Fałszujący realia wizerunek jest jak cebulowa łupina, po usunięciu której oczy szczypią i łzawią. Nie tylko tych, na których pragnęliśmy zrobić wrażenie, ale także własne - pisze prof. Wojciech Gasparski.
 |
Profesor Wojciech Gasparski |
|
WOJCIECH GASPARSKI
Podróże kształcą. Aktualność tego powiedzenia potwierdziła moja wizyta w Wilnie. Wracałem właśnie z Kowna, z tamtejszego Uniwersytetu im. Witolda Wielkiego, gdzie uczestniczyłem jako recenzent w posiedzeniu Komisji, przed którą broniono rozprawy doktorskiej. Temat rozprawy to amerykańska etyka biznesu, autor Litwin, recenzenci z Polski i Belgii, gość specjalny z Finlandii, a członkowie Komisji z kilku uczelni litewskich. Ot, co znaczy globalizacja we współczesnej nauce w jej związku z gospodarką.
Wróćmy do Wilna. Tędy wiodła droga powrotna z Kowna. Otóż tam właśnie wstąpiłem, wraz z paroma innymi uczestnikami obrony, do tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych zaproszony przez jej prorektora, który też był członkiem Wysokiej Komisji. Uwagę zwróciła stojąca w jednym z korytarzy waga. Była to waga prawie taka sama, jakie zainstalowane są w wielu aptekach. Można na nich sprawdzić swe wymiary tj. wzrost i masę – potocznie „wagę” – ciała, by przekonać się czy odpowiadają normom. Zauważywszy wagę zamierzałem poddać się ocenie (doskonałe litewskie jadło mogło zwiększyć masę ciała). Powstrzymał mnie prorektor mówiąc coś po litewsku, zapewne był to odpowiednik polskiego „prawie robi wielką różnicę”.
- To nie waga, powiedział. To dzieło sztuki. Sztuki współczesnej, dodał, autorstwa Gintore Valeviciute. Jest to Waga Idealna; taką owa praca dyplomowa nosi nazwę.
- Na czym owa idealność polega? – zapytałem.
- Na tym, że podaje ona taki wynik – mówił z uśmiechem prorektor - jakiego sobie życzy ten, kto poddaje się ważeniu. Jest to bowiem waga dla ludzi polityki, biznesu i wszystkich zainteresowanych własnym wizerunkiem. Nie trzeba na niej stawać. Wystarczy podać żądany wynik, a waga sama wskaże rezultat, o jaki chodzi osobie zainteresowanej.
Czyż nie o takim urządzeniu marzą klienci usług piarowskich? Jak by to było dobrze, myślą, gdyby można było nastawić je na pożądany wizerunek. Firma spełniająca takie życzenia mogłaby się reklamować: „Wizerunek na obstalunek!” Taki wizerunek jest jak rydwan, o którego woźnicy pisał Stanisław Jerzy Lec, iż: „dopiero, gdy wjechał na rydwanie, poznano, że to furman.”
Czy znaczy to, że wizerunek nie ma znaczenia? Ma i to wcale niemałe, ale nie dla nadania wartości pozorom substancji kompetencyjnej czy moralnej tej czy innej osoby lub firmy. Wizerunek, jak wygląd i zachowanie – to etykieta. Francuskie słowo ‘maquiller’, od którego pochodzi makijaż znaczy nie tylko szminkować (się), ale także fałszować. Taki fałszujący realia wizerunek jest jak cebulowa łupina, po usunięciu której oczy szczypią i łzawią. Nie tylko tych, na których pragnęliśmy zrobić wrażenie, ale także własne. Płaczemy, bo nam się nie udało. Tymczasem wizerunek, niczym puder jakim pokrywa się lica osób występujących przed kamerami, powinien służyć nie tylko temu, aby nie błyszczeć w świetle emitowanym przez reflektory studia, ale także odbitym od nie swoich zasług. „Kłamstwo, jak pisał Henryk Sienkiewicz, jest chyba bardziej nagie niż prawda, albowiem stale od niej szat pożycza.” Idealna waga ma nadać tej pożyczce walor rzetelności. Czyżby rację miał Henryk Elzenberg (wykładał na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie) pesymistycznie głoszący, że: „Dobra na świecie jest tyle, ile go złym mocom potrzeba na przynętę dla ludzi szlachetnych.”?
Ważniejszym od wizerunku, jaki przydajemy sobie sami, lub zabiega oń wizażysta na nasze zamówienie, jest to, co sądzą o nas inni. Chodzi tu nie o usłużnych klakierów. Liczy się opinia rzetelnych krytyków. To ona powoduje, że osoba lub firma cieszy się zasłużoną renomą. „Dbać trzeba o uznanie, nigdy o poklask” (Monteskiusz).
Niech pamiętają o tym ludzie PR-u, których zadaniem – jak mediatorów – jest pogodzenie „świata ciepłych interesów ze światem zimnych realiów”, by użyć słów Józefa Kozieleckiego. Miast angażować się w tworzenie fasady niczym krawcy nowych królewskich szat, powinni dostarczać pryncypałowi wiedzy - o nim samym i kierowanym przezeń przedsiębiorstwie - zaczerpniętej ze świata zewnętrznego. Wymaga to odwagi, bowiem pryncypałowie na ogół sądzą, że wiedzą lepiej. Warto wówczas sięgnąć do filozofii – „dynamitu rozsadzającego empirię” (H. Elzenberg) i powtórzyć szefowi słowa Tadeusza Kotarbińskiego, że z mądrością mamy do czynienia wówczas, gdy nie jesteśmy wobec siebie bezkrytyczni, bowiem to „głupota sama sobie udziela kredytu bez granic.”
Waga idealna stanowi doskonałą przestrogę przed taką właśnie głupotą.
Prof. dr hab. WOJCIECH GASPARSKI
Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania
im. Leona Koźmińskiego (Centrum Etyki Biznesu)