba największym naszym fanem jest kardynał Józef Glemp. Nie tylko zaprosił “Mazowsze” na 25-lecie uzyskania kapelusza kardynalskiego (wówczas występowaliśmy w “Romie”), ale dwa tygodnie później zaprosił nas do Pałacu Prymasowskiego. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie w jego prywatnej kaplicy, w której jest cudowny witraż, szkoda, że nie rozpowszechniony w Polsce. Witraż przedstawia Matkę Boską w stroju łowickim. Prymas Glemp powiedział nam na pożegnanie, że będzie bardzo szczęśliwy, jeśli na otwarcie Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie wystąpi “Mazowsze”. Z ogromną satysfakcją informuję, że “Mazowsze” występowało w Rzymie przed papieżem Janem Pawłem II, dla wielu prezydentów, m.in. dla prezydenta USA Geralda Forda i dla słynnego pianisty Artura Rubinsteina.
Jak “Mazowsze” radzi sobie finansowo? Czy trudno o sponsorów?
Jesteśmy bardzo wdzięczni tym, którzy nam pomagają, aczkolwiek nie jest dziś łatwo o nakłonienie sponsorów do szczodrobliwości. Brakuje nam corocznie około 1 miliona zł. Jeden milion zarabiamy. Ponad 3 miliony dotacji otrzymujemy od samorządu województwa mazowieckiego, któremu jesteśmy niezmiernie wdzięczni za sponsoring. Aby ten rok zakończyć powodzeniem liczymy na 1 milion zł. od sponsorów. Pukamy, chodzimy. Od czasu do czasu coś się udaje. W ub. roku bardzo nam pomogła telefonia komórkowa Era i prezes Bogusław Kułakowski. W tym roku jeszcze odpowiednich decyzji w Erze nie podjęto, ale mam nadzieję, że będą dla nas pozytywne. Każda pomoc się liczy. Np. w ub. r. Bank Gospodarki Żywnościowej dał nam trochę mebli w dobrym stanie, które u nich przestały być wykorzystywane. Karolin, to duże gospodarstwo i wszystko się przydaje. Prezes Bachman z Izby Budownictwa obiecał nam pomoc w postaci materiałów budowlanych na remonty bieżące.
Czy można powiedzieć, że całokształt działalności “Mazowsza” to również lobbing na rzecz promocji w świecie polskiej kultury, naszego kraju?
Tak jest w znacznej mierze, choć z żalem stwierdzam, że pewna grupa ludzi odpowiedzialnych za promocję Polski chce ograniczać się tylko do awangardy. Ja sam jeździłem za granicę z teatrem Tadeusza Kantora, woziliśmy wspaniałą operę “Manekiny” z Teatru Wielkiego. Wiem, że istnieje potrzeba prezentacji współczesnej polskiej awangardy. Ale zarazem tysiące widzów w wielu krajach z przyjemnością idzie właśnie na występ folklorystyczny, śpiewa nasze piosenki. I wydaje mi się, że należałoby przywrócić rangę “Mazowsza” do roli oficjalnego promotora polskiej kultury. Tym bardziej, że “Mazowsze” w porównaniu z innymi zespołami jest zespołem doskonale zorganizowanym, punktualnym, mającym świetną logistykę wewnętrzną. Sądzę, że uda nam się przekonać decydentów, w tym MSZ, że szanując grupy jazzowe, nowoczesny teatr, równocześnie w tym wielkim programie promocji Polski powinno być trwałe miejsce dla “Mazowsza”, które wielokrotnie sprawdziło się w przeszłości jako reprezentacyjny zespół.
Należy się cieszyć, że Telewizja POLONIA, adresowana głównie do rodaków żyjących na emigracji, objęła patronat nad “Mazowszem”.
Prezes TV Polonia, Antoni Bartkiewicz, dyrektor Lech Nowicki i znakomici dziennikarze współpracujący z nimi, kamerzyści, cała ekipa TV POLONIA jest pełna serca dla tradycji, dla folkloru, są entuzjastami “Mazowsza”. W 2002 r. podpisali umowę patronacką z nami, a w tym roku otrzymaliśmy od nich statuetkę Fryderyka Chopina za popularyzację kultury polskiej. Statuetkę wręczył nam sam prezydent Aleksander Kwaśniewski. Młodzież nasza była szczęśliwa. Ja oczywiście jako dyrektor zespołu “Mazowsze” odebrałem Statuetkę Fryderyka z rąk prezydenta, ale zaraz ją przekazałem na ręce powszechnie podziwianego solisty Staszka Jopka. On statuetkę zdeponował na stałe w sali muzeum “Mazowsza” w Karolinie.
Dziękuję za rozmowę.
|
|
|
|
|
 |
|
ALPA w płynie i żelu łagodzi różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
DECYZJE I ETYKA
Letnia szkoła decydenta
Co produkuje administracja? Potocznie mówi się, że administracja produkuje „papierki”. Co te „papierki” zawierają? Decyzje i postanowienia, czyli „produkty” wytwarzane przez administrację. całość...
|
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Krajobraz przed bitwą
Wiatrak przesłuchań, podejrzeń, doniesień, gadatliwości, prezentowania niegodziwości kręcił się w szalonym tempie. W międzyczasie były „niedźwiadki”, siarczyste pocałunki, pierwszy szereg na fetach - pisze Andrzej Will. całość...
|
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Czas kobiet
Zachowanie naszych polityków w sprawach gospodarczych nacechowane jest brakiem odpowiedzialności za państwo i arogancją wobec wyborców, poczuciem bezkarności i lekceważeniem społeczeństwa - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
|
PUNKT WIDZENIA
Nasz czas
Od kilku miesięcy mówię, że musimy wypracować odpowiedzi na trzy pytania: jakiej Unii chcemy?, jakiej Polski chcemy?, kto ma nas reprezentować w unijnych instytucjach? - pyta Bogdan Klich. całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Pochwały
Pochwała może mieć charakter chwalebnej diagnozy. Wtedy jest albo przyjemnym podsumowaniem dotychczasowej pracy, albo stwierdzeniem jakiegoś stanu aktualnego i ciągłego, który zadowala nas i innych - pisze Mirosław Karwat. całość...
|
PUNKT WIDZENIA
Wszyscy na "nie"
Nigdy nie wyrażaliśmy zgody na sprzedaż polskiej ziemi, gdyż PKB, dochód na głowę mieszkańca, siła nabywcza przeciętnego Polaka jest niższa niż w Unii - mówi Sławomir Izdebski. całość...
|
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Królewskie lobbowanie
No dobrze, ale kim był król Sedzong Wielki? Żył od 1397 do 1452 roku. Panował przez 32 lata. Zjednoczył Koreę - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
|
7 CUDÓW KOMUNIZMU
Bajkowe brzmienie
Te "cuda" redakcja DECYDENTA otrzymała mailem od anonimowego Czytelnika. Z podziękowaniem - Redaktor. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|