Czym różni się pokusa od zwykłego pragnienia? Tym, że dotyczy owocu zakazanego, a nie czegoś, co jest obojętne lub pozytywne z punktu widzenia systemu wartości - pisze Mirosław Karwat.
 |
Mirosław Karwat |
|
Dr hab. MIROSŁAW KARWAT
Decyzje podejmowane w sprawie realizacji naszych pragnień nie są po prostu wyrazem tych pragnień, lecz rezultatem rozważenia bilansu przewidywanych korzyści i strat, przewidywanych szans powodzenia i szacowanego (prawdopodobnego) ryzyka porażki; co z kolei wymaga przytomnego porównania własnych atutów i słabości, okoliczności sprzyjających oraz przeszkód.
Szczególnie dotyczy to pragnień, których przedmiotem jest „owoc zakazany”.
A przeszkody mają dwojaki charakter.
Z jednej strony, są to ograniczenia narzucone nam z zewnątrz, w postaci norm społecznych, stanowiących, czego nie powinniśmy chcieć, jak nie powinniśmy postępować, jakich zasad i wartości nie wolno jednostkom i grupom naruszać, w każdym razie – jakich nie uda się zlekceważyć bezkarnie. Na straży tych norm (reguł i postulowanych wzorów postępowania, nakazów i zakazów moralnych, religijnych, obyczajowych, prawnych) stoją sankcje: jednoznaczne ostrzeżenia, groźby i nieuniknione kary.
Toteż ten, kogo kusi (nęci) zamiar i pomysł sprzeczny z tymi normami, nie uniknie namysłu, ile ryzykuje, co ma do stracenia. I to ma go powstrzymać przed głupstwami, błędami i poważniejszymi występkami. Nawet jeśli nie jest w stanie powstrzymać samego siebie siłą woli, przywiązaniem do przyswojonych wartości i zasad, to ma się zawahać i wycofać z ostrożności, rozwagi albo wręcz ze strachu przed konsekwencjami. Jeśli nie powstrzyma go refleksja, że to „nie uchodzi”, „nie wypada”, że to byłoby nie w porządku, że to byłoby draństwo lub szkodnictwo, nie zniechęci poczucie sprzeniewierzenia się własnym ideom i ślubowaniem, to ma powstrzymać go niepewność, czy to rzeczywiście może się udać, obawa przed stratą i karą, rozsądna kalkulacja, że „to się nie opłaca”.
Z drugiej strony, są to samoograniczenia, własne zahamowania podmiotu, będące konsekwencją internalizacji wartości (czyli głębokiego ich przyswojenia, w rezultacie którego stają się „głosem sumienia”). Powodują one, że choć to czy tamto nas kusi, to jednak sami odczuwamy pewien opór. Jest to opór wewnętrzny wobec własnych myśli (nawet wobec zwykłego „gdybania”), niezdrowych fascynacji owocem zakazanym, źle ukierunkowanej ciekawości i dociekliwości, zamiarów i planów niechwalebnych lub w każdym razie ryzykownych i lekkomyślnych. Opór objawiający się co najmniej w postaci wątpliwości, wahań (dotyczących zarówno realności i stopnia bezpieczeństwa tego, co nas pociąga i co sami moglibyśmy przedsięwziąć, jak i słuszności, przyzwoitości, godziwości tych dążeń, rzetelności i uczciwości środków zapewniających ich realizację); a w wersji mocnej – w postaci zakazów narzucanych samemu sobie, skrupułów, wyrzutów (wstydź się takich myśli!).
Tak to wygląda w przypadku postępowania racjonalnego, nacechowanego samokontrolą, próbą zachowania dystansu do sytuacji i do siebie samego, zdolnością wyboru i rozwagą. Podmiot usiłuje upewnić się, na co rzeczywiście go stać (jeśli chodzi o jego własne zasoby i o jego determinację w dążeniach), czyli hipotetycznie mierzy, na co sam się poważy i czy będzie w tym konsekwentny. I przy tym stara się przewidzieć możliwe skutki i koszty swojego wyboru i podjętych wysiłków.
Inaczej zachowuje się ktoś decydujący irracjonalnie, żywiołowo, tzn. pod wpływem impulsów, własnych wrażeń i nastrojów, chwilowych emocji (np. przekory, buntu, podniety), w odruchowej reakcji na bodźce sytuacyjne, pod naciskiem silnych sugestii i podpowiedzi z otoczenia, a tym bardziej owładnięty jakimiś niepohamowanymi i narosłymi namiętnościami (pożądaniem, chciwością, mściwością, żyłką hazardzisty). Ale nawet ktoś taki wbrew pozorom dokonuje, choćby podświadomie i w oka mgnieniu, pewnego bilansu, mianowicie bilansu swojej ochoty na coś, gotowości oraz obaw i wątpliwości.
Czy to będzie ciągłe, nabrzmiałe pragnienie (wynikające z niezaspokojenia jakiejś istotnej potrzeby, z poczucia niespełnienia), czy też chwilowa zachcianka, kaprys (podyktowany potrzebą odmiany, urozmaicenia życia, sprawdzenia siebie w innej roli) – tak czy inaczej o naszym zachowaniu zadecyduje wynik porównania między naszymi zahamowaniami a naszą determinacją w dążeniu do zaspokojenia jakiejś potrzeby.
Czym różni się pokusa od zwykłego pragnienia? Tym, że dotyczy właśnie owocu zakazanego, a nie czegoś, co jest obojętne lub pozytywne z punktu widzenia takiego czy innego systemu wartości. I tym, że oznacza gotowość do złamania pewnych norm, zignorowania lub naruszenia zakazów społecznych, przezwyciężenia lub stłumienia własnych oporów, zahamowań. Pokusa to stan psychiczny człowieka, który swoje pragnienie, namiętność przedkłada ponad wszystko. To pragnienie panuje nad nim do tego stopnia, że emocje skłaniają go do lekceważenia głosu rozsądku i głosu sumienia. Jego wola (gdy poddaje się samowoli lub gdy pozwala sobą sterować innym) podąża za emocjami, nie za myśleniem; za pragnieniami, nie za zasadami.
Tak jest w przypadku pokusy skrajnie irracjonalnej, spontanicznej, zdominowanej właśnie przez silną namiętność.
Istnieje też pokusa wyrachowana, charakterystyczna dla „kombinatorów”: ci usiłują trzeźwo kalkulować, kiedy korzystne dla nich naruszenie norm jest możliwe, realne, a zarazem opłacalne i bezkarne. Oni również podniecają się myślą o swoim „grzechu”, przyjemność sprawia im autoadoracja (Ależ jestem sprytny, przebiegły, cwany! Ale ich przechytrzyłem! Śmierć frajerom! – czyli tym, którzy postępują zgodnie z normami), ale ich zachowanie to nie odruchy desperata, lecz posunięcia gracza.
Mirosław Karwat