|
|
POLSKA PRASA W LONDYNIE
Drugie narodziny
Rozeszły się pieniądze otrzymane od Polonia Aid Foundation Trust (£80.000). Jeden z powierników postawił wniosek o rozwiązanie Polskiej Fundacji Kulturalnej i zamknięcie „Dziennika Polskiego”, gazety wychodzącej codziennie od 66 lat. Wówczas na ratunek pospieszyło Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, Polish Aid Foundation Trust i Stowarzyszenie Lotników - pisze Tesa Ujazdowska.
{ADDONS}
TESA UJAZDOWSKA
redaktor naczelna "Dziennika Polskiego" i "Tygodnia Polskiego"
Polska Fundacja Kulturalna wydająca w Londynie “Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, od 1 stycznia 1960 roku wydawała także “Tydzień Polski”, którego redakcję objęłam 1 września 1995 roku.
Muszę tu wyjaśnić, na jakich zasadach działają w Wielkiej Brytanii polskie organizacje społeczne. Otóż mają one własne statuty i odpowiadają wyłącznie przed zgromadzeniami własnych członków, którzy także wybierają władze organizacji. Polska Fundacja Kulturalna w ciągu lat utraciła insty tucję zgromadzeń i pozostała tylko Rada Powierników w liczbie 7 (rzadko 11), która wybierała prezesa i dyrektora “Dziennika” oraz “Tygodnia”, które to funkcje musiały być rozdzielone, jako że dyrektor odpowiadał przed powiernikami. Dyrektor był wynagradzany. W pewnym okresie, gdy sytuacja była wyjątkowo trudna, funkcję prezesa i dyrektora bezpłatnie pełniła ta sama osoba.
W połowie 2003 roku po śmierci dyrektora i prezesa Tadeusza Walczaka stanowiska te objął Andrzej Szkuta, z zawodu księgowy, który zarekomendował do Rady Powierników Jana Chodakowskiego, byłego wydawcę i redaktora “Pulsu”. Unowocześnianie “Dziennika Polskiego” rozpoczęto od zwolnienia w trybie natychmiastowym dotychczasowego redaktora naczelnego, Jarosława Koźmińskiego i wprowadzono na je go miejsce dawnego współpracownika Chodakowskiego, Grzegorza Małkiewicza. Małkiewicz był właścicielem firmy zajmującej się składaniem obu pism wydawanych przez Fundację; gdy objął stanowisko naczelnego redaktora, firmę prowadziła dalej jego żona, Teresa Bazarnik. Po roku zwolniono wszystkich dawnych dziennikarzy, na ich miejsce wprowadzając swoich ludzi. Liczba powierników spadła do pięciu osób, a wszelkie próby wprowadzenia kogoś nowego spoza “paczki” były torpedowane.
Tylko za rok 2004 (zgodnie z raportem kontroli finansowej) roczny deficyt “Dziennika” wyniósł £299.358. W nowej wersji “Dziennik” mimo wysokich nakładów finansowych nie przyniósł zapowiadanych rezultatów. Jego sprzedaż spadła o dalsze 5 proc. Na unowocześnienie gazety wydano w ciągu dwóch lat £224.000, ale “Dziennik” przynosił miesięcznie straty w wysokości £11.000.
Odwołany z Rady Powierników Jan Chodakowski został z dniem 1 stycznia 2005 roku redaktorem naczelnym “Tygodnia Polskiego” (mnie zwolniono po 21 latach pracy) z tym, że pełną pen sję w wysokości £2.250 miesięcznie pobierał już od czerwca 2004 r. Pierwszego numeru nie zdążył mimo to przygotować i wystartował dopiero 8 stycznia, z pomocą sprowadzonego z Paryża kolegi. Oprócz wysokiej - jak na warunki w polskiej instytucji w Wielkiej Brytanii - pensji, płacono mu też za światło, ogrzewanie, itp. w domu, ponieważ pokój w redakcji mu nie odpowiadał.
Nowy “Tydzień Polski” nie został dobrze przyjęty, liczba czytelników w pół roku spadła o 43 proc. i w czerwcu 2005 r. trzeba było pismo zamknąć. Wówczas to powstał ów “list protestujący” podpisany przez ludzi nie znających prawdziwego stanu rzeczy, opublikowany później przez “Rzeczpospolitą” (list publikujemy obok).
Przed objęciem władzy przez Andrzeja Szkutę PFK miała na swym koncie, po sprzedaży drukarni w Hove, ponad £600.000. Na skutek katastrofalnie nieudolnej gospodarki finansowej p. Szkuty i jego kolegów z Rady Powierników w ciągu dwóch lat wszystkie te pieniądze rozeszły się, mimo ciągłych alarmów ze strony głównej księgowej. Jej ostrzeżenia lekceważono i, wbrew przepisom, nie była dopuszczana na zebrania powierników.
Rozeszły się też pieniądze otrzymane od Polonia Aid Foundation Trust (£80.000). Jeden z powierników postawił wniosek o rozwiązanie Polskiej Fundacji Kulturalnej i za mknięcie “Dziennika Polskiego”, gazety wychodzącej codziennie od 66 lat.
Wówczas na ratunek pospieszyło Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, Polish Aid Foundation Trust i Stowarzyszenie Lotników. Poproszono p. Szkutę oraz wszystkich powierników o rezygnację i powołano nowe władze Polskiej Fundacji Kulturalnej oraz dyrekcję “Dziennika”.
Prezesem nowej Rady Powierników został Szymon Zaremba, znany działacz społeczny, a dyrektorem “Dziennika” Tadeusz Filipowicz, długoletni pracownik PFK, były dyrektor naszej drukarni Caldra House w Hove i były dyrektor “Dziennika”.
Po burzliwym zebraniu otwartym, które odbyło się w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym, podziękowano w trybie natychmiastowym za dotychczas pełniony service freelance Grzegorzowi Małkiewiczowi. Jego żona sama zerwała umowę.
Mimo zabrania przez nich większości programów komputerowych oraz komputerów ich firmy (działającej tymczasowo w lokalu redakcji) następny numer “Dziennika” ukazał się w terminie, dzięki determinacji dawnych pracowników.
Po nieważ czytelnicy dopominali się o dawny “Tydzieñ” nowy zarząd powierników podjął decyzję wydawania 12-stronicowego“Tygodnia Polskiego” w formie wkładki do “Dziennika”, co zostało przyjęte z dużą radością.
Na skraj przepaści doprowadziła Polską Fundację Kulturalną wyjątkowa nieudolność w prowadzeniu biznesu, zadufanie i brak rozsądku poprzedniej ekipy.
“Dziennik Polski” towarzyszył w czasie II wojny światowej żołnierzowi polskiemu, potem był z nim w trudnych latach po przejściu do cywila, gdy nie mogąc wrócić do Ojczyzny, w obcym kraju szukał dla siebie miejsca. Usunięcie przez poprzednią ekipę z tytułu słów “i Dziennik Żołnierza ” społeczność kombatancka, która przecież go stworzyła, odebrała jako policzek. “Dziennik” jest nadal jedynym źródłem informacj i dla części Polaków w Wielkiej Brytanii i jego zamknięcie byłoby ogromną stratą.
Oczywiœcie, obecna sytuacja jest bardzo trudna, ponieważ wraz z odzyskaniem przez Polskę wolności pojawiła się i polska telewizja, i polska prasa krajowa i darmowe polskie gazety wychodzące m.in. w Londynie. “Dziennik” przestał być jedynym źródłem wiadomości, zwłaszcza o tym, co dzieje się w Kraju, a przybywająca z Polski ostatnio młodzież, szukająca tu pracy, sięga raczej po darmowe pisma, co zrozumiałe. Trzeba też przyznać, że w większości jest to młodzież, która i w Polsce nie interesuje się zbytnio prasą.
Ubywa nam też czytelników odchodzących na zawsze.
Niemniej, wierzymy, że “Dziennik” przetrwa. Realizujemy projekt “Dziennik w nowej rzeczywistości” – otwarcie gazety dla nowo przybywających do Wielkiej Brytanii, w dopomożeniu im w odnalezieniu się w nowych warunkach. Utrzymuje nas w tym przekonaniu wielka ofiarność naszego społeczeństwa, wpłacającego na cegiełki Funduszu im. Jana Nowaka Jeziorańskiego i ogromne poparci e udzielane nowej ekipie.
Jako redaktor naczelny “Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” chcę zapewnić naszym czytelnikom rzetelną, uczciwą informację, przede wszystkim na temat wydarzeń w Polsce i w kraju zamieszkania, a także wiadomości o tym, co dzieje się w różnych skupiskach Polaków. Z inicjatywy prezesa Zaremby będziemy raz w miesiącu poświęcać jedną stronę kolejnym miejscowościom w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkają Polacy, poza tym prowadzimy stały dział porad dla nowo przybywających: jak zał atwiać konto w banku, kartę pracy, przepisy prawa, podajemy istotne adresy, telefony itp. Na naszych łamach mamy komentarze polityczne, gospodarcze, publicystykę, wywiady, informacje kulturalne, felietony, porady lekarza, listy do redakcji, krzyżówki (bardzo ważne dla naszych odbiorców), a dla przyciągnięcia kupujących drukujemy też powieść kryminalną w odcinkach.
. “Tydzień Polski”, który na prośbę czytelników postanowiono wskrzesić w zmniejszonej liczbie stron (12 zamiast dawnych 24) ukazał się z datą 1 stycznia 2006 jako wkładka w “Dzienniku Polskim”. Jako kontynuacja zamkniętego 1.06.2005 “Tygodnia”, będzie on miał charakter społeczno-kulturalny.
Zasadniczym celem, jaki sobie stawiam, jest utrzymanie obu pism na odpowiednim poziomie i zapewnienie im jak największej liczby odbiorców. Chciałabym, aby znalazły się w każdym polskim domu w Wielkiej Brytanii i aby nasi czytelnicy byli z nich zadowoleni. Chciałabym, żeby oba pisma mówiły ich głosem o najbliższych im sprawach.
Tesa Ujazdowska
|
|
|
|
|
 |
|
ALPA w płynie i żelu łagodzi różne bóle decydentów.
Oprócz egzystencjalnych.
|
|
|
 |
|
Komentarze, felietony, eventy |
BIBLIOTEKA DECYDENTA
Praca nad marką
Jak zarządzać marką wyrobów i firmy, jak wypromować rozpoznawalna markę? To książka pomagająca przedsiębiorstwom wyruszyć ku nowemu światu firm świadomych swej wartości. całość...
|
OD REDAKTORA
Niemal cały świat
Lobbujemy na rzecz firm polskich i zagranicznych, promujemy wizerunki, marki, idee w środowiskach polskich i zagranicznych decydentów. To jest nasz interes - ludzi przedsiębiorczych - pisze Damian A. Zaczek. całość...
|
RELACJE PUBLICZNE
Mistyfikacje
Niezwykle wyrazistym dowodem, że polscy politycy zaczęli doceniać znaczenie PR-u, są działania PiS związane z wyborami prezydenckimi i formowaniem rządu - uważa Monika Iskandar. całość...
|
DECYZJE I ETYKA
Wiara, nadzieja, miłość, codzienność
Integracja europejska wpływa na przyspieszenie procesu nie tylko gospodarczej, ale także etycznej transformacji już to za sprawą standardów ogólnych, już to w reakcji na złe praktyki firm - pisze Wojciech Gasparski. całość...
|
SZTUKA MANIPULACJI
Koty i myszy
Wszystkim ulżymy, wszystkim zapowiadamy korzyść, poprawę ich sytuacji. Wszystkim mamy jakoby dopomóc i dogodzić tym samym posunięciem. Mniejsza o to, czy można w tak prosty sposób pogodzić i jednocześnie zadowolić wszystkich. całość...
|
FARMACJA
Śródziemnomorska równowaga
Jemy byle co, byle gdzie, najczęściej w pośpiechu pochłaniamy jakieś gotowe produkty, chcąc jak najszybciej zaspokoić uczucie głodu. Dotychczas najbardziej znanym źródłem NNKT były ryby morskie i tran - pisze Monika Iskandar. całość...
|
|
 |
 |
|
|
|