Ja nie widzę polskiego lobby w Europie zachodniej, a to wynika ze słabego zorganizowania Polaków mieszkających za granicą, a więc z ich słabości politycznej - mówi poseł Mariusz Kamiński.
{ADDONS}
MARIUSZ KAMIŃSKI
poseł
Prawa i Sprawiedliwości
Damian A. Zaczek: Polska już niemal w Unii Europejskiej, granice otwarte. Określenie emigracja przeszło do historii. Jest Polonia, czyli Polacy mieszkający za granicą...
MARIUSZ KAMIŃSKI: Polacy emigrowali z Ojczyzny z dwóch powodów: politycznych i ekonomicznych. Polityczna emigracja już nie ma racji bytu, sensu. To jest jasne. Dawni, starzy emigranci rzadko wracają...
Nie chcą wracać?
To wygląda różnie. Znam kilka osób z emigracji niepodległościowej, akowskiej, które wróciły na stare lata do Polski. Powiedziałbym, że to były powroty sentymentalne. Natomiast ludzie młodzi, którzy wyjechali z Polski w latach 80., już mocno stanęli na nogach w swoich drugich ojczyznach i pewnie szybko nie wrócą, chyba, że zmobilizują ich jakieś kontakty biznesowe. Jednak trudna sytuacja społeczna i gospodarcza Polski nie jest zachętą do powrotów.
Czy można powiedzieć, iż wracają ci, którym się za granicą nie powiodło?
Motywy powrotów są różne. O emigrantach, którzy wracają z powodów sentymentalnych nie można powiedzieć, że im się nie powiodło. W większości są to ludzie sukcesu, którzy osiągnęli przez lata znaczącą pozycję zawodową, a jako emeryci chcą mieszkać w wolnej Polsce.
Jakie znaczenie dziś ma termin Polonus, Polonia?
Polonus to termin-określenie już rzadko używane. Natomiast pod terminem Polonia należy rozumieć grupę Polaków w danym kraju, a myśląc globalnie – wszystkich Polaków mieszkających poza granicami kraju. Polonusi, Polonia to ludzie, którzy czują się bardziej Polakami niż obywatelami państw, do których rzucił ich los. Oni czują autentyczną więź z Polską, interesują się sprawami ojczyzny, wiedzą, co się w Polsce dzieje. To również osoby, które biorą udział w wyborach parlamentarnych, prezydenckich, bo mają do tego prawo. Aktywność wyborcza też jest istotnym wskaźnikiem polskości. Muszę dodać, iż – teoretycznie - silna Polonia amerykańska w niewielkim stopniu uczestniczy czynnie w wyborach parlamentarnych w Polsce.
Bardziej aktywna jest Polonia europejska?
Raczej nie. Polonia europejska jest słabo zorganizowana, może poza Londynem, gdzie jest dużo polskich emigrantów powojennych. Mają oni swoje instytucje, stowarzyszenia. Ta Polonia ma pewną siłę, jest zauważana i uznawana. W innych państwach Polacy są bardzo rozproszeni. Jeśli tworzą stowarzyszenia, to nie są one zbyt liczne, a więc trudno mówić o jakimś wpływie tej grupy na lokalną społeczność czy np. władze samorządowe. W większości przypadków była to emigracja z przyczyn ekonomicznych, stąd – być może – wynika mniejsza potrzeba łączenia się w grupy. Ponadto, mieszkając w Europie, ze względu na mniejsze odległości, łatwiej jest utrzymywać więzi z Ojczyzną.
Czy my, w Polsce, wiemy coś o stanie ducha Polonii?
Stan ducha zapewne jest bardzo różny. Trudno tutaj generalizować. Mamy przecież jeszcze Polaków na Wschodzie, o których rzadko mówi się: Polonia. Dla nich Polska nadal jest magnesem, czymś bardzo ważnym, Ojczyzną. Można powiedzieć, iż Polakom na Wschodzie Polska imponuje, np. swoimi osiągnięciami politycznymi i gospodarczymi. Polacy z Zachodu patrzą na nasz kraj z większą dozą krytyki, oceniają, porównują. Polacy ze Wschodu mają tendencję do idealizowania Ojczyzny.
Jak wygląda sytuacja z powrotami Polaków z Kazachstanu?
Ten temat zniknął z pierwszych stron gazet. To niedobrze, bo sukcesy w asymilacji wracających z emigracji Polaków z Kazachstanu w ogromnej mierze zależą od aktywności samorządów lokalnych. To właśnie do nich należy zapewnienie repatriantom mieszkania, środków do życia, znalezienie pracy. W trudnej sytuacji gospodarczej samorządy unikają angażowania się w tego typu przedsięwzięcia. Brak odpowiednich środków finansowych jest główną przyczyną spowolnienia rządowego programu repatriacyjnego.
Zdarza się również, iż lokalne społeczności niechętnie patrzą na „ruskich” repatriantów.
Pokutuje stereotyp „gorszych” Polaków, właśnie określanych mianem „ruskich”. Zapewne niektórzy działacze samorządowi boją się przeciwstawiać swoim wyborcom, nie chcą wchodzić w konflikt z lokalną społecznością, unikają tematu, nie wyjaśniają, nie uzasadniają potrzeby przygarnięcia repatriantów.
Jednak świadomość społeczna jest coraz większa. Nie widzi Pan poprawy sytuacji?
Inspirowanie działań pozytywnych przez struktury państwa nie wygląda najlepiej. Uważam, że państwo powinno wykazywać większe zaangażowanie, promować repatriację, zachęcać samorządy do tego typu aktywności.
Czy w Europie, w USA istnieje polskie lobby?
Ja nie widzę polskiego lobby w Europie zachodniej, a to wynika ze słabego zorganizowania Polaków mieszkających za granicą, a więc z ich słabości politycznej. W USA ten potencjał też nie jest wykorzystywany. Oczywiście, wiele zależy tu od liderów Kongresu Polonii Amerykańskiej, którzy są może zbyt zaściankowi, jak na amerykańską scenę polityczną. Ale tam można mówić o polskim lobbingu, a w krajach Europy zachodniej niestety nie.
Dziękuję za rozmowę.