Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

POLSCY EMIGRANCI

Nad Sekwaną i Tamizą
Podstawowym czynnikiem, który kształtował działalność emigracji przez cały okres powojenny, a także zadecydował o tym, że jej dzieje w Polsce komunistycznej okryte były milczeniem, stanowił fakt istnienia poza Polską władz, będących kontynuacją rządów przedwrześniowych.
{ADDONS}

KATARZYNA BZOWSKA

redaktor naczelna londyńskiego
"Dziennika Polskiego" w latach 1991-2002

Korespondencja z Londynu

Po drugiej wojnie światowej ukształtowały się w Europie dwa ośrodki emigracji politycznej: paryski - skupiony wokół “Kultury” oraz londyński, którego podstawą istnienia był rząd RP na uchodźstwie. Obydwie te emigracje nawiązywały do tej samej tradycji - niepodległej Polski międzywojennej. Wychodziły też z tych samych doświadczeń wojennych - 2 Polskiego Korpusu dowodzonego przez gen. Władysława Andersa. Wszystko inne, a więc przede wszystkim program polityczny i metody działania, były różne. Odmienne też było otoczenie, w którym obydwu tym emigracjom przyszło działać.

Francja już kiedyś odegrała ważną rolę jako kraj docelowy emigracji politycznej. To właśnie w Paryżu po powstaniu listopadowym znaleźli schronienie powstańcy. Wielka Emigracja, z najważniejszym swym ośrodkiem politycznym Hotelem Lambert, kształtowała sposób myślenia o walce niepodległościowej, ale też dawała namiastkę politycznej, partyjnej działalności wszystkim tym, dla których taki sposób działania był ważny. Na północy Francji natomiast mieszkało jeszcze wielu Polaków z emigracji zarobkowej, głównie górniczej, lat 1920. i 1930. Rzesza Polaków była więc liczna. Do dziś zresztą szacuje się, że we Francji mieszka ok. 1 milion Polaków i osób polskiego pochodzenia.

Twórca “Kultury” Jerzy Giedroyc nie zamierzał jednak oddziaływać na skupisko polskie. Od samego początku uważał, że głównym celem działania emigracji politycznej jest uzyskiwanie wpływów na polityków zachodnich z jednej strony oraz na kształtowaniu myślenia politycznego elity intelektualnej w Polsce. Omawiając strategię “Kultury” Krzysztof Pomian* pisał: “Zdaniem Giedroycia, który w tym punkcie różnił się zasadniczo od emigracyjnych autorytetów, nie sposób było poprzestawać na widzeniu w komunizmie wyłącznie narzędzia imperialnej ekspansji Rosji i przypisywać jego sukcesów tylko nagiej sile wspomaganej tchórzostwem i ustępliwością Zachodu”. Giedroyc uważał przy tym, że należy zaakceptować realia - dla niego takim brakiem realizmu było myślenie o Polsce jedynie w kategoriach państwa przedwojennego, z Lwowem i Ukrainą zachodnią, ale sięgającym po Odrę i Nysę na Zachodzie, jak to widziała emigracja legalistyczna (takie mapy jeszcze do dziś wiszą w wielu szacownych polskich instytucjach w Londynie). Jednocześnie chciał, aby “Kultura” była - jak pisał w liście do Jerzego Stemplowskiego - “przystanią dla prześladowanych rewizjonistów”. Podobne stanowisko zajmowali współpracownicy “Kultury” m.in. Julisz Mieroszewski, mieszkający w Londynie wybitny publicysta, całkowicie osamotniony w tamtejszym polskim środowisku, czy inny samotnik, tym razem ze Szwajcarii, Jerzy Stempowski, który np. pisał: “Uważałem zawsze za nonsens łajanie Bieruta i komunistów warszawskich”.

Giedroyc miał szereg pomysłów: zakładał uniwersytet europejski, starał się różnymi sposobami wywierać wpływ na intelektualistów zachodnich, ale też załatwiał stypendia tym, którzy jego zdaniem na to zasługiwali, m.in. Czesławowi Miłoszowi, organizował konferencje, dyskusje, rozpisywał ankiety i kiedy tylko mógł starał się przerzucać swoje pismo znanymi sobie kanałami do Polski. Jego wielki intelekt i zdolności organizacyjne (bo rzadko i niechętnie sam chwytał za pióro) sprawiły, że Maison Lafitte stało się Mekką dla wszystkich, którzy mając coś do powiedzenia docierali do Francji. Roli środowiska “Kultury” w zmianach politycznych w Polsce nie sposób przecenić. Wielu polityków o rodowodzie komunistycznym chętnie przyznaje się do tego, że czytało ten miesięcznik, choć deklaracje te nie zawsze brzmią przekonywająco.

Mogłoby się wydawać, że zmiany polityczne w Polsce Giedroyc przyjmie z entuzjazmem. Nic bardziej mylnego. Był mocno rozczarowany kierunkiem, jakie zmiany te przyjęły i - może jeszcze bardziej - poziomem polskiej elity politycznej. Nigdy chyba na łamach jego pisma nie ukazało się tak wiele gorzkich artykułów o sytuacji w Polsce jak po roku 1989. Wraz z jego śmiercią i zgodnie z życzeniem Redaktora “Kultura” została zamknięta. Dziś Maison Lafitte to jedynie archiwum, pracowicie porządkowane przez grupę entuzjastów. We Francji nie ma obecnie, poza biuletynem wydawanym przez tamtejszą Polską Misję Katolicką, żadnego czasopisma w języku polskim. Choć Francuzi o polskim rodowodzie robią kariery, to trudno mówić o politycznie zorganizowanej Polonii francuskiej, której stanowisko w jakiś sposób liczyłoby się.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po drugiej stronie Kanału La Manche. Przed wybuchem drugiej wojny światowej w Wielkiej Brytanii mieszkało zaledwie kilka tysięcy Polaków. Pierwsza fala polskich uchodźców przybyła na Wyspę po klęsce Francji w 1940 r. Tutaj też przeniosły się polskie władze. Pomimo wojny Polacy rozpoczęli organizować sobie życie. Powstały pierwsze pisma (utworzony w lipcu 1940 r. “Dziennik Polski”, wychodzący do dziś, to jedyna polska gazeta codzienna wydawana w Europie Zachodniej - prawdziwy fenomen na miarę światową), teatry, kluby, kawiarnie itp. Wojsko stacjonowało przede wszystkim w Szkocji - do dziś panie “w pewnym wieku” z błyskiem w oku wspominają polskich żołnierzy, którzy ponoć zrobili więcej dla przyjaźni polsko-szkockiej niż obracający się w swoim światku londyńscy politycy.

Wkrótce po wojnie w Wielkiej Brytanii znalazło się blisko 200.000 żołnierzy i ludności cywilnej, głównie ci, którzy przeszli przez Związek Radziecki, ale także wyzwoleni z obozów jenieckich i koncentracyjnych na terenie Niemiec. Odmowa powrotu do Polski była decyzją politycznego określenia się wobec powojennej rzeczywistości. Jednym z decydujących czynników było to, że znacząca większość tych ludzi nie miała dokąd wracać – ich domy zostały za linią demarkacyjną wytyczoną przez Curzona podczas wojny polsko-bolszewickiej, która nagle urosła do rangi granicy państwowej.

Podstawowym czynnikiem, który kształtował działalność emigracji przez cały okres powojenny, a także zadecydował o tym, że jej dzieje w Polsce komunistycznej okryte były milczeniem, stanowił fakt istnienia poza Polską władz, będących kontynuacją rządów przedwrześniowych. Emigracja legalistyczna, opierająca autorytet i pozycję na fakcie istnienia umocowanych w konstytucji władz, przez całe dziesięciolecia starała się reprezentować sprawę polską wobec Zachodu, nie dopuszczając do tego, by została ona potraktowana jako wewnętrzny problem bloku sowieckiego. Paradoksalnie, nie ubrane w kostium legalizmu środowiska emigracyjne miały większy, konkretny wpływ na rozwój sytuacji w kraju, niż najlepiej zorganizowane środowisko londyńskie.

Jednocześnie w Londynie, w przeciwieństwie do środowiska paryskiego, rozpoczęto budowę “Polski poza Polską”. Wielu Polaków z tego pokolenia bardzo długo żyło w oderwaniu od angielskiej rzeczywistości. Brało się to także z powodu dwuznacznego stosunku Brytyjczyków do Polaków. Z jednej strony Winston Churchill mówił: “Her Majesty’s government will never forget the debt they owe to the Polish troops who have served them so valiantly and for all those who have fought under our command…”, z drugiej zaś namawiano Polaków do powrotu do kraju, przy czym dla przeciętnego Smitha Polak nagle stał się konkurentem do miejsc pracy i nowo utworzonej powszechnej opieki zdrowotnej. Ta sytuacja zmieniła się z upływem lat. W latach 1960. Polacy wyrobili sobie opinię dobrych pracowników, solidnych obywateli, nastawionych na życie rodzinne.

Emigracja londyńska politycznie była dość jednorodna w sprawach zasadniczych. Pomimo wiecznych waśni i sporów partyjnych panowało przekonanie, że sytuacja Polski może zmienić się jedynie dzięki zasadniczej zmianie w układzie stosunków międzynarodowych. Odrzucano wszelką współpracę z Polakami przyjeżdżającymi z Kraju, nawet jeśli byli to naukowcy czy pisarze. Uzasadniając taką postawę generał Anders zastrzegał się, że nie oznacza to wcale odsuwania się od Kraju; pisał: “Wystrzegamy się natomiast podsuwanych nam usłużnie kontaktów z ludźmi, którzy przyjeżdżają do nas za wyraźnym poparciem reżymu w obłudnej roli, mającej nas osłabić politycznie”**. Takie stanowisko rozciągnięte zostało na kontakty z późniejszą opozycją krajową, która wyrosła w latach 1970., tym bardziej, że nie odwoływała się ona do haseł niepodległościowych i terminologii II Rzeczpospolitej. Taka postawa sprawiła, że wydarzenia w Polsce – rok 1970, 1976 i wreszcie 1980 – były przyjmowane z niedowierzaniem i dużą dozą sceptycyzmu, co nie przeszkadzało w organizowaniu zakrojonych na ogromną skalę akcji protestacyjnych, a przede wszystkim pomocowych dla ofiar reżimu oraz konkretnego, także finansowego, wsparcia np. dla KOR-u.

Wprowadzenie stanu wojennego i pozostanie w Wielkiej Brytanii ok. trzytysięcznej grupy Polaków postawiło przed “starą” emigracją konieczność współistnienia z nowymi przybyszami, którzy zaczęli tworzyć nowe, własne organizacje. Nie było to współistnienie łatwe. Nowi przybysze traktowali PRL jako swoją ojczyznę. Ich horyzont polityczny nie sięgał do Polski przedwojennej, odwoływał się, do terminologii “Solidarności”, która – choć przyjmowana życzliwie – była dla emigrantów starego pokolenia czymś obcym. Ta nowa emigracja nie podnosiła kwestii niepodległości, nie postulowała powrotu na wschodnie ziemie zabrane przez ZSRR, nie mówiła, że celem jest odejście od planowej gospodarki komunistycznej i przywrócenie kapitalizmu. Potrafiła dogadać się znacznie lepiej niż ze starymi emigrantami z ich dziećmi, wychowanymi w duchu patriotycznym, dla których świat rodziców był niezrozumiały.

Przełomowe wydarzenia lat 1989-90 polski Londyn obserwował z mieszanymi uczuciami. Negocjacje z władzami komunistycznymi widziano jako konieczność, ale gdy się one rozpoczęły, Londyn zawahał się z bezwarunkowym poparciem. Polski. Londyn podzielił się na zwolenników i przeciwników porozumienia zawartego przy Okrągłym Stole. Głośniejsi byli zdecydowanie ci drudzy, którym swoich łamów udzielała emigracyjna prasa. Zwolennicy obrad o dostępność emigracyjnych gazet nawet nie zabiegali. Jednocześnie Londyn miał tendencję do przeceniania ugrupowań stojących na gruncie konstytucji z 1935 r. i czerpiących z władz na uchodźstwie “inspirację ideową i moralną”. Większość działaczy polskiej opozycji albo wcale nie słyszała o prezydencie i rządzie w Londynie, albo jeśli słyszała, to traktowała to jako anachronizm bez specjalnego znaczenia.

Wraz z wyborami prezydenckimi nagle rozbłysła gwiazda emigracji londyńskiej. Lech Wałęsa, nie chcąc przejmować władzy z rąk komunistycznego poprzednika, wyraźnie dał do zrozumienia, że jeśli do uroczystości przekazania insygniów nie dojdzie w dniu inauguracji jego urzędu, następnej okazji nie będzie. Gdy w Polsce toczyły się rozmowy o zmianie obowiązującej konstytucji, prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wyrażając opinię wielu emigrantów, sugerował, by raczej powrócono do Konstytucji Kwietniowej i następnie ją zmieniano, a nie nowelizowano konstytucję z 1952 r. Kraj na ten postulat pozostał głuchy. W jednym z wywiadów prasowych, jeszcze przed wyborami, pytany o stosunek do władz RP na uchodźstwie, Wałęsa powiedział, że gdy tylko zamieszka w Belwederze, to wyśle specjalny samolot, by sprowadzić do Warszawy starszych panów z ich książeczkami czekowymi. W odpowiednim dniu rzeczywiście samolot wysłany z Warszawy w Londynie wylądował. Ci, którzy z racji różnych funkcji znaleźli się na jego pokładzie, a potem wzięli udział w uroczystości przekazania insygniów władzy na Zamku Królewskim w Warszawie i uroczystej sesji zaprzysiężenia prezydenta w Sejmie uważają, że było to jedno z największych przeżyć w ich życiu.

Niepodległość Polski przyszła dla większości emigrantów za późno. Ci ludzie, zaprawieni w boju, którzy sens swego życia widzieli w niesieniu pochodni wolności, pamiętali kraj rodzinny takim, jakim był przed wojną. Obecna Polska jest im obca, nie rozumieją jej. I jest to w pełni zrozumiałe. Nie potrafili też (dotyczy to przynajmniej części emigrantów) wyzbyć się pewnego braku zaufania wobec tych, którzy wyrastali w PRL i – jak uważano – musieli przesiąknąć tamtejszą ideologią. Już dawno była III Rzeczpospolita, a o przybyszach z Polski mówiono w londyńskich salonach z pewnym poczuciem wyższości “ci z PRL-u”.

Do nowych warunków znacznie lepiej przystosowali się młodzi, dobrze wykształceni Brytyjczycy polskiego pochodzenia. W pewnym momencie aż 6.000 z nich pracowało w Polsce. Niektórzy zrobili kariery, by tylko wspomnieć Jacka Rostowskiego, który był jednym z doradców Leszka Balcerowicza, czy Janusza Bugajskiego, dyrektora instytutu zajmującego się problematyką Europy Środkowo-Wschodniej w Waszyngtonie.

W pewnym sensie model emigracji londyńskiej okazał się zwycięski. Lata trwania i uzyskane w tym czasie wpływy sprawiły, że nadal jest to znacząca siła. Wiele utworzonych przed półwiekiem organizacji, by tylko wspomnieć Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, czy Ognisko Polskie, istnieją nadal. W Zjednoczeniu Polskim, które stanowi rodzaj parasola organizacyjnego, zarejestrowanych jest ponad 80 organizacji. Nie bez znaczenia jest fakt posiadania przez emigrację Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego, gdzie swoją siedzibę ma szereg polskich instytucji; tu także mieści się galeria, teatr, biblioteka, księgarnia, kawiarnia, restauracja i klub. To miejsce jest dobrze znane nie tylko emigrantom, ale i tym, którzy miasto nad Tamizą odwiedzają tylko na trochę.

Niestety, nie przetrwała żadna z organizacji “solidarnościowych”. Być może wzięło się to stąd, że autentycznych działaczy politycznych w gronie emigracji lat 1980. było niewielu i większość z nich po zmianach powróciła do Polski. Powstały jednak nowe organizacje, inne przekształciły swój statut tak, że otwarte są na nowych przybyszy. Jedną z najbardziej prężnych jest Polish-British Buisness Association (PEBA) - jej członkowie, młodzi biznesmeni i pracownicy londyńskiego City spotykają się zarówno nieformalnie, jak i organizują akcje charytatywne, czy wykłady europejskie. Wielu z nich to ludzie urodzeni w Wielkiej Brytanii, którzy przez kilka lat mieszkali w Polsce lub prowadzili interesy z ojczyzną swoich rodziców. W ostatnich latach powstało w Wielkiej Brytanii wiele polskich przedsiębiorstw - od małych sklepików poczynając, a na renomowanych restauracjach kończąc; “Baltic” prowadzony przez Andrzeja Woroneckiego jest jedną z najpopularniejszych wśród młodych biznesmenów z City.

Emigracja londyńska, podzielona w wielu sprawach, w dwóch mówiła jednakowo: opowiadała się za wejściem Polski do NATO i Unii Europejskiej. Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii prowadziło przez sześć lat kampanię w tej kwestii, organizując m.in. spotkania z politykami brytyjskimi, polskimi, krajów członkowskich UE i kandydackich. Za pośrednictwem Parlamentarnej Grupy Polsko-Brytyjskiej, która skupia posłów ze wszystkich frakcji politycznych, Zjednoczenie inicjowały debaty europejskie w Izbie Gmin. Na list prezesa Zjednoczenia Polskiego w sprawie Nicei wysłany do brytyjskich parlamentarzystów przyszło ponad 200 odpowiedzi. Zjednoczenie wystąpiło swego czasu w obronie matury z języka polskiego (sprawa oparła się o Izbę Gmin), a także przeciwko nazbyt restrykcyjnemu traktowaniu Polaków przekraczających granicę.

Sprzedaż dawnej siedziby prezydenta RP w Londynie wraz z funduszami zebranymi na Skarb Narodowy stały się podstawą utworzenia Polonia Aid Foundation Trust. Z odsetek od kapitału finansowane są różne przedsięwzięcia natury kulturalnej. Dwa inne fundusze - Dzienisiewicza, utworzony z zapisu testamentowego na rzecz Zrzeszenia Techników Polskich (to jedna z tych organizacji, które są dziś tak samo prężne jak były przed laty) oraz Fundacji Grabowskiego - ustanawiają doroczne stypendia dla młodzieży z Polski. Fundacja Grabowskiego dofinansowuje ponadto School of Slavonic and East European Studies. O zainteresowaniu Polską świadczy też to, że polskie wydziały powstały w ostatnich latach w Oxfordzie i Glasgow.

Ilu obecnie Polaków mieszka w Wielkiej Brytanii? Podczas spisu powszechnego w 2001 r. 60.000 osób zadeklarowało, że urodziło się w Polsce. Ta grupa z roku na rok jest coraz mniejsza - w spisie z 1991 r. taką deklarację złożyło 70.000 osób. Do tego należy dorzucić co najmniej drugie tyle osób o polskich korzeniach, które czują się z polskością związane (w tej grupie był były minister ds. Europy Denis McShane). Co roku Wielką Brytanię odwiedza ok. 200.000 turystów. Szacuje się, że jedna czwarta z nich przedłuża pobyt. Ocenia się, że przyjezdnych jest ok. 100.000, ale Ministerstwo Spraw Wewnętrznych unika wszelkich odpowiedzi. W porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami czy Francją Polacy nie są liczną mniejszością w Wielkiej Brytanii. A jednak są grupą widoczną i prężną. Jak mówi prezes Zjednoczenia Jan Mokrzycki, bierze się to stąd, że Polacy nigdy o nic nie prosili, zaspakajając swoje potrzeby w ramach własnego życia organizacyjnego. To jedna z konsekwencji działania “państwa na wygnaniu”, w którym jednym z najważniejszych był etos pracy społecznej.

Sytuacja Polaków w Wielkiej Brytanii w zasadniczy sposób zmieniła się po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wielka Brytania stała się ziemią obiecaną dla wszystkich tych, którzy nie mogli znaleźć pracy w Polsce lub po prostu postanowili właśnie nad Tamizą szukać szczęścia. Ilu Polaków tu obecnie mieszka? Nie wiadomo. Według danych brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do końca 2005 r. ponad 300.00 zarejestrowało się w Programie Rejestracji Pracowników. To ci, którzy są u kogoś zatrudnieni.

Polaków jest z pewnością więcej. Nie rejestrowali się bowiem ci, którzy pracowali legalnie przed 1 maja 2004 r. np. mając wizy studenckie lub biznesowe. Nie muszą także tego czynić osoby podejmujące działalność gospodarczą na własny rachunek. No i nie należy zapominać o tym, że znaczna rzesza naszych rodaków pracuje tu nadal nielegalnie. Można jednak szacować, że w Wielkiej Brytanii mieszka obecnie ok. 500.000 Polaków. To więcej niż wynosiła francuska Wielka Emigracja czy też brytyjska Emigracja Niepodległościowa, której liczebność pod koniec lat 40. XX wieku szacowano na 200.000.

Ten napływ nowych przybyszów z Polski sprawił, że emigracja, z jaką mieliśmy do czynienia do niedawna w zasadniczy sposób zmieniła się. To emigracja, która szuka przede wszystkim poprawy bytu materialnego. Polacy stali się grupą widoczną. Nie tworzą na razie własnych organizacji i nie włączają się w dawne życie emigracyjne. Powstały jednak trzy nowe tygodniki nastawione właśnie na tę grupę. Więcej w nich informacji o tym, jak ułożyć sobie życie w nowym kraju i o tym, co dzieje się w Polsce, niż dyskusji politycznych. Dawne spory emigracyjne, czy rozbieżności między polskim Paryżem a Londynem są dla nich martwe.

Katarzyna Bzowska, Londyn

* Jerzy Giedroyc - Julisz Mieroszewski. Listy 1949-1956. Archiwum Kultury ze wstępu “Aktualność Mieroszewskiego” str. 14.

** Kolekcja gen. Władysłwa Andersa, kol. nr 270/34, Instytut Polski i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego w Londynie

 

ALPA w płynie i żelu
łagodzi
różne bóle
 
decydentów.

Oprócz egzystencjalnych.

Komentarze, felietony, eventy

BIBLIOTEKA DECYDENTA
Praca nad marką
Jak zarządzać marką wyrobów i firmy, jak wypromować rozpoznawalna markę? To książka pomagająca przedsiębiorstwom wyruszyć ku nowemu światu firm świadomych swej wartości. całość...
OD REDAKTORA
Niemal cały świat
Lobbujemy na rzecz firm polskich i zagranicznych, promujemy wizerunki, marki, idee w środowiskach polskich i zagranicznych decydentów. To jest nasz interes - ludzi przedsiębiorczych - pisze Damian A. Zaczek. całość...
RELACJE PUBLICZNE
Mistyfikacje
Niezwykle wyrazistym dowodem, że polscy politycy zaczęli doceniać znaczenie PR-u, są działania PiS związane z wyborami prezydenckimi i formowaniem rządu - uważa Monika Iskandar. całość...
DECYZJE I ETYKA
Wiara, nadzieja, miłość, codzienność
Integracja europejska wpływa na przyspieszenie procesu nie tylko gospodarczej, ale także etycznej transformacji już to za sprawą standardów ogólnych, już to w reakcji na złe praktyki firm - pisze Wojciech Gasparski. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Koty i myszy
Wszystkim ulżymy, wszystkim zapowiadamy korzyść, poprawę ich sytuacji. Wszystkim mamy jakoby dopomóc i dogodzić tym samym posunięciem. Mniejsza o to, czy można w tak prosty sposób pogodzić i jednocześnie zadowolić wszystkich. całość...
FARMACJA
Śródziemnomorska równowaga
Jemy byle co, byle gdzie, najczęściej w pośpiechu pochłaniamy jakieś gotowe produkty, chcąc jak najszybciej zaspokoić uczucie głodu. Dotychczas najbardziej znanym źródłem NNKT były ryby morskie i tran - pisze Monika Iskandar. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1062192 Czytelnikiem.