|
|
NASI W IRAKU
Zakazane słowo "propaganda"
Rozmijają się z realiami nadzieje polskich władz, że Polacy są w Iraku pamiętani jako współtwórcy tamtejszej gospodarki i że cieszą się oni pozytywnym wizerunkiem w społeczeństwie. Powrót z Iraku do Polski kompanii z 4. Brodnickiego Pułku Chemicznego ukazał rzeczywistość inną od wymarzonej - pisze Grzegorz Czwartosz.
{ADDONS}
GRZEGORZ CZWARTOSZ
Zabiegi o osiągnięcie społecznego spokoju w polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku mogą się toczyć wielotorowo. Czy taniej i skuteczniej jest patrolować i strzelać, czy może edukować, informować, przekonywać i pokazywać Irakijczykom warianty świata innego, niż znali do tej pory?
Zacznijmy nietypowo od tego, co zazwyczaj nieśmiało wieńczy takie sprawy - od pieniędzy. Ile mogłoby kosztować zaprowadzenie względnego ładu społecznego w polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku za pośrednictwem zintegrowanego programu CIMIC (współpraca wojska z sektorem cywilnym) oraz public relations i public affairs? Ponieważ w tak ekstremalnych warunkach nikt jeszcze takich kampanii na świecie nie wdrażał odpowiedź może być tylko przybliżona, niemniej odpowiedź taka istnieje. W wariancie bardzo umiarkowanym jest to 5-7 mln dolarów rocznie; w wariancie maksymalnym nawet do 20 mln w skali roku. Są to dane szacunkowe na podstawie kosztorysów intensywnych rządowych kampanii public affairs (PA) prowadzonych w różnych sytuacjach kryzysowych w państwach o liczbie ludności i powierzchni zbliżonej do polskiej strefy w Iraku.
To, co czeka Polskę w kategoriach PR/PA w Iraku najnowsza szkoła amerykańska nazywa “white water leadership” (WWL) - przywództwem na wzburzonym morzu. Jest to najwyższa (czytaj: najbardziej niewdzięczna i najtrudniejsza) forma PA wcześniej zwana “crisis management” - zarządzaniem sytuacją kryzysową. W historii najnowszej awangardowe techniki WWL opracowane przez amerykańskich psychologów zastosowano na świecie tylko kilka razy, a najsławniejszym przypadkiem ich użycia było tłumienie długotrwałych zamieszek rasowych w Los Angeles po aktach brutalności policji wobec Afroamerykanów.
Ja k, z kim, za czyje pieniądze?
Czy jest gwarancja, że nawet za sumę 20 mln dolarów rocznie uda się metodami PR/PA rozładować napięcia społeczne wśród Irakijczyków, aby stworzyć w polskiej strefie warunki względnego spokoju? Gwarancji takiej nie ma. Udzielania jakichkolwiek gwarancji powodzenia działań PR zakazuje zresztą kodeks etyki tego zawodu. To jednak nie oznacza, że z działań takich można zrezygnować, bo bez nich będzie jeszcze niebezpieczniej. Z ewentualnego niewdrożenia przez Polskę w Iraku czegoś w rodzaju WWL rozliczy nas nie tylko historia, ale bardzo szybko uczynią to zagraniczne media, szczególnie te, które od początku sarkastycznie odnosiły się do polskich ambicji sprostania irackiemu wyzwaniu.
Finansowemu i organizacyjn emu ciężarowi takich działań MON sam nie podoła, tymczasem z ław rządowych nie słychać, aby panowała tam świadomość potrzeby WWL (choćby dla bezpieczeństwa polskich żołnierzy) i wiążących się z tym olbrzymich kosztów. Amerykanów poproszono o dofinansowanie w polskim wyjeździe do Iraku wszystkiego, tylko nie tej specyficznej dziedziny, w której są oni mistrzami. Można jednak poradzić sobie także polskimi środkami. Jedną z najwyżej cenionych na świecie szkół psychologii jest m.in. polska. Polskim psychologom mechanizmy WWL są znane i w połączeniu z wiedzą arabistów na zlecenie MON mogłyby być stosowane w Iraku.
Nie ma takich pieniędzy, jakich nie można by wydać na działania CIMIC. Stało się niedobrze, że dla mediów jest to najmniej atrakcyjna część działań wojsk międzynarodowych np. w Bośni i Hercegowinie. Tymczasem w ramach CIMIC wojsko musi nawet sponsorować konferencje poświęcone edukacji lub gospodarce na stabilizowanym terenie. Nigdy w Polsce nie przedstawiono, czym zajmuje się w Bośni CJCMTF (Comb ined Joint Civil Military Co-operation Task Force). A przecież WP ma się czym pochwalić w dziedzinie CIMIC na tamtym terenie. Niedoinformowanie krajowych decydentów na ten temat może się teraz niekorzystnie odbić na budżetowaniu polskiej obecności wojskowej w Iraku.
Wszystko, tylko nie folder
Najlepszym “folderem” na temat Polski będzie w Iraku nie publikacja na kredowym papierze przywieziona z kraju, lecz gazety, które iraccy redaktorzy objęci polskim rządowym programem PA sami będą redagować i drukować dla swoich rodaków. Bardzo ambitny amerykański program PA prowadzony w Pakistanie dla Afgańczyków, gdy Afganistan był jeszcze w rękach talibów, pokazuje że nawet na najtrudniejszym - by nie powiedzieć wrogim - terenie można metodami niewojskowymi przygotowywać sobie grunt dla stabilizowania kraju.
Już podczas trwania międzynarodowej operacji antyterrorystycznej w Afganistanie Stany Zjednoczone czyniły wszystko, aby utrzymać jak najszersze kontakty medialne, edukacyjne i kulturalne z Afganistanem i Afgańczykami nie mieszkającymi w swoim kraju. Po raz pierwszy na świecie na tak wielką skalę zastosowano zasadę “walcz edukując” i jest to ten model działań, jaki powinien być teraz przeszczepiony przez Polskę na grunt iracki. Amerykanie model pakistański z powodzeniem już w Iraku wdrożyli.
Warto więc wiedzieć, że był wydawany w Pakistanie dla społeczności afgańskiej miesięcznik o profilu społeczno-politycznym, poruszający także problematykę gospodarczą. Mimo toczącej się akcji zbrojnej, eksperci amerykańscy prowadzili dla Afgańczyków w Pakistanie wykłady m.in. z zakresu praw człowieka, ochrony zdrowia i środowiska, literatury, kulturoznawstwa, wolności mediów, dziennikarstwa i polityki zagranicznej. Oprócz tego utrzymywany był program amerykańsko-afgańskiej wymiany kulturalnej. Dokładnie tak samo powinno to teraz działać na linii Polska-Irak.
Pod polskim patronatem musi ruszyć w naszej strefie w Iraku wydawanie prasy, w której redaktorami powinni być Irakijczycy objęci polskim programem PA. Najlepiej, aby był to dziennik, a wzorcem może być już wydawany w strefie amerykańskiej w nakładzie 50 tys. egz. dziennik Al-Sabah. Redagują go Irakijczycy objęci rządowymi działaniami PA. Docelowo planuje się nakład 250 tys. egz. Erupcja wolnej prasy postępuje w Iraku imponująco - ukazuje się tam już ponad 150 tytułów prasowych i warto wpisać się w ten trend z gazetą z polskim mecenatem.
Miało być bezpieczniej...
Rozmijają się z realiami nadzieje polskich władz, że Polacy są w Iraku pamiętani jako współtwórcy tamtejszej gospodarki i że cieszą się oni pozytywnym wizerunkiem w społeczeństwie. Powrót z Iraku do Polski kompanii z 4. Brodnickiego Pułku Chemicznego ukazał rzeczywistość inną od wymarzonej. Gdy 6 sierpnia media przeprowadziły wywiady z brodnickimi chemikami można było usłyszeć od nich między innymi: “Są grupy Irakijczyków życzliwe Polakom, ale są też wrogo nastawione” (Program III PR); “Ci sami Irakijczycy, którzy w dzień są życzliwi - w nocy mogą zabić” (TVP1); “Jedni byli pozytywnie nastawieni [...], inni wymachiwali nożem i pokazywali gest ręką na gardle. Krzyczeli, że mamy się wynosić” (Gazeta Wyborcza).
W skali świata - nic nowego. Sztab kryzysowy, jaki tworzą władze w takich okolicznościach składa się z przedstawicieli resortów siłowych, psychologów, socjologów, kulturoznawców, medioznawców, historyków wybranych dziedzin, lobbystów, specjalistów PR/PA i dyrektorów kreatywnych agencji reklamowych. Pod tym względem sytuacja w Iraku nie różni się niczym od walk ulicznych w Stanach Zjednoczonych po pobiciu przez policję Rodneya Kinga.
W najbliższych latach nie będą możliwe w Iraku zewnętrzne kampanie PA na billboardach, choć Amerykanie starają się szeroko stosować w Iraku sztukę plakatu. Olbrzymią szansę daje tu fakt, że w kulturę irackiej ulicy wrosły bardzo liczne “państwowotwórcze” malowidła naścienne. Jeszcze niedawno gloryfikowały reżim i jego generalissimusa - obecnie, zamalowane np. polskimi rękami, mogłyby odegrać rolę w na szym choćby minimalnym programie PA. Najważniejszy czynnik takiej polskiej kampanii to wprowadzenie motywów graficznych różnicujących Polskę od Ameryki, jako bliskowschodniego symbolu bogactwa, arogancji i “szatana” w świecie islamskim. Chodzi o ukazanie Polski, jako ciężko doświadczonej przez historię, a jednocześnie wiedzącej, jak wychodzić z geopolitycznych i gospodarczych tarapatów.
Pomysłów na takie motywy graficzne i towarzyszące im slogany może być wiele. Spośród setek absolwentów polskich Akademii Sztuk Pięknych, którzy żyją na granicy minimum socjalnego bez wątpienia udałoby się zebrać grupę gotową do wyjazdu do Iraku w celu przemalowania propagandy reżimowej Husajna na starannie przemyślany rządowy program PA. Innych pomysłów na taki program mogą być dziesiątki, ale w ostatniej kolejności jest to dystrybucja wśród Irakijczyków folderu z polskim papieżem, jak wydaje się niektórym polskim wojskowym.
PR to też broń
Pod względem dyscypliny i PR polskie siły zbrojne szybko uczą się i wyciągają wnioski, choćby z misji na Bałkanach. W Iraku zniknął znany wcześniej element przekomarzania się wojska z mediami, gdy coś na misji poszło źle lub wbrew dyscyplinie. Wśród krajowych tytułów prasowych wyraźnie można wskazać redakcje nastawion e wyłącznie na wyłapywanie potknięć MON i tandetnych sensacji związanych z funkcjonowaniem WP w Iraku. Natychmiastowe karanie żołnierzy i upublicznianie przez wojsko wszelkich uchybień dyscyplinarnych w polskiej dywizji znakomicie wytrąca oręż tego typu redakcjom. Takim posunięciom i związanym z tym PR - według najlepszych wzorców ze światowej gospodarki, polityki i wojska - można tylko przyklasnąć.
Sytuacja związana z polską obecnością w Iraku stawia MON w niezręcznej pozycji petenta wobec parlamentu i innych resortów. Tam, gdzie mowa jest o zintegrowanym programie CIMIC/PR/PA wojsko musi spotkać się z życzliwością ze strony nie tylko twórców ustawy budżetowej, ale także resortów, instytucji, ośrodków akademickich i sektorów gospodarczych do tej pory dla MON nietypowych, jak m.in. MSZ, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, placówki kulturalne, wydziały dziennikarstwa i psychologii uniwersytetów oraz koncerny medialne. W tych ostatnich powinni odbywać praktyki iraccy dziennikarze i wydawcy z polskiej strefy stabilizacyjnej.
W sytuacji, gdy toczy się walka polskich władz o nienaruszalność godności Irakijczyków nie do zaakceptowania jest nazywanie przez media i niektórych wojskowych “propagandą” skromnych materiałów informacyjno-promocyjnych, jakie WP przygotowało na wyjazd do swojej strefy stabilizacyjnej. To nieporozumienie; samo to słowo już z definicji uwłacza godności Irakijczyków, jako synonim indoktrynacji. Światowe rządy i siły zbrojne rozstały się z tym słowem dziesiątki lat temu. Nie mamy w Iraku do wykonania żadnej pracy “propagandowej” i słowo to powinno być ocenzurowane przez MON. Mamy w Iraku jedynie edukować i informować. Tylko tyle i aż tyle.
Grzegorz Czwartosz
|
|
|
|
|
 |
|
Żele łagodzą różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
DECYZJE I ETYKA
Lekcja angielskiego
Świat realny to jednak nie mozaika luźno rozrzuconych fragmentów, lecz całość powiązanych ze sobą i wzajemnie zależnych członów, elementów, składników. Kto jak kto, ale edukator powinien o tym wiedzieć. całość...
|
SZKOŁA LIDERÓW
Aktywni obywatele
Bycie liderem społecznym nie jest kwestią pozycji społecznej czy pochodzenia, ale chęci i świadomego wyboru. Jednak same chęci nie wystarczą. A cierpimy na niedosyt działaczy publicznych. całość...
|
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Jeszcze jest czas
Najwyższy czas powiedzieć jasno i wyraźnie: struktury państwa, naszego państwa są niewydolne. Jego reformy realizowane są z krótką, nieczytelną perspektywą - pisze Andrzej Will. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Próba sił
Nauczyciele nie są przygotowani do pracy wychowawczej we współczesnej szkole, w której odbijają się wszystkie problemy społeczne - mówi senator Grażyna Staniszewska. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Najpierw uczeń
Kandydat na pedagoga jeszcze przed egzaminami powinien umieć odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ja się nadaję do tego zawodu? - mówi poseł Danuta Grabowska. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Płeć obojętna
W Polsce mamy w wielu przypadkach do czynienia z próbami wyłudzenia od samorządów, władz wojewódzkich oraz innych organów władzy pieniędzy na funkcjonowanie różnych organizacji pozarządowych - mówi poseł Marta Fogler. całość...
|
archiwum korespondenta
Tubezja - więcej czynów
Tunezja jest krajem postępu i stabilizacji, co więcej, wolnym od fundamentalizmu i terroryzmu islamskiego - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|