„Wizyta w takim lokalu to niezawodna okazja, by dostać w mordę nie wiadomo za co i nie wiadomo od kogo”. W tym sensie splot okoliczności nazywany okazją jest czynnikiem prowokującym, stymulującym - pisze Mirosław Karwat.
 |
Profesor Mirosław Karwat |
|
Dr hab. MIROSŁAW KARWAT
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Pokusa to bękart okazji. Okazja rodzi pokusę w przygodnym kontakcie z lekkomyślnością, która obraziła się na rozwagę.
Łacińskie określenie occasio oznacza sprzyjającą chwilę, korzystny zbieg okoliczności, który daje sposobność do urzeczywistnienia jakichś zamiarów. Także – powstanie warunków pozwalających na zajęcie się czymś, co wcześniej nie leżało w naszych planach ani nie zaprzątało naszych myśli po prostu dlatego, że wydawało się niemożliwe. Okazja może więc też wzbudzić zamiar, którego wcześniej nie było. W szczególności jest to przebieg wydarzeń, przypadkowo powstały efekt jakiegoś zdarzenia lub rezultat cudzego działania, który zachęca nas do podjęcia jakiejś decyzji „zawieszonej w oczekiwaniu” na bardziej stosowną chwilę. Bowiem choć cel jest słuszny i stale aktualny, to warunki wciąż są niesprzyjające, moment do działania wciąż jest nieodpowiedni. Bywa też tak, że jakieś przedsięwzięcie lub posunięcie o wartości dotychczas problematycznej, zgoła wątpliwej (ze względu na zbyt duże ryzyko lub zbyt wysoki koszt, z uwagi na „brzydką drugą stronę medalu”) w nowych warunkach staje się bezdyskusyjną atrakcją.
Metaforycznie można by nazwać okazję kuszącą sytuacją (bo w takiej chwili czy też w takim towarzystwie „aż kusi”, by uczynić to czy tamto). Jeśli wcześniej mówiliśmy sobie „nie teraz”, „nie tutaj”, „nie za taką cenę”, „nie za wszelką cenę”, to w takiej kuszącej sytuacji rozumujemy już inaczej: „kiedy, jeśli nie teraz?”, „teraz – albo nigdy; bo już taka możliwość się nie powtórzy”. Zwykle bowiem w reakcji na te „nowe widoki” powstaje upojne odczucie, że oto coś, co wcześniej było bez szans, teraz staje się prawdopodobne, może nawet jest w zasięgu ręki, albo wręcz jest zagwarantowane, byle się zdecydować szybko i konsekwentnie. Człowiek, który dostrzegł okazję, uznaje, że stoi przed wielką szansą (może jedyną, ostatnią; szansą, która może się nie powtórzyć).
Zauważmy – „przy okazji” – że samo słowo ‘okazja’ w sposób niemal oczywisty kojarzy się pozytywnie: z możliwością zrobienia lub otrzymania czegoś, co jest nam potrzebne, co dobrze nam służy. W szczególności utożsamiane jest z pozyskaniem jakiegoś dobra, odniesieniem jakiejś korzyści, a przynajmniej z jakimś rodzajem przyjemności, satysfakcji, choćby i destrukcyjnej (por. okazja do pognębienia rywala, do porachunków, do zemsty). Jedynie z przekąsem, ironicznie używamy przewrotnych formuł w rodzaju: „Wizyta w takim lokalu to niezawodna okazja, by dostać w mordę nie wiadomo za co i nie wiadomo od kogo”.
Okazja to splot okoliczności sprzyjający temu, by działać w danej sprawie, zrealizować jakieś swoje plany, poważnie potraktować i rozważyć czyjąś propozycję, ofertę, o której wcześniej nie chcieliśmy rozmawiać, a nawet w ogóle nie chcieliśmy słyszeć ani myśleć. Jest to sytuacja, o której zakładamy, że daje powód by skorzystać z czyjejś pomocy, porady, podpowiedzi, przysługi, by przyjąć jakieś dobro – czy to w darze, czy to w ramach jakiejś transakcji.
W tym sensie splot okoliczności nazywany okazją jest czynnikiem prowokującym, stymulującym. Staje się bodźcem do przyśpieszonego namysłu, do stawienia czoła wyzwaniom i dylematom, które wcześniej nas przytłaczały i paraliżowały, do przezwyciężenia wahań i wątpliwości, do zdecydowanego przesądzenia swoim zachowaniem sprawy, w której się wahaliśmy albo nastawieni byliśmy na rezygnację, wycofanie. W szczególności, gdy chodzi o fascynacje owocem zakazanym, okazja „czyni złodzieja”, a szerzej mówiąc: potencjalnie przeistacza cnotliwca w grzesznika. Grzeszy on co najmniej w myślach (gdyż musi przynajmniej rozważyć wybór niestosowny), ale przeważnie i w mimowolnie zdradzanych ciągotach (na co miałoby się ochotę; do czego byłbym gotów, gdyby nie było przeszkód; do czego byłbym zdolny, gdybym mógł kierować się jedynie swymi uczuciami i upodobaniami).
Oczywiście, okazja może pobudzać nie tylko oczekiwania skryte i tłumione, zamiary i plany uśpione lub kamuflowane wstydliwie i dla asekuracji – wtedy działa podobnie jak szczelina, która uwalnia lawę z wulkanu.
Okazja może też w kimś wzbudzać – po raz pierwszy – myśli, wyobrażenia, uczucia, które dla niego samego są odkryciem i zaskoczeniem (nigdy nie wybierałem się na Malediwy, ani nawet nieco bliżej, dopóki nie wygrałem w Totka).
Okazją nazywamy też całkiem niewinną zbieżność miejsca, czasu i zadania, polegającą na tym, że dokonywanie jednej czynności w określonej chwili i miejscu umożliwia też podjęcie innej. I tak, w rozmowie na jeden temat możemy też poruszyć inny (przy okazji zapytać o coś, poinformować o czymś, zwrócić czyjąś uwagę na coś, poprosić rozmówcę ). Przy okazji nauki tańca można by kogoś „poderwać”. A przy okazji pogromu, rzezi można też rabować – tak, że wysiłek się opłaci. I odwrotnie: przy okazji rabunku można też doznać przyjemności zupełnie bezinteresownej (bo niekoniecznej ze względu na brak oporu), jaką jest skatowanie ofiary.
Szczególnym przypadkiem okazji jest czynne potraktowanie przez kogoś jakiejś sytuacji jako pretekstu. Mówimy wtedy, że coś było dla kogoś okazją, mając na myśli to, że dana sprawa, zdarzenie, działanie może być wykorzystana jako wymówka (by się od czegoś wykręcić), wybieg (działanie odwracające uwagę lub stwarzające jakieś pozory), jako fałszywe, lecz wygodne uzasadnienie, usprawiedliwienie, jako rzekomy powód do jakiegoś działania lub postanowienia w rzeczywistości już przesądzonego i motywowanego czym innym. I tak, przy okazji pochwały można również zganić, zaś przy okazji, tzn. pod pozorem, nagrody można skutecznie kogoś ukarać, upokorzyć (np. nagrodą zbyt niską, z zupełnie innego tytułu niż za rzeczywiste osiągnięcia i zasługi).
Zależność między pokusą a jej spełnieniem jest banalna: nie ma grzechu bez okazji.
Mirosław Karwat