|
|
ZWIERZĘTA POLITYCZNE
Dwururka zamiast oświaty
W myśl znowelizowanej Ustawy o Ochronie Zwierząt odstrzał wałęsających się psów i kotów będzie się odbywać od odległości 200 m od obszaru zabudowanego. Pomiar odległości - „po uważaniu”. Tylko w głowie bez jakiejkolwiek wyobraźni, doświadczenia w terenie i znajomości możliwości intelektualnych stróżów różnych praw mógł się zrodzić taki pomysł.
{ADDONS}
GRZEGORZ CZWARTOSZ
Miłośnikom sentencji “ dura lex, sed lex” polecić można obserwację nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt. Nic nie dał lobbing środowiska właścicieli psów mający oddziaływać na Senat i prezydenta, aby oba urzędy powstrzymały poprawki sejmowe grożące, jak nigdy dotąd, bezpardonowym odstrzałem psów według mgławicowych kryteriów. Lobbing był prowadzony za późno, nie tam gdzie trzeba i nie tymi, którymi trzeba, metodami
Psów w Polsce hodować nie wolno - tak głosi krajowe prawo. W myśl różnej rangi zapisów prawnych - od ustaw, poprzez regulacje władz samorządowych, aż po regulaminy porządku spółdzielni mieszkaniowych i terenów zielonych - nigdzie nie wolno spuścić psa ze smyczy ani zdjąć mu k agańca. Oznacza to patologię stawów i chrząstek. Nie miejsce tu na opisy psiej fizjologii, ale oznacza to też zadręczenie psa na śmierć, szczególnie latem. To zaś jest zagrożone karą do dwóch lat pozbawienia wolności. Bzdura? Zgadza się - nowotwór prawny, który żyje w symbiozie z 10 mln polskich psów i ich właścicieli.
Kto nie wierzy, niech przeczyta ustawy: o ochronie przyrody; o lasach; kodeks wykroczeń i najczęściej kilka przenikających się pod tym względem samorządowych regulacji prawnych z miejsca zamieszkania. W myśl tych zapisów tylko obywatele, których życie częściowo przenika się z Ustawą o Ochronie Gruntów Rolnych i Leśnych, mają prawo do utrzymywania psa. Jeszcze tylko ten akt prawny (przez niedopatrzenie?) milczy na temat sankcji za po byt w terenie psa luzem i za możliwość dalekiego, bez kagańca, wysunięcia języka z pyska, co dla psa jest aktem fizjologicznym. Ale nawet ten akt prawny tylko częściowo milczy na temat psów, bowiem tam, gdzie mowa jest o gruntach leśnych odsyła do Ustawy o Lasach. Joseph Heller byłby dumny - “Paragraf 22” w wydaniu antykynologicznym.
Uciekającego zbrodniarza (w zależności od tego kim jest i w jakim kierunku ucieka) ma prawo ścigać w Polsce od jednej do trzech służb państwowych. Właściciel psa w terenie może stać się obiektem interwencji aż dziewięciu różnych stróżów prawa. Każdego dnia łamią to prawo kilka razy dziennie miliony osób, w tym członkowie wszystkich rządów III RP i parlamentarzyści, których można zobaczyć z psami w miejscach publicznych . Blisko tysiąc razy rocznie łamią to prawo wydawcy czasopism kynologicznych poprzez publikowanie zdjęć psów bez smyczy i kagańców, a znajdujących się w lasach i nie należących do myśliwych. W myśl polskiego prawa jest to medialna promocja bezprawia, bowiem psy takie nie mają wstępu do lasu. Dziennie w Polsce powinno być wypisywanych kilkanaście milionów mandatów za prowadzenie psa bez smyczy i kagańca - tak się jednak nie dzieje. Nieżyciowe prawo łamią więc kilkanaście milionów razy dziennie policjanci i strażnicy władz samorządowych.
LOBBING - LARUM PO POLSKU
Presja społeczna, aby pozostawić Ustawę o Ochronie Zwierząt w jej brzmieniu z 23 sierpnia 2001 r. to typowe polskie larum zatracające źródła problemu, a usiłujące jakoś ratować zgniły finał, który niczego nie załatwia. Najwięcej potyczek prawnych i dramatów z udziałem psów rozgrywa się w sezonie urlopowym. Dlaczego zatem nie ma lobbystów krzewienia kultury prawnej na łamach takich samych kynologicznych czasopism, drukujących wciąż te same artykuły o pielęgnacji sierści i pazurów oraz będących niesmacznym forum wymiany uszczypliwości w środowisku sędziowsko-zawodniczym, a nie mówiących o tym, jak nie stracić ulubionego zwierzaka i jakie przepisy regulują pobyt psa w terenie? Konia z rzędem temu, kto w tych czasopismach znajdzie przed każdymi wakacjami solidny poradnik, jak na urlopie nie dopuścić do zastrzelenia psa, mimo niekorzystnego pod tym względem prawa.
Gdzie są lobbyści krzewienia prostych i pewnych metod wytresowania psa w natychmiastowym powrocie do nogi na sygnał dźwiękowy? Ze szczenięciem dowolnej rasy, także myśliwskiej z wrodzoną tendencją do włóczęgostwa, załatwia się to w ciągu 3-5 dni na terenie własnego mieszkania, gdy szczenię ma kwarantannę poszczepienną. I nie chodzi tu o potępianą przez zoopsychologów obrożę pod napięciem, lecz o bardzo przyjemny dla psa trening ze smakołykiem. Na swój pierwszy w życiu spacer trzymiesięczne szczenię wychodzi wówczas jak pies Pawłowa, a to co z nim wyćwiczyliśmy w domu zabezpiecza je raz na całe życie przed wpadnięciem pod samochód, albo przed wejściem pod lufę złośliwego myśliwego. Wśród setek leśnych spotkań z właścicielami psów nigdy nie spotkałem osób z tak wytresowanym osobnikiem. Przeciwnie, polskie lasy pełne są ludzi nawołujących swoje niezdyscyplinowane psy do powrotu.
I dalej: Gdzie są lobbyści krzewienia dyscypliny i kultury hodowli psów na wsi, gdzie pod tym względem w mentalności ludzkiej panują wieki średnie - pytanie do myśliwskiego lobby PSL. Najlepszy czas dla tego typu działań już przeminął wraz z niemal całkowitą likwidacją programów telewizji publicznej dla rolników. Są jednak inne możliwości popularyzacji wiedzy i dystrybucji choćby minimalnych materiałów edukacyjnych - np. podczas zbiorowych szczepień psów na wsi przeciwko wściekliźnie. Znowelizowana ustawa z jej próbą zaprowadzenia porządku dwururką zamiast oświatą reprezentuje ten poziom subtelności, jak gdyby nielegalnych wysypisk śmieci przy każdej polskiej wsi pozbywać się z mocy prawa kostką trotylu zamiast kształtowaniem świadomości ekologicznej.
RÓWNE I RÓWNIEJSZE
Zaiste, wzruszająca jest selektywna troska myśliwskiego lobby parlamentarnego o spokój zwierząt. Pod rządami nowej ustawy do chwili odstrzału spokojnym życiem będą się teraz cieszyć zwierzęta w obwodach łowieckich, na innych terenach - nie.
Warszawska ulica Księżycowa. Księżycowa z nazwy, księżycowa z obyczajów i księżycowa dla służb porządku publicznego, które bywają tam tak często, jak na księżycu. A szkoda, bo byłoby się czym zająć. Ulica leżąca o 25 minut jazdy od gmachu parlamentu. Posłów i senatorów głosujących za nowelizacją Ustawy o Ochronie Zwierząt można tam zaprosić, by odpowiedzieli na pytanie, w czym zwierzęta tam żyjące są gorsze od tych z obwodów łowieckich.
Ulica K siężycowa wprowadza turystę do Parku Leśnego “Bemowo”, dla wytrwalszych zaś jest drogą dojścia do Puszczy Kampinoskiej. Na ulicy tej można spotkać lisy, kuny leśne, zające, łosie, sarny, dziki, bażanty i dzikie kaczki - część tych zwierząt nawet w stadach. Już 2-3 metry od ulicy można też spotkać rozszarpane szczątki pomniejszych z wymienionych zwierząt.
Biada temu, kto spóźni się z wyjściem z okolicznych lasów, a uprawia turystykę pieszą i musi przed zmrokiem przejść ulicą Księżycową. Na ulicy obowiązują najciemniejsze obyczaje polskiej wsi, które jak wiadomo głoszą, że pies musi być karmiony przez 5-6 dni w tygodniu, a już na pewno wieczorem musi być wypuszczony na żer, bo wówczas jest agresywniejszy i lepiej broni domostwa. A takich osobliwych mi ejsko-wiejskich domostw jest na ulicy Księżycowej sporo, jeszcze z czasów, gdy urbanistom nie śniło się wywłaszczenie z tego terenu rodziny Chomiczów. Grasują po okolicy agresywne zdziczałe owczarki belgijskie, jakie kiedyś wymknęły się nieodpowiedzialnemu hodowcy-amatorowi z ulicy Księżycowej, ale los ich ofiar stał się obcy parlamentarzystom.
Mazowieckie rezerwaty “Kalinowa Łąka” i “Łosiowe Błota” – ten ostatni zgodnie z nazwą pełny łosi. Rezerwatów strzegą szlabany i znaki zakazu wjazdu. Wszyscy możliwi stróże praw leśnych, z policją na czele, chronią tu spokoju zwierząt. Właściciele psów często są upominani za płoszenie przez ich podopiecznych zwierzyny leśnej. Jednocześnie w obu rezerwatach bezkarnie ścigają się motocykle motocrossowe potrącające turystów pieszych. Mobilność i szybkość miłośników dwóch kółek sprawia, że na widok patrolu jakichś władz dematerializują się. W zasięgu interwencji władz zostają wyłącznie nieruchawi “przestępcy” ze swoimi psami. Odwagi stróżom prawa wystarcza jedynie na interwencję wobec właścicieli psów; odwagi tej nie staje już na interwencje wobec złodziei samochodów działających w rezerwatach na skalę przemysłową. Ale w myśl nowego prawa i tak zwierzętom tu żyjącym nie należy się spokój.
NIE WIEDZA, CO CZYNIĄ?
W m yśl znowelizowanej Ustawy o Ochronie Zwierząt odstrzał wałęsających się psów i kotów będzie się odbywać od odległości 200 m od obszaru zabudowanego. Pomiar odległości - “po uważaniu”. Tylko w głowie bez jakiejkolwiek wyobraźni, doświadczenia w terenie i znajomości możliwości intelektualnych stróżów różnych praw mógł się zrodzić taki pomysł.
Na pewnym etapie życia przez cztery lata trenowałem ocenę odległości obiektów w przestrzeni. Trening ten był weryfikowany przez precyzyjne przyrządy pomiarowe i przez uprawnione osoby reprezentujące organ państwowy, gdyż moja ewentualna nieumiejętność prawidłowej oceny odległości obiektów w przestrzeni mogłaby “sprowadzić powszechne zagrożenie życia i zdrowia”. Trening taki nie jest wiedzą reglamentowaną. Ma go za sobą kilka tysięcy osób w Polsce, ale nie są to myśliwi, policjanci, strażnicy miejscy, straż leśna, straż łowiecka i straż ochrony przyrody. Mimo świetnego i długotrwałego wyszkolenia w takiej osobliwej dziedzinie nie zaryzykowałbym oceny, czy taki ruchomy obiekt, jak pies, jest w danej chwili 200 lub mniej metrów od najbliższych zabudowań. W ramach wielu niemiłych leśnych przygód wielokrotnie przekonałem się też, że stróże prawa nie potrafią czytać mapy i nie wiedzą nawet, czy są na terenie własnej jurysdykcji, czy też nie. Znowu więc “po uważaniu” będą sobie nadawać prawo odstrzału wałęsającego się kota lub psa, nie wiedząc nawet, czy stoją na swoim terenie.
Na początku czerwca wszystkie stacje telewizyjne pokazały wypowiedź posła PSL Bogdana Pęka, który wcielając się w lobbystę nowelizacji wspomnianej ustawy zapewniał, że wierzy w kulturę i humanitaryzm polskich myśliwych, a na tej podstawie w to, że nie będzie dochodzić do bezprawnego odstrzału psów luzem towarzyszących w terenie swoim właścicielom. Poseł, od lat gromiący swoich parlamentarnych kolegów za oderwanie od bolączek codziennego życia kraju, sam chyba odstał nieco od terenu i nie wie, co się dzieje w polskich lasach. Dokładnie w tym samym czasie media przytoczyły historię zastrzelenia przez myśliwego psa prowadzonego na smyczy - zgodnie z wszelkimi prawami miejskimi i leśnymi. Nie omieszkano wspomnieć, że znanych jest więcej takich przypadków.
Osobiście znam przypadek, gdy myśliwy ostrzelał parę psów gończych polskich w sytuacji zupełnie na to niezasługującej, a więc wbrew prawu. Jeden z psów został zabity. A przecież gończy polski to uwielbiany przez myśliwych pies, wymordowany lub zdegenerowany podczas II wojny, teraz zaś mozolnie odtwarzany przez Związek Kynologiczny i miłośników tej rasy. Istnieje (istniało?) nawet nieformalne porozumienie Polskiego Związku Łowieckiego i Związku Kynologicznego, aby rasie tej w fazie odtwarzania pozwolić na nieco więcej w kwestii swobodnego poruszania się w terenie, niż innym rasom, aby pr zywrócić gończemu polskiemu dawne instynkty. Tezy o odpowiedzialności, kulturze osobistej i humanitaryzmie polskich myśliwych poseł Pęk musi niestety wygłaszać w mediach innych niż polskie, bo te nie bardzo chcą mu wierzyć.
Nie żyjemy w czasach godności i honoru, czasach psów pułkownika Pawłusiewicza, przykazań myśliwskich Sztolcmana i kodeksu Boziewicza, lecz w czasach wszechogarniającej prostoty bycia, życia i postrzegania spraw innych ludzi. Może poseł Pęk wierzy w kulturę i humanitaryzm polskiego myśliwego, lecz miliony właścicieli psów mają podstawy do poglądu odmiennego. Wśród 100-tysięcznej braci myśliwskiej w Polsce ludzi wrażliwych i kulturalnych jest zapewne w skali procentowej tylu, ilu w przeciętnym środowisku społeczno-zawodowym, czyli dobrze wiemy ilu.
Nie mam nawet najmniejszego kontaktu z jakimikolwiek obrońcami zwierząt i ich praw. Mimo to, wśród ośmiu lekarzy weterynarii, jakich znam, nie ma ani jednego, który - jak poseł Pęk - byłby dobrego mniemania o kulturze polskich myśliwych, także kulturze hodowlanej w odniesieniu do własnego psa. Zły to znak dla polskiego myślistwa, bo jeden lekarz weterynarii, siłą rzeczy, zna od kilku do kilkunastu myśliwych. Kto zaś nie ma szacunku dla własnego psa, nie będzie go miał tym bardziej wobec obcego psa lub kota napotkanego w terenie.
Znam ludzi, którzy mawiają: “Żaden myśliwy nie zastrzeli mojego psa bez walki ze mną”. Krajowi parlamentarzyści rozpoczęli majstrowanie w poważnych ludzkich uczuciach i emocjach.
Grzegorz Czwartosz
|
|
|
|
|
 |
|
ALPA w płynie i żelu łagodzi różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
DECYZJE I ETYKA
Zdarzyło się jutro
Gdzie te czasy, gdy bez audytorów, policji i ochroniarzy możliwy był handel między ludźmi Sahary a plemionami Sahelu opisany przez kupca weneckiego Alvise’a da Ca’da Mosto - pyta prof. Wojciech Gasparski. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Polski dynamizm
Trwa migracja w poszukiwaniu pracy na terenie własnego kraju. Większość nowych domów w Warszawie zbudowano rękoma przybyszów z Olsztyńskiego, Podhala czy Ciechanowskiego - mówi Adam Graczyński. całość...
|
PUNKTY WIDZENIA
Nie dać się obcym
Jako przedsiębiorca chciałbym, żeby nasze prawo nie było zbyt często zmieniane. Przepisy mogą być takie czy inne, ale długotrwałe - mówi Zygmunt Szymański. całość...
|
JUBILEUSZ DECYDENTA
To już trzy lata
Proszę Państwa, DECYDENT skończył trzy lata. To sukces, zważywszy na specyficzną tematykę – lobbing. Damian A. Zaczek - redaktor naczelny.
całość...
|
ARCHIWUM KORESPONDENTA
Lobbing na rzecz Macedonii
Jedną z mniej znanych u nas spraw dotyczących Macedonii, jest sprawa nazwy tego państwa. Istnieją bowiem dwie jej wersje - pisze Zygmunt Broniarek. całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Pytanie zwrotne
Także niejeden flirt owocnie rozpoczyna się i rozwija na zasadzie “odbijania piłki” w pytaniach i pytaniach zwrotnych - pisze Mirosław Karwat. całość...
|
TROSKI PRZEDSIĘBIORCY
Nasza samoobrona?
Po pierwszym półroczu działania rządu pana Millera czuję się oszukany, ponieważ program wyborczy w sprawach gospodarczych nie jest realizowany - pisze Wojciech S. Pratkowski. całość...
|
NIEUCZESANE REFLEKSJE
Jeden wielki strach
Z jednej strony, dzięki mediom świat się skurczył, odległości nie grają takiego znaczenia, ale z drugiej strony koncentracja informacji o kataklizmach, zbrodniach, nieprawościach wprowadza nas w świat przerażającego zła. całość...
|
ALTERNATYWY
Quod libet
Prezydent Bush udzielił polskim dziennikarzom wywiadów przed wizytą. O co go nasi wytrawni spece od pióra i mikrofonu pytali? O nastrój i o to czym Polska dla Stanów jest - ironizuje Marek J. Zalewski. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|