Słowu lobbing media drukowane przywróciły właściwe znaczenie. Lobbingiem jest jawne i zgodne z prawem rzecznictwo interesów wykonywane dla określonych osób lub organizacji.
 |
Damian A. Zaczek |
|
15 grudnia 2008 r.
Rok 2008 r. był dobry dla lobbingu. Media zdjęły z niego odium korupcjogenne i aferalne. Niesławnej pamięci Marek Dochna jest już historią. Nie ma dnia, aby w mediach, szczególnie drukowanych, nie pojawiło się słowo lobbing w różnych odmianach i konotacjach, ale nigdy negatywnych. Lobbing to po prostu wywieranie wpływu w konkretnych sprawach – najczęściej subiektywnych.
W sobotnio-niedzielnym Dzienniku (Polska Świat Europa) z 13-14 grudnia 2008 r. słowo lobbing pojawia się trzykrotnie w trzech różnych artykułach.
Tak więc o potrzebie lobbingu nowych krajów Unii Europejskiej mówi premier Donald Tusk w krótkiej rozmowie podsumowującej najświeższy szczyt przywódców UE w Brukseli.
W związku ze zniknięciem nazwiska Hanny Lis z grafiku redaktorów prowadzących „Wiadomości” w TVP zagrożona jest również pozycja Andrzeja Urbańskiego jako prezesa Telewizji Polskiej. „Na rzecz Urbańskiego lobują europoseł Adam Bielan i prezydencki minister Michał Kamiński” – czytamy w gazecie.
W długim tekście o Stefanie Niesiołowskim pisze się, że obecny wicemarszałek Sejmu z PO w 1998 r. „miał lobować na rzecz interesów prezesa firmy Banpol Krzysztofa Suskiego u ZChN-owskiego ministra łączności”.
Jak widać, lobbing jest rzecznictwem interesów, a nie żadną skrycie prowadzoną operacją korupcyjną.
17 grudnia 2008 r.
Wczoraj ponownie pisano o lobbingu. „Dziennik” poświęcił niemal całą kolumnę komisji Przyjazne Państwo Janusza Palikota. Tytuł na samej górze strony informował: „Komisja przyjazna lobbystom”. Czujni dziennikarze wykryli, że w Komisji Palikota poprawki do ustawy forsują lobbyści z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD) zrzeszającej 11 hipermarketów.
Właściwie nie jest istotne, jakie zmiany proponowała POHiD, ale sposób ich wprowadzenia. Bowiem POHiD sam zgłosił się do Komisji Palikota z konkretnymi propozycjami. Taka inicjatywa nie spodobała się przedstawicielom Polskiej Izby Handlowej, którzy narzekają, iż nikt z nimi nie konsultował poprawek.
Wyłania się tu problem dostępu do informacji. Ładnych kilka lat temu Unia Wolności proponowała utworzenie w Internecie portalu, w którym ustawodawcy mieliby obowiązek zamieszczania wszystkich projektów ustaw. Zainteresowani mogliby bez problemu dopisywać swoje uwagi czyli: lobować. W wyborach parlamentarnych UW przepadła i taki sam los spotkał projekt.
Rok temu zwróciłem się do Kancelarii Premiera z propozycją przygotowania takiego portalu, ale pomysł nie spotkał się z zainteresowaniem.
W sytuacji opisanej powyżej można mieć pretensje do Polskiej Izby Handlowej, że nie monitoruje źródeł stanowienia prawa, stąd jej przedstawiciele nie wiedzą, co w zmianach piszczy.
Z drugiej strony można mieć pretensje do posła Palikota, iż nie poinformował wszystkich zainteresowanych o proponowanych poprawkach.
Powstał (nie pierwszy i nie ostatni) niepotrzebny konflikt interesów, który można w nieskomplikowany sposób zażegnać.