Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

ALTERNATYWY

Quod libet
Prezydent Bush udzielił polskim dziennikarzom wywiadów przed wizytą. O co go nasi wytrawni spece od pióra i mikrofonu pytali? O nastrój i o to czym Polska dla Stanów jest - ironizuje Marek J. Zalewski.
Marek J. Zalewski

MAREK J. ZALEWSKI

Lato zwykle oznaczało sezon ogórkowy, czyli taki, w którym nic ważnego się nie dzieje... Ale Polska nie byłaby Polską, gdyby u nas – wbrew tradycji – sezon ogórkowy nie stał się dla polityki i spraw wagi państwowej sezonem najważniejszym. Bo to i wizyty nasze tam, tamtych tu, dymisje, nominacje, burdy, skandale, a nawet bunty, nikłe zwycięstwa, wielkie przegrane (a może odwrotnie), słowem – jak w starym programie nieodżałowanej radiowej Trójki: “Quod libet czyli co, kto lubi”..

Ów niezwykły sezon ogórkowy rozpoczęła wizyta prezydenta Kwaśniewskiego w USA. Wizyta, jak wizyta. Jako że Amerykanie są niezwykle pragmatyczni i najlepiej wiedzą, że nie ma darmowych lunchów - mając określony interes do zrobienia (upchnięcie za wszelką cenę, a raczej za bardzo wysoka cenę, 48 samolotów w polskiej armii), a niewiele, albo i nic w zamian nie dając – chcieli uhonorować prezydenta Polaków tak, aby od Odry po Bug i od Bałtyku po Tatry przez cały czas mówiono tylko o tym, jak wspaniale Amerykanie przyjęli naszego prezydenta i jak wielką wagę przywiązują do naszych pod swoim adresem umizgów. I nie pomylili się... Achom i ochom nad Wisłą nie było końca. Znowu – jak zwykle, zresztą, w naszych kontaktach zagranicznych – kupiliśmy piękne opakowanie na jego zawartość mniejsze mając baczenie. Typowo polska odmiana quod libet...

A przecież przed blisko 30. laty identyczną scenerię “podziwiano” przy okazji wizyty Edwarda Gierka, którego w Waszyngtonie podejmował Gerald Ford. Tamta wizyta zaowocowała preferencyjnymi kredytami na zakup kukurydzy i pszenicy oraz technologii, zwiększeniem liczby polskich stypendystów oraz podniesieniem rangi amerykańskiej Polonii (zwiększenie liczby Polonusów na listach wyborczych do legislatur stanowych, lokalnych oraz do Kongresu). Nasz koszt był zerowy. Ale wtedy nikt nie nazwał I sekretarza swoim “przyjacielem Eddy`m”... Ale było to za partii nieboszczki. Cóż, quod libet...

A co dzisiaj Polska będzie z tego miała? Prezydent Bush udzielił polskim dziennikarzom wywiadów przed wizytą. O co go nasi wytrawni spece od pióra i mikrofonu pytali? O nastrój i o to czym Polska dla Stanów jest. W odpowiedzi p. Warakomska usłyszała np., że w przygotowaniach do wizyty “mojego przyjaciela Olka” bierze żywy udział pies p. prezydenta i cieszy się niepomiernie... Mój Boże... A gdzie pytania o wizy dla Polaków, o sięgające już 300 zł opłaty wizowe i to bez względu na to czy wizową promesę wbito łaskawie do paszportu, czy wręcz przeciwnie, o to kiedy skończą się upodlające naszych obywateli procedury w konsulatach i na amerykańskich lotniskach? Gdzie te pytania? Tych pytań nie postawił też nasz prezydent. Tych pytań nie wolno było postawić. Kto kogo cenzurował? Tu nie było miejsca na quod libet...

Z tego, co wyżej napisałem może ktoś wyciągnąć wniosek, że nie jestem rad takiemu przyjęciu, jakie zgotowano Aleksandrowi Kwaśniewskiemu za oceanem. Nic bardziej mylnego. Cieszę się i nawet doceniam to. Ale z mojego, Twojego – Drogi Czytelniku - czy nawet samego prezydenta Kwaśniewskiego i jego świty uradowania kompletnie nic dla nas wszystkich nie wynika. Kompletnie NIC. W taki bowiem sposób witani są w USA wszyscy, których wizytę uzna się za państwową i oficjalną. A że odbywa się ich stosunkowo niewiele, to dlatego, że waszyngtońska administracja niechętnie wyrzuca pieniądze na imprezy, które można sfinansować taniej. W tym wypadku celem jest wtrynienie Polsce za całą górę pieniędzy (ponad 15 mld zl) zupełnie jej niepotrzebnego samolotu. Niepotrzebnego, bo czy go mieć będziemy, czy nie, to dla naszego bezpieczeństwa nie będzie miało absolutnie żadnego znaczenia. Powtarzam – absolutnie żadnego!

Teza o konieczności takiego zakupu nie jest warta nawet funta kłaków. Ktoś chce przy tym zrobić po prostu niezły interes. I w tym celu polskie lobby polityczno-zbrojeniowe od kilku lat wmawia nam niezbędność takiego rozwiązania, bo nasz sprzęt jest przestarzały, nie jest zgodny ze standardami NATO, że to i że tamto... A przecież wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak standardy NATO (o czym wspomina w artykule opublikowanym w “Polityce”, Andrzej Karkoszka były wiceminister MON i wieloletni pracownik sztokholmskiego SIPRI), że są to dyrdymały wyssane z palca, a zmodernizowane Migi-29 przy poziomie wyszkolenia polskich pilotów są maszynami, które na nasze potrzeby wystarczą co najmniej do końca świata, a kto wie czy nie jeden dzień dłużej. Ale co tam, quod libet...

Tymczasem nasi południowi sąsiedzi, których winniśmy z pokorą obserwować i uczyć się, doprowadzili do szewskiej pasji Amerykanów, gdy zdecydowali o zakupie Gripenów. A w zasadzie wszyscy wtajemniczeni wiedzieli, że Czesi szukają pretekstu, aby w ogóle zrezygnować z tych zabawek z uwagi na fakt, że te kilka miliardów euro można wydać na bardziej sensowne rzeczy. Nieszczęsna powódź, która nawiedziła Czechy sprawiła, że Praga natychmiast oświadczyła, że rezygnuje z zakupu samolotów i już.

Jestem niestety pewien, że w naszym kraju wśród polityków zwyciężyłoby tradycyjne – postaw się, a zastaw się. No bo jak to, a umowy, a zobowiązania, a wiarygodność i inne tym podobne polityczne dyrdymały. A tak w ogóle to z tym samolotem to coraz bardziej wydaje się być, jak u Forda z wyborem koloru samochodu: mógł być każdy pod warunkiem, że był to kolor czarny. Samolot też sobie możemy wybrać każdy pod warunkiem, że będzie to F 16. W tym wypadku bynajmniej nie quod libet...

Marek J. Zalewski

 

Bardzo jęczliwy utwór 
Boba Dylana 

 Romance in Durango
Oto jest, dla przypomnienia


W zakładce Linki
  pod numerem 10. 
 

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE I ETYKA
Zdarzyło się jutro
Gdzie te czasy, gdy bez audytorów, policji i ochroniarzy możliwy był handel między ludźmi Sahary a plemionami Sahelu opisany przez kupca weneckiego Alvise’a da Ca’da Mosto - pyta prof. Wojciech Gasparski. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Polski dynamizm
Trwa migracja w poszukiwaniu pracy na terenie własnego kraju. Większość nowych domów w Warszawie zbudowano rękoma przybyszów z Olsztyńskiego, Podhala czy Ciechanowskiego - mówi Adam Graczyński. całość...
PUNKTY WIDZENIA
Nie dać się obcym
Jako przedsiębiorca chciałbym, żeby nasze prawo nie było zbyt często zmieniane. Przepisy mogą być takie czy inne, ale długotrwałe - mówi Zygmunt Szymański. całość...
JUBILEUSZ DECYDENTA
To już trzy lata
Proszę Państwa, DECYDENT skończył trzy lata. To sukces, zważywszy na specyficzną tematykę – lobbing. Damian A. Zaczek - redaktor naczelny. całość...
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Lobbing na rzecz Macedonii
Jedną z mniej znanych u nas spraw dotyczących Macedonii, jest sprawa nazwy tego państwa. Istnieją bowiem dwie jej wersje - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Pytanie zwrotne
Także niejeden flirt owocnie rozpoczyna się i rozwija na zasadzie “odbijania piłki” w pytaniach i pytaniach zwrotnych - pisze Mirosław Karwat. całość...
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Nasza samoobrona?
Po pierwszym półroczu działania rządu pana Millera czuję się oszukany, ponieważ program wyborczy w sprawach gospodarczych nie jest realizowany - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Jeden wielki strach
Z jednej strony, dzięki mediom świat się skurczył, odległości nie grają takiego znaczenia, ale z drugiej strony koncentracja informacji o kataklizmach, zbrodniach, nieprawościach wprowadza nas w świat przerażającego zła. całość...
ALTERNATYWY
Quod libet
Prezydent Bush udzielił polskim dziennikarzom wywiadów przed wizytą. O co go nasi wytrawni spece od pióra i mikrofonu pytali? O nastrój i o to czym Polska dla Stanów jest - ironizuje Marek J. Zalewski. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1115812 Czytelnikiem.