|
|
SZTUKA DECYDOWANIA
Styl partnerski
W Polsce dominują struktury hierarchiczne z wysokimi wierzchołkami i wieloma poziomami subordynacji. Czołowi decydenci lubią trzymać decyzje raczej w swoich rękach, niż delegować uprawnienia lub pracować w mieszanych grupach zadaniowych, w których decyzje i odpowiedzialność jest dzielona. Wielka Brytania jest krajem gdzie kwitnie collective responsibility, gdzie hierarchiczność służbowa odgrywa znacznie mniejszą rolę, gdzie ludziom dobrze się współpracuje pomimo różnic wieku i statusu. Pracując wspólnie i intensywnie nad jakimś celem lub projektem, z mieszanką różnorodnych osób, osiąga się dobre decyzje często szybciej i sprawniej niż w kilkupoziomowych strukturach, często oddzielonych od siebie przestrzennie i nie będących w ścisłej komunikacji - pisze prof. Zbigniew Pełczyński.
 |
Profesor Zbigniew Pełczyński |
|
Profesor ZBIGNIEW PEŁCZYŃSKI
prezes s towarzyszenia Szkoła Liderów
Podejmowanie decyzji jest czymś, co towarzyszy nam w ciągu całego życia i ma skutki nie tylko dla nas, lecz także dla otoczenia, w którym funkcjonujemy: rodziny, szkoły, organizacji pozarządowych, partii politycznych, firm komercyjnych lub instytucji publicznych.
Podejmowanie decyzji jest podstawową umiejętnością praktyczną, której nie można się nauczyć z książek lub profesorskich super-wykładów. Poparte pewnymi predyspozycjami osobowościowymi i doświadczeniem staje się sztuką, szczególnie ważną dla ludzi na kierowniczych stanowiskach, decydentów, którzy – niestety - posiadają ją często w niedoskonałej, nawet elementarnie złej formie.
Zdolność decydowania nabywa się w trakcie szeroko pojętej edukacji, która zaczyna się w rodzinie i kontynuuje w różnego stopnia szkołach, pracy zawodowej, działalności gospodarczej, obywatelskiej i społecznej, także w praktyce religijnej (czy pójść na Mszę św. w niedzielę albo do komunii, czy wziąć ślub kościelny czy świecki, czy dać mniej lub więcej na tacę). Rodzina i szkoła mogą być świetnym polem do uczenia się podejmowania decyzji (być może często nadopiekuńcza polska rodzina i autorytarna, biurokratyczna i przeregulowana szkoła państwowa ogranicza możliwość edukacyjną pod tym względem).
Chciałbym posłużyć się przykładem z mego angielskiego życia. Kończąc szkołę średnią w Oksfordzie, moja młodsza córka Antonia (zwykle zwana Tonton) między 17 a 18 rokiem życia podjęła następujące, dość ważne dla niej – i jej rodziców – decyzje:
a wyższe studia i będzie studiować antropologię społeczną,
będzie starała się dostać do Cambridge, a nie do Oxfordu czy Londynu,
gdy zostanie przyjęta zrobi sobie na rok przerwę w nauce (gap year) i podejmie na parę miesięcy pracę w dużym londyńskim magazynie, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy na utrzymanie,
wyjedzie z koleżanką na pięć miesięcy do Indii,
będą podróżowały od Delhi na północ, aż po Nepal i Himalaje,
wrócą na miesiąc przed początkiem roku akademickiego.
Oczywiście , czytała przewodniki oraz radziła się nas, znajomych i kolegów, którzy zrobili sobie gap year, studiowali w Cambridge lub podróżowali po Indiach. Ale ostateczna decyzja w każdym wypadku była jej i tylko jej – nie narzucana absolutnie przez nikogo. Na dwa tygodnie przed odlotem powstał kryzys: pod presją rodziców koleżanka zrezygnowała z wycieczki. Co robić? Wszystko było zaplanowane i przygotowane. Tonton zdecydowała się wybrać na wycieczkę sama - odleciała do Bombaju dokładnie pięć dni przed swoimi 18. urodzinami. Wycieczka udała się znakomicie. Jedynym niepowodzeniem były zaburzenia żołądkowe po wypiciu źle przegotowanej wody w Himalajach.
W ten sposób moja córka zdała na piątkę (a może nawet na szóstkę) życiowy egzamin z decydowania, zaś “dodatkową wartością” wyprawy hinduskiej było zapoznanie się z bogactwem kultur, stylów życia i problemów tej części Trzeciego Świata, które pomogło jej bardzo w studiach na Cambridge w następnych trzech latach. Dzisiaj, 20 lat później, ma odpowiedzialną pracę w hurtowej firmie londyńskiej i jest wysyłana parokrotnie w ciągu roku na wielkie targi azjatyckie, aby robić wielotysięczne zamówienia rękodzieł w Indiach, Tajlandii, Filipinach, Hongkongu i Tajwanie.
Kiedy opowiadam indyjską przygodę Tonton przyjaciołom w Polsce normalnie reagują przerażony m pytaniem: Jak państwo mogli na to pozwolić w jej wieku?
Podejmowanie decyzji jest niemal zawsze połączone z ryzykiem. Musimy ten fakt zaakceptować i znaleźć sposób raczej na minimalizację ryzyka, niż się go bać, zwlekać z decyzją, odkładać ją lub nawet zaniechać, bo coś złego lub nieprzewidzianego może z tego wyniknąć. W biznesie jest to rzeczą absolutnie oczywistą i podejmowanie ryzykownych decyzji jest czymś normalnym. Tu bardzo dawno powstały kryteria racjonalnego wyboru między opcjami pociągającymi za sobą różny stopień ryzyka.
Istnieją jasne i sprawdzalne kryteria sukcesu: zwiększenie dochodów lub produkcji, zdominowanie rynku, udana fuzja firm, powstanie lub rozwój nowego przedsiębiorstwa. Inaczej jest w sektorze państwowym czy publicznym, gdzie sukcesy raczej rzadko dają się wymierzyć w liczbach. Dokonując gigantycznego skoku z prywatnej sfery w Anglii do sfery publicznej w Polsce chciałbym przytoczyć pewien przykład.
W 1992 r. byłem świadkiem sytuacji, w której nowo mianowany, niezwykle zdolny, ale niedoświadczony minister, miał do podjęcia decyzję o potencjalnie korzystnych skutkach dla Polski. Profesor Shirley Williams (wówczas wykładowca na Uniwersytecie Harvarda, obecnie jako Lady Williams lider Liberalnych Demokratów w Izbie Lordów) przyjech ała z Polski z propozycją stworzenia programu szkoleń w USA dla zdolnych osób na średnich stanowiskach w administracji państwowej lub kandydatów na takowe. Program przewidywał trzy miesiące specjalnego kursu w J.F.Kennedy School of Government and Public Administration i trzy miesiące praktyki w prestiżowych biurach, urzędach państwowych lub komercyjnych. Nie był tani, ale prof. Williams była przekonana, że uda jej się zdobyć środki rządowe lub fundacyjne w USA, jeśli młody minister w imieniu rządu polskiego poprze idee formalnym pismem. Tego pisma niestety nie dostała. Minister chyba bał się ryzyka zaangażowania swego i rządowego autorytetu w przedsięwzięcie, którego do końca nie rozumiał i którego skutków nie potrafił przewidzieć. Przepadła szansa milionów dolarów i przeszkolenia dziesiątków aktualnych lub potencjalnych urzędników średniego szczebla.
Zanim przejdę do omawiania specyfiki procesu decyzyjnego chciałbym raz jeszcze podkreślić ogromne znaczenie instytucji edukacyjnych w procesie wyłaniania i kształcenia przyszłych decydentów. Pod tym względem mam wiele do zarzucenia wyższym uczelniom polskim, nawet najlepszym. Można się sprzeczać o intelektualną i profesjonalną jakość pięcioletnich studiów w Polsce, ale trudno zaprzeczyć, że społeczna wartość wyższych studiów w Polsce jest znikoma w porównaniu z Wielką Brytanią.
Przez społeczną wartość rozumiem różnego rodzaju umiejętności (w tym decydowania) przydatne w relacjach międzyludzkich po studiach – w wykonywaniu obowiązków służbowych, sprawowaniu władzy, inicjowaniu przedsięwzięć, współpracy w zespołach zadaniowych itp. To co w Anglii nazywa się extracurricular activities na wyższych uczelniach (tj. zajęcia poza programem studiów) odgrywają tam ogromną rolę w edukacji uniwersyteckiej. W Polsce (choć to się powoli zmienia) ich rola jest marginalna – niedoceniana, słabo wspierana, przytłaczana niepotrzebnymi wykładami, seminariami i egzaminami. Na mojej dawnej uczelni (Oxford) każdy z 30 koledżów posiada własne kółko teatralne, które z reguły wystawia 2 sztuki w ciągu roku akademickiego – nowoczesną przed Bożym Narodzeniem i klasycznego Szekspira w czerwcu, pod koniec roku. Tworzy się dość spontanicznie zespół zadaniowy do realizacji projektu – około 30 osób. Dzielą się zadaniami, wykonują różne prace, zarządzają budżetem, ustalają mini-business plan, podejmują dziesiątki mniej lub bardziej ważnych decyzji. Mając 18-19-20 lat wyrabiają się jako decydenci.
Ile podobnych kółek teatralnych jest na polskich uniwersytetach? Czy egzaminy i wykłady uniwersyteckie mają porównywalną wartość społeczną? Oczywiście nie chodzi o skasowanie jednych i zastąpienie ich drugimi, raczej o uzupełnienie i wzbogacenie uniwersyteckiej oferty akademickiej.
Ale teatr to nie wszystko. Obliczyłem kiedyś powierzchownie, że w każdym z 30 koledży jest około 10 kółek naukowych i 10 klubów sportowych, zespołów muzycznych itp., plus kilkuosobowy samorząd studencki. Na szczeblu ogólnouniwersyteckim jest ponad 200 stowarzyszeń, klubów, grup zainteresowań itp. W każdej “jednostce społecznej” j est przewodniczący (kapitan, menedżer, dyrektor). Mnożąc ilość jednostek koledżowych i uniwersyteckich przez 3 otrzymujemy (jeśli matematyka mnie nie zawiodła) liczbę 4.700 pozycji liderskich i decydenckich na 11.500 studentów szczebla licencjackiego (BA undergraduates). Oxford – jak Cambridge – są elitarnymi uczelniami, ale podobne, choć mniejsze szanse społecznego rozwoju istnieją na wszystkich wyższych uczelniach brytyjskich.
Mogę dodać, że moja bliska i wieloletnia obserwacja jak funkcjonuje Oxford extra-curricularly była głównym impulsem do stworzenia w lecie 1994 r. kursów liderskich pod nazwą Szkoła dla Młodych Liderów Społecznych i Politycznych przy Fundacji im. Stefana Batorego, a potem Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, która obecnie nosi nazwę Stowarzyszenie Szkoła Liderów.
Wychodząc poza edukację postrzegam jeszcze jedną wielką różnicę w życiu społecznym, a ściślej może “kulturze organizacyjnej” obu krajów. W Polsce dominują struktury hierarchiczne z wysokimi wierzchołkami i wieloma poziomami subordynacji. Czołowi decydenci lubią trzymać decyzje raczej w swoich rękach, niż delegować uprawnienia lub pracować w płaskich strukturach albo mieszanych grupach zadaniowych, w których decyzje i odpowiedzialność jest dzielona. Wielka Brytania jest kraj em gdzie kwitnie collective responsibility, gdzie hierarchiczność służbowa odgrywa znacznie mniejszą rolę, gdzie ludziom dobrze się współpracuje pomimo różnic wieku i statusu. Pracując wspólnie i intensywnie nad jakimś celem lub projektem, z mieszanką różnorodnych osób, osiąga się dobre decyzje często szybciej i sprawniej niż w kilkupoziomowych strukturach, często oddzielonych od siebie przestrzennie i nie będących w ścisłej komunikacji. Ludzie także poznają się lepiej jako decydenci, uczą się od siebie, uzupełniają się intelektualnie i psychologicznie zmniejszają ryzyko pochopnych, połowicznych lub zwlekanych decyzji. Im więcej osób bierze udział w procesach decyzyjnych, na zespołowych i partnerskich zasadach, tym więcej z nich nabiera umiejętności decyzyjnych i potrafi lepiej działać także jednoosobowo.
Przywiozłem z Anglii kasetę wideo z nagraniem narady w Foreign and Commonwealth Office, która świetnie ilustruje to co mam na myśli. Narada odbywa się w gabinecie ministra stanu, osoby nr 2 w FCO. Zaproszonych jest około ośmiu osób – urzędników różnego szczebla (od bardzo młodego począwszy, który niedawno skończył politologię ze specjalizacją włoską). Minister zdejmuje marynarkę i proponuje to samo innym; wszyscy siedzą w półkolu na wygodnych fotelach. Cel na rady: jak przekonać rząd włoski, aby w jakiejś ważnej sprawie unijnej poparł stanowisko brytyjskie. Wszyscy mówią swobodnie, dzielą się doświadczeniem i opiniami, minister stanu steruje dyskusją bez żadnej dominacji. Po osiągnięciu konsensusu i ustaleniu planu działania, minister oznajmia to jako swoją decyzję i zaprasza 2-3, osoby aby mu towarzyszyły w wyprawie do Rzymu. Przykład jest może trochę za prosty; na pewno wiele decyzji powstaje w znacznie trudniejszych i bardziej skomplikowanych sytuacjach. Ale ilustruje preferowany styl podejmowania decyzji w Wielkiej Brytanii: nieformalny, partnerski, rozciągnięty na zespół, a jednocześnie skoncentrowany w miejscu i czasie. Polski styl dochodzenia do decyzji jest całkiem inny.
Nie było moim zadaniem analizować i stoty procesu decyzyjnego lub proponować jakiś oryginalny jego model. Jest wiele książek na ten temat (głównie zachodniej proweniencji). Przypomnę tylko znaną formułę Johna Adaira – czołowego guru studiów menedżerskich i liderskich w Anglii, na którego teoriach wychowały się pokolenia decydentów sektora prywatnego i publicznego. Według Adaira wzorowy proces decyzyjny przebiega w następujących, logicznych i koniecznych, etapach. Kto o tym zapomina często płaci słoną cenę za nieudane rezultaty. Kompletny proces decyzyjny to: 1/ definiowanie celu, 2/ przewidywanie skutków, 3/ zbieranie informacji, 4/ rozpoznawanie możliwych opcji, 5/ ich porównanie, ocena i podjęcie decyzji.
Poza samym procesem związane z nim są: wprowadzenie decyzji w życie, monitorowanie skutków, korekta decyzji. Myślę, że we wszystkich systemach organizacyjnych w różnych krajach, te elementy są na ogół postrzegane i uwzględniane. Tym niemniej mają swoją specyfikę i różne rezultaty zależnie od sposobów edukowania przyszłych i aktualnych decyde ntów, mniej lub więcej sprzyjających okoliczności (sytuacji społecznej, tradycji) oraz kształtu struktur, w których decyzje są podejmowane.
Cieszyłbym się, gdyby moje refleksje pobudziły myślen ie nad tym, czy i w jaki sposób w Polsce da się polepszyć sztukę decydowania.
Zbigniew P ełczyński prezes Stowarzyszenia Szkoła Liderów Warszawa
|
|
|
|
|
 |
|
ALPA w płynie i żelu łagodzi różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
DECYZJE I ETYKA
Lekcja angielskiego
Świat realny to jednak nie mozaika luźno rozrzuconych fragmentów, lecz całość powiązanych ze sobą i wzajemnie zależnych członów, elementów, składników. Kto jak kto, ale edukator powinien o tym wiedzieć. całość...
|
SZKOŁA LIDERÓW
Aktywni obywatele
Bycie liderem społecznym nie jest kwestią pozycji społecznej czy pochodzenia, ale chęci i świadomego wyboru. Jednak same chęci nie wystarczą. A cierpimy na niedosyt działaczy publicznych. całość...
|
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Jeszcze jest czas
Najwyższy czas powiedzieć jasno i wyraźnie: struktury państwa, naszego państwa są niewydolne. Jego reformy realizowane są z krótką, nieczytelną perspektywą - pisze Andrzej Will. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Próba sił
Nauczyciele nie są przygotowani do pracy wychowawczej we współczesnej szkole, w której odbijają się wszystkie problemy społeczne - mówi senator Grażyna Staniszewska. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Najpierw uczeń
Kandydat na pedagoga jeszcze przed egzaminami powinien umieć odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ja się nadaję do tego zawodu? - mówi poseł Danuta Grabowska. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Płeć obojętna
W Polsce mamy w wielu przypadkach do czynienia z próbami wyłudzenia od samorządów, władz wojewódzkich oraz innych organów władzy pieniędzy na funkcjonowanie różnych organizacji pozarządowych - mówi poseł Marta Fogler. całość...
|
archiwum korespondenta
Tubezja - więcej czynów
Tunezja jest krajem postępu i stabilizacji, co więcej, wolnym od fundamentalizmu i terroryzmu islamskiego - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|