Established in 1999
Pierwszy i jedyny magazyn lobbingowy w Polsce
The first and only lobbying publication in Poland

SZTUKA MANIPULACJI

Grzeszne myśli i uczynki
Często ulegamy pokusom. Kiedy odczuwamy pokusy? I kiedy im ulegamy? Nie zawsze, nie w dowolnej chwili i sprawie, lecz w określonych okolicznościach, nazywanych potocznie okazją - pisze Mirosław Karwat.
Mirosław Karwat

Dr hab. MIROSŁAW KARWAT

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

O pokusie możemy mówić w dwojakim sensie. Po pierwsze, że ktoś odczuwa pokusę. Po drugie, że ktoś ulega (lub wręcz już uległ) pokusie.

Właśnie taką dwoistość pokusy tradycyjnie zakłada się w religijnych schematach grzechu, winy, skruchy i pokuty: zgrzeszyć można już samą myślą, i tym bardziej uczynkiem. Przy czym pamiętajmy, że uczynkiem (czynem) może być również „nicniezrobienie”, czyli powstrzymanie się od spełnienia jakiegoś obowiązku, zobowiązania, niezareagowanie na sytuację wymagającą interwencji (np. przyglądam się z boku i bezczynnie czyjejś napaści na osobę dla mnie niewygodną, przeszkadzającą w moich interesach).

Odczuwanie pokusy polega na tym, że człowiek uświadamia sobie pewien dylemat moralny, światopoglądowy, obyczajowy. Zauważa – albo po długim czasie tłumienia w sobie tej myśli, autocenzury nazywa po imieniu – niezgodność między tym, w co wierzy, co wyznaje (w każdym razie – co powinien cenić, czcić, respektować, co powinien czynić), a tym, co go pociąga, co byłoby dlań korzystne, wygodne, przyjemne. A przy tym wyraźnie uzmysławia sobie, że zapewnienie sobie tej korzyści, wygody lub satysfakcji wymagałoby właśnie zaprzeczenia owym powinnościom, zasadom. I co najmniej jest skłonny zastanawiać się nad słusznością swej postawy nacechowanej dotąd odpornością na niewłaściwe myśli, wyobrażenia.

W myślach zadaje sobie pytanie, czy na pewno musi być (nadal) taki pryncypialny, konsekwentny, niezłomny, nieskazitelny itd. Pyta siebie: Co właściwie mnie skłania do tej przyzwoitości, szlachetności, uczciwości itp.? Czy wymaga jej mój własny interes, czy też jedynie wzgląd na innych (bo nie wypada po coś sięgać, nie wypada czynić tego czy tamtego) i na abstrakcyjne zasady? Może jestem taki porządny za cenę własnej straty, a nawet krzywdy? A może ja jestem jedynym (ostatnim) w tym kręgu „frajerem” (naiwniakiem, który traci na swym porządnym obliczu, bynajmniej  bez uznania i bez wzajemności ze strony innych, którzy lepiej dbają o siebie, zachowując tylko pozory)? I czy świat się zawali, jeśli pozwolę sobie na drobne odstępstwo, zwłaszcza takie, o którym nikt się nie dowie? W konsekwencji od pytań niewygodnych (Czy sam chcę być w porządku? Czy powinienem się oprzeć własnym pomysłom lub cudzym propozycjom niestosownym) dość gładko przechodzi do pytania pragmatycznego: Czy muszę (bo może to ujdzie mi na sucho)?

Mówimy tu o dylemacie, gdyż – jak widać – wątpliwości człowieka mogą dotyczyć nie tylko tego, czy wolno mu, czy sam sobie na to pozwoli, postąpić wbrew zasadom, naruszyć jakieś ograniczenia i zakazy, ale również tego, czy bezwzględnie i zawsze słuszne jest przestrzeganie zasad, czy te zasady same w sobie są słuszne, jeśli odbiera je jako uciążliwość, a może nawet widzi w nich własną krzywdę. Jak wcześniej – w postępowaniu człowieka „cnotliwego” – pokusy równoważone i przekreślane były własnymi oporami, zahamowaniami, tak teraz obawy (czy to mi nie zaszkodzi?) oraz skrupuły równoważone, a raczej przelicytowane są powodami do tego, aby odważyć się na zachowanie niepoprawne. Przykładowo: gdy umiera mój wierzyciel, zresztą lichwiarz, kusi mnie rozterka, czy zwracać dług wdowie, skoro to był zdzierca i naciągacz, a o wdowie wiem, że z głodu nie umrze, zaś mój dług to nie żaden „wdowi grosz”.

Tak czy inaczej psychiczny korelat pokusy to albo akcent przekory, przewrotności (zrobię to tak, że będzie to „psikus”, lecz formalnie wszystko będzie w porządku), lub wręcz buntu (względnie skrytego bunciku), albo też mechanizm „samozatracenia”, kiedy pod wpływem swych namiętności jednostka traci kontrolę nad własnym postępowaniem.

Uleganie pokusie to już praktyczne rozstrzygnięcie dylematu moralnego czy obyczajowego – na korzyść żywionych pragnień i skłonności, np. pożądania, poszukiwania przygody, pragnienia odmiany, chęci zemsty, zamiaru ukarania kogoś za coś (znane zjawisko: małżeński czy narzeczeński rewanż  za zdradę partnera), „niezdrowej ciekawości” (jak to jest, jak smakuje ten owoc zakazany), chęci sprawdzenia swoich „mocnych nerwów” itp.

To przejście od (zdrożnych) myśli lub słów do czynów. Jeśli wcześniej rozważałem tylko, może nieco wstydliwie, czy, to teraz co najwyżej zastanawiam się, kiedy, gdzie i jak; rozmyślam nie nad celem, zamiarem, lecz nad taktyką.

Nawiążmy do wcześniejszego przykładu: teraz przechodzę w stan czuwania, sam nie wyrywam się z nadgorliwością. Jeśli wdowa się upomni – to trudno, zapłacę. Lecz  jeśli się nie upomni, to sprawa długu – ku mojej uldze – wydaje się zakończona. Pokusa polega tu na zagrywce typu „a nuż się uda”.

Ulega pokusie ktoś, kto gorliwie, choć może nawet asekurując się, rozglądając na boki, zapewniając sobie drogę odwrotu, sam demontuje „zasieki”; to znaczy: omija lub ignoruje przeszkody wzniesione społecznie (w postaci rozmaitych tabu, zakazów, konwenansów wymagających respektowania w danym środowisku), a przy tym usuwa również przeszkody tkwiące we własnej woli, w swoim sumieniu czy w zwykłej rozwadze. Uległ pokusie ten, kto „przekroczył Rubikon” – nieodwołalnie naruszył zakaz narzucany zewnętrznie bądź ten wewnętrzny, własny. Kieruje się on nie „chłodną” wyobraźnią dotyczącą dalszych skutków i kosztów przygody, jaką zaryzykował, dotyczącą, mówiąc lapidarnie, rachunków za konsumpcję owocu zakazanego i zatrutego, lecz wyobraźnią „gorącą” wzbudzoną swymi namiętnościami, marzeniami, euforycznym przeżywaniem w myślach tego, co obiecuje sobie jako wielką atrakcję, intrygującą próbę lub zasłużone spełnienie tęsknot tłumionych.

Ulegamy pokusom zarówno na zasadzie „samopokuszenia”, jak i poddając się pokusom podsuwanym przez innych, przez kusicieli.

Kiedy odczuwamy pokusy? I kiedy im ulegamy? Nie zawsze, nie w dowolnej chwili i sprawie, lecz w określonych okolicznościach, nazywanych potocznie okazją. 

                                                                          Mirosław Karwat 

 

ALPA w płynie i żelu
łagodzi
różne bóle
 
decydentów.

Oprócz egzystencjalnych.

Komentarze, felietony, eventy

DECYZJE MIESIĄCA
Kanikuła i lobbing
Drugi miesiąc lata osłabił decyzyjność polityczno-gospodarczą, ale na pewno, mimo upałów, jakieś decyzje zapadną. całość...
SZTUKA MANIPULACJI
Grzeszne myśli i uczynki
Często ulegamy pokusom. Kiedy odczuwamy pokusy? I kiedy im ulegamy? Nie zawsze, nie w dowolnej chwili i sprawie, lecz w określonych okolicznościach, nazywanych potocznie okazją - pisze Mirosław Karwat. całość...
IMR ADVERTISING BY PR RATUJE KONIKA MORSKIEGO
Mógł zaniknąć w Polsce
Celnicy zatrzymalli w Gdyni transport pożądanego w Polsce preparatu, którego jednym ze składników jest konik morski. Przed zaginięciem w Polsce indonezyjskiego konika ratuje IMR advertising by PR. całość...
OSKARŻONY KONIK MORSKI
Radio Erewań nadaje z Polski
Prawdą jest jakoby konik morski znajdował się pod międzynarodową ochroną. Prawdą jest również, iż odłowy niektórych gatunków są dozwolone, ale znajdują się pod ścisłą ochroną. Kwoty odłowowe ustalają władze indonezyjskie. całość...


© DAZ PRESS 2007 | Serwis optymalizowany do 1024x768+, windows-1250

Home | O nas | Archiwum | Lobbing | Linki | Kontakt

Jesteś naszym 1062192 Czytelnikiem.