Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

MEDIA

Punkt siedzenia
Jestem patriotą mediów publicznych. Wiem i jestem przekonany, że w ciągu kilku lat po wejściu do Unii duża część mediów, zwłaszcza elektronicznych znajdzie się w rękach międzynarodowych grup. Oznacza to, że media publiczne (których póki co nie można przejąć) będą jedynymi o tej skali oddziaływania, na które będziemy, jako obywatele, mieli jakiś wpływ - mówi Andrzej Długosz.
Andrzej Długosz

ANDRZEJ DŁUGOSZ

przewodniczący Rady Nadzorczej
Polskiego Radia SA

Damian A. Zaczek: Czy nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji ciąży jakieś fatum? Próby nowelizacji trwają od ośmiu lat, w końcu, gdy dochodzi do czytania projektu w Sejmie, wybucha afera Rywina. Co się dzieje?
ANDRZEJ DŁUGOSZ: Jak zwykle w takiej sytuacji, kiedy nie bardzo wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. I to bardzo duże pieniądze. Przyglądam się mediom od sześciu lat, jako członek kolejnych składów Rady Nadzorczej Radia. Wcześniej miałem okazję pracować dla ówczesnego prezesa TVP Wiesława Walendziaka, który bronił się przed projektem zakazującym reklamy w TVP i skierowaniem reklam do mediów komercyjnych. To zabawne, jak punkt widzenia ulega zmianie, zależnie od punktu siedzenia. W 1996 roku posłowie SLD forsowali projekt ustawy, w którym chcieli pozbawić TVP prawa do reklam w 1 programie. Strumień pieniędzy z reklamy zostałby skierowany do Polsatu. Agencja Burson-Marsteller, której byłem pracownikiem, przekonała większość posłów, aby odrzucić takie pomysły, jako sprzeczne z logiką i standardami europejskimi. W tej walce bardzo pomocna była Gazeta Wyborcza. Teraz ci sami posłowie (w dużej części dosłownie ci sami) bronią TVP przed próbą pozbawienia pieniędzy z reklamy mediów publicznych. Posłowie prawicy bardzo chętnie “dokopaliby”, zwłaszcza telewizji. Smuci mnie jedno, że nikt nie chce rozmawiać o rzeczywistej roli i znaczeniu tych mediów, o tym jak je przygotować do bliskiej konfrontacji na rynku europejskim. Pozwoliłem sobie napisać list do pana ministra Tobera, w którym zawarłem kilka pomysłów na zmianę przepisów w nowej ustawie, dzięki którym pozycja mediów publicznych byłaby nieco lepsza.

Zaproponował Pan podzielenie ustawy na dwie części. Po co? Mało kłopotów z jedną ustawą?
No właśnie. Uważam, że duża część kłopotów bierze się z tego, że w jednej ustawie regulowany jest cały rynek i zasady funkcjonowania mediów publicznych. To musi rodzić konflikty. Przeciwnicy mediów publicznych pytają wprost – czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest od dbania o rozwój całego rynku, czy tylko mediów publicznych? Każda próba zmiany zapisów w obecnie obowiązującej ustawie rodzi obawy, że niejako przy okazji “oni mogą coś pozmieniać”. Więc lepiej nic nie zmieniać. Polska prowizorka ma długa historię i bezpieczną przyszłość. Tymczasem, gdyby wydzielić całość spraw dotyczących szczegółowych zapisów związanych z funkcjonowaniem Polskiego Radia i Telewizji w odrębną ustawę o mediach publicznych, mielibyśmy czytelny układ. Ustawa o radiofonii i telewizji regulowałaby cały rynek, zasady działania mediów komercyjnych, sprawy technologiczne, etyczne, itd. Ustawa o mediach publicznych zawierałaby wyjątki od zasad opisanych w pierwszej ustawie. Bo wyjątki są faktem i warto je precyzyjnie opisać w prawie. Jakie? Np. to, że dzisiaj media publiczne działają w formie spółek akcyjnych, ze wszystkimi konsekwencjami przepisów zawartych w Kodeksie Spółek Handlowych. Z drugiej jest ustawa o radiofonii i telewizji mówiąca o misji. Skutek tego jest taki, że część spółek pracuje na zysk, część mówi, że nie ma zysku, więcej ma stratę, bo wypełnia misję. Warto to doprecyzować. Druga rzecz, jako spółki płacimy podatek dochodowy. Jeżeli płacimy go w związku z naszą działalnością komercyjną (reklamy, sponsoring, wynajem pomieszczeń) to wszystko O.K. Ale absurdem jest płacenie przez nas podatków w związku z tym, że w styczniu i lutym duża część obywateli, którzy jeszcze płacą abonament, płaci go właśnie wówczas. Mamy gwałtowny wzrost przychodu i z tego tytułu płacimy podatek. Tymczasem pieniądze z abonamentu są już raz opodatkowane, podatkiem dochodowym od obywateli. Dlaczego więc państwo sięga kolejny raz do tej samej kieszeni? Takich spraw jest więcej.

W liście do ministra Tobera proponuje Pan rewolucję. Chce Pan likwidacji części firm, mówi o holdingu. Czy sądzi Pan, że te pomysły mają szanse na realizację? Przecież dużo spółek, to dużo stanowisk do obsadzania.
I o to właśnie chodzi. Dzisiaj media publiczne to 19 spółek. Telewizja Polska, Polskie Radio i 17 spółek regionalnych. Jak patrzyłem na 103 członków rad nadzorczych odbierających akty nominacji kilka tygodni temu w Belwederze, to zadałem sobie pytanie – czy rzeczywiście musi być nas aż tylu? Przecież to kosztuje kilkaset tysięcy złotych, które mogłyby być wydane na program. Utwórzmy cztery spółki - Polską Telewizję i Polskie Radio na poziomie ogólnopolskim i dwie spółki zajmujące się programami regionalnymi. Prostsza struktura jest tańsza, łatwiejsza do zarządzania, zdolna do konkurencji zwłaszcza, jeżeli uwzględnimy możliwości współpracy między nimi, np. w ramach struktury holdingowej. Drugi argument na rzecz konsolidacji to trendy w mediach na świecie. O co chodziło w całej wojnie Agora – rząd, której odpryskiem była afera Rywina? Właśnie o prawo koncentracji w ramach jednej grupy różnych typów mediów. Tak się dzieje wszędzie na świecie, tak też się dzieje, choć oczywiście w mniejszej skali, także w Polsce. Skoro Agora może kupić telewizję (swoją drogą gratulacje za skuteczny lobbing w wyniku, którego ustawa została wycofana z Sejmu) przyłączając ją do sieci radiostacji regionalnych, grupy wydawnictw, sieci billbordów i nowych mediów, to jest zasadnym pytanie, dlaczego media publiczne mają iść w drugą stronę? Proszę pamiętać, że w 1993 roku, kiedy dzielono Radiokomitet, próbowano wydzielić ośrodki regionalne zarówno z radia, jak i z telewizji. W przypadku radia się udało, w przypadku telewizji - nie. Dzisiaj widać gołym okiem, że to drugie rozwiązanie jest lepsze. Walka na rynku medialnym wyraźnie się zaostrza. Do utrzymania swojej pozycji potrzeba coraz więcej pieniędzy, pomysłowości i wielości kanałów dotarcia do widza i słuchacza. Do momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej mogliśmy dywagować o takich lub innych sojuszach. Po wejściu do Unii, polski rynek stanie się fragmentem dużego rynku europejskiego, ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu rzeczy. Panowie Berlusconi i Murdoch zapukają do naszych drzwi. Więcej, oni ustawią te drzwi w miejscu wygodnym dla nich. Cały rynek medialny w Polsce ma wartość zaledwie fragmentów imperiów każdego z tych panów. To jak równać słonia z mrówką. I myli się ten, kto przypuszcza, że słoń nas nie zauważy. On już nas widzi i czeka na nasze ruch.

Bardzo wiele osób zarzuca mediom publicznym upolitycznienie. Skoro są upolitycznione, to może warto je sprywatyzować. Wówczas wolne media komercyjne, poddające się grze rynkowej mogłyby ze sobą konkurować. Nie sądzi Pan, że takie rozwiązanie jest lepsze?
Jestem patriotą mediów publicznych. Wiem i jestem przekonany, że w ciągu kilku lat po wejściu do Unii duża część mediów, zwłaszcza elektronicznych znajdzie się w rękach międzynarodowych grup. Oznacza to, że media publiczne (których póki co nie można przejąć) będą jedynymi o tej skali oddziaływania, na które będziemy, jako obywatele, mieli jakiś wpływ. Jestem liberałem z przekonania, ale uważam, że warto zachować prawo do własności w tym obszarze. Telewizja i radio to przede wszystkim język, kultura, informacja. Są to rzeczy, które mają większy wpływ na nasze życie niż nam się wydaje. Nie wykluczam, że warto zastanowić się nad docelową liczbą kanałów i programów w mediach publicznych, nad ich formatem programowym. Ale nie wolno nam likwidować mediów w ogóle. Upolitycznienie jest faktem. Każda kolejna ekipa ma swoje grzechy na sumieniu w tej sprawie. Niedościgniony wzór BBC nie ma szans na implantację w Polsce. Po pierwsze nie mamy królowej (powołującej Radę BBC na wniosek premiera), demokracja parlamentarna, choć porównywalnie stara, ma zbyt wiele przerw w swoim funkcjonowaniu, aby dopracować się pewnych zwyczajów i obyczajów. Po trzecie wreszcie, każdy kraj i naród ma swoją specyfikę. Można wymleć i przenieść pewne wzorce, ale tak czy inaczej będą one adaptowane i modyfikowane przez nowe miejsce. Problemem polskich mediów jest to, że politycy mający na nie największy wpływ, widzą wyłącznie programy informacyjne i część publicystyki. To jakieś 10–15% czasu antenowego. Reszta interesuje ich znacznie mniej. Widzów na ogół interesuje cała reszta. Ten rozziew jest uderzający i niestety się pogłębia. Premier Miller, zwłaszcza na początku swojej kadencji (podobnie jak wielu polityków przed nim), wierzył, że im częściej widać go o 19.30, tym lepiej. Teraz wyraźnie widać, że ten mechanizm nie działa. Pytanie, czy kolejna ekipa rządowa wyciągnie wnioski z tej lekcji czy nie? Jeżeli nie, to widz ma prosty mechanizm – zmienia kanał. Po drugie, coraz częściej idzie na pocztę i wyrejestrowuje swój odbiornik i nie płaci abonamentu.

Instytucja abonamentu budzi spore emocje. Pojawiają się różne pomysły, jak zmienić sposób jego poboru. Coraz więcej Polaków mówi wprost – nie będę płacił. Nie oglądam, nie słucham, dlaczego mam płacić?
Dlatego, że masz w domu radioodbiornik i/lub telewizor. Jak pokazał spis powszechny są to dobra powszechnie dostępne, posiadane przez niemal każdą rodzinę. Mając psa płacimy podatek. Mając samochód płacimy podatek drogowy, który później notabene jest przeznaczany na różne inne cele. Abonament nie jest rozwiązaniem typowo polskim. Występuje on we wszystkich krajach europejskich, w których istnieją media publiczne. Anglicy płacą na swoją BBC, niezależnie od tego czy ją oglądają i czy podzielają poglądy głoszone na jej antenach. Problem polega na tym, że jak to zwykle w Polsce bywa przyjęto jakieś rozwiązanie, ale nie do końca. Niby jest obowiązek, ale nikt go nie kontroluje i nie można ponieść żadnej kary za jego naruszenie. Na dodatek, próbuje się wmówić ludziom, że “za TVN lub RMF nie płacą”. Płacą, tyle, że nie wiedzą o tym. Kupując proszek do prania, albo Coca–Colę składają się na funkcjonowanie mediów komercyjnych. System abonamentowy należy utrzymać, choć musi się zmienić sposób poboru. Są tutaj różne propozycje - od zastosowania rozwiązań podatkowych po połączenie ściągania abonamentu z opłatami za prąd. Każde ma swoje dobre i złe strony. Jedno jest pewne, jakoś te pieniądze trzeba ściągać.

Dziękuję za rozmowę.

 

Żele łagodzą
różne bóle
 
decydentów.

Oprócz egzystencjalnych.

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Grochem o ścianę
W rozwiniętych krajach wie się, że źródłem złego zachowania jest to, iż zbyt mało uwagi poświęca się kwestii rozwoju organizacji o wysokim morale. Nieetyczne zachowania mają charakter systemowy - pisze prof. Wojciech Gasparski. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Ślązak Niemcem
Ślązacy są etniczną częścią narodu niemieckiego. Polacy natomiast uważają, iż są oni etniczną częścią narodu polskiego - mówi Henryk Kroll. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Ludzie wrócą
W PSL muszą nastąpić zmiany, do głosu powinni dojść politycy z drugiej linii. Są tacy ludzie w PSL – młodzi i mądrzy - mówi Krzysztof Borkowski. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Lobbing miłości
Pisząc te słowa, nie wiem, co Kira Gałczyńska jeszcze wymyśli, uprawiając swój „lobbing miłości”. Sama jest pomysłowa, a i twórczość Ojca ją intelektualnie wzbogaca - wspomina Zygmunt Broniarek. całość...
OD REDAKTORA
Piąty rok
Jubileusz pięciolecia na rynku wydawniczym pisma lobbingowego - jedynego w Polsce - to duży sukces. Co przez te lata osiągnęliśmy? - wyjaśnia Damian A. Zaczek. całość...
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Afery czy reformy?
Zastanawiam się, co w naszej sytuacji jest gorsze, korupcja czy zaniechanie reformowania i stwarzania warunków dla rozwoju gospodarczego. Felieton Wojciecha S. Pratkowskiego. całość...
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Puste miejsca
Ostatnimi czasy obserwujemy festiwal takich artykułów, w których jedyną myślą przewodnia jest „opisać, skopać, opluć”. Co „ciekawsze” można to jeszcze robić bezkarnie - pisze Andrzej Will. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Intencje pochwał
Egzaltacja jednej pochwały może nas rozśmieszyć, a nawet urazić, powściągliwość i szorstkość innej ucieszyć - pisze Mirosław Karwat. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1060379 Czytelnikiem.